145556 2020-03-31 16:16:38 - Nie wyobrażam sobie, co innego mógłbym robić... Kiedy po ostatnich dźwiękach finału VI Symfonii Czajkowskiego widziałem łzy w oczach muzyków, a publiczność przez dobrą minutę dała wybrzmieć ciszy powstrzymując się od oklasków, wiedziałem, że wszyscy przeżyliśmy razem coś niezwykłego - mówi Yaroslav Shemet*, dyrygent.

]]>
Za Tobą przyjęty z dużą aprobatą debiut w Elbphilharmonie w Hamburgu - jednej z najważniejszych sal koncertowych świata. Był to dla Ciebie wspaniały prezent urodzinowy?

Ależ oczywiście, jak dotąd chyba najlepszy! Myślę, że każdy artysta marzy, aby mieć możliwość zaprezentowania się w tak ważnym ośrodku muzyki klasycznej, na dodatek z doskonałym zespołem.

W takich momentach czuje się stres i dumę, czy może obie te rzeczy jednocześnie?

Jest mi ciężko odpowiadać na pytania związane ze stresem na koncercie, ponieważ czasem trudno odróżnić go od adrenaliny. Podczas koncertu w Hamburgu nie myślałem o dumie, chyba że przy ostatnim ukłonie. Po występie oklaski nie miały końca, wychodziłem na scenę sześć razy, zagraliśmy dwa bisy.

Zacznijmy od początku. Kształcenie muzyczne rozpocząłeś w wieku zaledwie 3 lat, a swoją pierwszą orkiestrę założyłeś mając lat 13 i to wtedy zadebiutowałeś też jako dyrygent. Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką?

Z relacji mojej mamy wiem, że na początku była to raczej dziecięca zachcianka. W wieku trzech lat zobaczyłem w telewizji grających muzyków i stwierdziłem, że muszę zostać jednym z nich. W domu mieliśmy pianino, gitarę, akordeon, uznałem więc, że niezbędny sprzęt mam. Nie czekając na powrót mamy z pracy zadzwoniłem do niej i oznajmiłem, że idę do szkoły muzycznej. Miałem dużo szczęścia, bo mama zamiast potraktować to jako kaprys, dała mi szansę i zaprowadziła na przesłuchania. Zdałem je dobrze i rozpocząłem naukę śpiewu, kształcenia słuchu i gry na fortepianie, a po kilku latach klarnetu.

Skąd zatem wzięła się pasja dyrygencka?

Podczas jednego z konkursów wokalnych w którym brałem udział, zauważył mnie przewodniczący komisji - kierownik katedry chóralistyki szkoły talentów w Charkowie. Zaprosił mnie na przesłuchania. Po przejściu egzaminów zaproponowano mi dwie opcje: klarnet albo dyrygenturę chóralną. Wybrałem machanie rękoma. Miałem wtedy 11 lat. W szkole do której uczęszczałem nie było orkiestry symfonicznej. Ze znajomymi stwierdziliśmy, że trzeba taką założyć. Wybraliśmy program, zebraliśmy się na próbę. To była pierwsza część 40. Symfonii Mozarta. W małym pokoju w internacie zaczęliśmy tworzyć muzykę. Instrumentaliści używali futerałów jako pulpitów, a ja stałem na krześle w dresach i kapciach. Po trzech miesiącach zagraliśmy pierwszy koncert. Zauważył nas dyrektor szkoły, który zafascynowany naszym pomysłem dał nam salę do ćwiczeń, pulpity oraz potrzebny sprzęt. Zaczęliśmy funkcjonować jako stała orkiestra.

Wspomniałeś o "machaniu rękoma". Dyrygent to nie tyle kreator pojedynczych dźwięków co nasycenia całego dzieła. Jak czujesz się jako główny element napędzający cały muzyczny organizm i tak silnie na niego oddziałujący?

To trudne pytanie. Na pewno nie czuję się głównym elementem, ponieważ jest to praca zespołowa. Minęły już czasy, kiedy dyrygent był tyranem i despotą. Dziś kluczowa jest kooperacja z orkiestrą. Najważniejszym zadaniem dyrygenta jest zachęcić i zjednoczyć ludzi. I to nie tylko na koncercie, który jest zwieńczeniem całego procesu, ale przede wszystkim podczas prób. Jako dyrygent czuję się odpowiedzialny nie tylko za wykonanie dzieła, ale również za to, by muzycy chcieli tworzyć muzykę wraz ze mną.

Jakie są cechy dobrego dyrygenta?

Można ten zawód przyrównać do trenera drużyny sportowej, który musi znać się na technice, być dobrym strategiem i jednocześnie dogadywać się z zespołem. Bycie dyrygentem wymaga łączenia wielu różnych kompetencji. Bez wątpienia trzeba być dobrym muzykiem, ale i psychologiem, dyrektorem, managerem i agentem. Dodatkowo, dyrygent powinien charakteryzować się dużą charyzmą.

Jesteś wykładowcą w poznańskiej Akademii Muzycznej. Jak zarażasz swoją pasją przyszłych dyrygentów?

Staram się przede wszystkim zachęcić do poznawania świata muzyki i do działania. Co do samego dyrygowania zawsze zaczynam od podstaw technicznych. Porównajmy ten proces do nauki gry na skrzypcach. Orkiestra to skrzypce - to one brzmią. My, jako dyrygenci, bez instrumentów nie wydajemy żadnych głosów, oprócz głośnego oddychania (śmiech). Nasze dyrygowanie jest jak smyczek, dzięki któremu wydobywamy dźwięk ze skrzypiec. Problemem jest jednak fakt, że studentom często od razu daje się smyczek i zmusza do grania Czajkowskiego, co jest po prostu niewykonalne. Uważam, że trzeba najpierw wytłumaczyć, jak się trzyma ten smyczek, jak on działa, jak prawidłowo użyć ręki, co to jest spiccato i détaché. Tak samo jest z dyrygowaniem - musimy zdobyć pewne spektrum możliwości, a dopiero później będziemy mogli wydobyć z orkiestry to, co chcemy. Przekazać nasze intencje za pomocą ruchów i gestów.

Dyrygent nie może zaistnieć ani bez orkiestry ani bez partytury. Jak wygląda Twoja praca z orkiestrą?

To zależy od orkiestry. Każda ma swoją osobowość, charakter i temperament. Ostatnio zapytany o to, jak zachowuję się na pierwszej próbie z orkiestrą odpowiedziałem, że tak jak na pierwszej randce. Trzeba wszystko wyczuć, oczarować, a także wiedzieć, do jakiego celu zmierzamy (śmiech).

A praca z partyturą? Dla przeciętnego słuchacza praca dyrygenta z nutami wydaje się być jedynie czytaniem książki i jej interpretacją.

Pracę z partyturą zaczynam od znalezienia dobrego wydania. Oprócz zaznajomienia się z życiem, twórczością, stylem, tradycją danego kompozytora, zawsze badam historię i okoliczności powstania danego utworu. Później odczytuję partyturę przy fortepianie, robię notatki i zapisuję pomysły. Następnie przystępuję do analizy formy, harmonii, problemów technicznych i nakreślam frazy. Kiedy mam mniej więcej ułożoną interpretację, mogę zająć się porównywaniem nagrań. Staram się tego nie robić na początku pracy nad danym utworem, żeby najpierw usłyszeć dzieło słuchem wewnętrznym.

Często zdarza Ci się wykonywać dzieła artystów, których kompozycje były już wielokrotnie interpretowane.

Bardzo trudno jest dochować wierności stylowi jednocześnie wnosząc coś od siebie. Jest to tym trudniejsze, gdy podczas jednego koncertu wykonujemy utwory różnych kompozytorów z jednej epoki. W Hamburgu musiałem znaleźć sposób na to jak w interesujący sposób, podczas jednego występu, zagrać Mozarta, Haydna, Mendelssohna i Beethovena przed publiką, której ten repertuar jest doskonale znany.

Bardzo często współpracujesz z różnymi orkiestrami z całego globu. Chciałbyś osiąść już na stałe w jakimś miejscu czy każda praca z nową orkiestrą to dla Ciebie nowe inspiracje?

Oczywiście, że nowe inspiracje! Na ten moment wydaje mi się, że dużo więcej się uczę współpracując z różnymi zespołami, chociaż bardzo cenię sobie stałe współprace z kilkoma orkiestrami. Dlatego też zdecydowałem się przyjąć propozycję objęcia funkcji głównego dyrygenta świetnej INSO-Lviv Orchestra. Często pracuję też jako gościnny dyrygent, na przykład z Neue Philharmonie Hamburg.

A gdyby nie muzyka...

Naprawdę nie wiem. Może coś z komunikacją z ludźmi. Muzyka pomaga mi porozumiewać się z innymi, przekazywać emocje, uczucia, pomysły kompozytorów. Nie wyobrażam sobie, co innego mógłbym robić. Odkąd pamiętam zajmuje się muzyką. Nawet przez chwilę nie zastanawiałem się, gdzie pójdę po maturze, wiedziałem, jaki jest mój cel. Jeśli mamy wyraźnie umieszczony punkcik na mapie swojego życia, to droga ukaże się sama. I nie warto się załamywać, jeśli pojawi się negatywna recenzja.

Póki co Ty masz same pozytywne. Lubisz czytać recenzje po swoich koncertach?

Zawsze interesuje mnie, co mają do powiedzenia dobrzy, kompetentni krytycy, uczę się dzięki ich komentarzom. Krytycy są częścią świata muzyki, tak jak orkiestra, dyrygent, muzycy i publiczność. Natomiast niespecjalnie lubię patrzeć na swoje nagrania.

A ja właśnie je oglądałam i skupiłam się na Twoim naturalnym ruchu. Nie ma tam mechaniki.

Dyrygując, nie zastanawiam się jak wyglądam, po prostu próbuję przekazać pewną emocję muzyką i efektywnie zadziałać na orkiestrę. Staram się, żeby moje ruchy były szczere i naturalne. Wierzę, że to jedyna droga, żeby dotrzeć zarówno do orkiestry, jak i publiczności, Kiedy po ostatnich dźwiękach finału VI Symfonii Czajkowskiego widziałem łzy w oczach muzyków, a publiczność przez dobrą minutę dała wybrzmieć ciszy, powstrzymując się od oklasków, wiedziałem, że wszyscy przeżyliśmy razem coś niezwykłego.

Kto Cię inspiruje?

Leonard Bernstein - jako wybitny muzyk i niezwykła osobowość. Bardzo inspiruje mnie jego wszechstronność - był dyrygentem, kompozytorem, edukatorem, chciał żeby ludzie rozumieli muzykę. Wiele problemów dzisiejszego świata ma swoje korzenie w braku zrozumienia. Jeśli czegoś nie rozumiemy, to tego nie pokochamy. Dlatego trudno się dziwić, że na ogół w filharmoniach czy operach nie ma tłumów. Ludzie myślą, że to nudne.

Albo za trudne.

Niestety, wiele osób ma takie obawy. I właśnie to musimy zmieniać!

Rozmawiała Katarzyna Nowicka

*Yaroslav Shemet - jeden z najbardziej znanych ukraińsko-polskich dyrygentów młodego pokolenia, główny dyrygent orkiestry symfonicznej INSO-Lviv Filharmonii Narodowej we Lwowie, główny dyrygent Coloratura Opera Lab i Coloratura Opera Fest oraz pierwszy gościnny dyrygent Neue Philharmonie Hamburg. Wykładowca Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu.  

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-31 18:56:55 259588 <![CDATA[fot. Oleksandr Panasiuk.]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,145556,259588,show2.jpg 259589 <![CDATA[fot. Oleksandr Panasiuk.]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,145556,259589,show2.jpg 259590 <![CDATA[fot. Oleksandr Panasiuk.]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,145556,259590,show2.jpg 259591 <![CDATA[fot. Oleksandr Panasiuk.]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,145556,259591,show2.jpg 259592 <![CDATA[fot. Oleksandr Panasiuk.]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,145556,259592,show2.jpg 259593 <![CDATA[fot. Oleksandr Panasiuk.]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,145556,259593,show2.jpg 259594 <![CDATA[fot. Oleksandr Panasiuk.]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,145556,259594,show2.jpg 259595 <![CDATA[fot. Oleksandr Panasiuk.]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,145556,259595,show2.jpg
145009 2020-03-18 17:53:24 - U Lidii Zielińskiej nigdy w żaden sposób nie zostałam jako osobowość muzyczna przymuszona do czegokolwiek. Zawsze odsłaniała coś przede mną, ale to ja wybierałam. To najlepsze, co można zrobić - obserwować, podpowiadać, ale nie egzekwować podobieństwa do swoich wyborów - mówi Katarzyna Tamborowska*, poznańska kompozytorka i skrzypaczka.

]]>
Pochodzi Pani z Krakowa, gdzie odbywa się wiele festiwali muzyki współczesnej. Na pewno więcej niż w Poznaniu. Nie było Pani szkoda zostawiać tego miasta?

Jak przyjechałam do Poznania, to nie miałam pojęcia, że zostanę tu na dłużej. Między innymi dlatego, że nie dostałam się na studia kompozytorskie w Krakowie, przyjechałam do tego miasta. Poznań był bardzo przyjazny dla studentów, dla młodych ludzi. Przyciągnął mnie zupełnie inną, swobodniejszą atmosferą. Czasem jest mi oczywiście szkoda, że opuściłam Kraków, miałam bardzo długi czas ogromnej tęsknoty za tym miastem, ale uporałam się z tym.

W Krakowie przez dwa lata uczyła się Pani u profesora Bogusława Schaeffera.

Z egzaminu na kompozycję, którego nie zdałam, wyszłam bardzo zrezygnowana. Padały tam stwierdzenia, że jako kobieta będę zajmować się domem i dziećmi, więc może nie warto studiować kompozycji. Mimo że nie zdałam egzaminu, profesor Schaeffer chciał ze mną porozmawiać i zaproponował mi lekcje indywidualne. Jeśli profesor podejmował pracę nad kimś, to były to lekcje nieodpłatne. To było ogromne zobowiązanie, żeby na każdą lekcję przychodzić przygotowanym. A był bardzo wymagający, często nieprzewidywalny. Kilka razy spotkały mnie zaskakujące stwierdzenia z jego strony, zupełnie skrajne, od bardzo dobrych recenzji tego, co zrobiłam, do fatalnych. Jak tylko coś w utworze było minimalnie niedopracowane, to w oczach profesora było beznadziejne.

