160066 2021-03-01 13:06:03 No to wracamy! Czas wyczyścić buty i odprasować marynarki, bo Filharmonia Poznańska otwiera (przynajmniej do 12 marca) drzwi do Auli UAM. Podczas pierwszych dwóch koncertów (4 i 5 marca) usłyszymy m.in. słynny Concierto de Aranjuez Joaquína Rodrigo - hiszpańskiego kompozytora, gitarzysty i pianisty.

]]>
Joaquín Rodrigo urodził się w niewielkim mieście Sanguto w 1901 roku. Jako czterolatek utracił wzrok w wyniku błonicy.  - Myślę, że ta choroba, utrata wzroku, była wehikułem, który poprowadził mnie na drogę muzyki - wspominał po latach. Swój pierwszy koncert kompozytorski miał w 1929 roku. To właśnie wtedy poznał swoją przyszłą żonę - pianistkę Victorię Kamhi.

Miesiąc miodowy młode małżeństwo spędziło w pałacu królewskim w Aranjuez. Piękne ogrody otaczające rezydencję monarchów hiszpańskich było inspiracją do powstania wspomnianego Concierto de Aranjuez na gitarę solo i orkiestrę - najsłynniejszego utworu Rodrigo. Dzieło przenosi nas w klimat końca XVIII wieku i nawiązuje do hiszpańskiego folkloru. Nie jest jednak sielankowym obrazkiem minionej, pięknej przeszłości. Rodrigo w czasie pisania go bardzo odczuwał sytuację polityczną w swoim kraju oraz mierzył się z osobistym nieszczęściem. Słynna II część Concierto de Aranjuez (Adagio) zdaniem wielu ma wyrażać lęk przed wojną. Żona kompozytora twierdziła z kolei, że Adagio zostało napisane pod wpływem bólu po utracie ich nienarodzonego dziecka.

II część kompozycji przeniknęła szeroko do kultury - wykorzystywano ją w wielu filmach (m.in. w brytyjskim filmie obyczajowym Orkiestra), a jej motywy chętnie podejmowali także muzycy jazzowi (Miles Davies, Chick Corea). Do dziś Concierto jest jednym z najpopularniejszych utworów koncertowych XX wieku. Doczekał się także autorskiej transkrypcji na harfę i orkiestrę. Podczas czwartkowego i piątkowego koncertu w Filharmonii Poznańskiej usłyszymy go w wykonaniu Krzysztofa Meisingera - jednego z najbardziej fascynujących i charyzmatycznych gitarzystów klasycznych.

Orkiestra pod batutą Marka Pijarowskiego wykona także Symfonię Linzką C-dur KV 425 Wolfganga Amadeusza Mozarta, która pobiła rekord jeśli chodzi o szybkość i łatwość tworzenia. Została napisana w kilka dni podczas podróży, kiedy Mozart gościnnie zatrzymał się u swojego przyjaciela w Linzu. Ponieważ obiecał mu, że da koncert kompozytorski, a nie miał ze sobą żadnej ze swoich symfonii... postanowił napisać nowe dzieło. Utwór pokrewny jest symfoniom Haydna jeśli chodzi o  rozwiązania formalne i harmoniczne. Charakteryzuje się lekkim, radosnym nastrojem.

To nie koniec koncertów w Filharmonii Poznańskiej w tym miesiącu. Już 12 marca odbędzie się inauguracja jubileuszowej 50. Poznańskiej Wiosny Muzycznej. Może te jaskółki staną się zapowiedzią dobrej wiosny?

Aleksandra Kujawiak

  • koncert Concierto de Aranjuez
  • Krzysztof Meisinger - gitara, Marek Pijarowski - dyrygent, Orkiestra Filharmonii Poznańskiej
  • 4 i 5.03, g. 19
  • Filharmonia Poznańska
  • Aula UAM
  • bilety: 25-55 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2021-03-01 13:41:15 285722 <![CDATA[Krzysztof Meisinger - fot. materiały organizatora]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,160066,285722,show2.jpg 285723 <![CDATA[Dyrygent Marek Pijarowski, fot. Antoni Hoffmann]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,160066,285723,show2.jpg 285724 <![CDATA[Orkiestra Filharmonii Poznańskiej, fot. Antoni Hoffmann]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,160066,285724,show2.jpg
160021 2021-02-27 14:31:19 Dla tych, którzy zdecydowali się przybyć do gmachu Teatru Wielkiego, ostatni weekend lutego rozpoczął się koncertem symfonicznym w wykonaniu orkiestry operowej. Za pulpitem stanął maestro Jerzy Wołosiuk - dyrygent współpracujący z kilkoma ważnymi teatrami w Polsce (od niedawna także z Operą Narodową w Warszawie). Piątkowy koncert był jednak pierwszym spotkaniem zespołu poznańskiego z maestro Wołosiukiem.

]]>
Istotą programu koncertu okazała się właśnie... programowość. Prowadząca, Małgorzata Pawłowska, opowiadając o genezie powstania uwertury Egmont Ludwiga van Beethovena, którą rozpoczął się koncert, podkreśliła znaczenie emocjonalności dzieła Goethego o tym samym tytule - przeniesionej przez kompozytora na grunt muzyki. Kiedy Beethoven zaczynał pracę nad muzyką do dramatu, kończył komponowanie VI Symfonii F-dur Pastoralnej, uznawanej za pierwszą w historii muzyki symfonię programową. Programowa, czyli będąca muzycznym odzwierciedleniem pozamuzycznej inspiracji. Właśnie w twórczości Beethovena (szczególnie w jego uwerturach) muzykolodzy doszukują się zalążka formy, z której Ferenc Liszt później uczyni niezależną kompozycję zwaną poematem symfonicznym.

Chociaż idea programowości dotyczy tylko i wyłącznie muzyki instrumentalnej, to z twórczością wokalną łączy ją narracyjny charakter. Nie można także wyobrazić sobie opery bez śpiewu, dlatego po uwerturze Beethovena zabrzmiała jego scena i aria koncertowa Ah! Perfido. Charakter tego utworu jest silnie zakorzeniony w stylistyce Mozarta, a więc i w retoryce barokowej (wszak Mozart był gruntownie wyedukowany przez swojego ojca - świetnego znawcę muzyki tamtego czasu). Nie brak jednak w scenie i arii mocno skontrastowanych fragmentów i gwałtownych zmian charakterów zdradzających indywidualny styl Beethovena. Wykonująca partię wokalną Magdalena Nowacka, wprawdzie nie zdecydowała się na silnie dramatyczną interpretację, lecz jej występ można śmiało zaliczyć do bardzo udanych. Jej głos brzmiał bardzo dobrze w przestrzeni teatru - był czysty i swobodny. Z powodzeniem pokonała pułapki czyhające w głębi partytury (a jest ich sporo, szczególnie w końcowej części utworu).

Po kompozycjach Beethovena organizatorzy zdecydowali się zaprezentować utwór polski. Idąc po linii muzyki programowej, nie sposób pominąć Richarda Straussa, a od niego już tylko krok do twórczości Mieczysława Karłowicza. Jej znaczenie dla polskiej muzyki orkiestrowej można porównać do wpływu twórczości Beethovena na rozwój symfoniki. Karłowicz był jednym z pierwszych nadwiślańskich kompozytorów, którzy wynieśli jakość rodzimej symfoniki na poziom prawdziwie europejski. Niestety Karłowicz pozostaje mniej znany szerszej publiczności, dlatego każde wykonanie jego poematów symfonicznych jest na wagę złota. Szczegółowy program poematu Powracające fale op. 9 - który zabrzmiał tego wieczoru - pomimo kilku domniemanych źródeł oraz stworzonego przez Karłowicza opisu powstałego na potrzeby powtórnego wykonania w Warszawie w 1909 roku, pozostaje tajemnicą kompozytora.

Występ poznańskich muzyków był dobry i wyrównany. Być może fakt pierwszego spotkania dyrygenta z zespołem przyniósł pewną dozę ostrożności w wykonawstwie, lecz brzmieniowo  jakość orkiestry prezentuje bardzo dobry poziom. Szczególnie silne wrażenia zapewniały fragmenty utworów o dramatycznym nasyceniu i "operowym charakterze", jak na przykład finał uwertury Egmont. W końcu kto inny, jak nie orkiestra operowa ma wiedzieć w jaki sposób należy zbudować tego typu napięcie? Przepięknie brzmiały również "migotliwe" motywy pierwszych skrzypiec divisi (różne partie przewidziane dla skrzypków w jednej grupie - dają wrażenie delikatnego, ale misternie złożonego brzmienia), oraz solowe fragmenty rożku angielskiego w poemacie Karłowicza. Cennych informacji na temat programu koncertu dostarczyła słuchaczom prowadząca koncert Małgorzata Pawłowska. Zwięźle przedstawiła fakty dotyczące okoliczności powstawania poszczególnych dzieł, co w przypadku programowych kompozycji jest niezbędne do głębszego ich zrozumienia.

Pomysł, żeby orkiestra teatralna zmierzyła się z repertuarem symfonicznym jest ciekawy i niezwykle trafny. Wbrew pozorom repertuar operowy i symfoniczny różnią się od siebie dość mocno, dlatego wejście muzyków na nieco inny grunt z jednej strony pokazuje ich możliwości wykonawcze, a z drugiej dodaje doświadczenia, które zaowocują przy okazji wykonania spektakli operowych. Wielką wartością będą się cechowały podobne wydarzenia w przyszłości, być może nawet poza budynkiem opery (głęboka scena niestety pochłania część dźwięku). Warto zatem wypatrywać kolejnych propozycji Teatru, niezależnie od tego, czy celem występu będzie spektakl czy koncert symfoniczny.

Kamil Zofiński

  • koncert symfoniczny Beethoven/Karłowicz
  • dyrygent: Jerzy Wołosiuk
  • Teatr Wielki
  • 26.02

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2021-03-01 09:43:38 285645 <![CDATA[Magdalena Nowacka, fot. Teatr Wielki]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,160021,285645,show2.jpg 285646 <![CDATA[Jerzy Wołosiuk, fot. Teatr Wielki]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,160021,285646,show2.jpg 285647 <![CDATA[Małgorzata Pawłowska, fot. Teatr Wielki]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,160021,285647,show2.jpg 285648 <![CDATA[Orkiestra, fot. Teatr Wielki]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,160021,285648,show2.jpg 285649 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,160021,285649,show2.jpg
160013 2021-02-26 16:44:32 Czwartkowy koncert w Auli Nova Akademii Muzycznej był iście ognistym połączeniem młodości i doświadczenia. Zapał i energia orkiestry poznańskiej Akadami zetknęły się z dojrzałością i świadomością artystyczną jej wykładowców i maestra Antoniego Wita.

]]>
W wywiadzie dla naszego portalu Antoni Wit mówił o zaletach pracy z młodymi orkiestrami - entuzjazm i pierwsze spotkania z dziełami klasyków przenikają się z możliwością przekazania praktycznej wiedzy na temat wykonywanych utworów. Zapowiedź Maestra okazała się niezwykle celna, przewidując wyjątkowe wydarzenie. Tak jak w twórczości głównego muzycznego bohatera wieczoru, Ludwiga van Beethovena, ścierały się zastany klasycyzm i pierwsze powiewy romantyzmu, tak w Auli Nova zderzyły się entuzjazm i zapał młodych muzyków z wiedzą i doświadczeniem maestro Wita. Efektem było brawurowe wykonanie VII Symfonii A-dur Beethovena.

