123457 2018-09-20 09:11:00 Do Meskaliny zawita walijski pieśniarz Gafyn Davies. W Polsce mieszka i tworzy od ośmiu lat, i to właśnie tu założył swój zespół The Underground Man.

]]>
Do Lublina Davies przyjechał, aby nagrać solowy album "Broken Romance". Ten akustyczny projekt o eklektycznym stylu z pogranicza rocka i folku wyróżnia bardzo charakterystyczne brzmienie głosu wokalisty. Pozornie trywialnym tematom miłosnym muzyk potrafił nadać specyfikę niewielkich opowieści, snutych powoli wraz z melodią.

Pisaniem tekstów piosenek zainteresował się jakieś dwadzieścia pięć lat temu, gdy zaczął słuchać Boba Dylana, Van Morrisona, Paula Simona. - Bardzo podobały mi się ich piosenki. Oczywiście - grałem też na gitarze. Nie było tak, że pomyślałem "o, teraz napiszę własny tekst", ale naturalnie zacząłem tworzyć własne utwory, zwykłe, gitarowe numery - opowiada Gafyn.

Gdy był nastolatkiem, mieszkał w małej wsi w Walii. W okolicy busy rzadko jeździły. - A mając 15-16 lat nie można samemu prowadzić samochodu: idzie się albo piechotą, albo jeździ rowerem. Gdy chodziłem do kolegów, którzy mieszkali od mojego domu 40-50 minut piechotą, to musiałem coś robić w myślach. Zacząłem więc śpiewać, układać różne teksty w głowie. Zostało mi to do dziś. Gdy jadę samochodem, albo pod prysznicem często przychodzą mi do głowy melodie, słowa i często od tego zaczynam. Czasem w ten sposób mam słowa na kawałek refrenu albo zwrotki, a czasem mam te słowa tylko na chwilę - i idą sobie dalej... (śmiech) - wspomina artysta.

Podczas pracy nad płytą Davies poznał też Darka Hanaja (perkusja) i Dorotę Turkiewicz (klawisze), z którymi zdecydował się założyć zespół The Underground Man. Później dołączył do nich basista Radek Barszcz. Nazwa kapeli zaczerpnęli z książki Fiodora Dostojewskiego "Notatki z podziemia". -  Główny bohater nie ma imienia - po angielsku jest znany jako The Underground Man. Dostojewski jest jednym z moich ulubionych pisarzy. Podoba mi się, jak pisze o takich rzeczach, jak ciemna strona człowieka. Uznałem, że The Underground Man będzie ciekawą nazwą zespołu - wyjaśnia Davies.

The Underground Man w 2015 roku wypuścił debiutanckie EP "From the Basement". Trzy utwory, które na nią trafiły - "You Could Be Here", "Inside of Me" i "Time Goes By" - pokazują rozwój Gafyna Daviesa jako wokalisty i tekściarza, a także siłę grania w zespole. Wydany rok później singiel "Hysteria" to efekt współpracy z krakowskim producentem OZD (Łukaszem Drozdem), a także dowód na to, że The Underground Man wciąż poszerza swoje możliwości.

Pomimo ośmiu lat spędzonych w Polsce, Davies nadal pisze teksty piosenek wyłącznie w języku angielskim. - Nie wiem, czy potrafiłbym napisać dobry tekst po polsku, choć jakiś bym napisał na pewno. Drugą sprawą jest to, co jest dla mnie bardzo ważne - jak mój głos brzmi po polsku. Nie jestem przekonany do niego, patrząc na wokal jako kolejny instrument w zespole. Słyszałem takich polskich artystów, jak Brodka czy Dawid Podsiadło, gdy śpiewają po angielsku i brzmią dobrze. Szczególnie podoba mi się Brodka, bo ma fajny akcent. Niektórzy Polacy nie brzmią jednak dobrze po angielsku. Dlatego nie chciałbym robić odwrotnie: próbować śpiewać po polsku, bo to niedobrze by brzmiało. Te dwie rzeczy mnie szczerze mówiąc odstraszają (śmiech) - zdradza.

Z perspektywy Gafyna Daviesa Lublin jest dobrym miejscem do życia, w którym wiele się zmieniło przez ostatnie lata. - Lublin staje się ładnym miastem. Dużo się też tu dzieje. Jednocześnie to wciąż mniejsza miejscowość niż Warszawa, Kraków czy Wrocław, przez co Lublin jest bardziej kameralny. To taki mały świat, w którym prawie wszyscy się znają - przyznaje.

Marek S. Bochniarz

  • The Underground Man
  • Klubokawiarnia Meskalina
  • 23.09, g. 19
  • bilety: 15-20 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2018-09-20 14:25:14 208452 <![CDATA[Darek Hanaj (perkusja), Dorota Turkiewicz (instrumenty klawiszowe, elektronika), Gafyn Davies (wokal, gitara), Radek Barszcz (bas)]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,123457,208452,show2.jpg 208441 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,123457,208441,show2.jpg 208443 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,123457,208443,show2.jpg
123384 2018-09-19 09:51:41 Zalewski to taki Odyseusz polskiej sceny muzycznej: otarł się o najróżniejsze gatunki i tułał między najróżniejszymi zespołami. Wyznaczając sobie kolejne szczyty do zdobycia, wziął się za repertuar Czesława Niemena, co spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem. W najbliższą niedzielę Zalef wróci do Poznania i w Sali Ziemi zapyta słuchaczy dlaczego dziwny jest ten świat.

]]>
Wszystko zaczęło się w zeszłym roku, gdy legendarna płyta "Dziwny jest ten świat" Niemena świętowała pięćdziesięciolecie premiery. W związku z rocznicą, twórcy projektu "Zalewski śpiewa Niemena" postanowili przypomnieć jak ogromny wpływ na polską kulturę oraz historię muzyki rozrywkowej, miała twórczość Niemena. Podczas ubiegłorocznego festiwalu w Jarocinie odbyło się pierwsze wykonanie jego piosenek w nowych aranżacjach Jurka Zagórskiego i Krzysztofa Zalewskiego. Autorom należy się szacunek, ponieważ trzeba odwagi, aby interpretować jednego z najbardziej rozpoznawalnych i oryginalnych twórców polskiej muzyki XX wieku.

Obok najbardziej znanych utworów i hitów, w repertuarze znalazły się interpretacje mniej popularnych piosenek, szczególnie okresu eksperymentów z instrumentami elektronicznymi, które wówczas zrewolucjonizowały polskie brzmienie. "Zalewski śpiewa Niemena" ukazała się wiosną tego roku i zebrała bardzo pochlebne recenzje. Z kolei trasa promująca krążek w pełni zapełniła sale odwiedzanych miast. Ogromny sukces frekwencyjny, w tym lutowy koncert w Poznaniu sprawił, że organizatorzy bez wahania zdecydowali się na kontynuację trasy. Tak jak podczas wiosennej trasy, piosenkarz i gitarzysta wystąpi na scenie w towarzystwie czołówki krajowych instrumentalistów w składzie: Natalia i Paulina Przybysz - chórek, Jurek Zagórski - gitara, Tomasz Duda - saksofon, flet, Jarosław Jóźwik - instrumenty klawiszowe, Pat Stawiński - bas, Kuba Staruszkiewicz - perkusja.

Druga odsłona trasy będzie różnić się od pierwszej między innymi tym, że podczas koncertów pojawią się znane wszystkim szlagiery, a dodatkowo zabrzmią utwory, które nie trafiły na płytę, jak "Ode to Venus" i "Sen o Warszawie". Nowością będą też solowe występy sióstr Przybysz w piosenkach Niemena.

Zalewski do showbiznesu wszedł w 2004 roku, gdy wygrał drugą edycję programu "Idol". Od tamtego czasu wydał cztery solowe albumy, był członkiem kilku zespołów oraz współtworzył niezliczoną ilość muzyki na różnych instrumentach. Od wydania płyty "Złoto" w 2016 roku, dosłownie wszystko czego się dotknie staje się hitem, z Męskim Graniem oraz interpretacjami Niemena na czele.

Damian Nowicki

  • "Zalewski śpiewa Niemena"
  • Sala Ziemi
  • 23.09, g. 19
  • bilety: 69/129zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2018-09-19 10:10:08 208280 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,123384,208280,show2.jpg 208281 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,123384,208281,show2.jpg
123312 2018-09-17 13:53:08 W ciągu zaledwie trzech lat zagrała ponad 100 koncertów. Erith, czyli 24-letnia gliwiczanka Martyna Biłogan, określana jako "nadzieja polskiej muzyki", wystąpi w czwartek w Meskalinie.

