"Marcinek"- ale nie tylko on- kończy sto lat. Wszystkim serdecznie gratulujemy!

Czuję się bardzo szczęśliwym, iż w jednej uczelni prastarego piastowskiego grodu Przemysława, uczelni nazwanej imieniem męża patrioty, którego postać była ideałem moich lat młodzieńczych, po długim okresie zaborów wypada mi otwierać pierwszy rok szkolny, w którym nauka odbywać się będzie w języku ojczystym- mówił pierwszego maja 1919 roku pierwszy dyrektor Gimnazjum i Liceum im. Karola Marcinkowskiego Antoni Borzucki. W roku tym do nauki przystąpiło 358 uczniów narodowości polskiej i 299 nardowości niemieckiej. Dziś w "Marcinku " uczy się 672 młodych ludzi i jesli uczą się w klasach dwujęzycznych, to robią to wyłącznie z własnego wyboru. Dziś także obchodzona jest uroczyście setna rocznica powstania tej placówki. Najbardziej jestem dumna z tego, że nasi absolwenci nie zapominają ani o nas, ani o sobie. Rocznik, który zdawał maturę w 1956 roku do dziś spotyka się raz w miesiącu, a jeden z jego przedstawicieli funduje stypendium dla zdolnego ucznia lub uczennicy z własnych pieniędzy od wielu lat- mówi Alina Chojnacka, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1- czyli "Marcinka" właśnie. 

A co na to miasto? Miasto zafundowało "Marcinkowi" na setne urodziny renowację elewacji budynku za ponad 4 i pół miliona złotych. Będzie się działo!

"Marcinek"
"Marcinek"

Kiedy słyszę, że u nas jest niefajnie, bo dominuje wyścig szczurów, to się już nawet nie irytuję- uśmiecha się pani Chojnacka. Myślę, że takie opinie głoszą albo ci, którzy się do nasnie dostali, albo tacy, którzy nie dają rady utrzymać się na naszym bardzo wysokim poziomie nauczania. Nie jest lekko, o tym dobrze wiem, ale zawsze w życiu jest coś za coś. Chcesz biegle mówić po francusku tak, by potem studiować na Sorbonie? Trudno. Musisz się przyłożyć. Co nie znaczy, że nie ma u nas miejsca na pasje i zaintersowania. Nasi uczniowie tańczą, śpiewają, grają w teatrze i zdobywają cenne sportowe trofea. U nas jest wszystko. No i najważniejsze - tworzymy wielopokoleniową rodzinę.

Jednym z jej członków jest pan Leonard Szymański. Zdawałem maturę w 1956 roku- wspomina pan Leonard. Do dziś pamiętam "mój" temat z języka polskiego: "Problematyka narodowowyzwoleńcza u pisarzy pozytywistów". Moje życie potoczyło się potem bardzo ciekawie, tak zawodowo, jak i politycznie, ale dziś mówimy o "Marcinku". Nasza klasa od lat fundowała stypendium dla niezbyt zamożnego, a bardzo zdolnego ucznia. Od kilku lat sam je również funduję. Co miesiąc płacę kilkaset złotych na potrzeby takiego ucznia czy uczennicy. Dlaczego? Ano dlatego, że, jak mawiał Karol Marcinkowski, nasze wykształcenie, to dług który winniśmy spłacić ogółowi, kiedy przyjdzie na to czas. Na mnie przyszedł, więc go spłacam.

Swój dług wobec "Marcinka", w którym pracuje od siedemnastu lat, pan Jacek Kuśnierski spłacił robiąc piękne zdjęcia swojej szkole do kalendarza i książki, upamiętniającej stulecie placówki pt "De aurea aetate". Jestem tutaj kierownikiem gospodarczym i dbam o nasze sprawy, naprawy, remonty- uśmiecha się pan Jacek. Ale ponieważ jesteśmy w pięknym, zabytkowym budynku, usytuowanym w sercu Poznania na równie pięknej działce, to postanowiłem to uwiecznić na fotografiach. Jedno z nich robiłem z wysięgnika, będąc 38 metrów nad ziemią. Ale miałem "galara"! Za co lubię tę szkołę? Za jej klimat, ale też estymę, poziom, na którym wciąż się utrzymuje, za fajnych wychowanków, którymi stoi, a którymi moglibyśmy się szczycić godzinami. Po prostu- "Marcinek"- to "Marcinek". Klasa sama w sobie.

Równie dobrze o swojej szkole- Zespole Szkół Budownictwa nr 1- myśli jej dyrektor, Krzysztof Kubiak. I my również obchodziliśmy stulecie tego roku. Dla mnie to ogromne wyróżnienie, że jestem szefem takiej szkoły- mówi pan dyrektor. Bo to jest placówka, która od stu lat utrzymuje się na wysokim poziomie, tworząc niepowtarzalną atmosfere tak dla uczniów, jaki i nauczycieli. Fajnie jest kierować szkołą, której uczniowie, jako pierwsi w Polsce, własnymi siłami postawili porządny dom porządny mieszkalny. No i absolwentami też możemy się poszczycić, choćby panem Rektorem UAP-u, który udowodnił, że talenty artystyczne mogą iść w parze z kompetencjami zawodowymi.

Grażyna Łakomiec, dyrektor Zespołu Szkół Odzieżowych, który także obchodził "setkę" w tym roku,uważa, że ten setny jubileusz był podsumowaniem całego okresu poważnej transformacji, jaką przeszła przez ostatnie lata jej placówka. Podkreślaliśmy podczas obchodów, ile nasza szkoła zyskała podczas referom oświatowych - mówi pani Łakomiec. Myślę tu o wprowadzeniu liceum ogólnokształcącego o profilu plastyka ubioru, co spowodowało znaczne podniesienie prestiżu zawodu kreatora mody. Mamy projektantów, którzy nie tylko odnajdują się na rynku, ale i osiągają na nim poważne sukcesy, jak na przykład Edyta Jermacz. Od dziesięcioleci była to szkoła dla dziewcząt, przygotowująca je do życia, ale też aktywności zawodowej- nadal to robimy. A najbardziej jestem dumna z tego, że dzwonią do nas nasi absolwenci albo ich rodzice, żeby z nami pogadać, podziękować za to, co w naszych murach przeżyli. To naprawdę bardzo mnie cieszy.