To profesor Schaeffer skierował Panią do Poznania?

Padły dwie propozycje: "Mozarteum w Salzburgu albo jedź dziecko do Poznania, tam jest Lidia Zielińska". Nie byłam wtedy gotowa do wyjazdu za granicę.

Jak wspomina Pani studia w Poznaniu?

Wspaniale! Jeszcze bardziej doceniam je z perspektywy czasu. Porównując różne metody, jakimi byliśmy prowadzeni na studiach, u Lidii Zielińskiej nigdy w żaden sposób nie zostałam jako osobowość muzyczna przymuszona do czegokolwiek. Zawsze odsłaniała coś przede mną, ale to ja wybierałam. To najlepsze, co można zrobić - obserwować, podpowiadać, ale nie egzekwować podobieństwa do swoich wyborów.

Podobnie jak profesor Lidia Zielińska jest Pani skrzypaczką. I podobnie jak ona interesuje się Pani muzyką elektroakustyczną. Skąd ten zwrot?

Zawsze szukałam czegoś nowego. Ale też bardzo serio traktowałam wykonawstwo tradycyjne, nie byłam zrażona do tego, że muszę grać Wieniawskiego czy Paganiniego. Te utwory dzisiaj mnie nie interesują, ale mam do nich respekt. Oczywiście za mało wciąż wychodzimy poza ten klasyczny repertuar, na każdym poziomie. Nie ma okazji do improwizacji, poszukiwań.

Elektronika w Pani twórczości pojawiła się dopiero na studiach?

Tak, ale jako słuchacz byłam już zaprawiona, uczęszczałam na festiwale w Krakowie. Natomiast jak faktycznie działać z elektroniką, uczyłam się w Poznaniu.

Na jakim sprzęcie Pani tworzyła?

To były pecety, chociaż w studiu było jeszcze jakieś stare atari. Nadal jednak mówimy o sprzęcie o pojemności 1,5 G. I ta nauka była naprawdę podstawowa, ale pamiętam, że miałam ogromny zapał. Pamiętam też mój pierwszy utwór stworzony na tym sprzęcie. Był to Ping Violin Tape Pong na skrzypce i elektronikę.

Pani utwory były grane na wszystkich najważniejszych festiwalach. W Polsce w tamtych czasach wciąż chyba najbardziej prestiżowa była Warszawska Jesień. Jak wspomina Pani debiut na tym festiwalu?

To było miłe, ale nigdy nie celuję z utworami w te wielkie wydarzenia. Nie umiem się w tym poruszać, nie umiem o to zadbać. To, że ten debiut się zdarzył, było po prostu jakimś splotem przypadków. Tak samo interesuje mnie zagranie w klubie, jak na festiwalu.

Często w swojej twórczości odnosi się Pani do innych sztuk.

W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że jest we mnie imperatyw tworzenia czegoś. Jeśli moje życie nie potoczyłoby się w kierunku muzyki, to pewnie odnalazłabym się w sztukach plastycznych.

Proszę opowiedzieć o swoich inspiracjach.

Ostatnio fascynuje mnie dział akustyki, który się nazywa cymatyka. Jest to bardzo ładne zjawisko przenoszenia fal dźwiękowych na stronę wizualną. Ta wymierność dźwięku wydaje mi się niesamowita i na różne sposoby dająca się przełożyć na formę utworu, na kształt dźwięków. Fascynuje mnie także stworzenie takiego mikrotonowego fraktalu - mikrotonowego w najdrobniejszym znaczeniu, w najdosłowniejszym. Każdy dźwięk ma swoją częstotliwość w hercach, lecz my używamy jakiegoś wycinka tych dźwięków. Marzy mi się wykorzystanie każdej częstotliwości.

Od czego zaczyna Pani pracę nad utworem?

Od pomysłu. Zupełnie odwrotnie niż dwadzieścia lat temu, kiedy pisałam dźwięki, a potem szukałam tytułu. Teraz, zanim zasiądę do partytury, mam ideę, wymyślam tytuł i piszę na temat. Tworzę ogólny zarys energetyczny utworu. Rozrysowuję taki szkic wizualny. Potem zastanawiam się nad doborem instrumentów.

A czy komponując, myśli Pani o słuchaczach?

Oczywiście! Nigdy nie miałam - a wiem, że są takie postawy - żadnej chęci, żeby słuchacza nauczyć tego, że utwór może trwać strasznie długo albo że może być na granicy wytrzymałości percepcyjnej. Uważam, że słuchanie muzyki powinno być dla słuchacza doświadczeniem w sferze przyjemności albo stworzyć u niego jakieś intelektualne przeżycie.

Proszę opowiedzieć o swojej pracy w Akademii Muzycznej. Czy dzisiejsi studenci są inni, niż była Pani w ich wieku?

To bardzo inspirująca praca, bo każdy ze studentów jest inną osobowością. Prowadziłam szereg zajęć grupowych, a od jakiegoś czasu mam swoją klasę kompozycji. Muszę przyznać, że o ile z zajęć w większym składzie można było wyjść i odpuścić pieczę nad grupą do następnego spotkania, o tyle lekcje indywidualne są dużo większą odpowiedzialnością. Ale to bardzo ciekawe zajęcia, wymieniamy się ze studentami obserwacjami, przyjaźnimy się i pozostajemy w kontakcie muzycznym. Nie chcę roztaczać wizji, że kiedyś było lepiej. Potrafię znaleźć wspólny mianownik między dzisiejszymi studentami a mną z przeszłości. Nie są to ludzie z innej krwi. Z drugiej strony mają kompletnie inne możliwości, łatwy dostęp do wszystkiego. Ja miałam problem ze znajdywaniem materiałów, wyjazdami na festiwale - oni mają to w zasięgu kliknięcia, ale w takim nadmiarze, że ich zadaniem jest selekcja. Z tą samą łatwością klikają największe dzieło i najsłabszą podróbę. Muszą dawać sobie radę z tym, żeby odróżnić jedno od drugiego.

rozmawiała Aleksandra Kujawiak 

*Katarzyna Taborowska - kompozytorka i skrzypaczka. Uczyła się u Bogusława Schaeffera oraz Lidii Zielińskiej. Jej utwory były wykonywane na wielu festiwalach muzyki współczesnej. Pracuje w poznańskiej Akademii Muzycznej.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-25 17:43:39 258844 <![CDATA[fot. archiwum prywatne]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,145009,258844,show2.jpg
145011 2020-03-18 17:53:43 Jaka jest przyszłość okładki płytowej w czasach, w których odchodzi się od fizycznego nośnika? Czy przetrwa cyfrową rewolucję? Na pewno czekają ją ciekawe metamorfozy, a twórców coraz to nowsze wyzwania, aby sztuki plastyczne nadal towarzyszyły muzyce w docieraniu do świadomości odbiorców. Konkurs 30/30 wziął sobie za cel bycie świadkiem nadchodzących wydarzeń i depozytariuszem sztuki okładkowej. To wyróżnienie, że odbywa się w Poznaniu.

]]>
Do końca XIX wieku muzyki można było doświadczyć tylko na żywo. Dopiero wtedy, za sprawą inwencji m.in. Thomasa Edisona, doczekała się pierwszego nośnika. To na ebonitowe walce, a potem krążki trafiały pionierskie nagrania, zamykane potem w szafach grających. Wiek XX to już początek płyty gramofonowej, którą znamy do dziś. Muzyka po raz pierwszy utrwalona i zwielokrotniona trafiła do sklepów, ale początkowo jej opakowanie stanowił zwykły, przemysłowy papier pakowy. Dopiero pod koniec lat 40. ubiegłego stulecia Alexowi Steinweissowi udało się przekonać szefów Columbia Records do zainwestowania w "obrazek na obwolucie". Pierwszym albumem opatrzonym okładką z prawdziwego zdarzenia była musicalowa składanka Richarda Rodgersa i Lorenza Harta. Kolejną rewolucję przyniosły lata 60. XX wieku. To wówczas okładka płyty ukonstytuowała się jako samodzielne dzieło sztuki, nierzadko wychodząc poza swoje macierzyste przeznaczenie. Bob Cato (autor okładek m.in. Boba Dylana), Peter Blake (The Beatles) czy w końcu Andy Warhol (m.in. Velvet Underground) na zawsze zmienili postrzeganie muzyki i wynieśli okładkę albumu do rangi nowej dziedziny sztuki.

W jednym szeregu pośród największych twórców okładek płytowych pojawia się nazwisko poznaniaka. Rosław Szaybo, bo o nim mowa, od lat 60. XX wieku stworzył kilkaset prac dla największych, światowych gwiazd muzyki, począwszy od Eltona Johna, The Clash, Cream, Judas Priest, Carlosa Santany, Roya Orbisona czy Janis Joplin, aż po okładki niezapomnianych Czesława Niemena i Krzysztofa Komedy oraz znakomitej, rozpoznawalnej na całym świecie serii Polish Jazz.

Zmarły przed rokiem Szaybo zostawił po sobie także poznańskie wydarzenie, którego jest inicjatorem i współpomysłodawcą. Konkurs 30/30 na najlepszą okładkę płytową roku doczekał się właśnie szóstej edycji. Co roku impreza skupia kilkudziesięciu twórców, a do konkursu stają najciekawsze okładki. 30 z nich stanowi wystawę pokonkursową, która już po raz drugi odbędzie się w Galerii na Dziedzińcu Starego Browaru. W tym roku będzie ją można oglądać od 27.03, a wielki finał wraz z ogłoszeniem laureatów odbędzie się 26.04 w trakcie poznańskiego festiwalu Spring Break.

Tegoroczna edycja Konkursu 30/30, organizowanego przez Wydawnictwo Miejskie Posnania, zgromadziła ponad 100 okładek, a w szeregach jury zasiadają przedstawiciele współczesnej sztuki okładkowej, m.in. poznaniak Rafał Wechterowicz i Grzegorz "Forin" Piwnicki, ubiegłoroczny laureat konkursu. Z tym ostatnim związane są także wydarzenia towarzyszące tegorocznej wystawie, o czym więcej dowiecie się na profilu FB Konkurs 30/30.

Michał Wiraszko

  • Wystawa pokonkursowa Konkursu 30/30 na najlepszą okładkę płytową 2019 roku
  • Galeria na Dziedzińcu Starego Browaru
  • z powodu sytuacji związanej z pandemią koronawirusa wernisaż przesunięty na lipiec, dokładna data jest jeszcze ustalana
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-24 11:13:31 258845 <![CDATA[Tegoroczna finałowa trzydziestka Konkursu 30/30]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,145011,258845,show2.jpg 259203 <![CDATA[Tegoroczna finałowa trzydziestka Konkursu 30/30]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,145011,259203,show2.jpg
145036 2020-03-19 10:41:59 Instytucje kulturalne są obecnie zamknięte, lecz proponują różne formy zdalnego zaangażowania poznanianek i poznaniaków. Pawilon od najbliższej soboty rozpoczyna cykl transmisji na żywo - spotkań z muzyką eksperymentalną. Jako pierwszy wystąpi lokalny muzyk Patryk Daszkiewicz, który zaprezentuje Radio Bluszcze.

]]>
Ekipa Pawilonu zdecydowała się na realizację wydarzeń za pomocą streamingu z dwóch powodów. - Po pierwsze jesteśmy przekonani, że właśnie w takich trudnych społecznie momentach instytucje kultury są szczególnie potrzebne. Zapewniają nie tylko program artystyczny, ale stają się również przestrzenią - w tym wypadku budowaną wirtualnie - świeckiej refleksji nad tym, co się dookoła nas dzieje. Dlatego w naszym programie pojawią się nie tylko transmitowane na żywo wydarzenia muzyczne przygotowane przez LAS i Krystiana Piotra, ale również wykłady i dyskusje związane z naszym tegorocznym hasłem "Nowe życie". Szczególnie teraz pytanie o nowe życie w czasach epidemii i po niej jest ważne, bo wiele i wielu z nas zastanawia się nad tym, co przed nami: społecznie, kulturowo, ekonomicznie. To ważne, aby równolegle do tradycyjnych mediów skupionych na newsach, tworzyć sytuacje dla głębszej i szerszej refleksji. Ludzie tego potrzebują, a za rogiem czyhają już teorie spiskowe i osoby, które wykorzystają tę tragedię do wykluczenia tej czy innej mniejszości oraz bieżącej walki politycznej - wyjaśnia kierujący Pawilonem Andrzej Pakuła.

Drugim powodem dla podjęcia tego rodzaju działalności kulturalnej jest utrzymanie pracy nie tylko Pawilonu jako instytucji, ale także artystów i publiczności. - Uważamy, że w tych trudnych czasach, gdy wiele twórców jest pozbawionych środków do życia, należy w ramach instytucji, którymi zarządzamy szukać możliwości, nawet ograniczonych, umożliwienia im pracy. To jest kwestia solidarności, ale także wiary, że to właśnie sztuka i kultura pomoże nam to przetrwać - dodaje Pakuła.

LAS dla poznańskiej publiczności - i poznańskich artystów

Ci, którzy śledzą program koncertów LASU - dobrze wiedzą, że poza przygotowywaniem programu złożonego z występów zagranicznych muzyków, Krystian Piotr zaprezentował też przez ponad sześć lat działalności wiele poznańskich i wielkopolskich projektów. - W LESIE staram się zawsze pokazać dużo różnych stron muzyki. Dlatego występy zapraszanych przeze mnie artystów zagranicznych uzupełniam o koncerty muzyków rodzimych. Chcę znaleźć w Poznaniu i właściwie w całym kraju to, co najciekawsze. Na tej scenie, która nie jest może zbyt duża, powstają cały czas nowe projekty. Ciągle dostaję propozycje od początkujących artystów - staram się wszystkie uważnie przesłuchać i zaproponować coś, jeśli mam taką możliwość - wyjaśnia.