]]>
Początki były dość typowe. W dzieciństwie - pierwsze naiwne próby tworzenia piosenek, śpiewanie ich rówieśnikom i to zaskakujące wrażenie, że działają i wzruszają. Teksty w rodzaju "Każdy z nas kocha ten czas, pędzi z nami, pędzi z aniołami...". Gdy miała jedenaście lat, matka nauczyła jej gry na gitarze. Rodzinne Gliwice i Śląsk nie były też tak smutnym miejscem do dorastania, jak moglibyśmy się spodziewać. - To jest trochę mit, że Śląsk ma taki smutny klimat, a tak wcale nie jest. Chyba, że żyje się gdzieś na wsi. Ja mieszkam w mieście i na co dzień nawet hałdy nie widzę. W pobliżu mojego mieszkania jest politechnika, uniwersytet, centrum handlowe i jest też dużo natury - mówiła w wywiadzie dla Wyspa.fm.

W roku 2015 Martyna Biłogan miała już za sobą granie w amatorskim zespole i miłość do muzyki grunge, którą zamieniła na, jeszcze póki co zielony, acz uroczy, electrop. Jak większość muzyków - uczyła się oprogramowania instynktownie. Te pierwsze piosenki, które wrzuciła na swój kanał na Youtube, miały ponoć pozostać na zawsze w szufladzie. Jednak trafiły do sieci - i zachwycały internautów. Pierwsze, trochę naiwne zdjęcia promocyjne pomogły jej zrobić koleżanki. Na nich i na koncertach Erith ćwiczyła artystyczne pozy. Znalazła też menedżera. Podglądała występy zespołów, przed którymi występowała jako support.

Podczas pierwszych występów była jeszcze trochę nieśmiała, ale zwracała uwagę publiczności swoją autentycznością, do tworzenia spektaklu, w który wciągała słuchaczy. - Po koncercie ludzie chwalili mnie za świetny performance. Tylko, że to wcale nie było zaplanowane. Pytano mnie po koncercie, czy specjalnie na koniec zapytałam: "Czemu tu jeszcze stoicie?". Naprawdę nie wiedziałam, czemu wszyscy klaszczą - tak mówiła w 2015 roku o swoim występie na 11. Festiwalu Filmów Niezależnych Kiloff w wywiadzie dla "Reflektora". Przebąkiwała też o chęci zachowania intymności występów - choć miało się to zmienić wraz z występami na dużych festiwalach i scenach.

Choć zaczynała tworzyć trochę instynktownie, Erith emuluje wiele chwytów z rodzimego elektropopu i sceny alternatywnej, od samej muzyki po styl i sposoby promowania swojej twórczości. Eksponuje dziewczyńskość i "amatorskość" grania, a występy przekształca w rodzaj performensu. Ktoś jej podpowiedział, by nie odcinała się od publiczności sprzętem - stawia więc go trochę z boku. Ktoś inny zasugerował, żeby do malunków na twarzy wykorzystywała fluorescencyjne farbki. Z czasem Erith odważyła się też na coraz bardziej żywiołowe koncerty, których elementem rozpoznawalnym stał się specyficzny taniec - Przebyłam długą drogę, żeby się nauczyć tej ekspresji i przekroczyć granice. Ruch był mi bardzo potrzebny. Zawsze robiłam to w domu, a obok stało lustro i kiedy w nie spojrzałam podczas robienia próby, pomyślałam "to świetna sprawa". Daje mi to przyjemność, więc czemu nie spróbować tego na scenie - mówiła rok temu w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".

Wiosną tego roku wyszedł jej debiutancki album "Speed of Light", który zebrał sporo pozytywnych recenzji krytyków muzycznych. "Kobiecy wokal i elektroniczne podkłady to zestaw mocno już wyeksplorowany w polskiej muzyce, ale dla Erith nie ma adekwatnego porównania. Nie dysponuje barwą oszałamiającą oryginalnością i dobrze, bo mogłaby w ten sposób odciągać uwagę od swojej unikalnej wrażliwości kompozytorskiej. Z drugiej strony emituje głos w sposób pozwalający zidentyfikować ją już po kilku słowach" - tak doskonale podsumował krążek Jarosław Kowal na Soundrive.pl.

Marek S. Bochniarz

  • Erith
  • Meskalina
  • 20.09, g. 19
  • bilety: 20-30 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2018-09-17 14:04:38 208038 <![CDATA[fot. Agnieszka Seidel-Kożuch]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,123312,208038,show2.jpg 208039 <![CDATA[fot. W. Ancerowicz]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,123312,208039,show2.jpg 208040 <![CDATA[fot. W. Ancerowicz]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,123312,208040,show2.jpg 208041 <![CDATA[okładka płyty, proj. Piotr Gruszczyński]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,123312,208041,show2.jpg
123171 2018-09-13 13:51:57 Złośliwi mówili, że Lipali jest nagrodą pocieszenia po rozpadzie Illusion. Piętnaście lat i pięć albumów później, krytykujący nie mogą bardziej być w błędzie, a poznaniacy będą się mogli o tym przekonać już w najbliższą niedzielę w klubie Blue Note.

]]>
Historia Lipali zaczęła się ascetycznie, a wręcz eksperymentalnie. Po niespodziewanym zawieszeniu działalności legendarnej grupy Illusion, Tomasz Lipnicki zapragnął realnych zmian. Efektem tego był solowy projekt i płyta Li-Pa-Li, który ujrzał światło dzienne wiosną 2000 roku. Projekt okazał się ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich słuchaczy i fanów gitarowych dokonań Lipy. Zdecydowanie lżejsze brzmienie, elementy transu, psychodelii, a nawet jazzu, było niemałą stylistyczną rewolucją, a na pewno odważnym krokiem muzyka, kojarzonego wówczas wyłącznie z metalem. Lipnicki nie zmienił jednak barw klubowych na dobre i już w 2003 roku, jednoosobowy projekt wzbogacił się o dwóch członków - Adriana "Qlos" Kulika na basie oraz Łukasza "Luk" Jeleniewskiego na perkusji, i już jako zespół grali zdecydowanie ciężej.

27 września 2004, zespół wydał pierwszą płytę - Pi, a materiał zawarty na krążku jest głęboko osadzony w stylistyce rockowej, odnoszącej się do korzeni gatunku. Trzy lata później ukazała się druga płyta Lipali, Bloo, która prezentowała kolejne eksperymenty stylistyczne. Na nagraniu, oprócz podstawowego składu, pojawiły się różne osobowości muzyczne jak Leszek Możdżer czy hip-hopowa grupa Afront. Odważne posunięcia muzyków udowodniły ich ambicję i potrzebę różnorodności, zdobywając kolejnych fanów i uznanie krytyki. W 2008 roku zespół otrzymał sześć nominacji do Fryderyków, a Lipnicki jedną zamienił w statuetkę dla wokalisty roku.

Podobna sytuacja miała miejsce w marcu 2009, gdy zespół wydał swoją trzecią płytę, Trio. Wszystkie trzy single promocyjne stały się hitami, a 2010 rok rozpoczął się dla muzyków aż siedmioma nominacjami do Fryderyków. Lipa wspiął się na szczyt swoich umiejętności wokalnych i ponownie otrzymał wyróżnienie najlepszego wokalisty roku. Zespół nie spoczął na laurach i intensywnie koncertował po całej Polsce, kończąc rok trasą Eska Rock Tour. W 2011 roku muzycy nagrali akustyczny koncert na DVD, a na miejsce tego wyjątkowego wydarzenia wybrali Teatr Palladium w Warszawie.

Lata 2012-2014 były dla Lipali czasem zmian i poszukiwań. Album 3850 kosztował zespół wiele wieczorów spędzonych na tworzeniu materiału, w którym słychać kolejną stylistyczną gimnastkę, włączając do swojego brzmienia dźwięki banjo oraz klawiszy. Doprowadziło to do tego, że pod koniec 2014 roku trio postanowiło zwerbować Romana Bereźnickiego, lidera i wokalistę zespołu Lecter. W poszerzonym składzie, zespół ruszył w trasę koncertową, aby się porządnie rozegrać. Wtedy też pojawiły się pierwsze dźwięki z kolejnego krążka.

Piąty studyjny album, Fasady, odstaje na tle dyskografii Lipali, ponieważ został nagrany "na setkę". Obok brudnego rocka, który definiuje zespół, na płycie można usłyszeć więcej harmonii, melodii i aranżacji bogatszych o folkowe dźwięki i zaśpiewy, a nawet jazzowy lounge. Oczywiście są też grunge'owe riffy, klaskanie i ryki. Lipa nie byłby sobą, gdyby w warstwie tekstowej nie wystawiał człowieczeństwa na próbę.