Zanim jednak zabrzmiała VII Symfonia, z orkiestrą wystąpiło dwoje solistów i zarazem wykładowców poznańskiej Akademii - Jarosław Bręk i Barbara Kubiak. Bręk jest czołowym solistą Warszawskiej Opery Kameralnej oraz cenionym interpretatorem pieśni. Znajomość kameralnego repertuaru ujawniła się w wykonaniu Czterech sonetów miłosnych Tadeusza Bairda skomponowanych do tekstów Szekspira. Cztery sonety miłosne powstały w 1956 na kanwie muzyki do spektaklu Romea i Julii w reżyserii Lidii Zamkow. Należą do archaizującego nurtu twórczości Bairda i w bardzo liryczny, pełen piękna i intymności sposób opisują następujące po sobie etapy miłości, od zakochania po rozłąkę. Bręk bardzo dobrze oddał intymny nastrój utworu, szczególnie w trzecim i czwartym sonecie, które przesycone są narastającym smutkiem. Dramat kończącej się miłości wybrzmiał bardzo namacalnie.

Temat miłości dominuje też w jedynej arii koncertowej Beethovena Ah! Perfido op. 65. To opowieść targanej skrajnymi emocjami, zdradzonej kobiety, muzycznie utrzymana w duchu opery seria (opery poważnej) i stylistyki Mozarta. Kubiak potraktowała tę arię niczym pełnoprawną operową scenę. Przełożyła wieloletnie doświadczenie z teatrów operowych na utwór koncertowy kreując mini-spektakl, w którym jej bohaterka daje upust ogromowi emocji towarzyszących zdradzie i porzuceniu. Tak pełne dramatyzmu wykonanie zasłużenie nagrodzone zostało burzą oklasków.

Podobnie jak w filmach Alfreda Hitchcocka, napięcie rosło wraz z trwaniem koncertu. Wieńczyła go VII Symfonia Beethovena. Każda z jej części oparta jest na charakterystycznym rytmicznym motywie, co zainspirowało słynnego Ryszarda Wagnera do nazwania jej "apoteozą tańca". W majestatycznej drugiej części (znanej kinomanom z końcowej sceny filmu Jak zostać królem Toma Hoopera) krytycy dopatrują się marsza żałobnego, lub antycznego pochodu ofiarnego. Przede wszystkim jednak, VII Symfonia to wulkan muzycznych pomysłów i nieokiełznanej kreatywności kompozytora, pełen radosnej, momentami wręcz dzikiej energii. Podobnie można opisać wykonanie tego utworu przez orkiestrę Akademii Muzycznej. Pod batutą Antoniego Wita zespół zaprezentował ogromną różnorodność brzemienia i pełną paletę emocji, grając z dużą precyzją i wyczuciem niuansów partytury oraz pomysłów dyrygenta. Interpretacja Maestra skoncentrowała się na pokładach energii drzemiących VII symfonii, które objawiły się przede wszystkim w niemal huraganowych kulminacjach. Zarówno jakość wykonania, jak i jego siła oddziaływania na długo zapadną w pamięć zgromadzonym w Auli Nova i nagrodzone zostały owacją na stojąco.

Największym bodaj atutem koncertu była świeżość i radość płynąca ze sceny. W grze orkiestry słychać było chęci i zapał, których czasem brakuje w zawodowych orkiestrach. Po połączeniu z maestrią Antoniego Wita oraz kunsztem solistów powstała wybuchowa mieszanka, która przerodziła się w najwyższej klasy wydarzenie muzyczne. Zapewne niejeden słuchacz czwartkowego koncertu liczy na kolejne tak satysfakcjonujące wydarzenia w murach Akademii.

Paweł Binek

  • Koncert symfoniczny
  • dyrygent: Antoni Wit
  • Akademia Muzyczna
  • 25.02

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2021-03-02 15:21:45 285620 <![CDATA[Antoni Wit, fot. Bartosz Seifert]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,160013,285620,show2.jpg 285621 <![CDATA[Antoni Wit, Orkiestra Symfoniczna Akademii Muzycznej w Poznaniu, fot. Bartosz Seifert]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,160013,285621,show2.jpg 285622 <![CDATA[Barbara Kubiak i Antoni Wit, fot. Bartosz Seifert]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,160013,285622,show2.jpg 285623 <![CDATA[Barbara Kubiak i Antoni Wit, fot. Bartosz Seifert]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,160013,285623,show2.jpg 285624 <![CDATA[Jarosław Bręk i Antoni Wit, fot. Bartosz Seifert]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,160013,285624,show2.jpg 285625 <![CDATA[Jarosław Bręk i Antoni Wit, fot. Bartosz Seifert]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,160013,285625,show2.jpg
159948 2021-02-25 12:08:05 Sporo w ostatnim czasie w Jazzpospolitej zmian personalnych. Mimo tego zespół potrafił zachować uwielbiany przez fanów charakter swojej muzyki, w której łączą jazz, post-rock i ambient. Świadczy o tym ich najnowsza płyta Przypływ. Utwory z tego krążka staną się podstawą programu najbliższego poznańskiego koncertu grupy - w klubie Blue Note.

]]>
Ideą Jazzpospolitej, która przyświeca jej od założenia w 2008 roku jest granie jazzu w niejazzowy sposób. Co to znaczy? Jak czytamy w wypowiedzi założyciela grupy Stefana Nowakowskiego: - Zawsze graliśmy pomiędzy gatunkami. Część z nas ciąży ku jazzowi, ktoś ku post-rockowi, jeszcze inny ciągnie w stronę muzyki współczesnej. Równowaga i harmonia są jednak zachowane.

Jazzpospolita od początku swojej działalności intryguje słuchaczy. W ciągu kilkunastu lat zespół wydał 8 płyt i zagrał kilkaset koncertów. Instrumentalny rdzeń grupy pozostaje niezmienny - gitara bas, klawisze i perkusja. Dzięki temu wypracowała własne, rozpoznawalne brzmienie łączące tak wiele stylów, że przyciąga rzesze fanów z bardzo różnych kręgów. Ten eklektyzm sprawia, że Jazzpospolita z powodzeniem występuje zarówno na klubowych koncertach, jak i dużych festiwalach jazzowych i popowo-rockowych. Zespół współpracował m.in. z Pauliną Przybysz i Noviką, występował na Open'erze, Męskim Graniu, London Jazz Festival, Match & Fuse, Copenhagen Jazz Festival, Kaliningrad City Jazz i wielu innych ważnych muzycznych wydarzeniach.

Przypływ wiąże się ze sferą nowości, energii, zmiany - i rzeczywiście najnowsza płyta Jazzpospolitej pod pewnymi względami może zaskakiwać. Utwory są tu zdecydowanie bardziej spokojne, przestrzenne, bardziej refleksyjne. Dużo w nich nawiązań do natury, o czym mówią tytuły Biały las, Przedwiośnie, Przypływ, czy Rezerwat. Spójność płyty jest także wynikiem tego, że większość materiału napisały dwie osoby - gitarzysta Łukasz Borowicki oraz lider zespołu. Borowicki dołączył do zespołu w 2018 roku, zastępując Michała Przerwę-Tetmajera. Drugą zmianą w składzie było dołączenie perkusisty Karola "Domana" Domańskiego, który zastąpił Wojtka Oleksiaka. Obaj muzycy mocno związani byli dotąd z polską i duńską sceną jazzową.

- Symbolika płynącej wody dobrze pasuje do naszej obecnej sytuacji: przez ostatni czas przechodziliśmy raczej przez fazę odpływu, teraz wracamy z falą, z nową energią. Nowy skład, nowy album, ale to nadal Jazzpospolita - czytamy w wypowiedzi Nowakowskiego. Organizatorzy koncertu zapowiadają, że muzycy najnowszy materiał poddadzą improwizacji - zaskoczeń i nowości może być więc więcej, także dla osób, które dobrze zapoznały się już z Przypływem.

Aleksandra Kujawiak

  • Koncert zespołu Jazzpospolita
  • 28.02, g. 19
  • klub Blue Note
  • bilety (sprzedaż zakończona)

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2021-03-02 15:24:03 285505 <![CDATA[Zespół Jazzpospolita, fot. materiały prasowe]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159948,285505,show2.jpg
159846 2021-02-23 16:37:39 - Spodziewam się również, że młodzi ludzie podejdą do pracy i do muzyki z entuzjazmem. [...] Dlatego praca z orkiestrą młodzieżową może dać dyrygentowi bardzo dużo satysfakcji - mówi maestro Antoni Wit*, światowej sławy dyrygent, który w czwartek 25 lutego poprowadzi koncert orkiestry poznańskiej Akademii Muzycznej.

]]>
W nadchodzącym tygodniu Poznań będzie mieć niewątpliwą przyjemność gościć Pana jako dyrygenta czwartkowego koncertu symfonicznego. Orkiestrą, którą Pan poprowadzi będzie Orkiestra Symfoniczna Akademii Muzycznej im. I.J. Paderewskiego złożona ze studentów tej uczelni. Jakie oczekiwania ma doświadczony dyrygent w związku z pracą z muzykami zaczynającymi swoją działalność artystyczną?

Niezbyt często zdarza mi się pracować z orkiestrami akademickimi, chociaż pracowałem ze studentami w Krakowie, Katowicach i Warszawie, ale też w Hiszpanii, Ameryce i Korei. Moje oczekiwania są takie, że muzycy przyjdą przygotowani na próbę. Co to znaczy? Utwory orkiestrowe to nie jest repertuar, który studenci zwykli grać na swoich zajęciach. Indywidualnie wykonują całkiem inne rzeczy. Oczekuję, że muzycy nie tylko przeczytają nuty utworów do przygotowania podczas prób, ale że popracują nad tym materiałem razem ze swoimi pedagogami. Nauczyciele instrumentów będą mniej więcej wiedzieli jakie oczekiwania względem tempa czy artykulacji może mieć dyrygent.

Rozmawiałem z panem Jakubem Chrenowiczem (kiedyś był moim asystentem, dziś to bardzo zdolny młody dyrygent), który jest zatrudniony w Akademii i jest odpowiedzialny za ogólną pracę orkiestry. Zapewnił mnie, że mogę być spokojny, bo studenci przyjdą na próbę przygotowani w taki właśnie sposób. Spodziewam się również, że młodzi ludzie podejdą do pracy i do muzyki z entuzjazmem. Wynika to z faktu, że utwory te będą grać z pewnością po raz pierwszy. Jest to zupełnie inna sytuacja niż wykonywanie utworów z zawodowymi orkiestrami. Wielu muzyków pracujących w takich orkiestrach grało VII Symfonię Beethovena pięć, dziesięć, a może i dwadzieścia razy. Trudno zatem oczekiwać od nich takiego entuzjazmu. Jestem przekonany, że młodzież podejdzie z dużym zapałem zarówno do tego zadania, jak i do muzyki. Dlatego praca z orkiestrą młodzieżową może dać dyrygentowi bardzo dużo satysfakcji.

W trakcie swojej kariery miał Pan możliwość pracy z wielkimi muzykami takimi jak Henryk Czyż, Krzysztof Penderecki, Nadia Boulanger czy Herbert von Karajan. Dlaczego tak ważne jest, aby młodzi artyści mieli kontakt z wielkimi osobowościami swoich dziedzin?

Powiedziałbym, że to jest ważne nie tylko dla młodych ludzi. Kontakt z osobowościami jest ważny dla wszystkich artystów. Wymienił Pan kilka osób, z którymi byłem w bliskim kontakcie, bo byłem asystentem Herberta von Karajana, ale byłem też asystentem Witolda Rowickiego, czy w mniejszym stopniu asystowałem wielu wybitnym dyrygentom jak na przykład Bernsteinowi. Obserwując pracę takich ludzi można się niezwykle dużo nauczyć. Każdy wielki artysta, nie tylko dyrygent, jest osobowością i przy pewnej umiejętności można wiele wynieść ze spotkań z nimi.

