Biuletyn Miejski

Aktualności

Cometa w Poznaniu

- Kiedy ktoś pyta mnie czym jest Cometa, odpowiadam: Przyjdź i sam zobacz - mówi Paolo Nardi z Fundacji Cometa we Włoszech, która w mieście Como opiekuje się rodzinami zastępczymi. Opowiadał o tym poznańskim radnym z komisji rodziny i zdrowia podczas spotkania w Centrum Inicjatyw Rodzinnych przy ul. Ratajczaka.

.
fot. A. Solak

Z usług uruchomionego na początku roku poznańskiego Centrum Inicjatyw Rodzinnych skorzystało do tej pory ponad 4,5 tys. osób, spośród których aż 700 odebrało Kartę Rodziny Dużej. W siedzibie w budynku Arkadii odbyło się wiele rodzinnych warsztatów i zajęć, bezpłatne badania i czytania dzieciom. Na co dzień można tu zdobyć lub pobrać informacje o bieżących wydarzeniach skierowanych do dzieci i całych rodzin, uzyskać poradę prawną albo wymienić książkę w Całkiem Innym Regale.

Włoska Fundacja Cometa to połączone pomniejsze organizacje społeczne, zajmujące się bardzo różnorodnymi zagadnieniami. Działa w ten sposób, że opiekuje się siecią 40 rodzin sprawujących pieczę zastępczą. Przykładowo, w pięciu należących do niej domach w Como mieszka 5 rodzin - a w nich łącznie 56 dzieci, które razem się uczą, jedzą, odrabiają lekcje i spędzają czas wolny. Podopieczni Comety uczą się też konkretnych zawodów, a umiejętności praktyczne ćwiczą w działającej w miasteczku kawiarni/barze i stolarni produkującej meble na sprzedaż, m.in. dla jednego z włoskich lotnisk. W świetlicy natomiast codziennie ok. 120 dzieci wspólnie uczy się i bawi, mieszając naukę z zajęciami sportowymi. Przychodzą tu dzieci z rodzin które zmagają się z problemami ekonomicznymi i społecznymi, rodzin niepełnych albo rodzin migrantów, którzy muszą pracować od rana do wieczora, żeby zapewnić swoim bliskim byt.

- Pierwszym z filarów naszej działalności jest otwartość. Widzimy w niej ogromną szansę, także dla nas samych  - mówił Paolo Nardi. - Drugim jest dzielenie się. Wierzymy, że aby stworzyć coś pożytecznego na zewnątrz, musimy zacząć najpierw od naszej lokalnej społeczności.

Radny Marek Sternalski: - Myślę, że to kwintesencja działalności w tej formule. Z poprzedniej wizyty gości z Como pamiętam, że po pokazaniu dzieciom przez mistrza-opiekuna ich zdolności i umiejętności w jakimś zawodzie, ktoś kto wcześniej nie mógł wstać do szkoły na 8, potrafił nagle wstawać na 6 rano do pracy w warsztacie. A po roku, kiedy orientował się, że oprócz umiejętności praktycznych musi mieć jeszcze wiedzę formalną, sam chciał wrócić do szkoły. Sęk w tym, że wprowadzenie takiego włoskiego modelu w naszych warunkach byłoby trudne. Musimy zastanowić się, jak jego najlepsze cechy i rozwiązania przenieść na polski grunt.

Radny Antoni Szczuciński: - Różnica między Polską a Włochami polega na tym, że w Polsce rodziny zastępcze traktowane są jednostkowo. Podobnie aktywujemy za to osoby bezdomne, starając się ich przywrócić rynkowi pracy.

Paolo Nardi: - Oczywiście możemy rozmawiać o procedurach i metodach wychowawczych, ale przede wszystkim musimy zastanowić się jak sprawić, by każdy młody człowiek poznał swoją wartość i uwierzył w siebie. Przez lata naszej działalności nie zyskaliśmy wcale więcej pieniędzy, zresztą instytucja rodzin zastępczych we Włoszech działa w ten sposób, że to rodziny dostają pieniądze bezpośrednio od rządu i państwa. Każde z nich otrzymuje co miesiąc kilkaset euro na jedno dziecko, co biorąc pod uwagę problemy zdrowotne czy psychologiczne podopiecznych, nie jest wystarczającą kwotą. My sami zyskaliśmy za to zaufanie społeczne, które przejawia się w tym, że policjanci jadący na interwencję dzwonią do nas od razu mówiąc: Jesteście w stanie znaleźć dziecku rodzinę? Będziemy u was za 10 minut.

Włodzimierz Kałek, dyrektor MOPR: - W naszych rodzinach problem polega na tym, że nie chcą się łączyć do współpracy. Część z nich nie chce nawet czasami, by ich personalia były znane biologicznej rodzinie, chociaż to obowiązek ustawowy, a poza tym większość z nich jest przecież po to, by przystosować dziecko do życia i zwrócić je biologicznym rodzicom.

Paolo Nardi: - Nasza fundacja powstała z kolei po to, by rodziny zastępcze mogły się wspierać, bo we Włoszech nie cieszą się zbyt dużym zainteresowaniem. Niekiedy nie chcemy, by biologiczna rodzina znała miejsce pobytu dziecka, w innych przypadkach jest wręcz odwrotnie, a kontakt jest po to, by taką rodzinę wspierać. Nasi dorośli wychowankowie mają z nami stały kontakt, zawsze mogą zwrócić się do nas o pomoc. Dwóch z nich założyło już zresztą własne rodziny zastępcze.

W Poznaniu jest w tej chwili 500 rodzin zastępczych, w których wychowuje się około 700 dzieci. W tej liczbie mieście się 28 tak zwanych "rodzin zawodowych", reszta to bliscy krewni dzieci, odebranych biologicznym rodzicom. Na 15 rodzin przypada jeden asystent. (as)

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.