Pod koniec 2017 roku nowym basistą został Łukasz "Gajowy" Gajowniczek, z którym powstaje kolejna płyta, zaplanowana na 2019 rok. Tymczasem zespół świętuje piętnastolecie swojej działalności jako grupa, co sprawi, że niedzielny koncert Lipali w poznańskim Blue Note, będzie nostalgiczny, refleksyjny, ale na pewno nie cichy czy spokojny.

Damian Nowicki

  • Lipali - 15. urodziny
  • klub Blue Note
  • 16.09, g. 20
  • bilety: 45 i 55zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2018-09-13 14:08:45 207735 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,123171,207735,show2.jpg
123062 2018-09-11 15:45:34 W kwietniu tego roku Monika Brodka wystąpiła w ramach kultowego cyklu MTV Unplugged. Zarejestrowany materiał zostanie wydany jako album koncertowy, natomiast jeszcze przed premierą krążka, artystka ruszy w mikro trasę koncertową, która rozpocznie się w najbliższą sobotę, 15 września, w Teatrze Wielkim w Poznaniu.

]]>
W 2004 roku, wówczas szesnastoletnia Monika Brodka, wygrała telewizyjne show "Idol" i zabrała się za nagrywanie debiutanckiego albumu długogrającego pod tytułem Album. Wyraźnie popowy krążek w połowie składał się z coverów takich artystów jak Lenny Kravitz i Marvin Gaye, natomiast przy produkcji uczestniczyła Ania Dąbrowska oraz Liroy. Niewiele wówczas osób spodziewało się, że czternaście lat później artystka będzie twarzą polskiej muzyki alternatywnej, grającą całkowicie autorski materiał, a jej koncerty odbywać się będą w poznańskiej operze. Kariera Brodki z boku może wyglądać, jak typowo amerykański wariant "from zero to hero", jednakże próżno szukać w niej płycizn.

O ile Album oraz Moje piosenki były krążkami najbliższymi wypracowanej formule tradycyjnego popu z piosenkami o miłości, w 2010 roku artystka zaserwowała swoim słuchaczom prawdziwą rewolucję. Płyta Granda wyznaczyła zupełnie inny kierunek w twórczości wokalistki. Album łączy w sobie pozornie niepasujące elementy różnych stylów muzyki nowoczesnej i elektronicznej - z góralskimi motywami i zaśpiewami. Nie bez powodu piosenkarkę zalała wówczas fala najważniejszych nagród muzycznych, w tym aż dziewięć nominacji do Fryderyków.

Od czasu Grandy Monika Brodka nie przestaje eksperymentować z brzmieniem. Kolejnymi produkcjami piosenkarki był dyskotekowy minialbum Lax, zainspirowany i nagrany w legendarnym Red Bull Studios w Los Angeles oraz ostatni album Clashes. W całości anglojęzyczny jest zwrotem w kierunku rozbudowanych aranżacji, ze smykami i sekcją dętą, w których punktem wyjścia były kościelne organy. Album został wydany na całym świecie, zebrał bardzo dobre recenzje i szybko pokrył się platyną. Z kolei trasa koncertowa obejmowała nie tylko Polskę, ale również Anglię, Francję, Niemcy i Japonię.

W aktualnym punkcie swojej kariery, Brodka nie byłaby sobą, gdyby nie próbowała czegoś innego. Tym czymś okazał się koncert z cyklu "MTV Unplugged", w których najwybitniejsi artyści prezentują swoje utwory w akustycznych aranżacjach. Swoim kwietniowym występem w Lublinie Brodka dołączyła do takich gwiazd polskiej sceny, jak Kayah, Hey, Kult, Wilki i O.S.T.R., którzy wystąpili specjalnie dla stacji MTV.

Zapis tego wyjątkowego wydarzenia niedługo ma się pojawić jako album koncertowy. Premierze krążka, której dokładna data nie jest jeszcze znana, towarzyszyć będzie mini-trasa koncertowa obejmująca tylko trzy występy, podczas których przekrojowo pojawią się utwory ze wszystkich płyt piosenkarki, łącznie z debiutancką. Na scenie towarzyszyć będzie artystce 12-osobowy zespół, w składzie którego pojawią się tak wyjątkowe instrumenty, jak fisharmonia i piła.

Damian Nowicki

  • Brodka MTV Unplugged
  • Teatr Wielki
  • 15.09, g. 19
  • bilety: 129 zł/ 149 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2018-09-12 10:57:48 207524 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,123062,207524,show2.jpg
123024 2018-09-11 08:45:05 Bielone twarze, czerwone usta, smoky eyes, przerysowane pozy - artystki z kijowskiego teatru "Dakh" już od pierwszego spojrzenia przenoszą nas w klimat francuskich kabaretów lub niemych filmów. Dakh Daughters to jednak dużo więcej, niż aktorstwo i dużo więcej, niż muzyka - to jeden z najoryginalniejszych ukraińskich zespołów, dziwaczny kabaret, w którym muzyka współistnieje z krzykiem, tańcem, akrobatyką i szeroko pojętym performancem.

]]>
Anya Nikitina, Tetyana Havryluyk, Ruslana Khazipova, Nina Harenetska, Solomiya Melnyk, Natalka Halanevych i Natalya Zozul są członkiniami słynnego Dakh - jedynego prywatnego (a więc niezależnego od kontroli państwa) teatru na Ukrainie. Aktorki, podczas przygotowań do występów w Paryżu, wpadły na to, by stworzyć własny program i pokazać go francuskiej publiczności. Vlad Troicki, dyrektor teatru Dakh, kiedy zobaczył przygotowany przez nie występ, nadał mu nazwę dziwacznego kabaretu (freak cabaret). Tak w 2012 roku narodził się Dakh Daughters. Od tego czasu występował m.in. na Eurosonic Noorderslag, Open'er, Belluard Bollwerk czy Festival OFF d'Avignon.

Siedem artystek, siedem światów

Występy Dakh Daughters wychodzą zawsze z teatru. Artystki żonglują rolami, w jednej chwili przypominają śliczne pin-up girls, by chwilę później wykrzykiwać ze sceny mocne manifesty. Liczne instrumenty, na których grają (m.in. perkusja, wiolonczela, klawisze, kontrabas, flet), podkreślają przekaz i aurę, jaką w danej chwili chcą uzyskać na scenie. Ich występy ani przez chwilę nie dają wytchnienia, są spektakularne, zawsze zaskakujące, łączące najróżniejsze nastroje i style, od słodkiego kiczu po wysublimowaną elegancję. W ich performansach nierzadko można odnaleźć teksty słynnych autorów, m.in. Iosifa Brodskiego, Charlesa Bukowskiego, Tarasa Shevchenko, Williama Shakespeare'a.

XXXV Sonet ostatniego z wymienionych stał się podstawą najsłynniejszej piosenki Dakh Daughters - Roza (Donbas). Utwór jest jednym z symboli Euromajdanu. Słowa Shakespeare'a połączone z tekstem ludowej pieśni ukraińskiej, a przede wszystkim powracające, wykrzyczane słowo Donbas stanowią jeden z mocniejszych, artystycznych głosów sprzeciwu wobec rosyjskiej agresji.

15 września Dakh Daughters wystąpią w CK Zamek. Wszystko wskazuje na to, że będzie to koncert pełen kontrastujących nastrojów, przekraczający granice stylów i gatunków. Freak kabaret został nagrodzony owacjami w Paryżu, Katowicach, Gdyni... Jak będzie w Poznaniu?

Aleksandra Kujawiak

  • Dakh Daughters
  • CK Zamek
  • 15.09, g. 20
  • bilety: 40 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2018-09-11 08:50:10 207477 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,123024,207477,show2.jpg
123029 2018-09-11 09:53:35 Pełen dzikości amerykański zespół blackmetalowy Deafheaven znany jest z łączenia ostrych brzmień z shoegazową delikatnością. Niedawno wypuścił na rynek nową płytę, której promocję rozpoczął koncertami w Europie. Polscy fani zespołu wreszcie doczekali się koncertu w Polsce - w najbliższy piątek w klubie "U Bazyla".

