A co komputer ma w środku?- czyli jak przedszkolaki odwiedzały szkoły zawodowe...

Jak się robi pączki? A drożdżówki? W jaki sposób plecie się francuski warkocz? Czy robot podskakuje na stoliku ze strachu, bo się boi roboty? Tego wszystkiego - i o wiele więcej- mogły dowiedzieć się poznańskie przedszkolaki, które brały udział w pilotażowym projekcie, zrealizowanym przy pomocy Centrum Doradztwa Zawodowego dla Dzieci i Młodzieży pod hasłem: "Przygodę z zawodem czas zacząć" w dniach 20-23 maja. Chodzi o to, żeby dzieci mogły dosłownie palec wsadzić w ciasto drożdżowe, wzięły do łapki lupę, pilota do robota czy kolorowy perkal- tłumaczy Wiesław Banaś, zastępca dyrektora Wydziału Oświaty. To jest nauka przez zabawę, frajdę, przyjemność. I bardzo zdrowy sposób na zaspokojenie dziecięcej ciekawości. Czym zajmuje się fotograf? A drukarz? A krawcowa? Pokazywaliśmy- i będziemy to robić- dzieciakom  różne zawody w naszych szkołach branżowych i technikach "na własne oczy".

Wszyscy są bardzo zadowoleni z tego projektu- mówi Natalia Kaszkowiak z  CZDZdDiM. Czekamy na więcej i myślimy o tym, żeby rozszerzyć te wizyty o dzieci z klas 1-3 szkół podstawowych.

Przedszkolaki w szkołach zawodowych
Przedszkolaki w szkołach zawodowych

Dzieci z Przedszkola nr 41  odwiedziły Zespół Szkół Zawodowych nr 2. Nie tylko odwiedziły i zwiedziły, ale też brały udział w warsztatach gastronomicznych- uśmiecha się Andrzej Maciejak, dyrektor placówki. My byliśmy zachwyceni tym, jak nasze przedszkolaki są grzeczne, miłe, a przy tym chłonne praktycznych ćwiczeń. A nasi uczniowie byli dumni, że mogą zaprezentować arkana swoich zawodów młodszym kolegom i koleżankom, bo poczuli się przy tym ważni i docenieni. Nie mówiąc o tym, że wspólne "lepienie" pączków, to po prostu fajna zabawa dla jednych i drugich.  To prawda- podkreśla Beata Palacz, dyrektor Przedszkola nr 41. Dzieci wróciły z tej szkoły podekscytowane i bardzo żałowały, że już po wszystkim. My w pewnym sensie mamy takie "wstępne" doradztwo zawodowe, odbywające się choćby w ten sposób, że odwiedzają nas rodzice i opowiadają dzieciom, czym się zajmują. Ale opowiadać, to nie to samo, co zobaczyć, dotknąć, posmakować...Co roku odwiedzamy Wyższą Szkołę Aspirantów Straży Pożarnej. Dla dzieci to niezwykła przygoda. Mundury, sikawki, czerwone wielkie wozy- czegóż można chcieć więcej! 

Ja powiem tylko tyle: już dawno nie widziałam dzieci tak przejętych i szczęśliwych po wycieczce- mówi  Iwona Ziółkowska, dyrektor Przedszkola nr 37, którego sześcioletni przedstawiciele obu płci odwiedzili Zespół Szkół Łączności. Dzieci były zachwycone wszystkim- powtarza pani dyrektor. Opowiadały mi, że patrzyły przez lupę na swoje paluszki, zaglądały do komputera, widziały, jak drukuje się pieski z drukarki 3D i mnóstwo innych cudów. Bardzo pożyteczny i nowatorski pomysł, by zapraszać przedszkolaki do szkół zawodowych. Jak zapytałam , kto by chciał się uczyć w ZSŁ, to teraz, po tej wycieczce- wszyscy! Profesjonalizm i ciepło, jakie okazali nam i uczniowie i pracownicy szkoły zaowocują piękną laureczką, którą już dla nich szykujemy...

Dyrektor ZSŁ, Jerzy Małecki, również jest bardzo zadowolony.To byli bardzo mili goście - wspomina wizytę przedszkolaków. A co nam te odwiedziny dały? No cóż, nie tylko mogliśmy się pochwalić tym, czym się zajmujemy, a każda promocja jest cenna, ale też mieliśmy okazję odczarować stereotypy, jak na przykład mit, że w naszej szkole uczą się sami chłopcy. Najwyższą średnią  i najlepsze oceny ma właśnie dziewczyna! Ja osobiście do przedszkola nie chodziłem i od dziecka wiedziałem, że będę studiował na Politechnice, ale nie wszyscy "tak mają". Dlatego tak sesnowne jest pokazywanie naszych praktyk od środka, od strony ławki, komputera, drukarki... 

Nasze dzieci odwiedziły Zespół Szkół Odzieżowych i wróciły stamtąd nie tylko ślicznie uczesane, ale i z wypiekami na twarzy- wspomina Małgorzata Rutkowska, dyrektor Przedszkola nr 150. Poznały zawód krawcowej i fryzjera, patrzyły, jak się strzyże, modeluje, układa fryzury, miały zaplatane warkocze i żelowane grzywki, podziwiały czary-mary, jakie powstają przy użyciu maszyny do szycia, ale też "przywiozły" do przedszkola zasady etykiety klienta fryzjera czy krawcowej. I jeśli do tej pory nie wiedziały, dlaczego na fotelu fryzjerskim nie należy się wiercić, to teraz na pewno już wiedzą!

Dzieci były bardzo wymowne, zadawały mnóstwo pytań i to było słodkie- uśmiecha się Grażyna Łakomiec, dyrektor ZSO. Chciały wiedzieć wszystko! Dlaczego myjemy głowę u fryzjera? Czemu sukienka powinna  mieć zamek albo guziki? Co to jest szmizjerka? No, a chłopcy chcieli mieć na głowie koniecznie fryzury a la Messi albo Lewandowski... Jak oceniam sam projekt? Od lat współpracuję z zespołem do spraw promocji szkolnictwa zawodowego i  jestem pewna, że wizyty dzieci w naszych szkołach świetnie wpisują się w nasz "szacunowy" krajobraz. Będziemy się więc odwiedzać jeszcze nie raz!