I tak w lutym - podczas koncertu z wykorzystaniem nowego systemu nagłośnieniowego w Pawilonie - przed Diamond Terrifier grał Maciej Maciągowski. Z kolei Patryk Daszkiewicz miał wystąpić 31 marca przed zespołem Ex Eye ze swoim projektem DMNSZ. Ze względu na pandemię, cykl muzyczny LASU i program innych wydarzeń w Pawilonie stanął pod znakiem zapytania. Organizatorzy, decydując się na formę streamingów, na początek zaprezentują właśnie live set DMNSZ.

Metody chałupnicze

- Dość standardowo za dzieciaka coś sobie dłubałem przy wszystkim, co mi wpadało w ręce i wydawało jakieś dźwięki. Dość szybko przestałem mieć opory związane z brakiem tego, co zwyczajowo nazywamy "umiejętnością grania na danym instrumencie". Może nigdy po prostu nie myślałem w ten sposób - i zwyczajnie starałem się grać na tyle, na ile to wychodzi? Zacząłem to nagrywać na jakieś kiepskie dyktafony, na kaseciaki. Po latach doszło do mnie, że te "chałupnicze" metody tworzą coś, co mogę nazwać swoim językiem. Są to trochę krzywe, zepsute, szumiące brzmienia - wyjaśnia Patryk Daszkiewicz, który już w przeszłości kilkukrotnie występował w LESIE. Zaprezentował tam nie tylko swój projekt DMNSZ, lecz grał z zespołem Strętwa - to trio muzyków improwizujących, które współtworzy wraz z Pawłem Doskoczem i Maciejem Maciągowskim. Fragment nagrania z solowego koncertu Daszkiewicza z 2015 roku, gdy LAS znajdował się jeszcze w lokalizacji Off Garbary, trafił zresztą na album "OUIJA" (wydawnictwo Pointless Geometry, 2017).

- DMNSZ to mój solowy projekt muzyczny. Chciałem znaleźć słowo, które określałoby to, jak odbieram dźwięk. Chciałem, żeby to było słowo nie dające się w prosty sposób przypisać do liczby pojedynczej czy mnogiej. W ten sposób usiłowałem trochę uciec od do-określania i zamazać znaczenia. Dlatego to słowo musiałem wymyślić. DMNSZ, czy demonszy, to w zasadzie nieistniejące słowo i nie traktuje go, jako "ksywki". Jak zacząłem używać tej nazwy projektu - wyjaśniałem to tak: "Demonszy (DMNSZ: dəmonʃ ʒɣ) to nieistniejące słowo. Jego wymyślona definicja brzmi: dźwiękowe manifestacje duchów stukających (i/lub) dźwięki szumiące z tyłu czaszki, tak że już nie wiesz, czy to w głowie szumi, czy może sąsiadowi popsuł się telewizor". Dziś wydaje mi się to trochę naiwne, ale nie znajduję żadnego lepszego wyjaśnienia. Eksperymentuję z różnymi technikami nagrań i pozostającymi po nich artefaktami. Operując szumem i sprzężeniami zwrotnymi buduję repetatywną tkankę dźwiękową. Szukam w tych dźwiękach jakichś wzorów, które być może ułożą się kiedyś w pierwotny, zapomniany język. Tak to mniej więcej pojmuję. Można powiedzieć, że to moje laboratorium - dodaje artysta.

W sobotę Daszkiewicz zaprezentuje Radio Bluszcze: - Radio Bluszcze to takie określenie, które jest "wytrychem" - używam go grając sety dj-skie. Tak też nazywa się moja audycja nadawana co dwa tygodnie (w środy o g. 23) we wspólnym paśmie Radia Kapitał z Warszawy i Lahmacun z Budapesztu. Traktuję to jako swoiste "guilty pleasure". Pozwalam sobie w ten sposób na lżejsze podejście do tematu, jakiś rodzaj nostalgii. Na ogół w tych setach dj-skich używam tych samych, powiedzmy, "technik", jak efekty, magnetofony, mikser, których używam grając swój własny materiał. Czasem przeplatam te rzeczy i sam się w tym gubię. Gdzie zaczyna się Radio Bluszcze, a gdzie DMNSZ? Nie wiem do końca, więc chyba najuczciwiej jest tych dwóch światów tak do końca nie rozdzielać - przyznaje Patryk Daszkiewicz.

Marek S. Bochniarz

  • Transmisja #1 DMNSZ
  • 21.03., g. 21
  • Pawilon (streaming)
  • wydarzenie bezpłatne

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-20 15:43:52 258832 <![CDATA[dmnsz fot. Jakub Knera]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,145036,258832,show2.jpg 258836 <![CDATA[Radio Bluszcze, fot. Danil Daneliuk]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,145036,258836,show2.jpg
145008 2020-03-18 17:53:13 Paul Esswood to niekwestionowany autorytet w dziedzinie muzyki barokowej. Jego wysoką pozycję wzmacnia fakt, że jest nie tylko znakomitym dyrygentem, ale również jednym z czołowych kontratenorów na świecie. Niebawem po raz trzeci w poznańskiej operze spotkamy się z realizacją tego artysty. Premiera Jephthy miała się odbyć 21 marca, z uwagi na epidemię koronawirusa została odwołana. Nowa data nie jest jeszcze znana.

]]>
Najpierw była Dydona i Eneasz (kwiecień 2016), później koncertowe wykonanie Juliusza Cezara w Egipcie Georga Friedricha Händla (wrzesień 2018), teraz czas na Jephthę. Dwie pierwsze poznańskie realizacje Esswooda wywołały niezwykłe, niecodzienne emocje wśród publiczności. I nie chodzi o kurtuazyjne bisy (które dla poznańskiej publiczności są taką oczywistością jak amen w pacierzu), ale o emocje szczere, wręcz dziecięco spontaniczne. Zwłaszcza w przypadku premiery Juliusza Cezara..., o której organizatorzy piszą, że "entuzjazm widowni podobny był temu, który znamy z koncertów rockowych... a może ba-rockowych?". Byłam, widziałam, tak było. I czas na więcej!

Pod batutą Esswooda poznańska orkiestra potrafi wydobyć głębię z barokowych partytur, zanurzyć się w jej dalsze poziomy, retoryczne warstwy. I chyba w tym należy upatrywać sukcesu pracy dyrygenta. Jako znakomity kontratenor wyspecjalizowany w repertuarze dawnym zyskał renomę i poważanie, które muszą ułatwiać mu pracę z zespołami. "Nie porzucił jednak repertuaru, w którym specjalizował się w czasie trwania solistycznej kariery. Wiadomo: Barok forever!" - czytamy w zapowiedzi. Muzycy muszą czuć się pewnie pod jego batutą, więc idą za nim jak w dym i robią przy tym dużo rewelacyjnej muzyki.

Jephtha to oratorium w trzech aktach napisane do libretta Thomasa Morella. Treść dzieła nawiązuje oczywiście do postaci biblijnej ze Starego Testamentu. Jefte pojawia się w Księdze Sędziów jako przywódca, pod którego pieczą Bóg wyzwolił Izraelitów spod dominacji Ammonitów. Jak wiemy z Biblii, Jefte złożył obietnicę Bogu, że jeśli zwycięży w tej bitwie - złoży w ofierze pierwszą osobę lub stworzenie, które napotka, wracając do domu. Dowódca został wystawiony na próbę przez starotestamentowego Boga, gdy na drodze napotkał własną córkę.

Jephtha to ostatnie dzieło Händla (nie licząc Triumfu czasu i prawdy z 1757 roku, które stanowi rozszerzenie wcześniejszego oratorium) i przez wielu uznawane za najlepsze. Postępująca ślepota (w II akcie usłyszymy znamienny, kulminacyjny chór Jakież mroki skrywają twe wyroki, Panie) sprawiła, że Jephtha powstawała powoli. Kompozytor z trudem ukończył to dzieło. Jego premiera odbyła się w 1752 roku, kiedy już całkowicie stracił wzrok. Siedem lat później tłumy (podobno około 3 tys. osób) wielbicieli przyszły ostatni raz pożegnać kompozytora, który jako jeden z nielicznych w historii muzyki cieszył się ogromną sławą już za życia.

Na scenie Teatru Wielkiego w tytułowej roli usłyszymy Jamesa Oxleya (tenor), a w roli córki Jephthy Małgorzatę Olejniczak-Worobiej (sopran). Ponadto wystąpią Ewelina Rakoca-Larcher, Jarosław Kitala, Lucyna Białas i Rafał Tomkiewicz, którego w realizacji Esswooda mogliśmy podziwiać już w Juliuszu Cezarze... Kierownictwo chóru objął Mariusz Otto.

Aleksandra Kujawiak

  • Jephtha Georga Friedricha Händla
  • kierownictwo muzyczne: Paul Esswood
  • kierownictwo chóru: Mariusz Otto
  • Teatr Wielki
  • z powodu sytuacji związanej z epidemią koronawirusa premiera została odwołana, nowa data nie jest jeszcze znana

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-24 11:15:56 258841 <![CDATA[Paul Esswood, fot. materiały Teatru Wielkiego w Poznaniu]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,145008,258841,show2.jpg
144746 2020-03-12 15:46:53 Muzyka jest siłą, której lubimy nie doceniać. Często pełni rolę wypełniania czasu, urozmaicania tła. A co jeżeli potraktowalibyśmy ją jako swoisty rodzaj języka, a melodie i frazy jako autentyczne zdania wyrażające myśli i uczucia? Do takiej refleksji zmusił mnie koncert tria Bastarda w klubie Dragon.

]]>
Bastarda, czyli Paweł Szamburski (klarnet), Michał Górczyński (klarnet basowy) i Tomasz Pokrzywiński (wiolonczela), to zespół trzech wyjątkowych osobistości, które niegdyś połączyło niepozorne studio nagraniowe - Lado ABC, a teraz łączy niesamowita wrażliwość i pasja do zapomnianych, nieco pokrytych kurzem melodii i odnajdywanie w nich swojego własnego stylu.

Zespół w swojej karierze wydał już dwa albumy, które były poświęcone muzyce sakralnej. Jest to Promitat Eterno (Lado ABC, 2017), gdzie trio wzięło na warsztat pieśni i motety Piotra z Grudziądza (1392-ok.1480), jednego z pierwszych kompozytorów tworzących na terenach Polski oraz Europy Środkowej i Wschodniej. Drugim ważnym projektem jest zeszłoroczna płyta Ars Moriendi (Lado ABC, 2019), czyli "sztuka umierania". Płyta ta była instrumentalną interpretacją śpiewów chorałowych, motetów i litanii, które były wykorzystywane przy obrzędach pogrzebowych, opartą na utworach takich kompozytorów jak C. Fest, J. Desprez czy G. du Fay.

W tym roku muzycy Bastardy postanowili jednak sięgnąć po coś innego, choć nie aż tak odległego od znanej nam kultury zachodniej, czyli po chasydzkie pieśni niguny. Są to wyjątkowe pieśni w kulturze żydowskiej, które nie zawierają w sobie słów. Są oparte na prostych monodiach, stworzonych w celach religijnych. Towarzyszyły również Chasydom w sytuacjach świeckich (śpiewano je na przykład przy stole). Jak wspominał lider zespołu, Paweł Szamburski, w nigunach najważniejszy jest włożony w nie wyjątkowy ładunek emocjonalny, ponieważ poprzez emocje Chasydzi zbliżali się do boga. Nie chodzi jednak tutaj tylko i wyłącznie o euforię, ale również o dość szeroki wymiar smutku. Taki też był przedstawiony przez muzyków materiał.

Muzycy zagrali dziewięć wyjątkowych pieśni, każda z nich (z jednym wyjątkiem) była wykonywana instrumentalnie. Bastarda wykorzystała niskie spectrum dźwiękowe swoich instrumentów. Dolne rejestry klarnetu basowego połączone z korespondującymi ze sobą wiolonczelą i klarnetem, dały efekt kameralnej, ale skrupulatnie wypełniającej przestrzeń atmosfery. W dźwiękach można było odnaleźć dużo ciepła, które było skontrastowane wyciąganymi przedęciami Szamburskiego i rytmicznymi eksperymentami Górczyńskiego. Panowie doskonale wiedzieli kiedy muszą się wypełniać harmonicznie, a kiedy pozwolić sobie na korespondencję i improwizację. Wyjątkowo ujmująca była pełna świadomość aparatu wykonawczego. Miałam wrażenie, że muzycy znali swoje instrumenty już na tyle, że potrafili wydobyć z nich wiele nowatorskich brzmień, przypominających onomatopeje i krzyki, uzyskane przez Górczyńskiego na klarnecie basowym czy wspomniane już przeze mnie brudne, klasteryczne przedęcia Szamburskiego.

Z drugiej jednak strony nie została zaniedbana bardzo ważna melodyczność i charakterystyczny, orientalny charakter melodii. Grały one właściwie główną rolę, ponieważ zawsze były skrupulatnie wykonywane przez wiolonczelę lub klarnet. Nie zabrakło również tradycyjnego, barokowego komponowania muzycznego, które zostało dodane poprzez aranż Tomasza Pokrzywińsiego. W utworach można było usłyszeć ciekawie napisane frazy kontrapunktyczne, ale i burdonowe podstawy harmoniczne, dodające autentyczności oraz wielowymiarowości XVIII wiecznych pieśni.

Najbardziej ujmującym momentem, był tak zwany "utwór kulminacyjny", umiejętnie umieszczony jako przedostatnie wykonanie. Najstarsza pieśń z wykorzystanego przez muzyków zbioru dynastii Modrzyc, autorstwa Israela Dan Taub, gdzie do wykonania została zaproszona publiczność. Dzięki zaintonowanej przez Szamburskiego śpiewce nie tylko mogliśmy poczuć się wykonawcami, ale trównież poczuć pierwotny sens tworzenia pieśni, czyli łączenia ze sobą ludzi, którzy je śpiewają. Dodatkowym atutem była też niewielka sala klubu Dragon, która jeszcze bardziej podtrzymywała kameralną atmosferę i sprzyjała nawiązaniu kontaktu z artystami.  

