Biuletyn Miejski

Biuletyn Miejski

Uczony

Ojciec założyciel Uniwersytetu Poznańskiego, odkrywca Biskupina, erudyta cieszący się międzynarodową sławą, a także niezłomny patriota, konspirator i filantrop. 50 lat temu odszedł prof. Józef Kostrzewski.

Prof. Józef Kostrzewski goszczący prezydenta RP Ignacego Mościckiego (z prawej) na terenie wykopalisk w Biskupinie, 1936 r., fot. ze zb. NAC
Prof. Józef Kostrzewski goszczący prezydenta RP Ignacego Mościckiego (z prawej) na terenie wykopalisk w Biskupinie, 1936 r., fot. ze zb. NAC

W najbliższym sąsiedztwie Jeziora Lednickiego leży Węglewo, niewielka wieś znana głównie z drewnianego kościółka pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Owa niezwykle urokliwa miejscowość ma jednak przynajmniej jeszcze jeden powód do chluby. To właśnie tutaj 25 lutego 1885 roku przyszedł na świat "ojciec nowoczesnej prahistorii polskiej" - profesor Józef Kostrzewski. Urodził się w rodzinie zamożnego gospodarza Stanisława Kostrzewskiego i córki powstańca listopadowego Elżbiety z Brońkańskich. Dla Polaków żyjących pod pruskim zaborem nie był to z pewnością najłatwiejszy czas, dlatego tym bardziej należy docenić odważną decyzję rodziców przyszłego badacza przeszłości, którzy niezwykle zdolnego chłopca posłali w 1894 roku "na nauki" do gimnazjum w Ostrowie Wielkopolskim, skąd trzy lata później przeniósł się on do bliższego rodzinnym stronom zakładu w Gnieźnie. Wychowany w duchu głębokiego patriotyzmu młodzian przywdzieje tutaj szaty obdarzonego znaczną charyzmą konspiratora, który zaangażuje się w szereg "nielegalnych" na gruncie pruskiego prawa inicjatyw, by wymienić tylko kółko samokształceniowe w Towarzystwie im. Tomasza Zana czy też ruch Eleusis. Ostatni z wymienionych głosił m.in. hasła wstrzemięźliwości od alkoholu, tytoniu i hazardu, którym Kostrzewski pozostał wierny do końca swego długiego i pracowitego życia. Donos kolegi sprawił, że gnieźnieńskiego gimnazjum młody Kostrzewski nie ukończył. Udało mu się to dopiero w wieku 22 lat - po przenosinach do Poznania i szczęśliwym złożeniu matury w miejscowym gimnazjum im. Augusty Wiktorii (ob. I LO im. K. Marcinkowskiego).

Świadectwo maturalne pozwoliło wyjechać Kostrzewskiemu do Wrocławia, gdzie jeden z największych polskich archeologów zapisał się na... medycynę. Wybór takiego, a nie innego kierunku studiów wynikał zapewne w jakiejś mierze z jego aktywności w ruchu Eleusis i łączył się z pragnieniem walki z chorobami społecznymi. Niezwykle rozbudowana aktywność, m.in. w środowisku zamieszkujących Śląsk Polaków, ale i kilkutygodniowe aresztowanie przez ochranę w czasie zjazdu filomackiego w Warszawie sprawiły, że lekarzem ostatecznie nie został. Rozbudzone w okresie wrocławskim zainteresowania kulturą ludową pchnęły go jednak do Krakowa, gdzie w roku 1909 rozpoczął pod kierunkiem prof. Włodzimierza Demetrykiewicza, jedynego wówczas w Polsce fachowego archeologa, studia z zakresu prehistorii, a także etnografii, antropologii, historii sztuki i filozofii. "Ożywcza kąpiel duchowa" - jak sam Kostrzewski scharakteryzował po latach swój pobyt w Krakowie - spowodowała, że wybór drogi życiowej był odtąd dlań jasny. Chęć naukowego rozwoju sprawiła zarazem, że po zaledwie dwóch latach Kraków okazał się dla niego za mały. Za radą Bolesława Erzepkiego, dyrektora poznańskiego Muzeum im. Mielżyńskich przy PTPN, w 1910 roku Kostrzewski przeniósł się ostatecznie na Uniwersytet Fryderyka Wilhelma w Berlinie, by przez kolejne cztery lata studiować prehistorię pod wymagającym okiem prof. Gustafa Kossinny. Berlińskie studia uwieńczone uzyskaniem stopnia doktora, do czego doszło w przededniu wybuchu I wojny światowej, dały mu wszechstronne wykształcenie, a przede wszystkim wyposażyły w warsztat pracy archeologa i muzealnika.

