Nasi na Memoriale Kusego!

Janusz Kusociński był jedną z największych gwiazd polskiego sportu okresu międzywojennego. Wybitny biegacz i wielokrotny rekordzista Polski na długich dystansach, w 1932 roku zdobył dla kraju złoty medal olimpijski podczas Igrzysk w Los Angeles. Przed wojną łączył treningi z zatrudnieniem w szkole i klubach sportowych, gdzie pełnił rolę trenera i wychowawcy młodzieży. Został rozstrzelany przez Niemców w 1940 roku. Od 1956 roku sportowcy z całego świata biorą udział w memoriale imienia Janusza Kusocińskiego. W tym roku w Chorzowie na trybunach zasiedli nasi najlepsi młodzi lekkoatleci...

Nasi na Memoriale...
Nasi na Memoriale...

Ponad 20 000 kibiców było na Stadionie Śląskim świadkami spektakularnego lekkoatletycznego wydarzenia - 64. ORLEN- Memoriału Janusza Kusocińskiego. Wśród nich były: Róża, Zosia i Wiktoria ze Szkoły Podstawowej nr 51 w Poznaniu. Było bosko- wspomina Róża. Ja sama uwielbiam lekkoatletykę, a mam to po tacie, który też kiedyś dużo biegał. Poza szkołą trenuję w klubie AZS i stawiam w przyszłości na skok w dal.Wyjazd do Chorzowa to była dla mnie pierwszą w życiu okazją, by zobaczyć sławnych sportowców- na bieżni, na skoczni czy odpoczywających na trawniku. Było to duże przeżycie... 

Ten wyjazd, przygotowany dla 50 uczniów poznańskich podstawówek, był nagrodą, dla młodych ludzi, wyróżniających się sportowym zaangażowaniem- mówi Leszek Piekarczyk, trener w SP nr 51. Muszę w tym miejscu nisko się ukłonić Wydziałowi Oświaty, który pomógł sfinansować tę wycieczkę- wycieczkę po adrenalinę, motywację do dalszego trenowania, po sportowe emocje na światowym poziomie.

Cieszę się, że wyjazd był tak ważny dla naszych przyszłych gwiazd olimpijskich- uśmiecha się Przemysław Foligowski, dyrektor Wydziału Oświaty w UM w Poznaniu. Bo wierzę, że ta młodzież, tak chętnie trenująca codziennie i konsekwentnie, zbierze kiedyś najwyższe laury. A nawet jeśli nie- to przeżyje fajną przygodę ze sportem, a tego można tylko pozazdrościć...

 Bywa różnie- wyznaje Zosia, uczennica SP nr 51.  Niektórzy rzeczywiście nas podziwjają, zwłaszcza konkurenci na zawodach, którzy rozpoznają już nasze twarze i na nasz widok szepczą- "no cóż, możemy liczyć najwyżej na drugie miejsce..."Bo my wygrywamy naprawdę sporo...Ale są też tacy koledzy, którzy wyśmiewają aktywność sportową, nasze zacięcie i upór.

Anita Spendowska, trener i opiekun dzieci podczas wyjazdu do Chorzowa przyznaje, że zachęcić uczniów do permanentnego trenowania lekkiej atletyki jest coraz trudniej. Sama pływałam, jako dziecko, potem skończyłam AWF i zostałam trenerem, a że każda dyscyplina sportowa zaczyna się naprawdę o ćwiczeń lekkoatletycznych, to na tym się właśnie skupiłam. Wiem, że dzieciaki, jak już "zaskoczą", to trenują dzielnie i na długi dystans, przełamanie tych pierwszych lodów bywa zwykle najtrudniejsze.

U Wiktorii nie było czego przełamywać. Mama mówi, że zaczęłam biegać szybciej niż chodzić- śmieje się dziewczyna. Tato, który sam trenował judo, uczył tego sportu i mnie, ale ja i tak wolałam pokonywać długie dystanse. Prawie wcale się nie męczę i gdybym biegła na 200 metrów, to nie zdążyłabym się nawet dobrze rozkręcić...

Ten wyjazd, w którym wzięły udział dzieci z kilku poznańskich szkół: SP nr 51, SP nr 48, SP nr 20, to wielkie wyróżnienie i docenienie młodych sportowców- podsumowuje Leszek Piekarczyk. Zobaczyć swoich idoli z bliska i na żywo, to jest naprawdę coś. Zaczynają się wakacje. Jak pani myśli, gdzie te dziewczynki je spędzą?

Zosia: na obozie koszykarskiej wielkopolskiej kadry sportowej...

Wiktoria: na obozie judo, potem będę z tatą ćwiczyć bieganie, obiecał mi to...

Róża: na obozie lekkoatletycznym, potem na pływalni...