Na czym w głównej mierze opiera się praca mistrzów z młodymi ludźmi czy z ludźmi, który nie mają jeszcze dużego doświadczenia artystycznego?

Jako że takim osobom brakuje jeszcze doświadczenia, to ja muszę im pewne rozwiązania zaproponować, co im niejako pozwoli takowe nabyć. Często są to rzeczy bardzo praktyczne. Na przykład mogę poprosić skrzypków, aby pewne fragmenty utworu grali końcem smyczka, albo w innym miejscu zagrać na strunie G. Mogę też poprosić, żeby instrumenty dęte zaakcentowały każdą nutę w przebiegu, natychmiast ją wyciszając. To są tego typu rzeczy, których zazwyczaj nie musiałbym mówić pracując z orkiestrą zawodową, ponieważ jej muzycy na ogół już o tym wiedzą. Dla młodych ludzi natomiast w wielu miejscach może być to coś nowego. Tym różni się praca z zespołem młodym od pracy z zespołem doświadczonym.

Sporą część czwartkowego koncertu wypełni muzyka Ludwiga van Beethovena. Usłyszymy jego VII Symfonię A-dur oraz arię koncertową Ah! Perfido op. 65. Oprócz nich zabrzmią Cztery sonety miłosne do słów Szekspira Tadeusza Bairda, czyli kompozycja dwudziestowieczna o archaizującej stylistyce. Z czego wynika takie zestawienie programu koncertu?

Ten koncert miał się pierwotnie odbyć w kwietniu zeszłego roku. Niestety pierwsza fala pandemii wymusiła jego przełożenie. Program miał wyglądać inaczej - miał zawierać IV Symfonię Schumanna. Ma ona przewidziany większy skład orkiestry. W związku z pandemią trzeba było wybrać program pozwalający na wprowadzenie mniejszej liczby muzyków na estradę, ale bez uszczerbku dla efektu brzmieniowego dzieła. Z tego powodu zdecydowałem się na jedną z najważniejszych symfonii Beethovena, w której liczba muzyków jest znacznie mniejsza.

Jeśli chodzi o arię, to większego znaczenia nie miał fakt, że jest to kolejna kompozycja Beethovena. Słuszną propozycją uczelni była chęć zaprezentowania jej znakomitych pedagogów jako solistów. Pani Barbara Kubiak jest świetną śpiewaczką, z którą wielokrotnie występowałem. Ma w repertuarze przede wszystkim utwory operowe, ale również arie koncertowe. Zdecydowałem się na arię Ah! Perfido, ponieważ aria koncertowa lepiej pasuje do symfonicznego charakteru wydarzenia, a jej aparat wykonawczy nie jest tak duży jak w przypadku muzyki operowej. Nieprzypadkowo więc w ostatecznym programie znalazły się: planowana od początku aria Beethovena oraz symfonia jego autorstwa zastępujące pierwotnie zamierzoną symfonię Schumanna. Drugim solistą będzie znakomity śpiewak Jarosław Bręk. Z nim również miałem przyjemność występować wiele razy. W tym przypadku wybrałem utwór polski na niewielką obsadę instrumentalną, który będzie bardzo dobrze pasować do tego programu.

W latach siedemdziesiątych pełnił Pan funkcję dyrygenta Orkiestry Filharmonii Poznańskiej. Czy ma Pan jakieś szczególne wspomnienia związane z działalnością w naszym mieście?

Mam bardzo dużo wspomnień i nie sposób o nich wszystkich teraz opowiedzieć. To było pięćdziesiąt lat temu. Ja nie tylko pracowałem w Poznaniu, ale też byłem poznaniakiem. Mieszkałem przy ulicy Cienistej na Ogrodach, gdzie wynajmowałem pokój. W tym czasie rektorem uczelni muzycznej był profesor Stuligrosz. Bardzo miło wspominam, jak profesor zaprosił mnie na rozmowę i zaproponował, żebym rozpoczął pracę na Akademii. Wówczas nie bardzo uważałem, że praca pedagogiczna byłaby dla mnie dobra. Podziękowałem panu rektorowi za tę propozycję. Wtedy też zyskałem możliwość bywania na jego próbach z chórem Poznańskie Słowiki. Byłem pod ogromnym wrażeniem! To była niezwykła osobowość i jestem szczęśliwy, że miałem możliwość go obserwować przy pracy!

Środowisko muzyczne Poznania było silne. Znałem dobrze panią profesor Kaliszewską (skrzypaczkę) i pana profesora Dąbrowskiego (kompozytora). Recenzję mojego pierwszego koncertu w Poznaniu napisał Nowowiejski, syn kompozytora Feliksa Nowowiejskiego, co było to dla mnie niezwykle miłe, tym bardziej, że sama recenzja była bardzo sympatyczna. Trzy lata mojej pracy w Poznaniu to był okres, kiedy nauczyłem się wielu rzeczy. Miałem funkcję stałego dyrygenta, co umożliwiło mi z jednej strony ciągłą pracę z orkiestrą, a z drugiej strony obserwowanie, w jaki sposób działa ten organizm oraz jak kierownik i dyrektorzy orkiestry rozwiązują pewne jego problemy. Ta wiedza bardzo mi się przydała w późniejszych latach, kiedy kierowałem różnymi orkiestrami w Bydgoszczy, Krakowie, Katowicach i w końcu w Warszawie.

Mój pobyt w Poznaniu wspominam bardzo dobrze. Byłem wychowany w Krakowie, a potem pracowałem w Warszawie. Czułem jednak, że w Poznaniu panowała odmienna atmosfera. Był tu swego rodzaju lokalny patriotyzm - ludzie starali się, aby wszystko było lepsze, chociażby w kwestii organizacji. Uważam, że to niezwykle sympatyczny rys charakteryzujący społeczność poznańską. To naprawdę niewielki fragment moich wspomnień z Poznania, ale to jest bardzo miły temat na który mógłbym jeszcze długo mówić. W maju tego roku ukaże się książka z moimi wspomnieniami. Znajdzie się w niej cały rozdział poświęcony Poznaniowi, gdzie w znacznie większej mierze opiszę doświadczenia, które były moim udziałem.

Rozmawiał Kamil Zofiński

*Antoni Wit - Dyrygent honorowy Filharmonii Krakowskiej. W latach 2013-2018 dyrektor artystyczny Orquesta Sinfónica de Navarra w Pampelunie. Wcześniej kierował zespołami: Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy, Orkiestry i Chóru Polskiego Radia i Telewizji w Krakowie, Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach (17 lat), Orquesta Filarmónica de Gran Canaria. W latach 2002-2013 pełnił funkcję dyrektora naczelnego i artystycznego Filharmonii Narodowej w Warszawie. Występował niemal we wszystkich ośrodkach muzycznych Europy, Azji, Australii i obu Ameryk. Dorobek fonograficzny artysty zawiera ponad 200 płyt, które otrzymały liczne nagrody. Znajdują się na nich dzieła najwybitniejszych polskich kompozytorów, jak również utwory literatury światowej. Dyrygent należy do nielicznego grona artystów na świecie, których płyty sprzedano w łącznym nakładzie ponad sześciu milionów egzemplarzy.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2021-03-02 11:39:37 285353 <![CDATA[Antoni Wit, fot. Juliusz Multarzyński]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159846,285353,show2.jpg 285354 <![CDATA[Orkiestra Symfoniczna Akademii Muzycznej, fot. materiały prasowe]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159846,285354,show2.jpg
159832 2021-02-23 15:03:40 Po otwarciu sal koncertowych dla publiczności Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki zaprasza słuchaczy do Gmachu pod Pegazem. Tym razem program nie będzie miał charakteru stricte teatralnego - wykonane zostaną utwory dwóch geniuszy muzyki symfonicznej.

]]>
W piątek o g. 19:00 Orkiestra Teatru Wielkiego zaprezentuje się jako główny bohater wieczoru. Zazwyczaj ukryta w kanale pod sceną, tego dnia zagra pierwsze skrzypce (dosłownie i w przenośni). Pod kierownictwem maestro Jerzego Wołosiuka muzycy wykonają Uwerturę Egmont op. 84 oraz arię koncertową Ah! Perfido op. 65 (jako solistka wystąpi Magdalena Nowacka - sopran) skomponowane przez Ludwiga van Beethovena, jak również poemat symfoniczny Powracające fale op. 9 polskiego kompozytora przełomu XIX i XX wieku - Mieczysława Karłowicza.

Nazwisko Beethovena zna właściwie każdy, nawet jeśli na co dzień nie jest wielbicielem muzyki klasycznej. Urodzony w Bonn, ale związany z Wiedniem kompozytor z jednej strony jest zaliczany z Haydnem i Mozartem do Klasyków wiedeńskich, lecz z drugiej strony widzi się w nim prekursora romantyzmu. Swoją postawą (często trudną w obyciu, co jednak jest zrozumiałe pamiętając o jego postępującej głuchocie - największej tragedii muzyka) dał początek zmianom w postrzeganiu twórców sztuki w społeczeństwie. Przed Beethovenem pozycja artysty ograniczała się do opłaconego dostawcy sztuki, często zrównanego ze służbą. Po Beethovenie artysta stał się głosicielem idei, obserwatorem i komentatorem rzeczywistości. Obrazem tej zmiany może być kształt beethovenowskiej symfoniki, która w trakcie jego twórczości przeszła drogę od względnie niedługiego utworu o charakterze użytkowym do wielkich form będących samymi w sobie niezależnymi dziełami sztuki.

Pomimo zdecydowanej przewagi symfoniki w twórczości kompozytorskiej Beethovena, na koncercie zabrzmią dwa utwory skłaniające się w stronę pierwiastka dramatycznego. Uwertura Egmont jest pierwszą częścią muzyki skomponowanej na potrzeby dramatu Egmont Johanna Wolfganga von Goethego (zamówionej u Beethovena przez samego poetę). Bohater tytułowy dramatu jest holenderskim patriotą, który stawia opór hiszpańskiemu najeźdźcy, przez co zostaje uwięziony i stracony. Nawet w chwili opuszczenia i klęski nie zdradza ideałów wolności, w które wierzy. Całość muzyki do dramatu jest dzisiaj niezwykle rzadko wykonywana, jednak sama uwertura cieszy się ogromną popularnością. Aria Ah! Perfido należy do gatunku arii koncertowych, czyli scen o budowie podobnej do operowych (czasem poprzedzonych recytatywem) lecz wykonywanych niezależnie i bez elementów teatralnych (kostiumu, scenografii itp.).  Tekst arii Ah! Perfido jest częściowo autorstwa Pietra Metastasia (recytatyw), a częściowo jego twórca pozostaje nieznany (aria). Są to słowa kobiety zdradzonej i porzuconej. Na początku przeklina ona niewiernego kochanka, lecz następnie, wspominając swoją własną przysięgę, cofa przekleństwa licząc jedynie na współczucie innych dla jej bólu. Obie postaci - i hrabia Egmont i nieznana z imienia kobieta - uosabiają wierność swoim moralnym poglądom. Taka postawa pobudzała niezwykle kreatywność Beethovena i jest obecna w całej jego twórczości.

