O pewnym bardzo udanym mariażu...

Już od dziesięciu lat jestem w tym bardzo udanym związku małżeńskim ze Szkołą Podstawową nr 45- mówi artystka, Zasłużony Działacz Kultury, a także Matka Chrzestna okrętu wojennego ORP "Poznań" 824 Maria Łbik. To właśnie od tego okrętu wszystko się zaczęło. Bo w 2007 roku dzieci z tej szkoły gremialnie przegłosowały tenże okręt jako swojego patrona i zaproponowały mi współpracę. Jesteśmy razem do dziś- na uroczystościach związanych z ORP, a więc nad morzem i tutaj, w Poznaniu- na wspólnych zajęciach artystyczno- edukacyjnych...

SP 45- ORP "Poznań"
SP 45- ORP "Poznań"

Pani Maria to wielka dama, nie każdego polubi, ale dla każdego zawsze będzie miła i grzeczna -uśmiecha się Dorota Urbanowicz, dyrektor SP nr 45. Nas na szczęście polubiła i to zaowocowało przyjaźnią, taką prawdziwą, bo przecież nikt nie zmusiłby naszych dzieci, żeby pojechały do pani Marii do domu i z okazji jej 75 urodzin odśpiewały jej pod drzwiami huczne "Sto lat". A one to właśnie zrobiły.Ona jest dla nas bardzo ważna, tak, jak ważny jest dla nas nasz patron- okręt wojenny ORP "Poznań".

Ktoś by powiedział: ale jak to? Dzieci wybierają na patrona okręt? I obchodzą święto patrona na poważnie, i jeżdżą do portu wojennego  w Świnoujściu co roku w marcu na podniesienie bandery na okręcie? No tak- tak właśnie jest. Miłość do ORP przeniosła się także na rodziców, czego dowodem jest miniatura okrętu wykonana przez ojca jednego z uczniów- pana Mateusza Hadrycha. Ale jest to miłość wzajemna, udana, szczera... Okręt, któremu patronuje stolica Wielkopolski ma już na swoim koncie kilkadziesiąt mil żeglugi, brał także udział w wielu manewrach krajowych i światowych na Bałtyku, Morzu Północnym, Atlantyku. W ciągu 25 lat służby wyszkoliło się na jego pokładzie ponad 1000 oficerów i marynarzy. Od 13 lat na burcie ORP Poznań,  prócz nazwy, widnieje ufundowany przez miasto herb. 

Patriotyzmu, ale takiego przez duże "P" nauczona jestem od dziecka- mówi pani Maria. Więc kiedy ówczesny prezydent Poznania Andrzej Wituski zadzwonił do mnie z propozycją, żebym została Matką Chrzestną ORP Poznań, zgodziłam się natychmiast. I to, że dzieci z tej szkoły tak szanują historię, jest mi bardzo bliskie. Poza tym- jestem malarką, tkam gobeliny, makramy, projektuję biżuterię i odzież, z zawodu jestem ślusarzem i technikiem automatyki, uważam, że naprawdę mam się czym dzielić z dzieciakami. A co ja z tego mam? Satysfakcję, że przekazuję komuś, kto jest tym zainteresowany, moje umiejętności, doświadczenie życiowe, wiedzę i postawy- wyjaśnia pani Maria. 

Jest wszechstronna, interesuje ją świat, a jeszcze bardziej- wszechświat. Pamiętam, że leciałam wtedy samolotem do Anglii i przez okna zobaczyłam taki kawałek nieba, który bardzo mnie zafascynował, a że był to rok 2009, czyli Rok Kosmosu, postanowiłam namalować serię obrazów z tym związanych- opowiada. Tak powstała wystawa "Życie Wszechświata", zaprezentowana także w SP 45. 

W ramach zajęć artystycznych z dziećmi pani Maria prowadzi warsztaty, na których powstają gobeliny, będą też warsztaty malarskie i rysunkowe. Ja mam z tego czystą satysfakcję, że młodzież dziś umie o wiele więcej niż się wydaje- uśmiecha się Pani Maria. Wcale nie jest tak, że interesuje ją tylko obsługa komputera, trzeba tylko umieć zaproponować coś ciekawego i umiejętnie to wdrożyć w życie. Ja zwykle nie gadam, tylko słucham, a oni sami się otwierają i nawiązuje się sympatyczna więź, potrzebna obu stronom. Na początku bałam się, że to będzie dla dzieci gehenna, takie tkanie, mozolne i powolne, ale, jak się okazało, że im to wychodzi i jest ładny efekt, to nie chciały nawet wyjść na przerwę, tylko tkały i tkały.... 

Panią Marię cieszy też, że może pokazywać młodym ludziom,ile potrafi kobieta i to w wieku 76 lat. Umiem, wiem, chce mi się- wylicza pani Maria.To coś, co warto przekazać. Dzieciaki, które patrzą, jak szykuję zaprawy albo piekę chleb, dziwią się, że nie wszystko trzeba kupić w sklepie, bo można to zrobić samemu. Kompot? Sałatka? Przetwory i wypieki? Kogo to jeszcze dzisiaj kręci? Mnie i chciałabym, żeby "zakręciło" ich.  

A co najważniejsze- dzieciaki nie knują, nie udają, bo jak kogoś nie lubią, to nie lubią i już. A jeśli przyjeżdżają do mnie z bukietem 75 róż i śpiewają mi "Sto lat", to znaczy, że nasz mariaż jest naprawdę udany... I to dla obu stron...