Uważam, że koncert należy do tych udanych, a nawet i do tych, które na długo zostają w pamięci. Ogromny ładunek improwizowanego szaleństwa, piękna wynikającego z prostoty i minimalizmu, połączony z wyjątkową charyzmą każdego z wykonawców pozostawia po sobie miłe wrażenia. Podziw wywołuje pełna świadomość wykonywanego materiału oraz instrumentalna erudycja, która potrafiła zahipnotyzować każdego słuchacza. Jestem pewna, że nieraz będę wracać do niego, jeżeli nie wspomnieniami, to poprzez słuchanie płyty.   

Patrycja Sznajder

  • koncert Bastarda
  • Klub Dragon
  • 11.03

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-12 17:05:07 258467 <![CDATA[Bastarda, koncert w klubie Dragon, fot. Jarosław Majchrzycki]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144746,258467,show2.jpg 258469 <![CDATA[Bastarda, koncert w klubie Dragon, fot. Jarosław Majchrzycki]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144746,258469,show2.jpg
144596 2020-03-11 09:58:34 Batushka - metalowy projekt muzyczny założony pięć lat temu przez Krzysztofa Drabikowskiego - pod koniec 2018 roku uległ rozpadowi. W jego efekcie pod tą samą nazwą w roku ubiegłym wyszły równolegle dwie nowe płyty - Drabikowski wydał album Panihida, a dotychczasowy wokalista Bartłomiej Krysiuk Hospodi. Koncert Batushki tego pierwszego odbędzie się w sobotę w Klubie u Bazyla. AKTUALIZACJA! Koncert nie odbędzie się 14 marca.

]]>
W internecie można zapoznać się ze stanowiskami obu artystów, a także przeczytać wywiady, w których odnoszą się nie tylko do kwestii przebiegu sporu, ale i genezy powstania Batushki. Są to, jak zwyczajowo w takich sprawach bywa, dwie skrajnie różne opowieści. Obecnie trwa proces sądowy między stronami konfliktu o prawa do tego projektu. Obaj artyści niezależnie też od siebie koncertują. Facebook i inne media Batushki kontroluje wokalista i menadżer Bartłomiej Krysiuk, a jego zespół pojawiał się na festiwalach muzycznych.

- Ale publika nie jest głupia, dostrzega różnicę. Promotorzy też zaczynają - widzą, która wersja jest która. I wiedzą, jak się ze mną skontaktować. Mam swoje prywatne profile, na których informuję o podstawowych wydarzeniach. Ludzie obserwujący mnie i wspierający przekazują je dalej, za co serdecznie im dziękuję. Po tym wszystkim, co działo się w zeszłym roku, otrzymałem olbrzymie wsparcie i wciąż otrzymuję. Dało mi to siłę, by się nie poddawać mimo beznadziejnej sytuacji. Jestem to winien tym ludziom - wyjaśnia Drabikowski.

Msza za "jedyną prawdziwą Batushkę"

Jak to humorystycznie ujął jeden z fanów - "Batusha jest tak ortodoksyjna, że posiada nawet własną schizmę". Drabikowski w tym projekcie wykorzystał elementy religii prawosławnej, związane z jej ikonografią i liturgią. Zresztą, debiutancki album nazwał właśnie "Litourgiya", a późniejsze koncerty miały charakterystyczną oprawę wizualną. Gdy Batushka stała się niezwykle popularna - co chyba nawet zaskoczyło jej założyciela - pojawił się pomysł na organizację występów również na wschodzie, w krajach prawosławnych - w Rosji czy na Ukrainie. Jednak ze względu na protesty wiernych zostały one odwołane. I tu pojawia się pytanie, czy w ramach tego muzycznego projektu Drabikowski nie przejął elementów wschodniej religii, z punktu jej wyznawców dokonując... bluźnierstwa?

 - Raczej nie, tylko to zależy od słuchacza. Oczywiście dominuje ten sposób postrzegania mojej muzyki, ale też mam sporo fanów, którzy nie traktują tego, jako bluźnierstwo, tylko odnajdują w tym coś jeszcze, mimo wszystko odpowiedniego dla siebie. Spotkałem się nawet z wykupieniem mszy w mojej intencji w cerkwi na wschodzie, bym wygrał batalię sądową. Sporo moich fanów pochodzi ze wschodu. Mają styczność z prawosławiem na co dzień, więc odbiór muzyki też mają inny, niźli zachodni słuchacze, co z prawosławiem nie mieli kontaktu i traktują to jako egzotykę. Poza tym, prawosławie to dorobek kultury taki, jak każdy inny. Zarówno ono, jak i inne religie przechwytywały to, co pasowało z innych wierzeń, które były na danych terenach wcześniej - mówi Drabikowski.

Batushka może być więc kierowana zarówno do wiernych prawosławnych, jak i ateistów. Szerzej ten projekt muzyczny da się wpisać w kulturowe zjawisko postsekularyzmu - jako działanie sekularne, wykorzystujące elementy danej religii w oderwaniu od jej formy instytucjonalnej.

Trzy Batushki / Batyushki

Długo trwało, nim drugi album "Panihida" został wydany w maju ubiegłego roku. - Ten materiał nagrywałem jeszcze przed podziałem, i robiłem to sam. Jedyny fragment, który grałem na koncertach, to był środkowy gitarowy fragment "песнь 2" bez wokalu, używany jako intro. Materiał powstawał szybko, lecz z przerwami. Komponując zawsze od razu rejestruję ślady, które wymyślam i zostają na finalnym nagraniu. Zazwyczaj w jedną noc tworzę jeden numer. Tym razem nagrywanie perkusji się wydłużyło, gdyż rejestrowałem sam siebie - relacjonuje. Pracę zaczął jeszcze przed pierwszymi koncertami. Materiał był prawie gotowy w 2018 roku - czekał tylko na nagranie żywej perkusji i wokalu, co Drabikowski uczynił zimą ubiegłego roku. Wtedy też wydał "Panihidę" na fizycznym nośniku i zaczął ponownie występować. - Teraz podczas koncertów śpiewają cztery osoby, a na płycie wystąpiło siedem osób. Ludzie ci wolą pozostać anonimowi, co pasuje do mojej pierwotnej koncepcji - dodaje.

"Panihida zaskakuje. Wciąga. I nie puszcza tak łatwo. Drabikowski udowodnił, że jego umiejętności kompozytorskie wciąż stoją na wysokim poziomie. Z odpowiednio dobraną drużyną z pewnością będzie w stanie zawojować sceny dużych festiwali i klubów" - napisał w recenzji albumu Vladymir z kvlt.pl.

Co czeka w przyszłości Drabikowskiego w związku ze sporem z Bartłomiejem Krysiukiem?  - Będzie to długi proces - podobno może trwać nawet siedem lat. Odbyły się dopiero dwie rozprawy przedwstępne. Jest ogrom materiałów dowodowych, więc potrzeba na to wszystko czasu. Aktualnie działam równolegle także w innych projektach i nagrywam nową muzykę w wolnych chwilach. Co z tego będzie, to zobaczymy. Raczej nie lubię zapowiedzi, by później starać się z nich wywiązać za wszelką cenę. Szanuję swoje słowo - tłumaczy muzyk.

W międzyczasie pojawił się też zespół... Batyushka. Na swoim profilu na bandcamp piszą: "To strona prawdziwego rosyjskiego ortodoksyjnego zespołu metalowego Batyushka. Nie jesteśmy związani z satanistycznymi polskimi pozerami o podobnej nazwie "Batushka", którzy podjęli się świętokradztwa. (...) Nasza nazwa funkcjonuje od 2005 roku, kiedy zostały nagrane pierwsze dema z naszą muzyką. Jesteśmy grupą prawosławnych księży, którzy tworzą muzykę w wolnym czasie, niosąc słowo Boga do metalowych i rockowych społeczności." - Raczej zrobił to ktoś dla zabawy, lub by pokazać, jak śmieszne jest działanie autorów "Hospodi". Przyznam, że nie słuchałem, ale spodziewam się lepszego materiału niż wymieniony wyżej, gdyż muzyka robiona dla frajdy jest lepsza niż ta robiona dla pieniędzy - ironicznie komentuje Drabikowski.

Marek S. Bochniarz

  • koncert Батюшка (Batushka) / Malevolent Creation / Konkhra
  • 14.03, g. 18.30 - AKTUALIZACJA: koncert przenesiony na późniejszy termin, zakupione bilety ZACHOWUJĄ WAŻNOŚĆ, można też je zwracać W PUNKCIE ICH ZAKUPU
  • Klub U Bazyla
  • bilety: 60-80 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-11 21:23:09 258262 <![CDATA[Batushka, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144596,258262,show2.jpg
144593 2020-03-11 09:38:04 Ich ostatni jak dotąd album to wydany dwa i pół roku temu świetny Nie wiem. Do Poznania przybywa Variété - zespół wybitny. Grupa funkcjonuje na muzycznej scenie od ponad 35 lat.

]]>
Zawsze potrafiła dystansować się od mód, nurtów, środowisk. Ważniejszy był dla niej artystyczny przekaz niż popkulturowe błyskotki i ułuda medialnej sławy. Przed laty mówiono, że współtworzy nurt tzw. zimnej fali, członkowie Variété nigdy nie byli jednak niewolnikami jednego stylu. Ich muzyka była - w najlepszym sensie tego słowa - progresywna i tak jest też na ostatniej płycie.

Tradycja rockowa jest tu traktowana z szacunkiem, ale i dystansem. Da się tu wysłyszeć fascynację jazzem, minimalem, trip hopem, dubem, elektroniką, choć wszystko zostaje sprowadzone do dość ascetycznej, fascynującej, bardzo osobnej, autorskiej formuły.

Grupa prowadzona jest przez Grzegorza Kaźmierczaka - którego zaliczano do grona najistotniejszych i najciekawszych poetów polskiego rocka. Wydał kilka tomików ze swoimi wierszami. Przed kilkoma laty ich wybór ukazał się w poznańskim WBPiCAK. Jego tekstom towarzyszy zawsze świetna, niepokojąca muzyka. Trzy lata temu mieliśmy okazję podczas festiwalu Frazy obejrzeć spektakl Bal, który osnuty został wokół twórczości zespołu.

Tomasz Janas

  • koncert zespołu Variété
  • 14.03
  • Blue Note,
  • bilety: 35-45 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-11 09:53:08 258260 <![CDATA[Zespół Variété, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144593,258260,show2.jpg
144574 2020-03-10 21:24:38 - To największa nagroda od naszych fanów, gdy po tych dwudziestu latach jedziemy na koncert ze spokojną głową - mówi Jacek Stęszewski*, wokalista i założyciel zespołu Koniec Świata. Piątkowy koncert został przeniesiony na 9 maja.

]]>
Z perspektywy dwudziestu lat funkcjonowania Końca Świata - obecna chwila to jaki moment dla twojego zespołu?

To moment dosyć szczególny. Po dwudziestu latach grania w dalszym ciągu mamy jeszcze siłę i ochotę grać, a przede wszystkim - wydawać nowe płyty. Tydzień temu wyszliśmy ze studia w Lubrzy, gdzie nagrywaliśmy nasz ósmy album długogrający. Ten nowy materiał zbliżał się do nas wielkimi krokami i było to nieuniknione. Ostatnia płyta "God Shave the Queen" wyszła jeszcze w 2016 roku, czyli cztery lata temu. To odległość jak między dwoma mistrzostwami świata!

Jaki mieliście pomysł na nowy materiał?

Kiedy siedliśmy do robienia tych piosenek, czyli przyniosłem pomysły i zaczęliśmy je wspólnie z chłopakami obrabiać, to zastanawialiśmy się nad kierunkiem nowej płyty - tego, co powinniśmy zrobić. Po do tej pory wydanych płytach i wielu latach występowania znudziło nam się dotychczasowe granie - mam tu na myśli jego prostotę (nasze piosenki są z reguły mało skomplikowane muzycznie). Stwierdziliśmy więc, że warto zrobić coś nowego i zaciekawić słuchaczy, a nie odbębnić kolejną płytę, podobną do poprzednich albumów, albo będącą ich wypadkową. Zresztą, już tyle tych płyt mamy w swoim dorobku, że możemy sobie przecież pozwolić na to, aby bardziej się zastanowić nad naszą muzyką, nawet zaryzykować, a z drugiej strony... polecieć i odjechać. Nie chcieliśmy też, żeby ta płyta była archaiczna i szybko się zestarzała.

Jak wypadł ten album?

Demówkę mamy już nagraną, rozesłaliśmy ją już wśród naszych zaufanych fanów i znajomych z branży. Póki co zbiera od nich dobre recenzje, a przy tym ci słuchacze zauważają obrany przez nas nowy kierunek - przy jednoczesnym zachowaniu przez nas stylu muzycznego, w obrębie którego poruszamy się od lat, wypracowanego klimatu. We wrześniu będzie premiera płyty. Podczas marcowej trasy koncertowej gramy trailer, zwiastun tego albumu.

Jak wypadł pierwszy koncert na trasie koncertowej, który zagraliście w Warszawie?

Pierwszy raz mieliśmy sold out na trzy miesiące przed koncertem. Po dwudziestu latach w końcu dorobiliśmy się tego, że jechaliśmy na koncert totalnie spokojni, wyluzowani - nie martwiąc się o to, czy ktoś jeszcze przyjdzie w dniu koncertu i czy sala będzie wypełniona do połowy, czy tylko w jednej czwartej. Zagraliśmy cztery piosenki z nowej płyty. Z reguły trudno się gra nowe utwory po raz pierwszy, bo ludzie nigdy ich wcześniej nie słyszeli. Trudno wtedy wybadać, czy dany kawałek jest dobry czy zły, czy publiczność go kupuje. Zupełnie inaczej się gra piosenki, które już są w obiegu, a publiczność zdążyła się z nimi osłuchać. Z takimi utworami już coś przeżyli, wiążą ich z nimi konkretne wspomnienia. Myślę jednak, że dobrze nam poszło z nowym materiałem - podczas pokoncertowych rozmów zebraliśmy pozytywne opinii od naszych fanów. Myślę, że oni też chcą, aby nasz zespół się rozwijał, a nie ciągle obracał wokół tych samych melodii i muzycznych patentów.