Drugim kompozytorem, którego muzyka zabrzmi podczas wieczoru symfonicznego jest polski twórca Mieczysław Karłowicz. Jego działalność przypada na moment, w którym została założona Filharmonia Narodowa w Warszawie - pierwszy zawodowy zespół orkiestrowy w Polsce (1901). Mając w końcu do dyspozycji aparat wykonawczy polscy kompozytorzy rozpoczęli proces wprowadzania polskiej muzyki symfonicznej na poziom prawdziwie europejski. Twórczość Karłowicza w tym wypadku zajmuje absolutne pierwszeństwo. Chociaż sympatyzował głęboko z myślą literacką Młodej Polski (pełen pesymizmu fin de siècle czy symbolizm natury w swoim panteistycznym wydaniu), to stylistycznie znacznie bliżej mu do późnego romantyzmu niemieckiego, a w szczególności do estetyki Richarda Straussa. Wraz z początkiem XX wieku Karłowicz jednoznacznie poświęcił się komponowaniu poematów symfonicznych - utworów orkiestrowych zainspirowanych czynnikami pozamuzycznymi (np. literaturą, filozofią czy historią). Na tym gruncie kompozytor rozwinął swój warsztat, dorównując w szczytowym momencie kunsztem kompozytorom niemieckim z samym Richardem Straussem na czele. Niestety, rozwój ten został gwałtownie przerwany lawiną, która 8 lutego 1909 roku zeszła ze zbocza Małego Kościelca, zabijając Karłowicza podczas samotnej wyprawy po ukochanych Tatrach. Jego śmierć przyczyniła się do zarejestrowania jesienią tego samego roku TOPRU (Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego), którego był jednym z pomysłodawców.

Powracające fale op. 9 jest pierwszym poematem Karłowicza. Napisany został w 1904 roku jako efekt przemyśleń kompozytora podczas pobytu nad morzem Adriatyckim. Konflikt z dyrekcją Filharmonii Warszawskiej w tamtym okresie praktycznie blokował Karłowiczowi możliwość wykonania tam swojej symfonii Odrodzenie czy Koncertu skrzypcowego. Bezsilność, ponure myśli oraz obraz fal uporczywie uderzających o brzeg dostarczyły inspiracji kompozytorowi, chociaż początkowo nie zapisał wprost programu poematu (co dla konwencji gatunku było pewną nowością). Mimo że prawykonanie wypadło całkiem dobrze, to krytyka nie była w stanie zrozumieć, co Karłowicz chciał przekazać swoim dziełem. Na potrzeby ponownego wykonania, na początku 1909 roku twórca opracował program, który został opublikowany w tygodniku "Scena i Sztuka". Zawiera on opis mężczyzny wpatrującego się w lodowe kwiaty na szybie. Co chwilę myśli uciekają mu w przeszłość do obrazu dziewczyny, która prawdopodobnie złamała mu serce. Wspomnienia przeszłej namiętności powracają niczym fale i natychmiast odpływają, odsłaniając ponownie przenikliwe zimno lodowych kwiatów.

Utrzymująca się na wysokim poziomie jakość występów Orkiestry Teatru Wielkiego pozwala zakładać, że nadchodzący koncert dostarczy niezapomnianych wrażeń. Koncert symfoniczny to świetna okazja, aby przypomnieć sobie jaka jest rola operowej orkiestry. To nie tylko akompaniowanie śpiewakom, lecz równorzędne kreowanie z nimi spektaklu. Pod przewodnictwem Jerzego Wołosiuka - dyrygenta współpracującego z Opera Nova w Bydgoszczy, Operą na Zamku w szczecinie (Teatralna Nagroda Muzyczna im. Jana Kiepury w kategorii "najlepszy spektakl w Polsce w 2016 roku") oraz Teatrem Wielkim w Warszawie - Orkiestra Opery Poznańskiej będzie miała szansę zabłysnąć na swojej scenie niczym primadonna.

Kamil Zofiński

  • Koncert symfoniczny Beethoven/Karłowicz
  • 26.02, g. 19
  • Teatr Wielki

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2021-03-02 15:22:52 285305 <![CDATA[Jerzy Wołosiuk, dyrygent, fot. archiwum prywatne]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159832,285305,show2.jpg 285306 <![CDATA[Magdalena Nowacka, solistka, fot. Michał Leśkiewicz]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159832,285306,show2.jpg
159751 2021-02-22 10:07:25 Chociaż od Walentynek minęło już trochę czasu i kwiaty zdążyły zwiędnąć, to najbliższy koncert w Akademii Muzycznej zapowiada się dość miłośnie. Niech nie tracą nadziei ci, którzy mają przesyt świętem zakochanych - uczucie w koncertowym wydaniu nie będzie ani przesłodzone, ani kiczowate.

]]>
Już same nazwiska wykonawców zachęcają, by czwartkowy wieczór spędzić właśnie koncertowo - zwłaszcza, że to dobra okazja, by wyjść wreszcie z domu! Podczas koncertu symfonicznego wysłuchamy solistów - Barbarę Kubiak i Jarosława Bręka. Znana poznaniakom sopranistka jest absolwentką Akademii Muzycznej w Poznaniu. Wielokrotnie mogliśmy i wciąż możemy podziwiać ją na deskach Teatru Wielkiego, gdzie debiutowała partią Pierwszej Damy w Czarodziejskim Flecie Mozarta. W czwartek usłyszymy w jej wykonaniu arię koncertową Ah! Perfido op. 65 Ludwiga van Beethovena.

Prawykonanie utworu odbyło się w Lipsku w 1805 roku. Partię solową śpiewała Josepha Duše. Do historii przeszła jednak trzy lata późniejsza prezentacja kompozycji. Jak pisze Marcin Gmys: "Wykonawczynią Ah! Perfido miała być wówczas Anna Milder - charyzmatyczna odtwórczyni partii Leonory, którą z powodu konfliktu z Beethovenem zastąpiła niedoświadczona Josephine Killitschgy. Występ stremowanej śpiewaczki balansującej na granicy ataku nerwowego został uznany za jedną z najbardziej spektakularnych katastrof w dziejach wokalistyki i rzecz jasna nie przysłużył się popularyzacji dzieła." Aria koncertowa Ah! Perfido jest wczesnym dziełem Beethovena. Odnajdziemy w nim nawiązania do retoryki i afektacji barokowej. Aria przedstawia historię porzuconej przez Achillesa Deidamii. Odtrącona, zrozpaczona kochanka wyśpiewuje swoje burzliwe emocje, chwilami wyraża pogardę do ukochanego, by następnie przejść do pełnego bólu lamentu.

Emocjonalna (i muzyczna) niestabilność będą charakterystyczne dla tego utworu, zaskakując nas kontrastami i fluktuacją. Zupełnie inną opowieść o miłości usłyszymy w Czterech sonetach miłosnych do słów Williama Szekspira Tadeusza Bairda, które wykona Jarosław Bręk - bardzo ceniony interpretator pieśni. Sam kompozytor pisał o swoich Sonetach tak: "Te okazjonalne utwory cieszą się istotnie o wiele trwalszym życiem niż wiele innych, do których przywiązywałem większą wagę. Pocieszam się, że nie jestem pierwszym kompozytorem ani artystą, któremu się to przytrafiło. Mógłbym tu wymienić szereg czcigodnych nazwisk, tak że w tej przygodzie byłbym w dobrym towarzystwie. Utwory te były dla mnie jednak czymś więcej... może chwilą ładu, spokoju i czystości gatunku, potrzebne mi po to, by zyskać trochę wytchnienia i wewnętrznej równowagi. Może pragnieniem dania sobie folgi, chęcią skrycia się za kostium teatralny...? Były też niewątpliwie wyrazem mojego szacunku i mojej miłości dla sztuki dawnych epok, dowodem mego wiecznie żywego zainteresowania dla literatury, dla teatru i może właśnie ta miłość w nich zaowocowała?"

Sonety Bairda są opowieścią o różnych etapach miłości - od wyznania uczucia (Sonet 23), przez niewinne, beztroskie zakochanie (Sonet 91), krótkotrwałe rozstanie (Sonet 23), aż po rozłąkę (Sonet 97). Tekstom w przekładzie Macieja Słomczyńskiego towarzyszy idealnie oddająca ich charakter muzyka. Baird, pisząc je w 1956 roku, dał się poznać jako mistrz stylizacji - wskrzesił w tych utworach ducha angielskiego, renesansowego dworu, zawarł w nich tęsknotę za uniwersalnym pięknem, przeszłością. Prosta instrumentacja, dominacja linii melodycznej, pastelowe brzmienia... Cztery Sonety są jednym z najpiękniejszych w historii muzyki przykładów nurtu archaizującego.

Na koniec usłyszymy VII Symfonię A-dur op. 92 Beethovena, która, zgodnie ze słowami Beethovena zawiera odniesienia do bachanaliów: "Muzyka jest winem, które inspiruje nas do tworzenia, ja jestem Bachusem, który daje to wspaniałe wino, aby uczynić ludzi duchowo pijanymi".

Obok wspomnianych solistów na scenie wystąpi Orkiestra Symfoniczna Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu pod batutą Antoniego Wita - jednego z najzdolniejszych, najbardziej charyzmatycznych i znanych polskich dyrygentów.

Aleksandra Kujawiak

  • Koncert symfoniczny
  • 25.02, g. 19
  • Akademia Muzyczna

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2021-03-02 15:22:26 285200 <![CDATA[Orkiestra Symfoniczna Akademii Muzycznej, fot. materiały prasowe]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159751,285200,show2.jpg 285201 <![CDATA[Antoni Wit, fot. Juliusz Multarzyński]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159751,285201,show2.jpg 285202 <![CDATA[Barbara Kubiak, fot. Filip Czaban]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159751,285202,show2.jpg 285203 <![CDATA[Jarosław Bręk, fot. materiały prasowe]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159751,285203,show2.jpg
159446 2021-02-14 15:40:55 Pod znakiem tych trzech słów upłynęło koncertowe wykonanie Zemsty nietoperza Johanna Straussa syna w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Wykonanie o tyle niezwykłe, że było otwarciem teatru po wielomiesięcznej przerwie wywołanej przez pandemię koronawirusa.

]]>
Od kilku tygodni Teatr Wielki oferuje transmisje koncertów w internecie, jednak dopiero sobotni występ można uznać za pełną inaugurację karnawału w poznańskiej Operze. Po raz pierwszy od wielu miesięcy operowe korytarze wypełniły się gwarem przyciszonych głosów, a próg gmachu przy ulicy Fredry przekroczyły osoby niezwiązane zawodowo z tą instytucją. Zgodnie z obostrzeniami - melomani zajęli 50%  miejsc na widowni. Powrót na obite na czerwono fotele odbywał się w pełnym reżimie sanitarnym - maseczki dopełniały wieczorowe kreacje i garnitury, zamiast uścisków dłoni królowała dezynfekcja, a każdy z widzów miał obok siebie dwa wolne miejsca, by zachować niezbędny dystans. O ile artyści poznańskiej sceny mieli szansę wrócić do formy podczas wcześniejszych koncertów, o tyle odzwyczajenie od słuchania muzyki na żywo dało się wyczuć na widowni. Początkowo nieśmiałe i niepewne oklaski (czy należy klaskać, gdy na scenę wchodzi dyrygent, skoro od dawien dawna widzimy go tylko na ekranie telewizora?) z czasem nabrały trochę wigoru i rozbrzmiewały mocniej i częściej. Na powitanie widzów zespół Teatru Wielkiego zaproponował przegląd muzycznych numerów z najsłynniejszej operetki Johanna Straussa.

