Natalia na podium 20. PKO Poznań Maraton!

Nelson Mandela mawiał: "Zawsze wydaje się, że coś jest niemożliwe, dopóki nie zostanie to zrobione". Rozmowa z Natalią Sobotą, naszą koleżanką z POZnan*Kontakt, która zajęła II miejsce w 20. PKO Poznań Maraton pokonując dystans 42,195 km w czasie 04:40:04, w kategorii "Kobieta, wózek bezpośredni".

fot. Adam Ciereszko
fot. Adam Ciereszko

Natalio, przede wszystkim wielkie gratulacje. Całe Biuro POZnan*Kontakt trzymało za Ciebie kciuki i kibicowało. Jak wiemy nie od dzisiaj interesujesz się sportem. Przychodzą Ci czasami do głowy nietypowe rzeczy? Mam wrażenie, że któregoś dnia po prostu pomyślałaś sobie, co by było, gdyby spróbować pobiec w maratonie? Jak się to wszystko zaczęło?

Bardzo dziękuję! A jak to się zaczęło... Krótko mówiąc: Kiedyś nad Wartą, podszedł do mnie chłopak, powiedział, że chciałby przebiec  maraton z osobą niepełnosprawną. Wtedy obiecałam, że kogoś mu poszukam. Jednak na drugi dzień napisałam do niego "Sebastian, pobiegnę z Tobą". I tak się zaczęło. Pobiegliśmy w 2017 roku w 18. PKO Poznań Maraton. Nigdy tego nie zapomnę. Pomagał mi, prowadził mnie, trochę też jechałam sama. Nigdy nie zapomnę momentu wbiegania na metę, aż do teraz mam ciarki. Tam poczułam, że chcę to zrobić samodzielnie. Zaczęłam trenować. Pod wpływem chwili zapisałam się na 13. PZU Półmaraton Warszawski następnie na 39. PKO Szczecin Półmaraton, a potem na zeszłoroczny 19. PKO Poznań Maraton. Bardzo się obawiałam, wszystko jednak wyszło pięknie. Przepadłam na maksa. Tegoroczny Poznań Maraton był moim dziewiątym biegiem w tym roku. Bieganie stało się najpiękniejszą przygodą w moim życiu. Pozwoliło mi poznać wiele wspaniałych osób, którym chce się po prostu żyć i którzy sami stają się dla mnie inspiracją. To wspaniała sprawa.

Debiutowałaś na 18. PKO Poznań Maraton, również zakończyłaś go na II miejscu, po drodze było jeszcze kilka innych sportowych wydarzeń, w których brałaś udział. Czy tegoroczny bieg w jakiś sposób, był dla Ciebie szczególny?

Poznań Maraton jest szczególny sam w sobie. To tutaj się wszystko zaczęło, to sentyment i wspomnienia. Poza tym sam dystans maratoński zawsze robi na mnie ogromne wrażenie. Jestem podekscytowana udziałem, lecz zawsze obawiam się, że na trasie zdarzy się coś co mnie zaskoczy, na co nie będę miała wpływu. Przez te nieco ponad 42 kilometry może wydarzyć się w zasadzie wszystko.

Takie przedsięwzięcia wiążą się z ogromnymi emocjami nie tylko u samych uczestników, ale także u kibiców. Jaka atmosfera panowała na trasie?

Atmosfera? Przepiękna, nie da się tego opisać słowami. Kibice w Poznaniu są niesamowici, krzyczą, śpiewają, kibicują wspaniale, wołają po imieniu, biją brawo, wymachują ogromnymi kartkami z różnymi motywującymi napisami. Każdy daje coś od siebie. Widziałam kobietę, która stała przy trasie z 1,5 litrowymi butelkami z wodą i oblewała głowy biegaczy żeby ich ochłodzić. No i wolontariusze... Oni na punktach odżywczych mają tyle mocy, że każdego poderwą do walki. Punkty ustawione są średnio co 5 kilometrów. Oni dbają o wszystkich. Kibicują, podają wodę, napoje izotoniczne, banany czy gorzką czekoladę. Zawsze są zwarci, gotowi i zorganizowani. Widać, że im się chce i są pełni zapału. Wielkie ukłony dla nich. Robią mega robotę. Muszę powiedzieć, że ja osobiście dostałam od nich bardzo dużo wsparcia na każdym z punktów, za co chciałam im podziękować z całego serca. Nie było punktu, obok którego przebiegłabym niezauważona. Jakie to motywujące, gdy słyszysz "dajesz Natala!", "jeszcze trochę i meta", "jesteś wielka", "szacun", "jesteśmy dumni". Nigdy nie zapomnę jak dobiegałam do piętnastego kilometra, a kolega, który był tam jako lider ze swoją grupą wolontariuszy, gdy mnie zobaczył, wyrwał biegiem na drugi koniec punktu odżywczego żeby dać mi banana. Jak mi się miło zrobiło, ja nawet czegoś takiego nie oczekiwałam! Skrzydła mi urosły! Tak jest tylko w Poznaniu. Są bezkonkurencyjni.