Wszystko to pozwoliło na objęcie, jeszcze w kwietniu 1914 roku, posady u boku Erzepkiego w Muzeum Mielżyńskich i zaangażowanie się na dobre w poznańskie życie naukowe, znaczone licznymi publikacjami, wystawami, a także powołaniem do życia Towarzystwa Muzealnego, "Zapisków Muzealnych" etc. Co znamienne, w drugiej fazie Wielkiej Wojny ponownie dała o sobie znać konspiracyjna natura Kostrzewskiego, gdyż to właśnie za jego sprawą w gmachu Muzeum Mielżyńskich wyjątkowo długo (1917-1918) ukrywać się będzie zbiegły z niemieckiej armii przywódca podziemnego polskiego harcerstwa Wincenty Wierzejewski, który uruchomi tutaj m.in. tajną drukarnię. Dziejowa zmiana jesienią 1918 roku oznaczała dla Kostrzewskiego, który w lutym 1918 roku zdążył uzyskać habilitację na Uniwersytecie Lwowskim, rozpoczęcie najważniejszej chyba batalii w jego niezwykle bogatym życiorysie. Otóż w listopadzie 1918 roku wszedł on w skład wąskiej, czteroosobowej komisji organizacyjnej polskiego uniwersytetu w Poznaniu. Wybrany na sekretarza tego prestiżowego gremium, w ciągu kilku kolejnych miesięcy odegrał kluczową rolę w powołaniu do życia Uniwersytetu Poznańskiego (7.05.1919).

Józef Kostrzewski, któremu naturalną koleją rzeczy powierzono kierownictwo Katedry Prehistorii młodej poznańskiej Wszechnicy, rzucił się w wolnej Polsce w wir tytanicznej niemal pracy naukowo-organizacyjnej. Pisze wówczas kolejne artykuły i książki, w których wyłuszcza swą neoautochtonistyczną teorię bazującą na twierdzeniu, że w dorzeczu Odry i Wisły od epoki brązu po wczesne średniowiecze występowała ciągłość kulturowa. Powołuje do życia kolejne czasopisma, aktywnie działa na gruncie muzealnym, wreszcie prowadzi szeroko zakrojone badania archeologiczne w Biskupinie, które przynoszą mu międzynarodową sławę. Ów szczytowy okres w karierze uczonego brutalnie przerywa wybuch II wojny światowej. Poszukiwany przez Niemców, ucieka z Poznania pod zmienionym nazwiskiem (jako Edmund Bogdajewicz), by przez kolejne lata ukrywać się na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Wrócił do stolicy Wielkopolski już w marcu 1945 roku, by na nowo oddać się obowiązkom muzealnym i tym ściśle uniwersyteckim. Nowe komunistyczne władze z trudem jednak akceptowały głęboko wierzącego konserwatystę "na uczelni", co w 1950 roku przyniosło Kostrzewskiemu, podobnie jak kilku innym "burżuazyjnym profesorom", gorycz usunięcia z uniwersytetu, na który został przywrócony dopiero na fali tzw. październikowej odwilży w 1956. Dodajmy, że w tym samym czasie zaangażował się on w trwającą kilka lat pomoc materialną dla Heleny Jankowskiej, samotnie wychowującej pięcioro dzieci, których ojciec - Roman Jankowski (robotnik ZNTK) zginął w czasie Poznańskiego Czerwca 1956.

"Miałem więc życie wypełnione pracą i nigdy się nie nudziłem. Zyskałem wielu żarliwych przyjaciół i liczne dowody uznania ponad wszelką miarę i znacznie ponad rzeczywistą zasługę" - pisał, kończąc swój pamiętnik, Józef Kostrzewski. Wielki poznański uczony zmarł 19 października 1969 roku. Spoczywa na cmentarzu parafii pw. Imienia Maryi przy ul. Braniewskiej.

Piotr Grzelczak

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019