Koncertowe wykonania oper z racji braku inscenizacji nastręczają trudności w wykonaniu i odbiorze, a problem wydaje się jeszcze bardziej palący w przypadku operetek. Kantaty czy wokalne symfonie nie są dziełami teatralnymi, więc występ w sukni czy fraku przed orkiestrą jest normą. Opera to jednak spektakl dramatyczny i podczas wykonania koncertowego rodzą się pytania o grę aktorską, kostiumy, scenografię czy interakcje miedzy postaciami. Podobnie widzowi może być trudniej wczuć się w teatralną formę, gdy tej formy  jest pozbawiony. W przypadku operetek dodatkowy problem mogą stanowić mówione dialogi, które są osią akcji, a ponadto muszą wybrzmieć autentycznie i przestrzegać reguł komunikacji. Ciekawie z tego problemu wybrnął zespół Teatru Wielkiego: akcję każdego z aktów streszczał prowadzący koncert Andrzej Ogórkiewicz, po czym prezentowano jedynie muzyczne fragmenty dzieła bez dialogów. Był to udany zabieg, choć momentami tracił na nim przebieg akcji - zabrakło chociażby ujawnienia tożsamości Rozalindy w III akcie. Z ograniczeniami koncertowej wersji z powodzeniem poradziła sobie większość solistów. Na szczególną uwagę w kwestii kreowania postaci zasługują Barbara Gutaj-Monowid jako rezolutna i świadoma swojego seksapilu Adela, choleryczny Eisenstein w wykonaniu Piotra Friebe, czy pijany strażnik więzienny Frosch, w którego wcielił się Andrzej Ogórkiewicz.

O muzyczną warstwę zadbał Tadeusz Kozłowski, który wlał w partyturę Straussa wiele energii i płynności, choć nie zabrakło też odrobiny melancholii, zwłaszcza w scenie bruderszaftu w drugim akcie. Warto docenić klarowną dykcję śpiewaków, dzięki której arcymistrzowskie tłumaczenie libretta autorstwa Juliana Tuwima regularnie wywoływało uśmiech na twarzach widowni. Muzycznie wśród solistów wyróżniali się Monika Mych-Nowicka w roli Rozalindy, Rafał Korpik jako Frank oraz wspomniani już Friebe i Wilczyńska-Goś.

Zemsta nietoperza kręci się wokół bali, zabaw i trunków, nie zabrakło więc kieliszków, chwiejnych kroków, żartów i bon motów. Sobotni koncert należy uznać za satysfakcjonujący i potraktować jako optymistyczny prognostyk na kolejne wydarzenia w teatrze. Zabrakło być może bisu (energii toastu z II aktu nigdy za wiele), dało się też odczuć specyficzną atmosferę reżimu sanitarnego i pierwszego wydarzenia na żywo po wymuszonej przerwie. Pozostaje mieć nadzieję, że z czasem obostrzenia uda się złagodzić, a my wszyscy przestawimy się na dawne tory i do teatrów wróci znany sprzed pandemii nastrój. W swoim monologu Frosch dziwi się fenomenowi wódki - po jej wypiciu kamień spada z serca, ale idzie w nogi. Można sparafrazować tę myśl i czekać aż kamień pandemii spadnie z serc i pleców, lecz zamiast spętać nogi, uwolni je, a te jeszcze nie raz przekroczą teatralne progi.

Paweł Binek

  • Zemsta nietoperza, wykonanie koncertowe
  • dyrygent: Tadeusz Kozłowski
  • Teatr Wielki
  • 13.02

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2021-03-02 15:22:04 284739 <![CDATA[Rafał Korpik, Monika Mych-Nowicka, Jaromir Trafankowski, fot. materiały Teatru Wielkiego]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159446,284739,show2.jpg 284740 <![CDATA[Andrzej Ogórkiewicz, fot. materialy Teatru Wielkiego]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159446,284740,show2.jpg 284741 <![CDATA[Bartłomiej Szczeszek i Rafał Korpik, fot. materiały Teatru Wielkiego]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159446,284741,show2.jpg 284742 <![CDATA[Magdalena Wilczyńska-Goś, Barbara Gutaj-Monowid, Piotr Friebe, fot. materiały Teatru Wielkiego]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159446,284742,show2.jpg 284743 <![CDATA[Monika Mych-Nowicka i orkiestra, fot. materiały Teatru Wielkiego]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159446,284743,show2.jpg 284744 <![CDATA[Monika Mych-Nowicka, Jaromir Trafankowski, Piotr Friebe, fot. materiały Teatru Wielkiego]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159446,284744,show2.jpg 284745 <![CDATA[Soliści, Tadeusz Kozłowski, orkiestra i chór, fot. materiały Teatru Wielkiego]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159446,284745,show2.jpg
159286 2021-02-10 15:06:46 Pandemia, lockdown, troska o bliskich, pracę, niepewność jutra - można by w kółko wymieniać słowa, które siedzą nam od marca w głowie, straszą w nagłówkach gazet, pojawiają się w rozmowach i snach. Aby nie zwariować - szukamy choć na chwilę ucieczki w beztroskę i zapomnienie. Jedni odnajdują to w Netflixie, inni - w przepastnych powieściach. Ci wrażliwsi na dźwięk - w operze lub "w tej drugiej", jej młodszej, mniej poważnej siostrze.

]]>
"Wielkie i nieprzeliczone są obrzydliwości widowiska scenicznego zwanego operetką. Nędza idjotycznego szablonu, mdłej tkliwości, taniego wyuzdania i posępnych dowcipów, chamstwo <>, głęboka, czarna nuda odwiecznych sytuacyj, banały smutnych <<efektów>> - cały ten stęchły tort, napchany melodramatycznemi czy figlarnemi słodkościami, oblany przesłodzoną śmietaną, jakimś kremem z malinowym sokiem czyli <<muzyczką>>, ta ohyda, oblizywana lubieżnie przez kretynów z parteru i bawichamków z galerji, słowem cała ta instytucja sceniczna, zwana operetką, powinna być nareszcie tak gruntownie w odpowiednie miejsce kopnięta, aby się w niej coś przewróciło" - pisał Julian Tuwim w swoich Kilku słowach o operetce. No i ja się pod tym podpisuję, jednak z małym, zupełnie ludzkim "ale". Bo czy tego samego nie można by napisać o wielu serialach, piosenkach, świątecznych lub familijnych filmach, a także i operze, która do cna przesiąknięta jest banałem, kliszami i kiczem? A jednak wciągamy ten lukier aż miło, by przez chwilę było nam ze sobą i w tym świecie lepiej. A więc - na smutki, odmóżdżenie, zapomnienie, miarkując dawkę polecam, a nawet zalecam operetkę.

W rytm walczyka

W końcu mamy zapusty. Mamy też ogromną potrzebę zabawy, wyjścia z chaty, pogadania i potańczenia. Pogódźmy pandemiczny rygor z potrzebą zabawy - spędźmy czas z Teatrem Wielkim, który na jeden, ostatni wieczór karnawału przywdzieje płaszcz z brokatem, wprowadzi do naszych przykurzonych pokoi nieco splendoru i wniesie tort. Może nie najświeższy w smaku, może przy akompaniamencie niezbyt ambitnych akordów, może z melodramatycznym gestem, ale jednak tort!

Zostawmy na chwilę żartobliwy ton i przyjrzyjmy się temu gatunkowi z innej strony. Jak piszą organizatorzy wydarzenia "Młodsza siostra opery, operetka, ma wiele do zaoferowania. Co prawda niektórzy mówią, że jest nadto frywolna, a na dodatek stroszy piórka. Inni podkreślają kompletny brak powagi i zbyt lekkie podejście do każdego tematu. My wiemy jedno - nikt inny nie gwarantuje tak dobrej zabawy! Wiemy też, że między nutami często ukrywa się niejedno trafne spostrzeżenie, a celne ostrze krytyki społecznej wcale nie zostało stępione dowcipem".

Program wieczoru zawiera przegląd najsłynniejszych numerów z trzech operetkowych nurtów - paryskiego (Jacques Offenbach), wiedeńskiego (Johann Strauss syn) i węgierskiego (Ferenc Lehár, Imre Kálmán). Usłyszymy m.in. fragmenty Wesołej wdówki, Księżniczki czardasza, Zemsty nietoperza, ale także utwory z musicalu My Fair Lady i Showboat. Na scenie wystąpią soliści Teatru Wielkiego Monika Mych-Nowicka, Magdalena Wilczyńska-Goś, Piotr Frieba i Rafał Korpik, którym akompaniować na fortepianie będzie Olena Skrok. Koncert poprowadzi Jaromir Trafankowski.

"Wszystko musi się tam rymować, więc co robić?" - pisał w cytowanym wcześniej tekście Tuwim. Ano chyba nic. Bo czasem do szczęścia potrzebujemy rymu, historii z happy endem i rytmu walczyka.

Aleksandra Kujawiak

  • Koncert operetkowy
  • 16.02, g. 19
  • Teatr Wielki
  • bilety: 20-40 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2021-03-02 15:21:35 284695 <![CDATA[Piotr Friebe, fot. Michał Leśkiewicz]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159286,284695,show2.jpg 284693 <![CDATA[Monika Mych-Nowicka, fot. Michał Leśkiewicz]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159286,284693,show2.jpg 284694 <![CDATA[Magdalena Wilczyńska-Goś, fot. Michał Leśkiewicz]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159286,284694,show2.jpg 284696 <![CDATA[Jaromir Trafankowski, fot. Michał Leśkiewicz]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159286,284696,show2.jpg 284697 <![CDATA[Olena Skrok, fot. Michał Leśkiewicz]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159286,284697,show2.jpg 284698 <![CDATA[Rafał Korpik, fot. Michał Leśkiewicz]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159286,284698,show2.jpg
159267 2021-02-10 12:39:09 W piosence Sceny z życia artystek Zdzisława Sośnicka śpiewa "Paryż, Londyn, Rzym / - nie do wiary, że być mogą takie miasta / gdy się ma M-3 i w codzienność / jak w doniczkę człowiek wrasta". Po wyrwaniu życia kulturalnego z lockdownowej doniczki, jakim była decyzja o otwarciu teatrów, poznańska Opera zaprasza melomanów w podróż do słynnej europejskiej stolicy - Wiednia.

]]>
Operetka kojarzy się nierozerwalnie z Zemstą nietoperza, a ta z Johannem Straussem synem i z Wiedniem. Co prawda gatunek ten przywędrował do stolicy Austrii z Francji w postaci dzieł Jacques'a Offenbacha, jednak szybko zyskał dużą popularność i przyciągnął uwagę miejscowych twórców. Z Paryża nad Dunaj dotarła też farsa Bal sylwestrowy oparta na sztuce  Juliusa Rodericha Benedixa. Gdy zastanawiano się jak zaadaptować spektakl do wiedeńskich warunków, padł pomysł przerobienia go na libretto. Przygotowali je Karl Haffner i Richard Genée, a muzykę napisał Johann Strauss syn. Kompozytor, znany dotychczas jako dyrygent i autor muzyki do tańca, próbował już wcześniej sił w pisaniu dzieł scenicznych. Jednak to właśnie Zemsta nietoperza przyniosła mu sukces i stałe miejsce na afiszach - od małych, lokalnych teatrów po najważniejsze sceny operowe świata. Nawet największe gwiazdy opery, obok szeregu poważnych ról, nierzadko mają w repertuarze partie z operetki Straussa syna. Z późniejszych dzieł scenicznych kompozytora do sukcesu Zemsty nietoperza zbliżył się jedynie Baron cygański.