Biegacze dla siebie nawzajem też są wsparciem. Często zdarza mi się słyszeć od nich "podziwiam Cię, jesteś wielka", odpowiadam po prostu "Ty też".  Niekiedy rozmawiamy, kojarzymy się z innych biegów czy z portali społecznościowych. Przybijamy sobie "piątki", kibicujemy nawzajem i wspieramy się na końcowych kilometrach. Podczas Poznań Maraton wielokrotnie zdarzało się, że biegacze pytali czy mam wodę, po czym sami podawali mi kubeczek wody, w chęci pomocy łapali też za wózek, by pchać pod górkę. Wszyscy ci którzy mnie znają, wiedzą, że jestem okropnie uparta - nie pozwoliłam :) Choćbym miała się męczyć nie wiem jak bardzo, absolutnie nie chciałam żeby ktoś mi pomagał. Upartość - choć niektórzy tego nie rozumieją - tę cechę w sobie lubię najbardziej. Prowadzi mnie przez życie od zawsze. I jestem z tego dumna.

PKO Poznań Maraton co roku rośnie w siłę. Jak sądzisz, co ciągnie ludzi do biegania?

Znam osoby, które zaczęły biegać, bo chciały schudnąć i tak już zostało, ale znam także osobiście ludzi, którym bieganie pomogło w walce z depresją czy alkoholizmem. Inni biegają, by pomagać innym, zbierają fundusze na różne cele. Biegają także ludzie starsi. To ich wszystkich podziwiam właśnie. Subiektywnie rzecz ujmując, myślę, że bieganie dużo zmienia, trochę "przestawia" w głowie. Mi dodało odwagi i pokazało, że czasami niektóre rzeczy mogą się jedynie wydawać niemożliwe. Od 2 lat wiele się zmieniło. Kiedyś miałam problemy ze snem, byłam też strasznym niejadkiem, niezbyt też lubiłam to co wiąże się aktywnością fizyczną. Dziś śpię dobrze, jem lepiej, biegam, pływam regularnie. Bieganie otworzyło mi wiele drzwi, pozwoliło nawiązać wiele znajomości ale i przyjaźni. Dla mnie bieganie to rywalizacja z samą sobą (tylko i wyłącznie!), to dobry trening głowy, walka ze słabościami i najpiękniejsza przygoda. Bieganie jest wspaniałe, nawet jeśli robi się to w niestandardowy sposób. Nigdy nie pomyślałabym, że będę robić coś takiego.

Czy podczas biegu miałaś chwile zwątpienia? Jak sobie z nimi radziłaś?

Maraton to jest wyzwanie i trzeba być tego świadomym. Kryzys pojawił się już w okolicach 26 kilometra. Biegliśmy przez Maltę, tam na pewnym odcinku nawierzchnia (stary, chropowaty asfalt) niestety sprawiła, że moje przednie małe kółka zaczęły "wariować", musiałam zwolnić, uważać, wyzwolić więcej energii. Miałam dość. Jak sobie radziłam? Uparłam się. Są momenty, gdy biegnie się głową, po prostu. Stwierdziłam - zwolnię - byle się nie zatrzymywać, byle do przodu. Na chwilę minęło. Było lepiej.  Byłam świadoma, że czeka mnie jeszcze spory podbieg na dalszej części trasy. Zawsze boję się też tego, co będzie po 30 kilometrze. Tam trochę zmienia się perspektywa, czuje się już przebyte kilometry.

Startując w biegu, myślałaś o tym, że skończy się on na podium?

Nie. To znajomi raczej powtarzali mi na każdym kroku "pochwal się potem, które miejsce", "oho, znów będziesz na podium". Nie robię tego dla podium, maraton to nie wyścigi - przynajmniej ja tak to postrzegam. Dla mnie moment wbiegania na metę w Poznaniu jest szczególny, niebieski dywan, wbiegasz jak król, tłumy kibiców krzyczą z całych sił. Te emocje, które siedziały we mnie od kilku dni i utrzymywały się przez całą trasę maratonu, puściły na mecie. Gdy wbiegając na metę słyszysz jak wyczytują Twoje imię i nazwisko i gdy sobie uświadamiasz co się właśnie dzieje - to jest nie do opisania. Po prostu to było jak wulkan. Wybuch. Popłakałam się, po prostu. Słowa tego nie wyrażą.

Twój udział w maratonie niewątpliwie pokazuje, że osoby z niepełnosprawnością, mogą wiele osiągnąć. Co Cię motywuje do działania?

Samo to, że mogę być lepsza od siebie samej. Kocham to, po prostu. Czuję, że żyję. Jeśli widzisz, że to co robisz, przynosi oczekiwane skutki, daje satysfakcję - chce się to robić. Nawet jeśli jesteś świadomy, że będą trudności i słabsze chwile.

Wiele biegów za Tobą, jestem pewna, ze jeszcze więcej szykuje się w przyszłości. Czego można Ci życzyć?

Bym mogła być jeszcze lepsza. Mam wiele biegowych marzeń. Jednym z nich jest "złamanie" 4 godzin. Życie jest nieprzewidywalne i tego się trzymam.

  

MSz