A jaki jest ten nowy kierunek?

Nowy kierunek to nadal nasz rdzeń końcoświatowy, czyli piosenka z tekstem. Zawsze przykładam dużą wagę do tego, co piszę - nie chcę, żeby było to byle jakie. Dbałość o słowo jest też u mnie z wiekiem coraz większa. Chcę, żeby te teksty były zawsze "o czymś". To się nie zmieniło - nasze piosenki będą nadal gęste od tekstu, nie zaczniemy ich nagle skracać do kilku linijek. Będzie to wciąż płyta gitarowa, ale dojdzie też trochę elektroniki. Nie chcemy jednak wydać albumu "komputerowego". Sięgnęliśmy więc do muzyki z lat 80., elektrowerbla, brzmień elektro-punkowych i przestrzennych. W stosunku do poprzednich płyt, ograniczyliśmy też trąbkę na rzecz instrumentów klawiszowych. I chyba tyle mogę zdradzić co do tej muzyki - resztę trzeba będzie już posłuchać.

Z różnych wywiadów z tobą pojawia się obraz, że przez te lata ciągle walczyliście o publiczność i czasem mieliście jej już bardzo dużo, a potem znów o nią zabiegaliście. Dlaczego?

Gdybym znał powody, to takich problemów by nie było. Gdy zaczynaliśmy, to wszystko przebiegało na zasadzie "zrób to sam": zorganizuj koncert, porozwieszaj plakaty... Nie byliśmy nigdy podpięci pod duży management - zresztą w Polsce, z wyjątkiem dużych zespołów, to tak nie działa. Miałem wtedy 19-20 lat, a reszta chłopaków po 17-18. Wszystko organizowaliśmy samodzielnie, więc uczyliśmy się. Nie mieliśmy na początku żadnego pojęcia o marketingu zespołowym. A gdy zaczynaliśmy, to nie było jeszcze mediów społecznościowych, internetu - tylko radia i telewizja, które były dla nas zamknięte. Korzystaliśmy więc z tego, co było dostępne - z Telegazety, udzielaliśmy wywiadów dla zinów, pojawialiśmy się na czad giełdach. Z czasem nabraliśmy doświadczenia, próbowaliśmy też z różnymi menadżerami, ale zwykle ze złym skutkiem. Wielu ich się przewinęło przez zespół, lecz nie potrafili zbyt dobrze zapanować nad promocją. Bo nawet dobry menadżer nigdy nie będzie myślał kategoriami zespołu. Ci nasi nie myśleli na bieżąco o tym, co powinni zrobić - traktowali to raczej jak dorywcze łatanie dziur. A jeśli coś tworzysz i masz zespół, to jesteś na tym punkcie zapalony, pasjonujesz się tym. Już jak wstajesz, to myślisz gdzie uderzyć, jaki utwór wybrać na singiel, czy zastanawiasz się nad kolejnymi środkami promocji. To praca całodobowa - taka, jak w przypadku własnej działalności gospodarczej. Cztery lata temu stwierdziliśmy, że będziemy działać samodzielnie. Od kiedy zajmuję się marketingiem i reklamą, to zespół zaczął o wiele lepiej funkcjonować. Trasa "Oranżada w kinie Mockba", gdy po raz pierwszy organizowaliśmy wszystko sami, była naszym największym sukcesem w dotychczasowej karierze.

Jakie były te trudne początki, gdy poza waszym zasięgiem było radio i telewizja?

Przez pierwsze pięć-sześć lat grywaliśmy na skłotach. W tamtych czasach działały różne, anarchistyczne jednostki, które robiły ekofesty, skłoterskie imprezy. A wywiady trafiały do zinów. Ukazywaliśmy się na składankach "Pasażera", Anteny Krzyku i innych. Większość naszych fanów składało się z ludzi, którzy kupowali "Pasażera" i natrafiało w kompilacji na jedną-dwie piosenki Końca Świata. Fanów się zdobywało jeżdżąc od miasta do miasta - czasami na całe życie, bo niektórzy są z nami do dzisiaj, a czasami tylko na tydzień.

Czy był moment, który to zmienił?

Trudno powiedzieć, bo u nas nie stało się tak, że nagle na koncertach zamiast trzech osób mieliśmy sto. Wszystko przebiegało stopniowo, z upływem czasu. Nie przeżyliśmy drastycznych zmian. Wszystko przychodziło nam z wielkim trudem. Tej drogi nie mieliśmy łatwej - i nie tylko my, a większość zespołów z naszego podwórka. Nie jest prosto się poruszać na polskim rynku - szczególnie z muzyką mało popularną, która nie jest mainstreamowa, nie trafia do Radia RMF i innych mediów. Czasami dwa lata były fajne i myśleliśmy, że już będzie lepiej. I wtedy trafiały się nam dwa kolejne lata gorsze. Trzeba było wyciągać wnioski i zastanawiać się, co zrobić i dopracować.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Jacek Stęszewski - wokalista katowickiego zespołu Koniec Świata. Koniec Świata to rock&rollowo - folkowa wizytówka Śląska. Od 2000 roku zagrali ponad 1000 koncertów w Polsce, a także Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Czechach, Słowacji i Ukrainie. Zespół występował na największych festiwalach, min: Przystanek Woodstock, Jarocin Festiwal, Seven Festival, Cieszanów Festival, Odjazdy. Na siedmiu albumach znajdziemy energetyczne utwory o miłości, rewolucji i życiu w metropolii, zawieszonej gdzieś poza czasem i szerokością geograficzną.

  • Koniec Świata
  • 13.03, g. 20 - UWAGA! koncert przeniesiony na 9.05
  • Klub u Bazyla
  • bilety: 40-50 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-11 15:08:24 258224 <![CDATA[Koniec Świata 18-lecie, fot. Jowita Stęszewska]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144574,258224,show2.jpg 258225 <![CDATA[Koniec Świata 18-lecie, fot. Jowita Stęszewska]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144574,258225,show2.jpg 258226 <![CDATA[Koniec Świata 18-lecie, fot. Jowita Stęszewska]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144574,258226,show2.jpg 258227 <![CDATA[Koniec Świata 18-lecie, fot. Jowita Stęszewska]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144574,258227,show2.jpg 258228 <![CDATA[Koniec Świata 18-lecie, fot. Jowita Stęszewska]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144574,258228,show2.jpg
144556 2020-03-10 14:30:43 Czym w rozumieniu Anny Marii Jopek mogą być przestworza? To pytanie dla każdego, kto choć raz miał do czynienia z tą wokalistką. Bowiem po wieloletnich sukcesach scenicznych, eksperymentach oraz płytach "pokrytych złotem", powraca ona z absolutną niespodzianką dla swoich słuchaczy, czyli z projektem Przestworza. Najbliższy, zaplanowany na piątek koncert w Sali Ziemi został przeniesiony na listopad.

]]>
Związana z polską sceną jazzową wokalistka zasługuje na miano legendy. Jest muzykiem, który nie zwraca uwagi na panujące trendy, a muzykę zawsze tworzy w zgodzie z samą sobą, przez co wytworzyła już własną markę. Jak wspomina w wywiadzie z Piotrem Iwickim dla Jazz Forum w 2018 roku, kultywuje rodzinną śpiewaczą tradycję. Jej przodkowie byli ściśle związani ze sceną operową. Poza śpiewem, artystka jest również pianistką, ale nie podjęła tej drogi, chociaż wydawała się ona mieć więcej potencjału na muzyczną przyszłość.

Idąc za głosem serca Anna Maria Jopek wybrała śpiew i oddała karierze muzycznej. Na swoim koncie wokalistka ma wiele płyt nagranych we współpracy z muzykami polskimi, ale również z japońskim pianistą - Makoto Ozone oraz pianistą z Kuby - Gonzalem Rubalcabą. Jej ostatnimi projektami była płyta Ulotne nagrana z Branfordem Marsalisem, a także muzyka do spektaklu Leszka Mądzika - Czas Kobiety.  

Czym więc będą Przestworza? Tak wokalistka wypowiada się o nich na oficjalniej stronie projektu: "Przestworza" to tytuł, który przyszedł mi na myśl prawie natychmiast, ale przed nim było najważniejsze, ludzie, wymarzona obsada. Udało się zaprosić takich artystów, których gra i postawa w muzyce ucieleśniają wszystko, w co wierzę i za czym nieustannie tęsknię. Czekam na to, jakie równanie napisze muzyka dla tej konfiguracji ludzkiej i repertuarowej. Wiem, mówi mi to przeczucie tak silne, jak moja potrzeba wolności, że to będzie inne od wszystkiego, co było kiedykolwiek wcześniej."

Zainspirowana owocami doskonałej współpracy wokalistka zaprosiła do projektu świetnych i cenionych muzyków polskiego jazzu. Artystami tworzącymi Przestworza są m.in. kwartet smyczkowy Atom String Quartet, pianista Dominik Wania, saksofonista Maciej Sikała, kontrabasista Piotr Kubiszyn, perkusista Piotr Dobrowolski, a także gitarzysta Piotr Nazaruk. Całość zespołu spina Piotr Wojtasik, który, poza kierownictwem muzycznym, zajął się również aranżacją utworów.

Trudno jest właściwie mówić o jakichś konkretnych zapowiedziach programu. Całość jest bowiem okryta słodką tajemnicą a jedynym przybliżeniem, do tego co może zostać zagrane, jest intuicja i jako taka znajomość materiału który tworzą muzycy. Anna Maria Jopek zdradza, że materiał w części będzie tradycyjny, ale także wykonane zostaną zupełnie nowe kompozycje. Tytuł zdradza, że będzie to raczej koncert złożony z bardzo lirycznych utworów i piosenek. Do takiego myślenia skłania tendencja wokalistki do tworzenia bardzo delikatnych i czułych piosenek oraz jej doświadczenie w tworzeniu muzyki do spektakli teatralnych.

Czy warto zaufać Annie Marii Jopek? Osobiście jestem ku temu skłonna. Spodziewam się bardzo wyważonego i spójnego koncertu. Pytanie czy moja intuicja spotka się z materiałem, który został przygotowany, czy może wokalistka postanowi zaskoczyć swoją publiczność czymś nowym, inną odsłoną, przeciwną do swojej wrażliwej osobowości? Jedynym sposobem aby się tego dowiedzieć jest doświadczenie tego na własnej skórze.

Patrycja Sznajder

  • Anna Maria Jopek Przestworza
  • 13.03, g. 20 - UWAGA! Koncert przeniesiony na listopad
  • Sala Ziemi
  • bilety: 79-159 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-11 15:26:59 258191 <![CDATA[Przestworza Anna Maria Jopek, mat. prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144556,258191,show2.jpg
144484 2020-03-09 11:57:13 Legenda polskiego rapu. Na scenie obecny od samych jej początków, przypadających na drugą połowę lat 90. Utalentowany storyteller, członek formacji WWO, Zip Skład oraz TPWC. Założyciel wytwórni i marki odzieżowej PROSTO, lektor, praprawnuk Wyspiańskiego. W ten czwartek w poznańskiej Tamie zagra Wojtek Sokół. Trasa koncertowa Eskimo Tour stanowi zapowiedź nowego projektu artysty.

]]>
Wojtek "Sokół" Sosnowski, ur. 1977, debiutował w roku 1996 utworem Hołd nagranym z Pono. Dwa lata później duet dograł się do pionierskiego albumu Dj 600V Produkcja hip-hop. W 2001 roku światło dzienne ujrzała przełomowa w dorobku Sokoła, nagrana wraz z Jędkerem pod szyldem WWO, płyta We własnej osobie, na której znalazły m.in. uznawane dziś za kultowe utwory Damy radę, W wyjątkowych okolicznościach oraz Halabardy. Równie duże znaczenie dla polskiej kultury hip-hopowej miał kolejny album WWO, Witam was w rzeczywistości, który w pamięci fanów zapisał się numerami Mogę wszystko i Życie depcze wyobraźnię.

Kolejne lata jego twórczości obfitowały w sukcesy artystyczne. W latach 2007-2009 trzykrotnie łączył swoje siły z Pono. Pokłosiem współpracy były trzy albumy TPWC (to właśnie tej kooperacji zaliczamy przebojowe W aucie). W 2011 roku premierę miał ciepło przyjęty krążek Czysta brudna prawda duetu Sokół i Marysia Starosta. Dwa lata później duet wydał drugi album Czysta brudna magia.

Na solowe wydawnictwo Sokoła musieliśmy czekać aż 20 lat. Było warto. Wydany na początku 2019 roku album Wojtek Sokół to bez wątpienia jedna z najlepszych płyt hip-hopowych ostatnich lat. Artysta znalazł złoty środek między treścią a formą, jednocześnie wpisując się światowe trendy i udzielając młodszym kolegom po fachu (jak i aktywnym weteranom) solidnej lekcji rapowania z sensem.

Na swoim debiutanckim solowym krążku przedstawia plastyczny obraz warszawskiej socjety (MC Hasselblad), z jadowitą ironią ukazuje instagramowo-towarzyskie życie streetwear'owców (Napad na bankiet), czy też wraz z HEWRĄ zaprasza do muzyczno-narkotycznego transu (I tak i nie). Do współpracy przy najnowszym krążku artysta zaprosił utalentowanych wokalistów i producentów, a także raperów ze ścisłej czołówki polskiego mainstreamu, takich jak Taco Hemingway i Oskar z PR08L3Mu. Jak ocenił Marcin Flint, bez dwóch zdań najlepszy polski dziennikarz hip-hopowy, solowy album Wojtka Sosnowskiego stał się w dniu premiery wyznacznikiem jakości.