Zemsta nietoperza opowiada pełną intryg i nieporozumień historię z życia wiedeńskiej socjety. Gabriel von Eisenstein, za namową przyjaciela, doktora Falke, w przeddzień odbycia kary więzienia za obrazę poborcy podatkowego  udaje się na bal u księcia Orlofskiego. Nie wie, że Falke uknuł plan, by pomścić dawną zniewagę doznaną podczas zabawy z Eisensteinem - samotny powrót z balu przez miasto w stroju nietoperza. Skazaniec żegna się ze swoją żoną Rozalindą, do której po chwili przychodzi kochanek. Romans przerywa kierownik więzienia i aresztuje Alfreda biorąc go za męża Rozalindy. Na zaproszenie Falkego na bal do księcia przybywają w przebraniach także Rozalinda i jej pokojówka Adela. Niczego nieświadomy Eisenstein flirtuje z węgierską hrabiną, nie rozpoznawszy w niej własnej żony. Po długiej zabawie staje u bram więzienia, by dowiedzieć się, że... już odsiaduje wyrok. Po krótkim śledztwie odkrywa romans żony. Gdy chce ją oskarżyć, Rozalinda ujawnia się i wytyka mężowi, że sam smalił cholewki do innej kobiety. Plan Falkego wypalił, Eisenstein został zdemaskowany jako flirciarz i bawidamek. Nie przeszkadza to jednak nikomu w zrzuceniu winy za wypadki ostatniej nocy na... szampana.  

W poprzednich sezonach poznańscy melomani mieli okazję oglądać operetkę Straussa w przeniesionej na statek wycieczkowy inscenizacji Krzysztofa Cicheńskiego. W najbliższy weekend muzyka Straussa zabrzmi w wersji koncertowej. W bohaterów operetki wcielą Piotr Friebe (Eisenstein), Monika Mych-Nowicka (Rozalinda), Barbara Gutaj-Monowid (Adela), Bartłomiej Szczeszek (Alfred) i Małgorzata Wilczyńska-Goś (Książe Orlofsky).W pozostałych rolach będą im towarzyszyć: Jaromir Trafankowski, Rafał Korpik i Marek Szymański wraz z chórem i orkiestrą Teatru Wielkiego. Koncertem podyryguje gościnnie znany poznańskiej publiczności Tadeusz Kozłowski.

Sobotni koncert będzie niezwykły, gdyż po raz pierwszy od wielu miesięcy na widowni Teatru Wielkiego zasiądzie publiczność. Dla tych, którym nie uda się dostać do teatru przewidziano streaming online dzień później. Otwarcie instytucji kultury zbiegło się akurat z pełną humoru, zwieńczoną happy endem operetką Straussa. Oby był to dobry prognostyk na kolejne miesiące, a ten zbieg okoliczności był happy endem dla kilkumiesięcznego lockdownu kultury.

Paweł Binek

  • Zemsta Nietoperza
  • Teatr Wielki
  • Dyrygent: Tadeusz Kozłowski
  • premiera: 13.02, g. 19/online: 14.02
  • bilety: 30-140 zł/online: wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2021-02-10 12:39:09 284540 <![CDATA[Piotr Friebe, fot. Teatr Wielki]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159267,284540,show2.jpg 284541 <![CDATA[Jaromir Trafankowski i Piotr Friebe, fot. Teatr Wielki]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159267,284541,show2.jpg 284542 <![CDATA[Magdalena Wilczyńska-Goś, fot. Teatr Wielki]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159267,284542,show2.jpg 284543 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159267,284543,show2.jpg
158831 2021-02-01 12:21:25 Dwa utwory jednego kompozytora, które dzieli przepaść. II Koncert fortepianowy B-dur op. 19 należy do wczesnego etapu twórczości Beethovena, natomiast Sonata fortepianowa nr 23 f-moll op. 57 (Appassionata) jest przykładem krystalizacji dojrzałego stylu kompozytora. Obie kompozycje usłyszeliśmy w rewelacyjnym wykonaniu Martina Stadfelda, który nie tylko pięknie przeprowadził nas przez chronologiczny zapis rewolucji na kompozytorskiej drodze prekursora romantyzmu. Pokazał także swój unikalny, wyjątkowy dźwięk oraz swoją interpretację, która była jednocześnie poprawna i wciągająca, klasyczna i nowatorska.

]]>
II Koncert jest utworem mocno zanurzonym w tradycji klasycyzmu, zwłaszcza w pierwszej, bardzo mozartowskiej z ducha części. Stadfeldowi i Orkiestrze Filharmonii Poznańskiej pod batutą Łukasza Borowicza udało się zachować równowagę i harmonię między partiami. Bardzo dobrze wybrzmiały II i III część, w których mogliśmy wyczuć więcej oryginalnych rysów muzyki Beethovena (jeszcze bardzo subtelnie zaznaczonych). Podobało mi się zwłaszcza przenikanie głosów orkiestrowych i fortepianu w środkowym, refleksyjnym i poetyckim Adagio. Orkiestra i solista doskonale wyczuwali swoje intencje, wspólnie budując długie, spokojne frazy.

Wprowadzony kontrast tempa i nastroju w  finale (Rondo: Allegro molto) przeniósł nas w zupełnie inny stan. Pastoralny i pełen radości charakter tej części został świetnie oddany przez solistę. Stadfeld jest pianistą bardzo mocnym technicznie, jednak w jego interpretacji utworu więcej było lekkości niż szarżowania, więcej przekory i charakteru niż popisu. Samo wsłuchiwanie się w relacje między partią solową a orkiestrą było niezwykle zajmujące. Utwór po części zabrzmiał jak idealny, wręcz książkowy przykład tego, co nazywamy klasycyzmem w muzyce. Harmonia, proporcje, klarowna forma i plan harmoniczny, naturalność i śpiewność melodyki... Tylko gdzieś podskórnie dało się wyczuć rodzącą się inną energię i wyobraźnię, które - jak wiemy z historii muzyki - dały początek zupełnie nowej epoce.

Sonata fortepianowa nr 23 f-moll op. 57 jest jedną z najsłynniejszych sonat kompozytora. Beethoven napisał ją w momencie, gdy zaczął nieodwracalnie tracić słuch. Dramat życiowy tego artysty, jak w wielu jego utworach,  przeniknął do muzyki. Appassionata jest dziełem nie tylko wyjątkowo trudnym technicznie, wymagającym ogromnej kondycji i siły od wykonawcy, ale także niełatwym interpretacyjnie. Jak zawrzeć namiętność i burzliwość utworu nie przekrzykując dźwiękami i nie popadając w egzaltację? Stadfeld jako jeden z najlepszych współcześnie interpretatorów muzyki Bacha jest wykonawcą niezwykle precyzyjnym, opanowanym, co nie znaczy, że jego muzyka jest pozbawiona uczucia. W ostatniej części Appassionaty pokazał kondycję i wirtuozerię, a także ogrom emocji. W szybkich figuracjach nie zatracił melodii. Grał dźwiękiem zupełnie pozbawionym szorstkości i z dużą dbałością o detal. W jego wykonaniu usłyszeliśmy historię nieuniknionej tragedii opowiedzianą pewnym, głębokim głosem.

Aleksandra Kujawiak

  • koncert online Drugi, choć... pierwszy, z cyklu Beethoven nasz współczesny
  • Martin Stadtfeld - fortepian, Łukasz Borowicz - dyrygent, Orkiestra Filharmonii Poznańskiej
  • 5.02

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2021-02-06 22:26:52 284287 <![CDATA[fot. Printscreen]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,158831,284287,show2.jpg 284288 <![CDATA[fot. Printscreen]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,158831,284288,show2.jpg 284289 <![CDATA[fot. Printscreen]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,158831,284289,show2.jpg 284290 <![CDATA[fot. Printscreen]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,158831,284290,show2.jpg 284291 <![CDATA[fot. Printscreen]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,158831,284291,show2.jpg 284292 <![CDATA[fot. Printscreen]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,158831,284292,show2.jpg
159089 2021-02-05 14:44:14 - To była fascynacja od pierwszej chwili - zobaczyliśmy, że nasze pozornie wykluczające się instrumenty kapitalnie się ze sobą komponują, a my rozumiemy się bez słów - mówią  poznański wirtuoz gitary klasycznej Łukasz Kuropaczewski* i pianista, absolwent warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego, Aleksander Dębicz**. Artyści wydali właśnie płytę Adela. W trzech utworach towarzyszy im wybitny śpiewak, kontratenor Jakub Józef Orliński. Na repertuar składają się m.in. kompozycje Bacha, Albeniza, Rodrigo, Ravela, ale też autorskie utwory Dębicza.

]]>
Pamiętam wasz wspólny krótki występ online w kwietniu ubiegłego roku, jako zapowiedź Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie. Zamarzyłem wtedy o waszej wspólnej płycie. Była już wtedy w planach?

Aleksander Dębicz: Tak, już wtedy pracowaliśmy nad płytą, choć chyba jeszcze nie myśleliśmy o umieszczeniu na niej utworu z serialu Narcos, który usłyszałeś w kwietniu.

Łukasz Kuropaczewski: To był moment tak zwanej "burzy mózgów". Cudowny czas inspirowania się nawzajem, słuchania muzyki, rozmów. Z takiego procesu wiele wynika dla artysty. Ja zawsze czuję, że dzięki obcowaniu z artystami pokroju Alka sam się rozwijam.

W książeczce do Adeli piszecie o szczególnym porozumieniu, która pojawiło się między wami, kiedy tylko "po raz pierwszy zagraliście razem". W 2019 roku podczas Akademii Gitary prezentowaliście wspólnie, m.in. w Poznaniu, kompozycję Aleksandra napisaną specjalnie na ten festiwal, ale to chyba nie było to wspomniane pierwsze wspólne granie?

A.D.: To był nasz pierwszy wspólny występ! Oczywiście poprzedzony próbami, na których zorientowaliśmy się, jakie możliwości niesie nasz duet. To była fascynacja od pierwszej chwili - zobaczyliśmy, że nasze pozornie wykluczające się instrumenty kapitalnie się ze sobą komponują, a my rozumiemy się bez słów.

Ł.K.: Tak, zgadzam się z Alkiem. Nigdy nie zapomnę momentu w garderobie kiedy rozgrzewając palce przed koncertem grałem fragmenty Astruais Isaaca Albeniza, a Alek siadł do fortepianu i zaczął improwizować drugi głos. Zrodziła się z tego nowa wersja utworu i bardzo chciałem, by znalazła się na płycie.

Czy można powiedzieć, że to - w jakimś sensie - pandemii zawdzięczamy ten wspaniały album?

A.D.: Myślę, że tak. Każdy z nas miał zdecydowanie więcej wolnego czasu, a więc mogliśmy lepiej zaplanować pracę. Poza tym bardzo chcieliśmy dostarczyć słuchaczom pozytywnej energii w tych przygnębiających czasach. Mam nadzieję, że znajdą w Adeli emocje, jakich teraz potrzebują.

Ł.K.: Pandemia to dla większości bardzo trudny i bolesny czas. Dla nas też. Ale staramy się widzieć choć światełko nadziei. Dzięki pandemii ten album powstał. Dzięki pandemii mógł na nim wystąpić Jakub Józef Orliński, dzięki pandemii wreszcie mogliśmy nagrywać w przecudownej sali koncertowej Filharmonii w Szczecinie.

Pozostańmy przy osobie wspomnianego wspaniałego śpiewaka, bowiem także w kwietniu 2020 roku, w cyklu Domówka z Dwójką, nadawanym w programie Drugim Polskiego Radia, Aleksander wystąpił właśnie wspólnie z Jakubem Józefem Orlińskim. Tam, zdaje się, prapremierę miał utwór Quarantine Song, który znalazł się również na krążku Adela. Czy to był impuls do zaproszenia tego wybitnego kontratenora do udziału w nagraniu płyty?