]]>
Deafheaven popularność zdobyli przede wszystkim dzięki płycie "Sunbather", która zjednała sobie rzeszę wielbicieli zarówno black metalu, screamo, jak i shoegazowych brzmień. Ten amerykański zespół funkcjonuje na rynku muzycznym od ośmiu lat. Ich muzyka zapoczątkowała powstanie nowego gatunku muzycznego, jakim jest blackgaze. Surowość i brutalność gitarowych brzmień, przełamana delikatnością i melancholijnością shoegazu, to flagowe osiągnięcie zespołu. Wykonawcami o podobnym temperamencie twórczym są między innymi Agalloch czy Alcest.

Pełen histerii i dzikości wokal George'a Clarke'a doskonale komponuje się z twardymi dźwiękami gitar. Zespół znany jest też z kontrowersyjnych zachowań podczas występów. Podczas koncertu na katowickim OFF Festiwalu, wokalista nie starał się zjednać sobie publiczności za pomocą sympatycznych interakcji, nie silił się na komplementy czy zabawianie swoich odbiorców. Ich koncerty to jednocześnie energetyzujący i przytłaczający spektakl wzruszeń.

Po sukcesie "Sunbather" pojawiła się płyta "New Bermuda", która była odbierana bardzo różnie. Część fanów z dezaprobatą przyjęła ograniczenie shoegazowych brzmień w kompozycjach. Mimo nielicznych głosów sprzeciwu wspomniany krążek przyczynił się do sukcesu zespołu, choć nie zyskał tak dużego uznania, jak poprzedni album.

Najnowsza płyta "Ordinary Corrupt Human Love" ukazała się dosłownie przed chwilą. Z pewnością to na niej muzycy skupią się podczas koncertów w Polsce. Recenzje tego albumu są pełne uznania, podkreśla się głęboką emocjonalność utworów.

Oprócz Poznania Deafheaven wystąpi dzień wcześniej w Warszawie. Gościem specjalnym obu koncertów będzie amerykański zespół Inter Armia. Ich muzykę również można zaliczyć do gatunku black metal, choć przełamują ją brzmieniami sludge'owymi.

Julia Niedziejko

  • Deafheaven
  • klub U Bazyla
  • 14.09, g. 19.30
  • bilety: 84 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2018-09-13 10:49:38 207495 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,123029,207495,show2.jpg 207496 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,123029,207496,show2.jpg
122981 2018-09-10 14:30:41 Michał Obrębski jest młodym pasjonatem muzyki, który założył trio z dwójką doświadczonych muzyków: Piotrem Jaraszkiewiczem i Pawłem Kosickim. W najbliższy czwartek w klubie Blue Note będzie można posłuchać kompozycji, które trafią na ich debiutancki album.

]]>
- Zamiłowanie do muzyki miałem od zawsze. Nawet jako młody brałem do ręki gitarę i grałem na niej jakieś głupoty. Zaczęło się na dobre, gdy na pierwszą komunię dostałem gitarę elektryczną. Był to tani Epiphone, który miał też mały wzmacniacz - opowiada Michał.

Chciał iść do szkoły muzycznej, aby szkolić się w grze na pianinie - najpierw uczył się prywatnie przez pół roku, a w szkole, zanim zrezygnował, przez półtora. W tym czasie jego siostra chciała z kolei nauczyć się gry na perkusji i choć dostała ją od rodziców, to dość szybko zrezygnowała. W tym samym czasie ojciec Michała kupił sobie gitarę basową. - Miałem dostęp do tych wszystkich instrumentów, więc ile tylko mogłem, to siedziałem w domu i na nich grałem. W nauce gry starałem się unikać coverów i nagrywałem własne rzeczy. Rodzice mnie też w tym wspierali i najważniejsze, że zawsze we mnie wierzyli, choć pojawiały się trudności z nauką - za dużo grałem, a za mało miałem czasu na szkołę - wspomina.

Przed założeniem własnego trio w marcu 2017 roku chodził do Piotra Jaraszkiewicza - do Republiki Rytmu - na lekcje gry na perkusji. - Stwierdziłem, że muszę w końcu złożyć swój skład. Podejmowałem różne próby, ale żadna nie wypaliła. Wysłałem mu więc swoje nagrania i zapytałem, czy byłby chętny. Miał do tego znajomego basistę Pawła Kosickiego, który również dołączył do projektu - wyjaśnia.

W Michał Obrębki Trio grają trochę mocniejszą odmianę jazzu. Ich muzyczny eklektyzm jest efektem tego, czym się Michał zajmuje na co dzień: rockiem progresywnym, muzyką ilustracyjną, filmową. - Pewnego razu przyszedł mi do głowy pomysł nagrania czegoś na trzy instrumenty. Tym pierwszym utworem był "The Ambulance", który zacząłem układać od perkusji. To połączenie progresywnego rocka z jazzem i typową muzyką rockową, bo jest i miejsce na riffy gitarowe - relacjonuje.

Głównym powodem założenia zespołu było dla Michała nagranie własnych kompozycji. Te pięć przygotowanych wspólnie utworów, które miały trafić na płytę, zagrali po raz pierwszy w klubie Blue Note na początku maja ubiegłego roku. Byli supportem dla poznańskiego zespołu IŻ, założonego przez gitarzystę Przemka Śledzia i wokalistkę Magdę Nowakowską. - To było pierwsze nasze wyjście na scenę, więc łatwo nie było. Graliśmy jeszcze w tym samym miesiącu własny koncert u Pana Gara w Domu Tramwajarza. Bardzo wszystkim się podobało - ale przyszli też ludzie, którzy wiedzieli, czego się spodziewać. Ostatnio występowaliśmy też w Nowym Tomyślu na imprezie chmielo-wikliniarskiej. Ciężko jednak grać ten rodzaj muzyki na festynach - opowiada.

Pierwsze nagrania do nowej płyty ruszyły jeszcze we wrześniu, a kolejne w tym roku. - Wstępnie jestem już umówiony z klubem Blue Note, że mi pomogą jako stowarzyszenie w wydaniu płyty. Obecnie zabieram się za okładkę i czekam na końcowe wersje wszystkich utworów. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku uda nam się skończyć i wydać album - zapowiada Michał.

Marek S. Bochniarz

  • Michał Obrębski Trio
  • Blue Note
  • 13.09, g. 20
  • bilety: 20 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2018-09-13 17:29:50 207430 <![CDATA[Od lewej: Paweł Kosicki, Michał Obrębski, Piotr Jaraszkiewicz, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122981,207430,show2.jpg
122759 2018-09-03 15:56:56 Rozmowa z Piotrem Soroką* i Przemysławem Barańskim**, organizatorami X Poznań Old Jazz Festival.

]]>
Przed nami jubileuszowa, dziesiąta edycja festiwalu. Jak się to wszystko zaczęło?

Przemysław Barański: Pomysłodawcą był Piotr Soroka. Ale nasz Poznań Old Jazz Festival powstał także przez pozytywną zazdrość, gdyż w wielu innych miastach, szczególnie w Niemczech, Czechach, na Węgrzech, Słowacji, w Szwajcarii czy Holandii, odbywają się podobne wydarzenia. Oprócz Drezna, gdzie od blisko 50 lat organizowany jest największy w Europie festiwal jazzu tradycyjnego,  podobne imprezy funkcjonują także w małych miejscowościach. Mnie za serce chwytają czeskie Križany - mała wieś, gdzie od wielu lat festiwal odbywa się na zasadzie ludycznego festynu na łące. Ludzie świetnie się tam bawią, a muzykom nie przeszkadza, że w czasie koncertu jedzą, rozmawiają i tańczą.

Piotr Soroka: Od lat prowadzę zespół Dixie Company, z którym miałem okazję uczestniczyć w wielu festiwalach w Europie, aż w końcu wylądowaliśmy w "jaskini lwa", czyli w Sacramento. Byłem zachwycony swobodną i przyjazną festiwalową atmosferą. Pomyślałem wtedy, że warto byłoby coś takiego zorganizować także u nas.

Jak to wydarzenie zmieniało się przez lata?

P.B.: Kiedy zaczynaliśmy festiwalową działalność, marzyliśmy o tym, że dojdziemy do 10. edycji i trwale wpiszemy się w pejzaż miasta. Od lat mamy niezmienną formułę, na którą składają się trzy zasadnicze elementy: Mała Akademia Jazzu, przeznaczona dla najmłodszych, parada nowoorleańska i wieczorny koncert galowy. Odczuwamy nieco brak działań promocyjnych, bo telewizja i radio obchodzą się dość oszczędnie z jazzem tradycyjnym, co pewnie jest kwestią mody na inne gatunki muzyczne.