Słuchacze, którzy pojawią się w czwartek w Tamie, będą mieli okazję posłuchać zarówno przebojów z okrytej platyną płyty Wojtek Sokół, jak i wcześniejszych klasyków, a także zupełnych nowości. Koncertowi, zgodnie zapowiedzią organizatorów, towarzyszyć będzie rozbudowana oprawa wizualna.

Jacek Adamiec

  • koncert Sokoła w ramach Eskimo Tour
  • 12.03, g. 18
  • Tama
  • bilety wyprzedane

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-09 19:41:33 258135 <![CDATA[Wojtek Sokoł fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144484,258135,show2.jpg 258138 <![CDATA[Wojtek Sokoł, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144484,258138,show2.jpg
144396 2020-03-06 09:18:11 Odkąd wydział jazzu zagościł na stałe na poznańskiej Akademii Muzycznej, stolica Wielkopolski może poszczycić się naprawdę świetnymi muzykami tego nurtu. Robin&Tokłowicz to duet dwóch utalentowanych instrumentalistów, który wsparty trzema rewelacyjnymi jazzmanami ponownie wyrusza w trasę koncertową po Polsce. Co wyniknie z tego muzycznego spotkania zdominowanego przez nowojorski jazz okraszony współczesnym brzmieniem przekonamy się już w najbliższy wtorek.

]]>
Wibrafonista Felix Robin oraz Dawid Tokłowicz poznali się trzy lata temu na warsztatach jazzowych w Bolonii skupiających młodych muzyków europejskich. To dzięki temu spotkaniu zdecydowali o założeniu wspólnego projektu. Mają za sobą już dwie trasy koncertowe we Francji (w marcu i październiku 2019 roku) oraz w Polsce (w czerwcu 2019 roku). Obecnie przygotowują się do kolejnych koncertów w kraju, które rozpoczną się właśnie w tym miesiącu. Zespół Robin&Tokłowicz powstał z inicjatywy wspomnianych dwóch młodych muzyków uzupełnionych przez trzech kolejnych wybitnych artystów. Kwintet posiada w swoim repertuarze autorskie kompozycje inspirowane nurtem współczesnego jazzu nowojorskiego, wzbogacone o standardy jazzowe we własnych aranżacjach.

Dawid Tokłowicz jest saksofonistą, zeszłorocznym absolwentem Akademii Muzycznej w Poznaniu. Muzyczny warsztat doskonalił pod okiem najlepszych polskich i zagranicznych wykładowców. Nie bez przyczyny szczególnie bliski jest mu jazz nowojorski - w 2017 roku pobierał lekcje u najlepszych muzyków tego miasta. Ma na koncie wiele nagród i wyróżnień. W 2018 roku zdobył wraz ze swoim kwintetem Grand Prix podczas VII School&Jazz Festival w Lubaczowie. W tym samym roku był również finalistą festiwalu Jazz nad Odrą, Rck Pro Jazz Festival czy Blue Note Poznań Competition. W maju ubiegłego roku jego zespół Dawid Tokłowicz Quintet zdobył główną nagrodę XXII Ogólnopolskiego Przeglądu Zespołów Jazzowych i Bluesowych Gdyńskiego Sax Clubu.

Z kolei Felix Robin to francuski wibrafonista i kompozytor. W wieku 6 lat rozpoczął grę na perkusji, zaś w wieku 18 lat zakończył naukę muzyki na wydziale klasycznym. Jazzem zaczął interesować się wtedy, kiedy na stałe przeniósł się do Bordeaux. To tam ukończył studia licencjackie na wydziale muzykologii w 2014 roku, a zainspirowany mistrzami wibrafonu (Milt Jackson, Gary Burton, Warren Wolf, David Friedman), rozpoczął studia jazzowe.

We wtorkowy wieczór oprócz wspomnianego już Robina i Tokłowicza w klubie Blue Note zagrają inni wybitni instrumentaliści, związani bardziej lub mniej z Poznaniem. Zaprezentuje się między innymi perkusista Stanisław Aleksandrowicz znany z projektów Kwaśny Deszcz czy Anomalia, której debiutancka płyta była ostatnio recenzowana na łamach Kulturapoznan.pl. Na gitarze zagra Rafał Sarnecki, na kontrabasie Julian Smith.

Katarzyna Nowicka

  • koncert Robin&Tokłowicz
  • 10.03, g. 20
  • Blue Note
  • bilety: 59-77 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-08 18:54:24 258023 <![CDATA[Robin&Tokłowicz, fot. materiały organizatorów]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144396,258023,show2.jpg 258024 <![CDATA[Dawid Tokłowicz, fot. materiały organizatorów]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144396,258024,show2.jpg 258025 <![CDATA[Felix Robin, fot. materiały organizatorów]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144396,258025,show2.jpg 258027 <![CDATA[Dawid Tokłowicz, fot. Ewelina Jaśkowiak]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144396,258027,show2.jpg 258026 <![CDATA[Dawid Tokłowicz, fot. materiały organizatorów]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144396,258026,show2.jpg
144128 2020-03-02 10:00:06 Owacje na stojąco oraz cisza panująca podczas prawykonania Te Deum Zbigniewa Kozuba, skomponowanego z okazji setnych urodzin poznańskiej Akademii Muzycznej, to najlepszy dowód na to, że zarówno mistrzowie tej uczelni, jak i kontynuatorzy tego dzieła są w muzycznym rozkwicie twórczym.  

]]>
Już na samym wstępie rektor Akademii Muzycznej w Poznaniu - Halina Lorkowska, zapowiadając dzieło poznańskiego kompozytora powiedziała, iż dzieło Zbigniewa Kozuba to "Modlenie się przez muzykę. Wykorzystując triadę: dobra, prawdy i piękna oraz ufając słowom Platona: Potęga dobra schroni się w naturze piękna". I tak też się stało.

Kompozycja Zbigniewa Kozuba to dzieło na wskroś poznańskie. Oprócz słów z Pisma Świętego w recytacji zostały wykorzystane fragmenty wierszy poznańskiego poety Romana Brandstaettera, którego teksty wydają się dzisiaj niezwykle aktualne. To one wybijają słuchaczy z sakralizującego wymiaru dla prawykonania dzieła Kozuba. Rozważania Brandstaettera, czasem religijne, a czasem egzystencjalne, pogłębiły eschatologiczne przesłanie kompozycji Kozuba, wyjmując je z ram dzieła liturgicznego. To właśnie twórczość poznańskiego poety niweluje sakralny wydźwięk setnych urodzin uczelni, utożsamiany z tekstem wysławiającym imię Chrystusa. Dzieło Kozuba to axis mundi łączące sfery sacrum i profanum. To pośrednik pomiędzy jednoczesnym wezwaniem do Boga, a tłumaczeniem mu człowieczego żywota.

To co rzucało się w oczy jako pierwsze, to światła, które dość odważnie wypełniały już i tak mocno przyozdobioną barokową świątynię. Mapping na ołtarzu głównym, przygotowany przez Miłosza Margańskiego, nie zawsze zachwycał tego wieczoru. Światła często wydawały się być zbyt intensywne i jaskrawe w stosunku do tego, co niosło ze sobą wykonywane dzieło muzyczne. Poznańska fara to miejsce pełne przepychu, które wspaniale wbogaca obraz muzyczny i nie potrzebuje już nadmiernej ilości kolorów. Bardziej może wyrafinowanej struktury kształtów, które pojawiły się za sprawą świateł podczas III i V części utworu Kozuba.

Te Deum wydaje się momentami dosyć przewidywalne w kwestii brzmienia: triumfalne instrumenty dęte, pejzażowe smyczki oraz wzmacniające odbiór organy, sprowadzają dzieło Kozuba do pewnego muzycznego kanonu, w który wpisuje się jego kompozycja. Jednak jest w tym prawykonaniu coś takiego, że chciałabym usłyszeć je jeszcze raz. Ta duchowa uczta muzyczna nie jest ani zbyt ciężka, ani zbyt majestatyczna. Atmosfera spokoju i ukołysania to moment, który przynosi ukojenie zabieganych w codzienności myśli i zmysłów. I choć wydawać by się mogło, że dzieło Kozuba nie ma szczególnie wyraźnego punktu kulminacyjnego, to kompozytor buduje je stopniowo napięciami dynamicznymi - od gęstego piano po błyszczące forte.

Szczególnie ujmująca w całym dziele wydaje się być część czwarta, bardzo wymagająca od chóru, któremu skądinąd nie można odmówić dobrej dykcji i gęstości brzmieniowej. Rozwarstwienie wokalne i instrumentalne w tej części, a także motoryka rytmu i melodii sprawia, że trudno przejść obok niej obojętnie. Fragment IV części - triumfalny okrzyk "Laudamus!" - to najlepszy punkt tego wieczoru, od świateł, przez orkiestrę, aż po chór.

Imponująca jest również liczba wykonawców złożona z trzech poznańskich chórów - Chóru Ogólnouczelnianego Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego, Chóru Politechniki Volantes Soni oraz Chóru Kameralnego Dysonans, a także Orkiestry symfonicznej poznańskiej akademii. Dyrygent Jakub Chrenowicz już nie po raz pierwszy udowadnia, że orkiestra poznańskiej Akademii Muzycznej potrafi mówić jednym głosem. Rewelacyjne smyczki bronią nawet brzmienia nie zawsze perfekcyjnych instrumentów dętych. Z solistów za szczególnie dobrą kreację należy wyróżnić tenora Tomasza Zagórskiego, którego piękna barwa głosu oraz niezwykle precyzyjna dykcja wypełniała przestrzeń poznańskiej fary. Dopełnienie całości stanowiły recytacje Adama Ferencego, przełamującego swoim głosem modlitewną interpretację dzieła.

To, co definiuje kompozycję Zbigniewa Kozuba jako naprawdę wyjątkową, to dialog pomiędzy klasycystycznym pięknem a elementami współczesnymi. Nakładanie się kojących i płynnych brzmień rodem z muzyki filmowej oraz jednoczesna nomenklatura muzyki współczesnej, pozwalają na mistyczny odbiór dzieła. Ten mistycyzm nie musi być jednak zakorzeniony w tradycji chrześcijańskiej, gdyż za pomocą nawiązań do twórczości Romana Brandstaettera, posiada wymiar uniwersalny, przystępny zarówno dla osób wierzących, jak i ateistów.

Katarzyna Nowicka

  • prawykonanie kompozycji Zbigniewa Kozuba Te Deum
  • zespoły poznańskiej Akademii Muzycznej (Chór Ogólnouczelniany, Orkiestra Symfoniczna) oraz inne poznańskie chóry (Chór Politechniki Poznańskiej Volantes Soni, Chór Kameralny Dysonans)
  • Fara Poznańska
  • 3.03.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-06 08:35:07 257557 <![CDATA[fot. Tomasz Nowak]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144128,257557,show2.jpg 257558 <![CDATA[fot. Tomasz Nowak]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144128,257558,show2.jpg 257559 <![CDATA[fot. Tomasz Nowak]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144128,257559,show2.jpg 257560 <![CDATA[fot. Tomasz Nowak]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144128,257560,show2.jpg 257561 <![CDATA[fot. Tomasz Nowak]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144128,257561,show2.jpg 257562 <![CDATA[fot. Tomasz Nowak]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144128,257562,show2.jpg 257563 <![CDATA[fot. Tomasz Nowak]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144128,257563,show2.jpg 257564 <![CDATA[fot. Tomasz Nowak]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144128,257564,show2.jpg 257595 <![CDATA[fot. Tomasz Nowak]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144128,257595,show2.jpg 257565 <![CDATA[fot. Tomasz Nowak]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144128,257565,show2.jpg 257566 <![CDATA[fot. Tomasz Nowak]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144128,257566,show2.jpg 257567 <![CDATA[fot. Tomasz Nowak]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144128,257567,show2.jpg 257568 <![CDATA[fot. Tomasz Nowak]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144128,257568,show2.jpg
144127 2020-03-02 09:59:57 Intymną opowieść o swojej rodzinie, żydowskich korzeniach, poszukiwaniu własnej tożsamości i mierzeniu się z przeszłością wyśpiewała w poniedziałek na Scenie Wspólnej aktorka i reżyserka Dorota Abbe. W tej osobistej podróży towarzyszyło jej na scenie niezwykle empatyczne Trio Taklamakan i nastoletnia córka Zuzia.

]]>
Kameralny był to wieczór, wręcz familiarny, choć nie tylko najbliżsi i przyjaciele aktorki pojawili się na widowni Sceny Wspólnej. - Ostatnio śpiewam rzadko, nie mam repertuaru, dziękuję wszystkim, którzy wspierali mnie w przygotowaniu tego koncertu - Dorota Abbe rozpoczęła od podziękowań. - O tym, że mam żydowskie korzenie, a najbliższą rodzinę mojego ojca - rodziców i braci - pochłonął Holocaust dowiedziałam się jako dwunastolatka i to zmieniło w moim życiu bardzo wiele - wyznała na wstępie. - Bez tego dziedzictwa nie byłabym tym, kim jestem. A co bycie Żydem oznacza dzisiaj? Mogłoby niewiele, bo przecież pochodzenie, kolor skóry, płeć... nie mają żadnego znaczenia. Niestety, nie dziś, nie w tym świecie - mówiła.

"Coś mi się dzisiaj wydaje, że łatwiejsze od bycia Żydem jest niebycie Żydem" - w osobistych wyznaniach zacytowała ten fragment ze zbioru opowiadań Rejwach Mikołaja Grynberga. Wydana w 2017 roku, nominowana do Nagrody Nike książka - 31 opowieści o byciu Żydem w dzisiejszej Polsce - była zresztą bezpośrednią inspiracją koncertu. - Grynberg dodał mi odwagi i zainspirował do tego, żeby ten koncert stał się czymś więcej niż odśpiewaniem kilku piosenek - zaznaczyła.

"Ten koncert" był zdecydowanie czymś więcej, niż tylko mniej lub bardziej wyreżyserowanym aktorskim recitalem. Za każdym utworem kryła się bowiem osobista opowieść, kolejne wypowiedziane na głos imię - babci, dziadka, wujków..., których nie dane jej było poznać.