A.D.: Z Jakubem znam się od dawna, ale nie mieliśmy okazji wcześniej współpracować, choć bardzo tego chcieliśmy. I znów - pandemia stworzyła nam możliwość wspólnego tworzenia. Miałem przyjemność zagrać z Jakubem całkiem sporo koncertów w formule online, opracowaliśmy też wspólnie różne utwory - od muzyki poważnej do rozrywki. Quarantine Song napisałem z myślą o głosie Jakuba i stwierdziłem, że ten utwór świetnie pasuje do Adeli, a w wersji z gitarą brzmi znacznie ciekawiej. Gościnny udział Jakuba był naturalną konsekwencją naszych działań pandemicznych.

Jak rozumiem, to Łukasz zaproponował lubiane przez siebie tematy jak Aqua e Vinho Gismontiego czy Asturias Albeniza, które znamy już z jego wcześniejszych płyt i koncertów. Tu, dzięki udziałowi Aleksandra, miały one nabrać nowych barw - i nabrały. Jesteście zadowoleni z efektu?

A.D.: Bardzo. Ale jako aranżer i kompozytor miałem ten komfort, że pisałem z myślą o Łukaszu Kuropaczewskim, który jest niebywałym wirtuozem. Dysponuje taką paletą barw, że wszystkie brzmienia, które sobie wyobrażałem - a których wcześniej nie słyszałem - Łukasz wydobył ze swojego instrumentu, a także dodał mnóstwo od siebie.

Ł.K.: Cha, cha! Bardzo dziękuję! Ja mogę powiedzieć to samo. Nasze zupełnie różne instrumenty mogły tak ciekawie razem zabrzmieć dzięki niezwykłemu kunsztowi aranżacyjnemu Alka oraz jego doskonałej pianistyce. Wspólne granie z gitarą wymaga od pianisty niezwykłej kontroli technicznej. Ja jestem szczęśliwy, że ten album powstał. Tylko dzięki Alkowi mogłem pójść drogą, której nigdy wcześniej sobie nie wyobrażałem. Mój wielki Mistrz zawsze mówił: "graj z lepszymi od siebie". Staram się tak robić. Alek potrafi rzeczy, o których mi się nie śni. Improwizacja, znajomość stylów nieklasycznych to tylko niektóre z elementów jego artyzmu, z którego czerpałem garściami.

Świetne wrażenie robi połączenie w jednym utworze kompozycji Bacha i Rodrigo. Czym jest ten utwór dla was? Zabawą? Eksperymentem? Rodzajem - powiedzmy - wyznania wiary w siłę muzyki, ponadczasowość muzycznych idei?

A.D.: To świetnie powiedziane i na pewno tak! Utwór jest skomponowany na zasadzie filmowego montażu równoległego - śledzimy dwa przeplatające się wątki, które są ze sobą powiązane. Przypadkowo odkryłem, że te dwa utwory Bacha i Rodrigo znakomicie do siebie pasują i stwierdziłem, że warto je połączyć.

Ł.K.: Dla mnie to kolejne spełnione marzenie. Zawsze zazdrościłem pianistom repertuaru, nasz gitarowy jest zdecydowanie uboższy. To dla mnie wielkie przeżycie, że mogłem zagrać partię fortepianu w koncercie Bacha. Kolejny raz powiem - ta płyta to dla mnie najcudowniejsza muzyczna przygoda!

Czy w takim kluczu - umownie mówiąc: dialogu tradycji ze współczesnością - należy też "czytać" całą płytę, gdzie swoistą ramę konstrukcyjną tworzą kompozycje Aleksandra?

A.D.: Choć uważam, że moje utwory są bardziej dodatkiem niż trzonem albumu, to faktycznie dwa z nich stanowią klamrę formalną. Recipe ma charakter openingu, a Fairytale baśniowego epilogu.

Mam wrażenie, że ten nowy album jest logicznym ciągiem dalszym w dyskografii każdego z was. Co o tym sądzicie?

A.D.: W moim przypadku na pewno, bo jest kolejnym krokiem w dziedzinie kompozycji i aranżacji. Dla mnie najważniejsze jest, że Adelę stworzyłem z absolutnie genialnymi muzykami, którzy bardzo mnie inspirują.

Ł.K.: Podpisuję się pod każdym słowem Alka. Tworzenie muzyki z przyjaciółmi, fantastycznymi ludźmi, ciepłymi, dobrymi, kochanymi, to spełnienie marzenia o byciu artystą. Adela to nowy rozdział w moim artystycznym życiu.

Czy traktujecie tę płytę jako podsumowanie dotychczasowych wspólnych prób i doświadczeń, czy raczej jako pierwsze z dalszych przedsięwzięć w duecie?

A.D.: Zdecydowanie to drugie. Nie wyobrażam sobie poprzestać na Adeli. Myślimy już zresztą o kolejnych projektach.

Ł.K.: Przed nami wiele wspólnych projektów, jestem tego pewien.

Skoro prowadzimy rozmowę dla poznańskiego portalu to zadam jeszcze pytanie o to miasto. Chyba nie kojarzy wam się ono źle? Łukaszowi na przykład, z uwagi na Akademię Muzyczną i Akademię Gitary. Aleksandrowi z uwagi na triumf w Transatlantyk Instant Composition Contest w 2013 r. Mam rację?

A.D.: Uwielbiam Poznań! Z kilku względów. Po pierwsze mam same dobre wspomnienia z tego miasta, po drugie podoba mi się od strony architektonicznej i ze względu na obecność zieleni, a po trzecie uwielbiam poznańskie restauracje! Łukasz, który jest ekspertem kulinarnym, zabrał mnie do kilku fantastycznych knajp i od tego momentu jestem ich fanem!

Ł.K.: Poznań jest moim ukochanym miastem. Nie wyobrażam sobie życia w innym miejscu, niż podpoznańskie Puszczykowo. To miasto dało mi wiele i w nim czuję się bezpieczny. Wiem też, że Poznań gitarą stoi! Mieszka tu ogromna liczba miłośników muzyki gitarowej.

Rozmawiał Tomasz Janas

  • album Aleksandra Dębicza i Łukasza Kuropaczewskiego Adela
  • wyd. Warner Music
  • premiera: 5.02

*Łukasz Kuropaczewski - jeden z najwybitniejszych gitarzystów klasycznych, wykładowca na Kunstuniversitat w Grazu i Akademii Muzycznej w Poznaniu. Regularnie występuje w najsłynniejszych salach koncertowych świata, premierowo wykonał  gitarowe koncerty autorstwa m.in. Angelo Gilardino, Krzysztofa Meyera, Aleksandra Tasmana,  Był dyrektorem artystycznym festiwalu Akademia Gitary. W dyskografii ma m.in. świetne płyty Polish Music, Guitar Recital, Aqua e Vinho, Nocturnal.

**Aleksander Dębicz - jeden z najbardziej wszechstronnych polskich pianistów, także kompozytor. Laureat wielu konkursów, m.in. poznańskiego Transatlantyk Instant Composition Contest. Absolwent Uniwersytetu Muzycznego w Warszawie w klasie fortepianu prof. Elżbiety Tarnawskiej. Kompozytor muzyki filmowej i teatralnej. Autor trzech wysoko cenionych płyt: Cinematic Piano, Bach Stories  (wspólnej z  Marcinem Zdunikiem) i Invention.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2021-02-05 15:09:03 284201 <![CDATA[Łukasz Kuropaczewski i Aleksander Dębicz, fot. Rafał Masłow]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159089,284201,show2.jpg 284202 <![CDATA[Łukasz Kuropaczewski, fot. Rafał Masłow]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159089,284202,show2.jpg 284203 <![CDATA[Aleksander Dębicz, fot. Rafał Masłow]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159089,284203,show2.jpg 284204 <![CDATA[Album Aleksandra Dębicza i Łukasza Kuropaczewskiego "Adela", wyd. Warner Music, fot. materiały prasowe]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,159089,284204,show2.jpg
158830 2021-02-01 12:21:16 - Miewam sny, w których próbuję wypowiedzieć coś, czego nie mówię w rzeczywistości - mówi Mateusz Olszewski*, który pod pseudonimem Zaumne wydał pod koniec stycznia album Dreams of Teeth Falling Out, dotyczący snów o wypadających zębach... i nie tylko.

]]>
W wydawaniu albumów miałeś roczną przerwę - twoje poprzednie materiały wyszły jeszcze w roku 2019. W styczniu wróciłeś z Dreams of Teeth Falling Out. Dlaczego?

W 2019 roku udało mi się wydać dwa albumy. Biorąc pod uwagę mój styl pracy, to sporo. Prawda jest też taka, że proces twórczy nie zawsze idzie w parze z wydawaniem muzyki. Dla niezależnego artysty najbardziej czasochłonna praca związana jest z tym, aby znaleźć wydawcę, ustalić z nim wszystko, dopracować szczegóły, zsynchronizować terminy...

Byłem gotowy, żeby wydać ten materiał jeszcze w ubiegłym roku. Znalazłem trzy zagraniczne wytwórnie przystające atmosferą i gatunkiem do Dreams of Teeth Falling Out i rozesłałem do nich dema. Najlepiej dogadałem się jednak z Arturem, który prowadzi Perfect Aesthetics. Potem zaczekałem aż będę mógł u niego ten album wydać. Doceniam aurę, którą udało mu się wytworzyć wokół wytwórni oraz konsekwencję, z którą wydaje w niej kolejne kasety.

Kilka lat temu przyznałeś w wywiadzie, że muzykę tworzysz w sypialni. Czy dalej tak pozostało?

Cały czas tworzę muzykę wyłącznie w domu. Z jednej strony pozwala mi to poczuć się intymnie, kiedy zestawiam ze sobą dźwięki. Z drugiej, ta sytuacja wynika z tego, że nie mam dostępu do studia muzycznego. Jeżeli chodzi o oprogramowanie i sprzęt, to są one na tyle dostępne, że mogę to robić w domu - tam, gdzie czuję się najbardziej komfortowo. Myślę, że przekłada się to również na to, jak brzmi moja muzyka.

Kiedy pracowałeś nad utworami które trafiły na Dreams of Teeth Falling Out?

Ten materiał powstawał sukcesywnie w 2020 roku. Atmosfera tamtego roku, poczucie wyalienowania i przeczucie czyhającej, kolejnej katastrofy przyczyniły się do tego, jak ten album ostatecznie wybrzmiewa. W drugiej połowie roku zacząłem dobierać ze sobą utwory i łączyć je w całość. Miałem też okazję zagrać ten materiał na kameralnym koncercie w Farbach i sprawdzić jak sprawdza się jako całość.

Interesujesz się snami? Pełnią w twoim życiu ważną funkcję? Zapisujesz je albo śnisz świadomie?

Miałem okres, gdy bardzo interesowałem się świadomym śnieniem, ale to było dobrych kilka lat temu. Miewam jednak od czasu do czasu sny, w których próbuję wypowiedzieć coś, czego nie mówię w rzeczywistości. I to właśnie takie sny zainspirowały mnie do stworzenia nowego albumu. Poza tym ostatnio sporo rozmawiałem z moją dziewczyną Mariką na temat śnienia, co również było ważne przy tej pracy.

Gdy zajmowałeś się świadomym śnieniem, co chciałeś robić w takich snach?

Pamiętam, że nie miałem ściśle określonej intencji. Interesowały mnie bardziej wrażenia związane z poruszaniem się w nieskończonej przestrzeni, którą mogę samemu tworzyć. Miałem jednak doświadczenia, gdy w tych snach odczuwałem strach. I to mnie ostatecznie zniechęciło do dalszych eksperymentów.

Skąd ten strach się brał? Miałeś poczucie, że robisz coś, czego nie powinieneś?

Nie, ale miałem sen, w którym ciężko było mi wrócić do własnego ciała. W tamtym momencie trochę mnie to przeraziło. Chcąc się wybudzić - budziłem się... w kolejnym śnie. I to się nie kończyło.

Brzmi dość upiornie...

