Pułapki i prowokacje. Debata o języku polskim

W przeddzień Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego debatowano w Poznaniu o tym, czy istnieje polszczyzna ludzi myślących. Uczestnicy spotkania w Centrum Kultury Zamek zastanawiali się nad tym, jak należy rozumieć to pojęcie? Czy myślimy, gdy mówimy i czy mówimy to, co myślimy? A także: jak to wpływa na naszą zdolność komunikowania się? 

Polszczyzna ludzi myślących (wciąż jeszcze). Debata w CK Zamek
Polszczyzna ludzi myślących (wciąż jeszcze). Debata w CK Zamek

Debatę zatytułowaną "Polszczyzna ludzi myślących (wciąż jeszcze)" honorowym patronatem objął Prezydent Miasta Poznania.

- Polszczyzna to nasze najważniejsze dziedzictwo. Chciałbym podczas tego spotkania dowiedzieć się, co - jako samorządowiec - mogę zrobić, by o to nasze dziedzictwo lepiej zadbać - mówił, otwierając dyskusję, prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. - Zdaję sobie sprawę, że pełniąc funkcję publiczną, muszę sprostać dużo wyższym oczekiwaniom. Szczególnie w sytuacjach takich, jak ta, gdy przemawiam do tak szacownego grona, chciałbym, by "język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa".

Dosłowność i skrupulatność w realizowaniu tego życzenia, nie zawsze jest - zdaniem prof. Jerzego Bralczyka - wskazane.

- Jeżeli język będzie mówił wszystko, co pomyśli głowa, to szybko znajdziemy się w jednym z dwóch zakładów zamkniętych. Musimy się nauczyć panować nad naszym językiem - zaznaczył prof. Bralczyk.

Czyli - myśleć o tym, co i jak mówimy. - O języku ludzi myślących pisała prof. Halina Kurkowska, która definiowała to jako używanie języka tak, by był on zdolny unieść nieszablonową myśl, by był dla niej podporą a nie zawadą - przypomniał prof. Andrzej Markowski. - Język ludzi myślących to zatem, mówienie własnym głosem.

I nie chodzi tu o sprawność językową, czy poszukiwania polszczyzny po prostu poprawnej, ale o używanie jej w sposób przemyślany. Pułapki czają się jednak wszędzie. Nawet w tytule debaty językoznawczej.

- To "wciąż jeszcze" w tytule, którego jestem autorem, to przecież pleonazm, bo "jeszcze" to to samo, co "wciąż". Zatem, gdyby ktoś pomyślał, toby tak nie napisał - prowokacyjnie podkreślił Jerzy Bralczyk. - Z tym myśleniem jest zatem różnie. Nie zawsze też, gdy myślimy mówiąc, mówimy to, co myślimy. Bywa, że jest dokładnie odwrotnie.

Profesor Ewa Łętowska nazywa to wprost, mówiąc, że język bardzo często jest narzędziem manipulacji.

- Manipulujemy, ukrywamy znaczenie, bijemy się przy pomocy języka, bardzo chcemy zakamuflować istnienie łączności między tym, co jest mówione i czytane, a tym, co się tak naprawdę za tym kryje. I to jest przyczyna naszych społecznych nieporozumień i kłopotów - diagnozuje prof.  Łętowska, wskazując na media jako obszar, gdzie do tej manipulacji dochodzi bardzo często.

Kamyczek do dziennikarskiego ogródka podjął uczestniczący w debacie Grzegorz Miecugow. Tłumaczył, że dziennikarze dopuszczając się uproszczeń, zabiegają o atrakcyjność przekazu. - Sens języka polega na tym, by przekazać komunikat i by ten komunikat był zrozumiały - mówił Miecugow. - Często to się nie udaje, bo żyjemy w świecie rozproszonym. Nie myślimy o świecie tak samo i mamy różne punkty odniesienia.

Z tego względu trudno mówić o przekazie obiektywnym. Takiego, pomimo że język polski jest precyzyjny, zdaniem aktora Jerzego Radziwiłłowicza, nie ma. Informacje podawane są w sposób różny, tendencyjny. Dlatego równie ważna, co zdolność przemyślanego wypowiadania się, jest umiejętność słuchania i rozumienia.

- Słuchacz powinien tendencyjność podawanych informacji zauważać i rozumieć. To rola edukacji - podkreślił Jerzy Radziwiłłowicz. - Szkoła powinna być miejscem, gdzie młody człowiek poznaje kanon naszych wspólnych doświadczeń historycznych i kulturowych i uczy się oglądać fakty z każdej strony. Żyjemy w świecie, w którym wszystko jest alternatywne: prawda, fakty, historia. Wszystko zależy więc od obiorcy i jego umiejętności rozumienia.

Do tej pory, Rada Języka Polskiego organizowała debatę o współczesnej polszczyźnie w Pałacu Prezydenckim, dzień przed wręczeniem medalu "Zasłużony dla polszczyzny". W tym roku nie odbyła się w Warszawie, językoznawcy zebrali się natomiast i dyskutowali w Poznaniu. - Zawsze chętnie przyjmiemy Radę u siebie. To była prawdziwa uczta dla uszu - podsumował prezydent Jacek Jaśkowiak.

Joanna Żabierek/biuro prasowe