P.S.: Liczymy, że nowa lokalizacja wydarzeń festiwalowych na terenie Starego Browaru, a konkretnie w parku od strony Dziedzińca Sztuki, przysłuży się frekwencji. Istotne elementy festiwalu, które pojawiały się dotychczas, będzie można spotkać również w tym roku. Parada pójdzie tym razem w odwrotnym kierunku niż dotychczas - od Starego Rynku do Starego Browaru. Wyruszy wraz z sygnałem poznańskich koziołków i po godzinie dotrze do sceny festiwalowej, na której odbędzie się Mała Akademia Jazzu. Kolejnym elementem będą krótkie koncerty zaproszonych zespołów pod rzeźbą Igora Mitoraja, na Szachownicy oraz na Dziedzińcu Sztuki. Festiwal zakończy koncert galowy.

Od dziesięciu lat festiwal bazuje wyłącznie na jazzie tradycyjnym. Czy nie kusiło Was, by poszerzyć formułę o inne style tego gatunku?

P.B.: Bywało, że na naszym festiwalu pojawiali się muzycy, którzy grali muzykę odmienną od jazzu tradycyjnego. Staraliśmy się, by poznańskość imprezy podkreślić udziałem muzyków z miast partnerskich.

Dlaczego akurat ten rodzaj jazzu? Co jest w nim tak pociągającego?

P.B.: W jazzie tradycyjnym jest wszystko: od utworów mocno refleksyjnych, smutnych, do muzyki radosnej, dynamicznej z porywającym rytmem - ta różnorodność jest dla mnie ogromnie pociągająca.

P.S.: Graliśmy niedawno w Nekielce. Po tym koncercie podchodziło do nas sporo osób, które mówiły, że dzięki naszej muzyce czują się o 30 lat młodsze. Jazz tradycyjny odmładza i niech nikogo nie myli przymiotnik "tradycyjny"! Ludzie nieraz przypadkowo trafiają na nasze koncerty i są nami zainteresowani. Jak jazz tradycyjny działa na słuchaczy, można zobaczyć na paradzie nowoorleańskiej, do której odbiorcy spontanicznie sami dołączają.

Zespoły, które grają podczas festiwalu, przybywają do Poznania na zaproszenie czy same się zgłaszają?

P.B.: Tu nie ma przypadku. Chcemy skłonić publiczność do licznego udziału w imprezach festiwalowych, oferując najlepsze propozycje. Zawsze zapraszaliśmy znakomitych przedstawicieli światowego jazzu tradycyjnego, w tym takie gwiazdy, jak sir Acker Bilk, Kenny Ball czy Jan "Ptaszyn" Wróblewski.

P.S: Środowisko muzyków jazzu tradycyjnego nie jest duże. We wspomnianych wcześniej krajach jest trochę więcej tego typu zespołów niż u nas. Zapraszamy tych gości, których umiejętności są nam znane i których uważamy za ciekawych zarówno dla publiczności, jak i dla nas.

Jak powstał zespół Dixie Company i jaka jest jego historia?

P.S: W tym składzie funkcjonujemy już 23 lata. Niektórzy twierdzą, że to jest ewenement, i mi też się tak wydaje. Szczęśliwie udało nam się przetrwać w niezmienionym składzie i dobrej kondycji, którą zaprezentujemy podczas tegorocznego festiwalu.

Zespół powstał dzięki puzoniście Krzysztofowi Zarembie i bandżyście Wojtkowi Warszawskiemu, którzy przed laty grali w innej formacji jazzu tradycyjnego. Po ukończeniu Akademii Muzycznej chcieli nadal kontynuować przygodę z jazzem i taki był początek Dixie Company.

Gdzie zwykle grywacie?

P.S: Nie mamy stałego miejsca. Okoliczności koncertowania są różne i to nam najbardziej odpowiada. Wielkie, poważne sale koncertowe nie pasują do tego typu muzyki, bo oddzielają publiczność od muzyków i tworzą dystans. Jazz tradycyjny ma naprawdę wiele funkcji: sprawdza się zarówno w formie koncertów, jak i na imprezach tanecznych, weselach czy bankietach. Czasem są to miejsca zupełnie nieoczywiste - ostatnio graliśmy w zabytkowym toruńskim tramwaju, w którym prezydent miasta udzielał ślubu. Bywają także zamówienia na oprawę muzyczną pogrzebów. Jazz, który funkcjonował w Nowym Orleanie, często towarzyszył ludziom przy takich okazjach. Wychodzi na to, że jazz tradycyjny z powodzeniem może towarzyszyć każdej chwili życia.

rozmawiała Julia Niedziejko

*Piotr Soroka - współzałożyciel, menadżer i perkusista Dixie Company, prezes Wielkopolskiego Stowarzyszenia Jazzu Tradycyjnego Dixie Club.

**Przemysław Barański - promotor starego dobrego jazzu, wiceprezes Wielkopolskiego Stowarzyszenia Jazzu Tradycyjnego Dixie Club, radca prawny. 

  • X Poznań Old Jazz Festival, 15.09:
  • g. 12 - Parada Nowoorleańska na trasie Stary Rynek­-Stary Browar
  • g. 13-14 - Mała Akademia Jazzu, Stary Browar
  • g. 14-15 - koncerty zaproszonych zespołów w Starym Browarze i na Dziedzińcu Sztuki
  • g. 18 - koncert galowy, park Starego Browaru
  • na wszystkie wydarzenia wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2018-09-08 17:57:51 206777 <![CDATA[Dixie Company, fot. archiwum zespołu]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122759,206777,show2.jpg 206780 <![CDATA[Poprzednie edycje festiwalu, fot. archiwum zespołu]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122759,206780,show2.jpg 206778 <![CDATA[Piotr Soroka, fot. archiwum prywatne]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122759,206778,show2.jpg 206779 <![CDATA[Przemysław Barański, fot. archiwum prywatne]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122759,206779,show2.jpg
122789 2018-09-04 11:30:19 Sobotni wieczór z polskim hip-hopem w Schronie zapowiada się niczym spełnienie marzeń internautów albo najlepszy żart. Wystąpi czwórka obiecujących artystów, którzy muzykę traktują nie zawsze serio: Koza, Defau, Fozzfor i Orski.

]]>
Koza choruje wręcz na nadmiar rozpierającej go energii, co łatwo można wyczytać z jego konta na Facebooku, na którym codziennie zasypuje fanów jednozdaniowymi, absurdalnymi wyznaniami-żartami w rodzaju "czemu nikt mnie jeszcze kurwa nie zdissowal" czy "No a tak serio to był ktoś kiedys w Olsztynie?" (a jego fani to już 6,5 tys. osób!). Chłopak pochodzi z podwarszawskiego Raszyna i nazwa chyba trochę go zobowiązuje do tego, aby absolutnie niczego w swojej twórczości nie traktować poważnie, choć nie ulegajmy pierwszemu wrażeniu: w tej prześmiewczości jest pewna metoda.

A że Koza urodził się w 2000 roku, to jest jednym z najmłodszych raperów, którzy mają coś do przekazania publiczności. Teksty pisze jakby niezgodne ze swoją metryką. Powierzchownie wydają się niedojrzałe chmurną młodością i sprawiają wrażenie przypadkowo poskładanych, losowych skojarzeń słów i zdarzeń, które ledwo układają w całość trzeszczące w szwach rymy. Zaskakuje jednak nieposkromione, szydercze wykorzystanie konwencji i mnogość odwołań do kultury wysokiej (i nie tylko tej obecnie modnej).

W "Stołach" zdarzenia o ładunku tragizmu rodem z telewizji śniadaniowej sąsiadują z niewyrafinowanymi wulgaryzmami i odwołaniami do literatury i filozofii: "Mam sos ten" - jak mówisz coś w ten deseń to proste, że animozje czuje do ciebie czuję się przy tym jak Foster Wallace. I rozpierdolę. Ciągnąłem linę do góry już długo i właśnie wykopałem jebany stołek. Wysoko jak capra idex. Za rozrywkę mam to, że nigdzie nie ide. Zresztą - jak Koza przyznał w rozmowie na Rapblogowo: - Wkręta w sztukę i filozofię jest niesamowita i szczerze mówiąc dużo bardziej mnie to interesuje niż rap.

Czekając na debiutancki album, który artysta wyda w młodej wytwórni Lekter Records, trzeba udać się do Schronu - zwłaszcza, że raper wystąpi w Poznaniu po raz pierwszy. Jak zresztą piszą organizatorzy: "kazali mu tu zagrać...", odnosząc się do jego pierwszego zamieszczonego w sieci utworu "Kazali mi to nagrać".