Ojca Henryka, zmarłego w 2003 roku, aktora znanego z ról w teatrach Wrocławia, Łodzi, Olsztyna, Gdańska, a wreszcie przez wiele lat występującego w Teatrze Nowym w Poznaniu, wspominała ze sceny wielokrotnie: - Mój ojciec należał do tych, co nie mówią i nie płaczą - opowiadała. Zadedykowała mu Miasteczko Bełz - napisaną w oryginale w jidysz piosenkę, którą w wersji polskiej znamy ze słów Agnieszki Osieckiej.

Zabrzmiały ze sceny m.in. Bubliczki Andrzeja Własta (wł. Gustaw Baumritter) i Tumbałajka - pieśń rosyjskich Żydów, a w finale energiczne Gdy Rebe idzie w tan. Nastrój zmieniał się wraz z kolejnymi utworami, a w każdym z nich Abbe czuła się tak samo dobrze. Różne emocje ukryte w opowiadanych historiach wychwytywali też znakomicie muzycy z Tria Taklamakan (Jan Romanowski - skrzypce, Andrzej Trzeciak - wiolonczela, Michał Karasiewicz - piano). Wirtuozerię i pasję pokazali również w kilku solowych partiach.

Kolejne utwory Abbe przeplatała fragmentami książki Grynberga: "Sprawy następnych pokoleń są już poza moją jurysdykcją. Co dasz dzieciom, twoja sprawa. Jeśli umiesz przekazać im szczęście, to gratuluję, choć w kwestii radosnego dziedzictwa wiary we mnie mało"... - czytała pomiędzy.

W pewnym momencie zaprosiła na scenę nastoletnią córkę Zuzię, która nieco zaskoczyła publiczność swoim muzycznym wyborem - z towarzyszeniem Tria Taklamakan zaśpiewała Daddy Lessons z repertuaru Beyoncé. Tak różny od wykonywanych przez mamę tego wieczoru, a jednak: podobny głos, podobna wrażliwość... - Zuzia  ma ciemne oczy, które odziedziczyła po dziadku i po mnie. Włosy jasne, z czego cieszyłam się bardzo, to było silniejsze ode mnie - wyznała, zapowiadając występ córki Abbe. - Jak żydowskie korzenie wpłyną na jej przyszłość? Co  zrobi z tym dziedzictwem? Tego dziś jeszcze nie wiemy - mówiła o kolejnej uczestniczce pokoleniowej sztafety.

Sylwia Klimek

  • Horyzont - koncert piosenek żydowskich
  • Dorota Abbe & Trio Taklamakan
  • Scena Wspólna
  • 2.03

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-05 12:29:49 257569 <![CDATA[fot. Maciej Zakrzewski]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144127,257569,show2.jpg 257570 <![CDATA[fot. Maciej Zakrzewski]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144127,257570,show2.jpg 257571 <![CDATA[fot. Maciej Zakrzewski]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144127,257571,show2.jpg 257573 <![CDATA[fot. Maciej Zakrzewski]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144127,257573,show2.jpg 257574 <![CDATA[fot. Maciej Zakrzewski]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144127,257574,show2.jpg 257575 <![CDATA[fot. Maciej Zakrzewski]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144127,257575,show2.jpg 257576 <![CDATA[fot. Maciej Zakrzewski]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144127,257576,show2.jpg 257577 <![CDATA[fot. Maciej Zakrzewski]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144127,257577,show2.jpg 257578 <![CDATA[fot. Maciej Zakrzewski]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144127,257578,show2.jpg 257580 <![CDATA[fot. Maciej Zakrzewski]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144127,257580,show2.jpg
144126 2020-03-02 09:59:48 Fisz Emade Tworzywo to marka sama w sobie. Po przysłowiowych kilku nutkach jesteśmy w stanie rozpoznać i wyrafinowany głos wokalisty i charakterystyczny styl muzyczny tej grupy. Bracia Piotr i Bartosz Waglewscy grają razem od czasów szkolnych, jednak nie są nierozłączni. Każdy z nich podąża własną, indywidualną ścieżką, by za jakiś czas spotkać się we wspólnym projekcie. Rok temu miała premierę ich kolejna płyta Radar, z którą zapoznać będzie się można podczas sobotniego koncertu w klubie Tama.

]]>
Synowie Wojciecha Waglewskiego, założyciela grupy Voo Voo, w swojej twórczości wykorzystywali wiele gatunków muzycznych. Zaczynali od hardcore metalu, zyskali sławę jako hiphopowcy, by później wraz z zespołem Tworzywo Sztuczne wyruszyć w kierunku jazzu i awangardy. Teraz w swojej twórczości poruszają się pomiędzy brzmieniami rockowymi, elektronicznymi i hiphopowymi.

Fisz Emade Tworzywo już jakiś czas temu wyruszył w trasę koncertową, aby promować swój najnowszy album Radar, który w sprzedaży jest już prawie rok. Na płycie artyści sięgają do muzyki lat 80., szukając natchnienia w jej zróżnicowanych gatunkach: disco polo czy też rocku. Z wyszukanych inspiracji, wydobywają jednak własne, niepowtarzalne, tak bardzo charakterystyczne dla zespołu brzmienie. Nostalgiczność, a zarazem wyrazistość utworów grupy nie jest przypadkowa. Radar to sentymentalna podróż pomiędzy chwilowym zatrzymaniem a pobudzeniem zmysłów, zlepek kontrastów: melancholii i ironii. Bez zbędnych dodatków artyści opowiadają historię miłości w trudnych czasach. Na płycie znajdziemy utrzymane w klimacie lat 80. bity, rockowe solówki oraz dźwięki wykreowane za pomocą syntezatora. Autorem tekstów jest jak zwykle Bartek "Fisz" Waglewski, a za ścieżkę dźwiękową odpowiada niezmiennie Piotr "Emade" Waglewski.

Fisz Emade Tworzywo zajmują na polskim rynku fonograficznym bardzo ważną pozycję. Tworzą i inspirują już drugą dekadę, od 2001 roku wydali już 10 płyt będących kolebką wielu gatunków muzycznych. W całej tej twórczości widać, jak bracia cały czas eksperymentują, jednak zawsze można znaleźć w ich twórczości wspólny, muzyczny mianownik. Czym więc mogą zaskoczyć i oczarować publiczność? Z pewnością wysoką jakością swoich produkcji oraz muzycznym zaangażowaniem.

Katarzyna Nowicka

  • Fisz Emade Tworzywo
  • 7.03, g. 20
  • Tama
  • bilety: 79-99 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-04 15:47:00 257584 <![CDATA[Fisz Emade Tworzywo, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144126,257584,show2.jpg 257582 <![CDATA[Fisz Emade Tworzywo, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144126,257582,show2.jpg 257583 <![CDATA[Fisz Emade Tworzywo, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144126,257583,show2.jpg 257589 <![CDATA[Fisz Emade Tworzywo, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144126,257589,show2.jpg 257590 <![CDATA[Fisz Emade Tworzywo, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144126,257590,show2.jpg 257591 <![CDATA[Fisz Emade Tworzywo, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144126,257591,show2.jpg 257585 <![CDATA[Fisz Emade Tworzywo, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144126,257585,show2.jpg
144120 2020-03-02 09:58:54 Duet Nagrobki odwiedzi Poznań w ramach marcowej trasy promującej wydanie winylu z ich najnowszym albumem Pod Ziemią. W Psie Andaluzyjskim zagrają wyjątkowy, podwójny koncert. Zaprezentują swoje piosenki i oryginalną ścieżkę dźwiękową, którą stworzyli do Muminków, ale polskiej produkcji, ze studia Se-ma-for.

]]>
Pierwsze dzieła Nagrobków ujrzały światło dzienne 1 stycznia 2014 roku, gdy kilka minut po północy wyszła debiutancka płyta duetu Adama Witkowskiego i Macieja Salamona Pańskie Wersety. W pierwszym utworze Lękajcie się śpiewali z organami w tle, zawodząc na melodię kościelną, na modłę klasycznej sytuacji dramatycznej podczas mszy, gdy ksiądz podaje tekst, a wierni powtarzają ten sam refren po wielokroć: "Nagrywam płytę, pierwszą płytę roku. Nagrywam pierwszą płytę roku w studiu Olgierda Walickiego, które znajduje się na terenie Stoczni Gdańskiej.

To legendarne miejsce uwielbiane przez ludzi spoza Gdańska oraz przez samych gdańszczan. Nagrywam płytę, pierwszą płytę roku. Nagrywam pierwszą płytę roku niczego mi nie trzeba. Poza pomocą znajomych i przyjaciół. Tak jak już wspomnianego Olgierda Walickiego, który dopomógł również swoją grą na basie".

Historyczne pokłady tradycji związanych z religią katolicką w Polsce były przez Nagrobki od początku traktowane niczym zarówno doskonałe miejsce archeologiczne, w które należy wbić łopatę by odsłonić zapomniane skarby przeszłości, jak i urodzajna gleba, na jakiej da się wyhodować bluszcz cmentarny (niekoniecznie na Przełęczy Kościotrupa). To, co minione, ale nadal fascynujące, z tym, co nowe i świeże, spotkało się zresztą u Nagrobków w styczniu na scenie Teatru Fredy w Gnieźnie, gdzie artyści wykonywali na żywo swoje kompozycje i tworzyli ścieżkę dźwiękową do spektaklu Krótka rozmowa ze Śmiercią - współczesnej interpretacji anonimowego dzieła Rozmowa mistrza Polikarpa ze Śmiercią, uzupełnionego przez Krótką rozprawę między trzema osobami, Panem, Wójtem, a Plebanem Mikołaja Reja.

"Zazwyczaj najbardziej lubią nas dzieci"

Nagrobki założyła połowa składu pięcioosobowego zespołu punkrockowego Gówno, kolegów z Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Nic dziwnego, że duet był przez złośliwców postrzegany jako w zamierzeniu krótkotrwała i mało poważna przygoda artystów wizualnych z muzyką. Jednak czas aktywności, liczba koncertów, wreszcie produktywność (czyli dyskografia) zadały kłam takim sądom. Co najwyżej można by stwierdzić, że operowanie środkami plastycznymi sprawiło, że artyści mogą też samodzielnie dbać o swoją oprawę wizualną, projektować okładki kolejnych płyt, plakaty, realizować ekscentryczne teledyski z elementami animacji. Nagrobki zaplecze obrazów mają spore, więc czasem wracają też do galerii przy okazji swoich wystaw. Można by uznać, że ich dzieło jest totalne, choć słowo "totalny" zwykle oznacza pewien patos, a w tym przypadku odruchowo nie pasuje do czarnego humoru artystów, ich skłonności do swoistej zgrzebności realizacyjnej.

Gdy przy okazji premiery trzeciego albumu Granit pytałem Adama Witowskiego o to, dlaczego śpiewają piosenki o śmierci, odpowiedział mi szyderczo, że wybierali między tym, co w Polsce jest najbardziej powszechne - a więc pomiędzy grobami a europaletami. Tematyką śmierci artysta zajmował się zresztą już od małego. Jako ośmiolatek miał zespół War Zone i wtedy stworzył prosty utwór Cmentarz jest okej, który potem wykonywał na gitarze z dziewięcioletnią córką Mają (która grała na perkusji) w duecie Samorządowcy. Zespół traktował nie do końca formalnie, bardziej jako przygodę ojca z córką, możliwość wspólnego spędzania czasu. Na winyl, który po Samorządowcach pozostał, trafił też krótki utwór Ja, który Nagrobki odświeżyły przy okazji wydania swojego drugiego albumu Stan Prac. Tytuł nawiązuje do ich kultowej pracy: mapy Polski, na której krzyżykami zaznaczają każdy ze swoich koncertów (istnieje też zresztą wersja fizyczna tego dzieła). Stan Prac nr 141 z 22 stycznia był momentem, gdy przekroczyli już 140 krzyży!

"Muminki są puchato-okrągłe, ale raczej ciemne"

Pierwszy z koncertów w Psie Andaluzyjskim będzie miał formę projekcji fragmentów serialu Muminki z muzyką na żywo. Witkowskiemu i Salamonowi zaproponowano stworzenie muzyki do serialu Se-ma-fora w 2017 roku na Międzynarodowy Festiwal Filmów Animowanych w Gdańsku. Artyści przemontowali oryginalny materiał, traktując źródłowy obraz jako found footage, który uzupełnili o kolejne warstwy. W ten sposób stworzyli na nowo trzy odcinki. W Poznaniu zaprezentują godzinny materiał będący wyborem "the best of" z tej realizacji.

- Muminki Se-ma-fora są puchato-okrągłe, ale raczej ciemne. Nie lubię oceniać, czy coś jest smutne czy wesołe. Na formę patrzę abstrakcyjnie i nie chcę jej nadawać jakichś odczuć czy komentarzy. Jeśli na kole barwnym miałbym rozłożyć dominanty, to bym powiedział: No, w Muminkach Se-ma-fo-ra te kolory są ciemniejsze. Ale, wbrew pozorom, jest w nich mniej smutku i melancholii niż w książkach - wyjaśnia Witowski.

Podczas drugiego koncertu będzie można usłyszeć różne utwory Nagrobków z ich bogatej dyskografii, a także piosenki skomponowane na potrzeby Krótkiej rozmowy ze Śmiercią. To nie pierwszy spektakl, do którego Witkowski i Salamon stworzyli muzykę, ale pierwsza sytuacja, gdy wykonywali ją na żywo na scenie.

Marcowa trasa koncertowa zastaje duet w sytuacji, gdy znajdują się w okresie przejściowym. - Zaczęliśmy pracować nad nowymi rzeczami, ale jednocześnie musimy dokończyć te rzeczy, w tym nagrać muzykę do spektaklu gnieźnieńskiego. Podobnie, jak inne nasze teatralne nagrania, wydamy ją w formie limitowanego kolekcjonerskiego winyla. Ale chcemy też przygotować płytę CD o większym nakładzie. Fajnie wyszedł nam ten materiał, jesteśmy z niego bardzo zadowoleni - i uważam, że warto go dać ludziom. Na jesień tego roku przygotowujemy też nagrania live z koncertów - dodaje Adam.