Tak, to było straszne! [śmiech]

Skoro album Dreams of Teeth Falling Out dotyczy śnienia, to w jakich godzinach go tworzyłeś? Pytam trochę przekornie, bo rozmawiając z Petr Yac zdziwiłem się gdy powiedział, że nad albumem o bezsenności Full Moon Insomnia pracował porankami, bo po prostu zawsze wtedy komponuje. Czy ty też masz ustaloną porę, w której pracujesz nad muzyką?

U mnie nie ma takiej ustalonej zasady. Zwykle dzieje się to w przypływie potrzeby, ale głównie po zmroku. Wtedy tworzę szkice, a rano zyskuję świeże spojrzenie na to, co zrobiłem. Kiedy już coś uda mi się naszkicować, regularnie do tego powracam. Pora nie ma dla mnie tak naprawdę takiego znaczenia.

Jeśli w snach mówisz coś, czego nie wypowiadasz w rzeczywistości, to jak jest z tym w twoich utworach? Czy odnosisz się do swoich snów, czy raczej do ich mechaniki? Szukałeś konkretnych fraz do wykorzystania?

Myśląc o albumie czytałem sporo o rozmaitych interpretacjach snów, w których pojawia się wypadanie zębów. Ludzie przeżywają to na bardzo różne sposoby. Czasem wypluwają wszystkie zęby, innym razem tracą je pojedynczo. Każda z tych sytuacji ma odrębne interpretacje, ale łączącym je motywem przewodnim, który zwrócił moją uwagę, jest założenie, że te sny wynikają ze skrywania silnych emocji. Śniąc je zyskujemy chwilowo dostęp do tego, co chowamy głęboko w sobie. Tytułowe zęby mogą stanowić zatem pewną wskazówkę, aby uporać się z wewnętrznymi konfliktami i przeczuciami, skonfrontować się z tym, co nieuświadomione. Interesowały mnie właśnie tego rodzaju sny.

Czy temat snów podsunęła ci pandemia? Gdy tak każdy zamykał się w swoim mieszkaniu, to mógł introspektywnie zaglądać w siebie, mierzyć się z bardzo głęboko skrywanymi sprawami...

Nie łączyłbym tego jednoznacznie, ale na pewno w atmosferze albumu, która jest dużo poważniejsza i chłodniejsza niż w moich poprzednich pracach, pośrednio widać wpływ tego, jak zacząłem w tym czasie funkcjonować.

Słuchając Dreams of Teeth Falling Out miałem skojarzenia z Telegazem Wojciecha Bąkowskiego - z powodu obecności zapętleń. U niego dotyczą one jednak muzyków, galerii handlowych, napisów w przestrzeni miasta, ale w tym albumie obecny jest również motyw udręczenia bezsennością i niezdrowych snów. Czy w świecie marzeń i koszmarów poszukiwałeś takich upiornych pierwiastków? U ciebie z pozoru piękne, czasem wręcz melodramatyczne frazy tekstów są obudowane bardzo niepokojącym klimatem - podważając jakby śnione obietnice, sugerując, że tylko w snach dzieją się nam takie ładne rzeczy. A potem się budzimy i znów jest nam smutno...

Uczucia, które chciałem zawrzeć w tym albumie, są częściowo zainspirowane klimatem filmów noir. Może stąd te telewizyjne skojarzenia z Telegazem? Zwykle w filmach noir postacie są równocześnie uwikłane w emocjonalne perypetie, jak i mają natłok innych problemów. Znajdują się w gąszczu sytuacji, które wydają się trudne do rozwiązania. Jednocześnie wątki emocjonalne są w tych filmach ukazane w bardzo sentymentalny sposób. Właśnie z tego czerpałem i pewnie stąd wziął się taki efekt.

Nie patrzyłem jednak na to aż tak cynicznie jak to ująłeś. Nie chciałem w ten sposób powiedzieć, że takie sytuacje wydarzają się tylko w snach. Bardziej myślałem o nich jak o bardzo głęboko ukrytych w nas rzeczach, które chcielibyśmy komuś bądź samemu sobie wyznać. I tak - jak podpowiada to konstrukcja albumu - te komunikaty wcale nie muszą być konsekwentne. W Dreams of Teeth Falling Out jest obecnych sporo sprzeczności.

Sięgnąłeś również do własnych snów?

W 2020 roku miałem jeden sen o wypadających zębach. To doświadczenie rozpoczęło myślenie o tym albumie. Oczywiście ma on dla mnie osobisty wydźwięk, ale nie chcę o tym mówić.

Jesteś typem introwertyka, który dużo myśli o swoich przeżyciach?

Tak, raczej mam skłonność do patrzenia w siebie.

Dreams of Teeth Falling Out atmosferą mocno się łączy z twoim poprzednim albumem Contact. Czy jest między nimi bliższy związek?

Widzę połączenia między wszystkimi moimi albumami. Powiedziałbym, że czasem znajdują się w nich ujęcia podobnych przeżyć, ale podjęte z różnych perspektyw.

Co ci daje tworzenie muzyki? Chcesz się z kimś podzielić swoją twórczością, uczuciami, wrażeniami?

Często działa to na mnie autoterapeutycznie. Z pomocą muzyki jestem w stanie przepracowywać stany których doświadczam - przenieść je w inne miejsce i przeżyć z trochę innej perspektywy. Czerpię też bardzo dużą satysfakcję z tworzenia form, którymi są albumy. Mogę w nich zmieścić określoną narrację, motywy, i wytworzyć do tego sugestywną atmosferę.

Rozmawiał Marek S. Bochniarz

*Mateusz Olszewski - (ur. 1991), poznański artysta dźwiękowy. Eksploruje uczuciową stronę muzyki elektronicznej. Zainspirowany futurystyczną ideą języka pozarozumowego łączy internetowe znaleziska z zabrudzonymi tłami dźwiękowymi. Czerpie zarówno z tradycji muzyki tanecznej, jak i eksperymentalnej. W 2016 roku nakładem wytwórni Magia wydał swój debiutancki album Przeżycia. W 2018 roku w Czaszka Records ukazał się jego kolejny album Emo dub, a w 2019 Błysk (-Super-) i Contact (BAS). Pod koniec stycznia tego roku wydał swój najnowszy album Dreams of Teeth Falling Out.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2021-02-04 14:06:16 284064 <![CDATA[Mateusz Olszewski (Zaumne), fot. Marika Diana]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,158830,284064,show2.jpg 284063 <![CDATA[Okładka albumu "Dreams of Teeth Falling Out", fot. materiały prasowe]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,158830,284063,show2.jpg
158943 2021-02-03 14:31:33 W grudniu tego roku mieliśmy okazję posłuchać podczas wydarzenia transmitowanego online I Koncert fortepianowy Ludwiga van Beethovena w wykonaniu Martina Stadtfelda. Idąc numerycznie (choć nie chronologicznie!) dalej - Filharmonia Poznańska proponuje, by kolejny piątkowy wieczór spędzić przy dźwiękach II Koncertu fortepianowego. Przy fortepianie - ponownie Stadtfeld.

]]>
Drugi, choć... pierwszy - tytuł koncertu wskazuje, że w dziejach muzyki nie wszystko jest uporządkowane. Zachowane szkice II Koncertu fortepianowego, a także data jego premiery wskazują na to, że Beethoven napisał go najpewniej przed I koncertem. Nie wchodząc w meandry historyczne warto uzmysłowić sobie, że oba te utwory należą do wczesnego etapu twórczości kompozytora. Istnieje jednak hipoteza, zgodnie z którą Beethoven specjalnie zachował niezgodną z chronologią kolejność, by podkreślić, że drugi koncert był dziełem dojrzalszym. Kompozycja była zresztą bardzo ważna dla młodego artysty (sam wykonywał partię solową). Dzięki niej chciał utwierdzić swoją muzyczną pozycję po przeprowadzce z Bonn do Wiednia.

O utworze, który usłyszymy 5 lutego, pisał Ryszard Daniel Golianek przy okazji wykonania w Filharmonii Poznańskiej w roku 2017 (gdy solistą był także Martin Stadtfeld): "II Koncert fortepianowy B-dur op. 19 Ludwiga van Beethovena stanowi typowy przykład muzyki absolutnej, w której najważniejsze kategorie kompozytorskie wynikają z dysponowania materiałem dźwiękowym i tworzenia relacji pomiędzy solową partią fortepianu a orkiestrą". Utwór ma klasyczną trzyczęściową formę wyróżnioną poprzez kontrast temp. Wiele jego cech od razu nasuwa skojarzenia z twórczością innego wielkiego klasyka - Wolfganga Amadeusza Mozarta, jednak wprawne ucho wychwyci indywidualne znamiona, które w późniejszej twórczości rozwinie w swoich kompozycjach Beethoven.

Solista wieczoru jest już dobrze znany poznańskiej publiczności. Drzwi do artystycznego świata stanęły przed Martinem Stadtfeldem otworem, gdy ten wygrał słynny Międzynarodowy Konkurs Bachowski w Lipsku. Jeden z najwybitniejszych interpretatorów muzyki Bacha koncertuje z najlepszymi orkiestrami w Europie, USA i Japonii. Grał w najbardziej prestiżowych salach koncertowych (m.in. Sumida Triphony Hall w Tokio, Seoul Arts Center, National Center of Performing Arts w Pekinie, Musikverein w Wiedniu, Tonhalle w Zurychu, Concertgebouw w Amsterdamie), z najlepszymi zespołami.

Tego wieczoru w jego wykonaniu usłyszymy dwa utwory Beethovena. Po II koncercie fortepianowym zabrzmi słynna Appassionata, czyli Sonata fortepianowa nr 23 f-moll op. 57  (cz. III). Ten utwór to nie tylko kompozytorski kamień milowy, ale także wykonawczy. Kolejne pokolenia pianistów od przeszło 200 lat próbują wypracować swoją interpretację jednej z najtrudniejszych technicznie sonat. A to droga pełna namiętnych i gwałtownych emocji.

Aleksandra Kujawiak

  • koncert Drugi, choć... pierwszy, z cyklu Beethoven nasz współczesny
  • Martin Stadtfeld - fortepian, Łukasz Borowicz - dyrygent, Orkiestra Filharmonii Poznańskiej
  • 5.02, g. 19
  • online

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2021

]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2021-02-03 15:07:52 283988 <![CDATA[Martin Stadtfeld, fot. materiały organizatorów]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,158943,283988,show2.jpg 283992 <![CDATA[Łukasz Borowicz, fot. Katarzyna Zalewska]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,158943,283992,show2.jpg 283993 <![CDATA[Łukasz Borowicz, fot. Katarzyna Zalewska]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,158943,283993,show2.jpg 283994 <![CDATA[Łukasz Borowicz, fot. materiały prasowe]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,158943,283994,show2.jpg 283995 <![CDATA[Łukasz Borowicz, fot. materiały prasowe]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,158943,283995,show2.jpg 283989 <![CDATA[Orkiestra Filharmonii Poznańskiej podczas grudniowego koncertu z Martinem Stadtfeldem "Ojciec i syn czyli wieczór Bachów", fot. Printscreen]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,158943,283989,show2.jpg 283990 <![CDATA[Orkiestra Filharmonii Poznańskiej podczas grudniowego koncertu z Martinem Stadtfeldem "Beethoven nasz współczesny. Niespokojny duch", fot. Printscreen]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,158943,283990,show2.jpg 283991 <![CDATA[Orkiestra Filharmonii Poznańskiej podczas grudniowego koncertu z Martinem Stadtfeldem "Beethoven nasz współczesny. Niespokojny duch", fot. Printscreen]]> https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,158943,283991,show2.jpg