Przystanek wiedeński, jak korzystać?

Ułatwia korzystanie z tramwajów i poprawia bezpieczeństwo pasażerów - przystanek wiedeński to konstrukcja, która na co dzień pomaga przemieszczać się po mieście. Można już je spotkać w centrum Poznania. W planach jest budowa kolejnych na terenie całego miasta.

Przystanek wiedeński
Przystanek wiedeński fot. PIM

Konstrukcja przystanku wiedeńskiego polega na wyniesieniu poziomu jezdni o około 22 centymetry na specjalnie zbudowanej rampie. Dzięki temu pasażer zyskuje możliwość znacznie łatwiejszego wejścia lub wyjścia z pojazdu. Ma to znaczenie przede wszystkim dla osób starszych, niepełnosprawnych, ale również rodziców z dziećmi w wózkach. Ważny jest też aspekt bezpieczeństwa, ponieważ kierowcy samochodów zmuszeni są zwolnić przed przystankiem z uwagi na wjazd na wyniesioną jezdnię. Tego typu ułatwienie w transporcie zbiorowym wprowadzono po raz pierwszy w Wiedniu, stąd wzięła się ich nazwa.

- Apelujemy do pasażerów korzystających z przystanków typu wiedeńskiego o to, by nie wchodzili na wyniesiony fragment jezdni, kiedy na przystanku nie ma tramwaju. To jest niezwykle istotne ze względów bezpieczeństwa. Dla ułatwienia, chodnik od ulicy oddziela żółta linia. Jezdnią, w momencie kiedy na przystanku nie ma tramwaju, poruszają się samochody. O zachowanie ostrożności apelujemy zatem także do kierowców - wyjaśnia Bartosz Trzebiatowski, rzecznik ZTM.

Kiedy tramwaj znajduje się przy przystanku wiedeńskim, kierowcy są zobowiązani nie wjeżdżać na rampę i poczekać na odjazd pojazdu. W ten sposób pasażerowie komunikacji miejskiej mogą spokojnie wejść i wyjść z tramwaju.

Pierwszy przystanek typu wiedeńskiego powstał w Poznaniu na ul. Gwarnej wiosną 2014r. W 2015 roku wybudowano kolejne dwa przystanki na ulicy Strzeleckiej, przystanek Łąkowa oraz Plac Wiosny Ludów. W planach jest budowa aż 25 przystanków tego typu na terenie całego miasta.

ZTM w ramach przeprowadzanych akcji informacyjnych udostępnił film obrazujący prawidłowe zachowanie na przystanku: https://youtu.be/OIfizLiYWKk

ZTM/R. Giedrojć/biuro prasowe