Pozostali trzej muzycy, którzy wystąpią w sobotę w Schronie, mieszkają w Poznaniu. Pochodzący z Czaplinka Defau od lata ubiegłego roku pracował nad albumem "Wzór nie do naśladowania", który w październiku i listopadzie zapowiadały single "Rollercoaster", "Mierzę wyżej" i "Choroby umysłowe".

Orski jest DJ-em turntablistą i producentem, który pisze mitomańsko o sobie: "Orski to pseudonim Alexa Kshishtoforskiego, zwykłego chłopaka z Rosji, który prawdopodobnie dzisiaj byłby pospolitym nerdem, gdyby mając około 10 lat nie został ugryziony przez zmutowanego nietoperza. Ku zdziwieniu Alexa, ugryzienie spowodowało zmiany w jego DNA, które nadały mu nadludzką zdolność do naginania dźwięków do jego woli". Zaprzyjaźniony z nim Fozzfor był od 2009 roku związany z konińską sceną hip-hopową, a od 2011 r. działa w Poznaniu.

Marek S. Bochniarz

  • Koza/Defau/Fozzfor/Orski
  • Schron, ul. Kościuszki 68
  • 8.07, g. 20
  • bilety: 15 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2018-09-08 10:47:35 207022 <![CDATA[Koza, fot. archiwum prywatne]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122789,207022,show2.jpg 207017 <![CDATA[Schron przy ul. Kościuszki 68, fot. Facebook]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122789,207017,show2.jpg
122568 2018-08-29 11:51:38 Swoje 50. urodziny Ray Wilson będzie świętować dwoma koncertami w Sali Wielkiej Centrum Kultury Zamek. Rok 2018 wyznacza też i inne rocznice związane z grupą Genesis, w której szkocki wokalista był frontmanem przez cztery ostatnie lata regularnej działalności zespołu.

]]>
Na pierwszym koncercie 7 września Ray Wilson zaprezentuje utwory z repertuaru Genesis. Pieśniarz zastąpił w zespole Phila Collinsa, aby w 1997 roku nagrać z muzykami album Calling All Stations, w którego powstanie miał swój własny wkład. Wraz z nowym wokalistą Genesis miał powrócić do swoich korzeni, lecz recepcja albumu była na tyle nierówna (wysoka w Wielkiej Brytanii, marna w USA), że w 2000 roku zespół zawiesił działalność. Wilson ewidentnie też czuł niedosyt i dlatego w 2010 roku stworzył projekt Genesis Classic, przygotowując nowe interpretacje słynnych utworów na zasadzie instrumentacji wzbogaconych o kwartet smyczkowy z Berlin Symphony Ensemble.

Na koncert w Poznaniu, który odbędzie się w okolicy dwóch rocznic Genesis (50-lecie od założenia w 1967 roku i 20-lecie od pierwszego koncertu w Polsce w 1998 roku), Wilson przygotował bogatą selekcję z czasów działalności zespołu i jego członków. Usłyszymy nie tylko te utwory, które wykonywał na Calling All Stations, czy najsłynniejsze kompozycje z historii grupy, ale i przeboje z solowych karier byłych członków grupy: Petera Gabriela, Phila Collinsa i Mike'a Rutherforda. Właśnie w reinterpretacjach cudzych kompozycji Wilson demonstruje swoje mistrzowskie rzemiosło i udowadnia, że nie bez powodu uznano go za jednego z najwybitniejszych wokalistów Wielkiej Brytanii.

Na drugim koncercie 8 września Wilson sięgnie przede wszystkim do swojej kariery solowej, która trwa od 2001 roku. Ostatnie lata nie były dla artysty bynajmniej mniej płodne, bo z siedmiu albumów studyjnych dwa zostały wydane w samym roku 2016. Jeden z nich - Song of a Friend -  Wilson dedykował zmarłemu rok wcześniej przyjacielowi Jamesowi Lewisowi, który popełnił samobójstwo. Lewis pomagał i wspierał artystę, gdy ten przeprowadził się z rodzinnej miejscowości do Edynburga, marząc o zostaniu muzykiem. Album zamyka nieoczekiwany cover High Hopes Pink Floyd, który doskonale puentuje melancholijno-elegijny charakter płyty.

Koncert doskonale podsumuje działalność wokalisty, bo poza utworami z twórczości solowej Ray Wilson przypomni również utwory, które wykonywał jako wokalista w innych zespołach. Zanim trafił do Genesis, Szkot był frontmanem Guaranteed Pure i Stiltskin. Ten drugi zespół był aktywny do połowy lat 90. i się rozpadł, lecz Wilson postanowił go samodzielnie reaktywować w 2005 roku. I choć z oryginalnego składu pozostał sam jeden, to drugie życie kapeli urosło do nowych albumów: She i Unfulfillment. Z kolei w 1999 roku wokalista utworzył na krótko swój najbardziej efemeryczny projekt Cut, w ramach którego nagrał zaledwie jeden album Millionairhead, aby porzucić zespół na rzecz twórczości solowej i działań związanych z Genesis.

Podczas obu koncertów w Zamku wokaliście będą towarzyszyć wieloletni współpracownicy, w tym muzycy z nowego składu Stiltskin: Ali Ferguson, Steve Wilson, Lawrie Macmillan, Marcin Kajper,  Mariusz Koszel i Michał Łyczek.

Marek S. Bochniarz

  • Ray Wilson - koncert z okazji 50. Urodzin
  • 7 i 8.09, g. 20
  • Sala Wielka, CK Zamek
  • bilety: 129 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2018-08-29 12:05:28 206227 <![CDATA[fot. Darek Kawka]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122568,206227,show2.jpg
122567 2018-08-29 11:51:01 Jan "Ptaszyn" Wróblewski, jeden z niekwestionowanych klasyków polskiego jazzu, wystąpi wraz ze swym sekstetem 8 września na rozpoczęcie 21. sezonu działalności klubu Blue Note.

]]>
"To było coś nowego, z indywidualnym rysem. Ale czy słuchał pan naszych improwizacji? Mizerne, nudne piszczenie! I potworna walka, żeby utrzymać się w tempie i harmonii. Dziękuję bardzo, ale nie jestem w stanie tego znieść" - mówił przed ponad dwoma laty w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Jan "Ptaszyn" Wróblewski, sumując swoje 80-lecie. Wspominał w ten sposób swój udział w legendarnym zespole Krzysztofa Komedy w drugiej połowie lat 50. ubiegłego wieku. W innym wywiadzie, dla "Polska The Times", skromnie oceniał rolę swoją i kolegów: "Bohaterem to był Krzysio Komeda. My byliśmy u niego terminatorzy". 

Jan "Ptaszyn" Wróblewski jest postacią o tyle symboliczną dla poznańskiego klubu, że to jego występ rozpoczął ponad dwie dekady temu działalność Blue Note'u. Nie należy też zapominać o fakcie, że swój pierwszy ważny, własny zespół założył w Poznaniu, w czasie gdy był studentem mechanizacji rolnictwa tutejszej politechniki. Tutaj też podjął współpracę z Jerzym Milianem i wspomnianym Krzysztofem Komedą.  Pierwsze kroki stawiał kilka lat wcześniej w zespole jazzu tradycyjnego. Od połowy lat 50. był już zwolennikiem modern jazzu. W 1958 roku jako pierwszy polski jazzman zagrał w Stanach Zjednoczonych.

Od tamtego czasu stawał na czele wielu własnych zespołów (Jazz Believers, Polish Jazz Quartet, Made in Poland, Kwartet Jana Ptaszyna Wróblewskiego etc.), współpracował z wieloma innymi wybitnymi muzykami. Jego bogata dyskografia prezentuje szerokie spektrum brzmień: od swingu po modern jazz, od skromnych małych grup po rozwiązania bigbandowe, czego szczególnym wyrazem była działalność formacji Stowarzyszenie Popierania Prawdziwej Twórczości Chałturnik, czyli swoistej jazzowej supergrupy grającej muzykę rozrywkową. Poza klasycznie jazzowym graniem "Ptaszyn" komponował też piosenki wykonywane choćby przez Ewę Bem czy Marylę Rodowicz. W ostatnich latach ukazywały się wartościowe wznowienia niektórych jego głośnych i znakomitych płyt sprzed lat, m.in. Sweet Beat, Flyin' Lady czy Polish Jazz Quartet. Całe pokolenia jazzowych muzyków i fanów gatunku wychowały się też na prowadzonej przez niego od niemal pół wieku w radiowej Trójce audycji Trzy kwadranse jazzu.