Co przyniesie przyszłość? Na pewno zmianę podejścia duetu do tego, w jaki sposób tworzą muzykę. - Obecny czas jest dla Nagrobków dobry. Ale czy to moment przełomowy? Trudno jest go znaleźć i stwierdzić, że to on, gdy jest się w środku. Jeśli chodzi o muzykę, to chcemy też zrobić coś w inny sposób niż do tej pory. Zastanawiamy się, jak inaczej możemy napisać piosenki? Zwykle dosyć szybko je wymyślaliśmy. Teraz jednak chcemy zacząć od brzmienia, a nie melodii i tekstu. Dlatego w naszym studiu zgromadziliśmy różne graty - nieoczywiste, zabawkowe instrumenty i inne sprzęty. Przy ich użyciu będziemy organizować sesje w inny sposób - informuje Witowski.

Obecnie bilety na koncert Nagrobki grają Muminki są już wyprzedane - pozostały ostatnie bilety na koncert Nagrobki grają swoje piosenki.

Marek S. Bochniarz

  • podwójny koncert zespołu Nagrobki
  • 5.03, g. 18 Nagrobki grająMuminki oraz g. 20 Nagrobki grająswoje piosenki
  • Pies Andaluzyjski
  • bilety: 25-40 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-02 16:13:23 257300 <![CDATA[Koncert Nagrobków na Festiwalu Opener, fot. Maciej Herman]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144120,257300,show2.jpg 257301 <![CDATA["Nagrobki grają Muminki", fot. Karolina Zajączkowska]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144120,257301,show2.jpg 257302 <![CDATA[Nagrobki, fot. Tomasz Pawluczuk]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144120,257302,show2.jpg 257304 <![CDATA[Nagrobki, fot. Tomasz Pawluczuk]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144120,257304,show2.jpg 257305 <![CDATA[Nagrobki, fot. Tomasz Pawluczuk]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144120,257305,show2.jpg 257306 <![CDATA[Nagrobki, fot. Maja Witkowska]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144120,257306,show2.jpg 257307 <![CDATA[Nagrobki, fot. Michal Kolodziej]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144120,257307,show2.jpg 257308 <![CDATA[Grafika "Stan Prac" z 22.01.2020, nr 141 111, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144120,257308,show2.jpg
144117 2020-03-02 09:57:39 Nuevo tango to styl tak charakterystyczny dla Piazzolli jak mazurek dla Chopina. Argentyński kompozytor zapoczątkował tę kunsztowną i stylizowaną formę tanga - tanga nie do tańczenia, a słuchania, z mocnymi nawiązaniami do muzyki baroku, ale też jazzu. W czwartek posłuchamy tej muzyki w wyjątkowym wykonaniu Bohorquez Trio.

]]>
Bohorquez Trio tworzą bracia: wiolonczelista Claudio i skrzypek Oscar Bohorquez oraz argentyński pianista jazzowy - Gustavo Beytelmann. To właśnie Beytelmann z pierwszej ręki uczył się tanga od samego mistrza - Astora Piazzolli. Dołączył do niego i wielu innych wygnanych z Argentyny artystów, by przez 10 lat grać w krajach Europy i USA i w ten sposób dawać wyraz sprzeciwu wobec argentyńskiej dyktatury wojskowej. Dalsza kariera pianisty tylko ugruntowała jego pozycję jako mistrza tanga. Współtworzył legendarne trio Mosalini / Beytelmann / Caratini, gdzie zapisał się jako doskonały aranżer i kompozytor. W twórczości kompozytorskiej dąży do scalenia tanga z muzyką klasyczną, tradycji z nowoczesnością.

Bohorquez to jedno z najbardziej znanych i znaczących nazwisk w świecie muzyki. Bracia pochodzą z Niemiec, mają jednak peruwiańsko-urugwajskie korzenie. Trudno wymienić wszystkie zwycięskie konkursy muzyczne lidera tria - Claudia. Jest znakomitym kameralistą, co zostało zauważone chociażby na I Międzynarodowym Konkursie im. Pablo Cassalasa. Tam, z rąk żony patrona konkursu, otrzymał m.in. znakomity instrument Gofrillera Casalsa, na którym mógł doskonalić swoją grę przez dwa lata. Z czasem Claudio zaczął na równi rozwijać karierę solistyczną - występował z niemal wszystkimi niemieckimi orkiestrami radiowymi, wybitnymi dyrygentami (m.in. z Krzysztofem Pendereckim) i podczas najważniejszych międzynarodowych festiwali muzycznych.

O debiucie w stylu jego brata Oscara może marzyć każdy skrzypek. W 2009 roku zagrał z London Philharmonic Orchestra, co otworzyło mu drzwi do muzycznego świata w wersji premium. Gra na instrumencie Giovanniego Battisty Guadagniniego "Grande Dame" z 1770 roku, który poprzednio użytkował Güntea Pichler ze słynnego Alban Berg Quartett. Artysta używa smyczka z 1845 roku wykonanego przez Dominique Peccatte.

Jako Bohorquez Trio w 2019 roku nagrali płytę Tribute to Piazzolla, na której, prócz utworów Piazzolli, znalazły się utwory Duke'a Ellingtona oraz kompozycje Gustavo Beytelmanna. To połączenie klasyki jazzu z tangiem, a także muzyką współczesną stanie się także podstawą programu czwartkowego koncertu w Sali Białej Bazaru Poznańskiego. Od Piazzolli możemy jak zawsze spodziewać się niespodziewanego, od reszty kompozytorów - jeszcze większych zaskoczeń. Z pewnością będzie ogniście i temperamentnie - przyjaciele Piazzolli wiedzą, że bez emocji każda sztuka usycha.

Aleksandra Kujawiak

  • koncert Bohorquez Trio - Piazzolla and friends
  • 5.03, g. 19
  • Bazar Poznański, Sala Biała
  • bilety: 30-50 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-02 10:08:44 257178 <![CDATA[Claudio Bohorquez, fot. Gregor Hohenberg]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144117,257178,show2.jpg 257179 <![CDATA[Oscar Bohorquez, fot. materiały organizatorów]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144117,257179,show2.jpg 257180 <![CDATA[Gustavo Beytelmann, fot. materiały organizatorów]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144117,257180,show2.jpg
144105 2020-02-29 18:17:18 Chmurno-refleksyjny Native, który komponuje liryczne pieśni i opatruje je swoim melancholijnym głosem, wystąpi we wtorek w Poznaniu w Longplay Vinyl shop&Cafe. Koncert będzie miał formułę kameralnego wydarzenia - w tym przypadku dla czterdziestu osób, charakterystycznego dla Borówka Music, agencji specjalizującej się w organizacji niewielkich występów artystów wykonujących muzykę doskonałą dla tego typu sytuacji scenicznych.

]]>
- Sięgnąłem po gitarę ojca, gdy miałem bodajże dziewięć lat. Od tamtej pory zupełnie zakochałem się w graniu na niej i pisaniu własnej muzyki. Swoją pierwszą piosenkę skomponowałem tuż po pierwszej lekcji nauki gry na gitarze i od tamtej pory nie potrafię przestać - wyjaśnia Native. To młody, początkujący songwriter, który mieszka w Los Angeles i Szwajcarii.

Native (nie mylić z rockowym zespołem o tej samej nazwie z Północno-Zachodniej Indiany) karierę rozpoczął zaledwie trzy lata temu, umieszczając swoje kompozycje w sieci - na Youtube i Spotify. Jeśli popatrzeć na jego dorobek za pomocą liczb, zapewne nie wywoła w nas podziwu: ma trochę ponad 3 tys. subskrypcji na Youtube, a na Facebooku tysiąc polubień. A jednak, właśnie w tej niszowości i konwencji "chłopaka z gitarą" Native wydaje się odnajdywać najlepiej.

Po pierwszych singlach, w 2018 roku wydał EP-kę Departure. - To album, w którym mówię o pożegnaniach, o tym, jak wyzwolić się z przeszłości i iść naprzód. Bardzo wiele rzeczy miało miejsce w moim życiu na przestrzeni ostatnich kilku lat i to właśnie one doprowadziły mnie do tego, że napisałem te cztery piosenki. Nie chciałem ot tak, po prostu wydać garść moich utworów w formie debiutanckiej EP-ki. Zamiast tego skomponowałem zbiór pieśni mając w głowie właśnie koncepcję Departure (wyjazd, podróż - tłum.) - wyjaśnia muzyk.

Pod koniec ubiegłego roku Native odwiedził Niemcy i Polskę w ramach swojej pierwszej długiej trasy koncertowej. - Każdy występ dał mi niesamowitą przyjemność z gry. Publiczność była bardzo skupiona, ciepła i otwarta. Wspominam te wszystkie rozmowy późną nocą, śmiechy i - rzecz jasna - całą tę wódkę! Polacy potrafią być gościnni i sprawić, że czujesz się u nich jak w domu. To rzadka cecha w przypadku miejsc, które w ramach trasy koncertowej odwiedzasz po raz pierwszy. Jestem podekscytowany myślą o tym, że teraz tu wracam - mówi Native.

Ledwie 28 lutego miał premierę jego nowy utwór My Empire. - To piosenka, która będzie otwierać mój nowy album. To raczej surowy i mroczny utwór. Proces jego kompozycji i nagrania był dla mnie sporym wyzwaniem, bo jest bardzo osobisty i szczery - zdradza muzyk. Nowy album planuje wydać późną wiosną tego roku.

Marek S. Bochniarz

  • koncert Native
  • 3.03, g. 20
  • Longplay Vinyl shop&Cafe
  • bilety: 20 i 25 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-01 18:08:02 257159 <![CDATA[Native, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144105,257159,show2.jpg
144104 2020-02-29 18:16:55 Poznańska Akademia Muzyczna świętuje setne urodziny już drugim koncertem galowym, ukazując sylwetki swych wybitnych kompozytorów. W październiku przeżywaliśmy je wraz z Krzesimirem Dębskim w budynku uczelni, w najbliższy wtorek w poznańskiej farze będzie można usłyszeć prawykonanie kompozycji Zbigniewa Kozuba.

]]>
Zbigniew Kozub to twórca związany przede wszystkim z Poznaniem. Pierwsze kroki kompozytorskie stawiał w klasie kompozycji Floriana Dąbrowskiego w poznańskiej Akademii, którą ukończył w 1985 roku. Jest laureatem wielu konkursów kompozytorskich. Został również uhonorowany Medalem Młodej Sztuki (1988) i nagrodą specjalną za muzykę do filmu Mały Książę w reżyserii Waldemara Śmigasiewicza na Festiwalu Filmów Fabularnych i Telewizyjnych dla Dzieci i Młodzieży (1992). W końcówce lat 90. i na początku XXI wieku, pełnił funkcję prodziekana, dziekana oraz kierownika Wydziału Kompozycji, Dyrygentury i Teorii Muzyki na poznańskiej Akademii Muzycznej. W latach 1993-99 sprawował obowiązki prezesa Oddziału Poznańskiego Związku Kompozytorów Polskich oraz dyrektora Festiwalu Poznańska Wiosna Muzyczna. W latach 1999-2003 był członkiem Rady Programowej Radia "Merkury". Do chwili obecnej współpracuje z poznańskim Uniwersytetem Artystycznym, jest również laureatem Nagrody ZaiKSu za propagowanie polskiej muzyki współczesnej.

Podczas wtorkowego prawykonania zaprezentują się trzy chóry. Wystąpi chór ogólnouczelniany poznańskiej akademii przygotowany przez Pawła Łuczaka i Aleksandrę Pałczyńską, Chór Politechniki Poznańskiej "Volantes Soni", również przygotowany przez Pawła Łuczaka oraz Chór Kameralny "Dysonans", pod kierunkiem Magdaleny Wdowickiej-Mackiewicz. Wśród solistów usłyszymy Marzenę Michałowską (sopran), Małgorzatę Woltmann-Żebrowską (alt) i Tomasza Zagórskiego (tenor). Prócz tego za recytację odpowiedzialny będzie aktor Adam Ferency, za organy Sławomir Kamiński, a zespoły Akademii Muzycznej oraz Orkiestra Symfoniczna zagrają pod batutą Jakuba Chrenowicza.

Utwór Te Deum - na sopran, alt, tenor, recytatora, chór mieszany, organy i orkiestrę symfoniczną, skomponowany został właśnie z okazji setnych urodzin poznańskiej Akademii. Władze uczelni zamówiły u kompozytora kompozycję, której prawykonanie stanie się jednym z najważniejszych wydarzeń obchodów działalności uczelni. Miejsce wykonania kompozycji, nie zostało wybrane przypadkowo. Wybrzmi w przestrzeni poznańskiej Fary, wykorzystując walory akustyczne tego miejsca, a partia organowa zostanie wykonana na słynnym instrumencie Ladegasta.

Te deum to wczesnochrześcijański hymn modlitewny, po który w swojej twórczości sięgało wielu wybitnych kompozytorów m.in. Georg Frierdich Haendel, Wolfgang Amadeus Mozart, Hektor Berlioz, Karol Kurpiński, Krzysztof Penderecki czy Wojciech Kilar. Co w tym pełnym mistycyzmu dziele będziemy mogli usłyszeć w utworze kompozytora muzyki współczesnej? Przekonamy się o tym już w najbliższy wtorek.

Katarzyna Nowicka

  • prawykonanie kompozycji Te Deum Zbigniewa Kozuba
  • 3.03, g. 20
  • Fara Poznańska
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2020

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2020-03-06 08:37:17 257154 <![CDATA[Adam Ferency, fot. Albert Zawada]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144104,257154,show2.jpg 257155 <![CDATA[Jakub Chrenowicz - dyrygent, fot. materiały organizatorów]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144104,257155,show2.jpg 257156 <![CDATA[Jakub Chrenowicz - dyrygent, fot. materiały organizatorów]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144104,257156,show2.jpg 257157 <![CDATA[Zbigniew Kozub, fot. materiały organizatorów]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144104,257157,show2.jpg 257158 <![CDATA[fot. materiały organizatorów]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,144104,257158,show2.jpg