"Ptaszyn" miał zawsze umiejętność gromadzenia wokół siebie świetnych instrumentalistów różnych pokoleń. Podobnie jest i tym razem. W Poznaniu lider grający na saksofonie tenorowym zaprezentuje właściwie zespół gwiazd, w którym każdy z muzyków jest również artystyczną osobowością. Będą to: Robert Majewski - trąbka, Henryk Miśkiewicz - saksofon altowy, Wojciech Niedziela - fortepian, Sławomir Kurkiewicz - kontrabas, Marcin Jahr - perkusja. Od lat wspierają oni Wróblewskiego na scenie.

Tomasz Janas

  • sekstet Jana "Ptaszyna" Wróblewskiego Jazz Top - inauguracja 21. sezonu jazzowego w Blue Note Jazz Club
  • 8.09, g. 20
  • Blue Note
  • bilety: 95 zł - pierwsza pula wyprzedana, 120 zł - druga pula

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2018-08-29 11:51:01 206225 <![CDATA[fot. Witold Spisz]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122567,206225,show2.jpg 206226 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122567,206226,show2.jpg
122595 2018-08-29 14:51:40 Miko'Why jest młodym, bardzo zdolnym producentem muzycznym i realizatorem dźwięku, który działa na scenie hip-hopowej, elektronicznej i jazzowej. W piątek 31 sierpnia zagra w KontenerART.

]]>
Miko'Why, czyli Mikołaj Grzegorek, urodził się w Kaliszu w 1993 roku. A że już od małego pociągała go muzyka, jako dziesięciolatek poszedł do Państwowej Szkoły Muzycznej, żeby uczyć się gry na trąbce, a potem na waltorni. I choć brzmi to jak typowy biogram wielu ludzi, którzy po zdobyciu podstawowego wykształcenia odstawiali instrument na półkę, w przypadku Grzegorzka na tym się nie skończyło.

Kalisz przed transformacją ustrojową pełnił ważne znaczenie w polskiej muzyce (i przemyśle muzycznym), bo to właśnie w tym mieście działała słynna i renomowana Fabryka Fortepianów i Pianin Arnolda Fibigera, która - podobnie, jak szkoła muzyczna - została założona jeszcze w XIX wieku. Zakłady dostarczały instrumenty marki Calisia nie tylko Polakom, ale i eksportowały je na cały świat. Lata 90-te przyniosły upadek fabryki, jednak w mieście nadal działa wiele imprez muzycznych. Grzegorek (już jako realizator dźwięku) pracował przy najsłynniejszej z nich, Międzynarodowym Festiwalu Pianistów Jazzowych - jednym z najstarszych tego rodzaju wydarzeń w kraju, które organizowane jest w kaliskim Centrum Kultury i Sztuki. W międzyczasie artysta związał się ze sceną elektroniczną i organizował związane z nią imprezy.

W 2012 roku zdecydował się doskonalić swój warsztat realizatora nagłośnienia w katowickiej Akademii Muzycznej. Był to też rok, w którym rozpoczął współpracę z Maciejem Barańskim, z którym zrealizował różne projekty symfoniczne. Gdy trafił do Studia 5150, gdzie współpracował z takimi artystami jak Kot Karter czy zespół Smokestack, poznał Adama O.S.T.R. Ostrowskiego. Wspólnie z nim zaczął od 2013 roku tworzyć studio Tabasko. Grzegorek brał udział w nagraniu dwóch płyt rapera - "Haos" i "Kartagina". Studio się rozwijało, a on pracował w nim nad albumami muzyków polskiej sceny hip-hopowej, na przykład przy "Zatrzymać Gniew" PMM, "Filmie" Kliforda, czy "Mysteryum" Sanhedrynu.

Grzegorek nie porzucił też jazzu - zajął się choćby miksem i masteringiem wybitnego albumu "Moi Pierwsi Mistrzowie", na którym Jan Ptaszyn Wróblewski składa hołd tytułowym mistrzom i kolegom: Komedzie, Trzaskowskiemu i Kurylewiczowi.

To zresztą nie pierwsza wizyta Mikołaja Grzegorka w Poznaniu. W sezonie 2014/2015 pracował jako realizator dźwięku podczas spektakli teatralnych zarówno w Teatrze Muzycznym, jak i Teatrze Wielkim. Pracował też przy różnych imprezach klubowych w mieście, przede wszystkim w Projekt Lab.

Marek S. Bochniarz

  • Miko'Why
  • 31.08, g. 21
  • KontenerART
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2018-08-29 15:24:05 206271 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122595,206271,show2.jpg 206272 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122595,206272,show2.jpg
122516 2018-08-28 13:18:07 Kapela Maliszów na polskiej scenie folkowej pojawiła się ładnych parę lat temu, a w najbliższy piątek zagrają w Poznaniu już po raz kolejny od pamiętnej edycji Ethno Portu w 2015 roku. Rodzinną tradycję wiejskiego muzykowania rozwinął wśród swoich dzieci - Kacpra i Zuzanny, ich ojciec Jan Malisz. Pełna transowości muzyka Kapeli Maliszów może połączyć nie tylko entuzjastów muzyki tradycyjnej czy folkowej, ale także jazzowej.

]]>
Malisze w swoim repertuarze sięgają do korzeni nie tylko przez samą muzykę, lecz także poprzez instrumentarium. I tak Zuzanna oprócz przenikniętego białym głosem śpiewu, gra na barabanie czy bębnie obręczowym, Kacper zapędza się w najdalsze zakątki improwizacji za pomocą skrzypiec, a Jan dopełnia cały ten witalizm grając na basach, harmonii, a także śpiewając. Co interesujące, Kapela Maliszów w swej muzyce wykorzystuje skrzypce dziadka Kacpra oraz basy i bębny wykonane przez Jana w jego pracowni. Rodzinna kapela z Męciny Małej w Beskidzie Niskim gra nie tylko muzykę inspirowaną głównie tradycją własnego regionu, czyli powiatu gorlickiego, lecz sięga też dalej, inspirując się tańcami i przyśpiewkami z innych regionów Polski.

Na swoim koncie mają już dwie świetne płyty - Mazurki niepojęte z 2015 roku oraz wydany rok temu krążek Wiejski dżez, a także główne nagrody najważniejszych festiwali folkowych (m.in. I miejsce oraz Nagroda publiczności konkursu Stara Tradycja przy festiwalu Wszystkie Mazurki Świata (2013), I miejsce podczas Festiwalu Śpiewaków i Kapel Ludowych w Kazimierzu Dolnym (2013), I miejsce na Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Ludowej Mikołajki Folkowe (2014), a także II miejsce na Festiwalu Nowa Tradycja (2014). I choć pierwszy album zespołu zachwycał swoją surowością i bliską reinterpretacją muzyki tradycyjnej, to warto zwrócić uwagę na pomost pomiędzy muzyką wsi i miasta drugiego albumu. To właśnie Wiejski dżez ewoluuje w stronę improwizacji, tak by dać upust jazzowej wolności i transowemu brzmieniu tradycyjnych melodii. To tam możemy usłyszeć zniewalające improwizacje wielokrotnie nagradzanego skrzypka młodego pokolenia muzyków tradycyjnych - Kacpra Malisza (m.in. Złote Gęśle podczas Festiwalu Nowa Tradycja, czy nagroda specjalna za interpretację melodii własnego regionu oraz technikę gry na Sabałowych Bajaniach w Bukowinie Tatrzańskiej).

Koncerty Kapeli Maliszów to potężna dawka reinterpretacji muzycznej przeszłości i tego, co kiedyś na wsi było codziennością. W ich muzyce słychać i czuć pasję trójki profesjonalnych muzyków, którzy tworzą muzyczną historię jednocześnie silnie związaną z regionem i tradycją, jak i odważnie przekraczającą granice muzycznej swobody interpretacyjnej.

Katarzyna Nowicka

  • Kapela Maliszów
  • 31.08, g. 17, Mały Koncert na zakończenie PPZ
  • 31.08, g. 20, klub Dragon
  • na oba koncerty wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2018-08-28 13:18:07 206169 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122516,206169,show2.jpg 206170 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122516,206170,show2.jpg 206171 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122516,206171,show2.jpg 206178 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122516,206178,show2.jpg 206173 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122516,206173,show2.jpg
122518 2018-08-28 13:20:32 Koniec lata warto spędzić w lekkim i nastrojowym akompaniamencie gitary akustycznej. Na osłodę ostatnich dni wakacji w Poznaniu wystąpi wirtuoz delikatnych brzmień Dominic Miller.

]]>
Dominic Miller istnieje w publicznej opinii muzycznej jako gitarzysta mający w swoim dorobku wieloletnią współpracę ze Stingiem. Dzięki artystycznemu połączeniu z wokalistą The Police, na Millera zwróciły się oczy wielbicieli gitarowych brzmień z całego świata. Wieloletnia współpraca ze Stingiem nie jest jego jedynym sukcesem artystycznym. Spektakularne kolektywy muzyczne współtworzył z takimi twórcami jak Phil Collins, Tina Turner, Bryan Adams, Sheryl Crow, Rod Stewart, Pat Metheny, Youssou N'Dour, Manu Dibango, Chris Botti, Mariza czy Peter Gabriel.

Miller nie pojawia się jednak na scenie muzycznej wyłącznie w asyście wielkich nazwisk, ale od lat tworzy także solowe projekty. Samodzielne wykonania Millera to głównie kompozycje na gitarę akustyczną oraz utwory, w których można usłyszeć elementy perkusyjne. Harmonijne brzmienia są w utworach muzyka lekkie i kojące, czasem przyjemnie melancholijne.

Swoje podejście do melodii Miller opisał w wywiadzie dla magazynu "Gitarzysta": "Melodia jest kluczowa, a dobra melodia to najcenniejszy element utworu. Zapytajcie samych siebie: "Czy mam jakąś dobrą melodię?' Oczywiście akordy i harmonia też są ważne, ale melodia to coś jak żeński element w reklamie - potrafi sprzedać wszystko. Naprawdę warto mieć w utworze coś, co wpadnie w ucho ludziom i co będą sobie mogli zagwizdać. Tak więc cokolwiek komponujecie, nie tylko nie zapominajcie o melodii, ale uczyńcie z niej królową i okażcie należny szacunek."

Jego najnowsza płyta "Silent Light" ukazała się w 2017 roku nakładem jazzowej wytwórni ECM. To właśnie melodii z tego krążka poznaniacy będą mogli posłuchać w piątkowy wieczór w Auli UAM. Utwory pochodzące ze wspomnianej płyty powstały pod wpływem inspiracji płynącej z życia gitarzysty w malowniczej Prowansji.

Julia Niedziejko

  • Dominic Miller - koncert w ramach Festiwalu Akademia Gitary
  • 31.08, g. 20
  • Aula UAM
  • bilety: od 79 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2018-08-28 13:36:13 206175 <![CDATA[fot. Andre Iguodala]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122518,206175,show2.jpg
122514 2018-08-28 12:44:14 W swym repertuarze ma m.in. piosenki żydowskie, tatarskie, białoruskie, litewskie - głównie z okolic Podlasia, ale wykonywała też utwory z tradycji pakistańskiej, a z innej strony pieśni do wierszy Różewicza czy Gajcego. W piątkowy wieczór w Sali Wielkiej CK Zamek wystąpi Karolina Cicha. Podczas koncertu zaśpiewa swoje znane, ale i nowe piosenki.

]]>
Karolina Cicha jest jedną z najciekawszych polskich wokalistek, czy szerzej, artystek, nie tylko w folkowym sensie. Jej twórczość wybiega bowiem często poza stereotypowe rozumienie różnic gatunkowych. Od lat tworzy muzykę, która wymyka się nie tylko podziałom stylistycznym, ale też kulturowym. Stawia publiczność i recenzentów przed otwartym pytaniem: w jakim stopniu mamy do czynienia z interpretowaniem tradycji, a w jakim z autorską kreacją. Pytania te mogą dotyczyć np. wspólnego przedsięwzięcia z pakistańskimi mistrzami, ale też kolejnych spotkań z kulturą - czy raczej kulturami - ukochanego przez nią Podlasia. Karolina Cicha udowadnia bowiem swą twórczością m.in. to, że kulturowa różnorodność i przenikanie się różnych tradycji jest niezwykłym darem i bogactwem. Do podobnych wątków będzie się odwoływała również w swym najnowszym projekcie, którego zalążki usłyszymy pewnie podczas poznańskiego koncertu.

"Pochodzę z Białegostoku, a moi rodzice i dziadkowie spod Tykocina, miasteczka do którego się tęskniło i do którego się jeździło" - mówiła artystka w wywiadzie dla radiowej Czwórki tłumacząc źródło natchnienia do nagrania głośnej płyty "Wieloma językami". W innym radiowym programie - Dwójce - dodawała: "Oczywiście sięgnęliśmy po pieśni w języku polskim, ale też w językach mniejszości, które współtworzą kulturę tego regionu: rosyjskim, ukraińskim, białoruskim, litewskim, tatarskim, romskim, jidysz i esperanto, którego twórca Ludwik Zamenhof wychował się w Białymstoku". Wreszcie w wypowiedzi dla lokalnego podlaskiego portalu definiowała własny  sposób myślenia  o muzyce: "Chyba najlepiej by to określić w ten sposób, że uprawiam »swój« rodzaj muzyki - tak jeśli chodzi o techniki gry, jak też styl muzyki jest wymyślany »ze mnie« a nie uczony z zewnątrz, czy pożyczony od kogoś, czy też wzorowany na coś: na modę jakąś (..) zawsze głównym kryterium jest to, czy jest to moje i prawdziwe".

Karolina Cicha to postać bardzo niebanalna. Jest doktorem nauk humanistycznych. Przez kilka lat pracowała w Ośrodku Praktyk Teatralnych Gardzienice, gdzie w kilku spektaklach zagrała główne role. Zdobywała nagrody na Studenckim Festiwalu Piosenki, Festiwalu Piosenki Aktorskiej czy Festiwalu Piosenki Poetyckiej im. Jacka Kaczmarskiego "Nadzieja" w Kołobrzegu. Śpiewała wiersze Tadeusza Gajcego (była jedną z najlepiej ocenianych na głośnej składankowej płycie "Gajcy") oraz Tadeusza Różewicza (własna płyta "Do ludożerców"). Muzeum Powstania Warszawskiego wydało jej album "Wawa.2010.pl" z autorskimi interpretacjami popularnych piosenek o Warszawie, do których wspólnego wykonania artystka zaprosiła m.in. Tomasza Budzyńskiego, Titusa, Mamadoou Dioufa czy Jorgosa Skoliasa.

W roku 2013 wystąpiła w konkursie na festiwalu Polskiego Radia "Nowa Tradycja", przedstawiając kilka piosenek ze wspomnianego programu "Wieloma językami". Zdobyła wszystko, co się dało, nagrody: główną, indywidualną im. Czesława Niemena, Burzę Braw - nagrodę publiczności, a towarzyszący jej Bart Pałyga uznany został za najlepszego instrumentalistę. Sama Cicha nie tylko śpiewała własne kompozycje, ale też grała (jednocześnie) na akordeonie i instrumentach perkusyjnych.

Po artystycznym sukcesie płyty "Wieloma językami" przyszły kolejne, jakże udane, poszukiwania w kręgu kultur mniejszości zamieszkujących (niegdyś i dziś) Podlasie: albumy "Jidyszland" i "Płyta Tatarska" (autorska próba wskrzeszenia muzyki polskich Tatarów). W międzyczasie artystka podjęła też współpracę z pakistańskim mistrzem Shafqatem Ali Khanem i jego parterami, czego efektem był krążek "Poland-Pakistan. Music Without Borders" i m.in. wspólny koncert podczas jednej z edycji poznańskiego Ethno Portu. 

Najnowszy projekt artystki to program "Jeden - wiele" z pieśniami chwalebnymi różnych wyznań obecnych na Podlasiu. Cicha przygotowała go wspólnie ze znaną, także z Gardzienic i folkowych scen, Elżbietą Rojek. Na portalu Polakpotrafi.pl trwa zbiórka pieniędzy na wydanie płyty z tym materiałem. W Poznaniu artystka wystąpi jednak, według zapowiedzi, w innym duecie - wspólnie z  Karoliną Matuszkiewicz  (suka biłgorajska, fidel płocka, kemancze, kobyz, śpiew), znaną choćby ze współpracy z Marią Pomianowską. Artystka sama zaśpiewa i zagra na akordeonie, fortepianie oraz samplerze perkusyjnym.
Tomasz Janas

  • Karolina Cicha i Spółka
  • 31.08, g. 19
  • CK Zamek, Sala Wielka
  • bilety: 25 zł przedsprzedaż i 35 zł w dniu koncertu

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2018

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2018-08-28 12:44:14 206163 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,122514,206163,show2.jpg