110273 2017-09-23 15:10:23 Nergal i John Porter to dwóch popularnych muzyków o ugruntowanej pozycji, którzy mogliby odcinać kupony od swojej dotychczasowej działalności. A jednak zdecydowali się spróbować czegoś nowego: tak powstał zespół Me And That Man. W najbliższy czwartek zagra w Poznaniu.

]]>
Jeszcze kilka lat temu nic nie wskazywało na to, żeby miał powstać projekt taki jak Me And That Man. Choć oficjalnie John Porter i Adam Nergal Darski zaśpiewali razem w piosence Macieja Maleńczuka, to podczas pracy nad tym utworem nie spotkali się w studio: ich partie były nagrywane osobno. Gdy już doszło do pierwszego spotkania, John Porter wspominał, że choć się dogadywali, to atmosfera rozmowy nie była jeszcze przyjacielska. Kiedy później Nergal wrócił z wielomiesięcznej podróży, muzycy postanowili spróbować jeszcze raz i tym razem spotkać się w studiu nagraniowym.

Jeszcze przed muzyką Johna Portera i Nergala połączyła fascynacja literaturą Charlesa Bukowskiego: - Nie zaczęliśmy rozmowy o Me And That Man od pomysłów w rodzaju: "Słuchaj, John, nagrajmy płytę w stylu Johnny Casha". Naszym pierwszym wspólnym tematem i przez długi czas lejtmotywem tego projektu był właśnie Bukowski. Gadaliśmy o książkach, literaturze, poezji. [...] Za tym wszystkim kryje się więc historia znacznie ciekawsza od: "Ej, ty, słyszałeś King Dude'a? Zróbmy coś podobnego" - mówił Nergal w wywiadzie dla Gazety Magnetofonowej.

Krytycy często porównują ich płytę "Songs Of Love And Death" do muzyki Kinge Dude'a, a także Johnny'ego Casha, Nicka Cave'a czy The Doors. Wszystkie te inspiracje wybrzmiewają w utworach Me And That Man. Sami muzycy swój album z pogranicza bluesa, rocka czy country określają mianem necro-blues. Frontman Behemotha przyznaje, że na tej płycie chciał po prostu nagrać nieskomplikowane, wręcz momentami monotonne kompozycje na trzy akordy. Miał też okazję spróbować zwykłego śpiewania: to właśnie podczas wspomnianej wcześniej współpracy z Maleńczukiem po raz pierwszy nie growlował, a zaśpiewał. Z Johnem Porterem postanowił kontynuować te eksperymenty.

W kwestii eksperymentów John Porter wtóruje Nergalowi: - To pokazuje, jak muzyka zbliża: dwóch zupełnie obcych ludzi rozpoczyna wspólną, artystyczną przygodę. Nie było to łatwe, ale obydwaj zdecydowaliśmy, że nie pójdziemy na żadne kompromisy, które są nieodłącznym niebezpieczeństwem każdej muzycznej współpracy. Na szczęście wiemy, że w tym przypadku, tym lepiej dla nas - mówił w jednym z wywiadów.

Postanowili więc znaleźć wspólny grunt, choć nie zawsze było łatwo, a Porter nie został wiernym fanem metalu. W studiu wraz z duetem pojawili się też Wojtek Mazolewski i Łukasz Kumański. Podczas trasy koncertowej na basie, zamiast Mazolewskiego, gra Matteo Bassoli.

Me And That Man, czyli: Ja I Ten Facet. Porter i Nergal mówią, że często jeden z nich jest w lepszej formie od drugiego. Wtedy ten drugi jest "tym facetem". Na którego z muzyków wypadnie podczas poznańskiego koncertu? Przekonamy się 28 września.

Jolanta Kikiewicz

  • Koncert Me And That Man, support: Sasha Boole, Fertile Hump
  • Aula Artis
  • 28.09, g. 19
  • bilety: 79 i 85 zł (w dniu koncertu) 
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-09-23 15:12:26 177860 <![CDATA[fot. Oskar Szramka/materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,110273,177860,show2.jpg
110219 2017-09-21 13:33:45 Pochodzą z Brighton, osiedli w Berlinie, a nazwę zawdzięczają duńskiej legendzie. Trio Esben And The Witch to grupa charyzmatycznych i świadomych muzyków. W najbliższą niedzielę wystąpią w Poznaniu.

]]>
Chłopiec o imieniu Esban przechytrza złe czarownice, aby zdobyć magiczne skarby, które mogą uchronić jego braci od niebezpieczeństwa. Duńska baśń, z której zespół zaczerpnął swoją nazwę, to opowieść o odwadze, inteligencji i bezwarunkowej miłości do bliskich, która nie kończy się nawet w obliczu obcowania ze złem totalnym. Być może opowieść o chłopcu o czystym sercu, obcującym z okrucieństwem świata wyraża fascynację tym, co odnaleźć można w połączeniu post, noise i indie rocka - w melancholijnej ich odsłonie.

A wszystko zaczęło się - jak to zwykle bywa - niewinnie, od spotkania dwóch muzyków. Kiedy niemal dekadę temu Daniel Copeman przeprowadził się do Brighton, spotkał Thomasa Fishera, z którym znalazł wspólny muzyczny język. Niezobowiązujące spotkania i jam session zmieniły się w plan założenia zespołu. Po długich i mozolnych poszukiwaniach wokalisty, duet zdecydował się zaufać dawnej znajomej Thomasa - Rachel Davies, która tuż po skończeniu studiów dołączyła do muzyków.

Krótko po ustaleniu ostatecznego składu, zespół wydał debiutancką epkę "33", która zwróciła uwagę słuchaczy i muzycznego świata. Debiut ułatwił zespołowi dalszą pracę i współpracę z amerykańską wytwórnią Matador Records, która trwa do dziś. Wydany na debiutanckim krążku "Violet Cries" utwór "Marching Songs" - utrzymany w indie rockowym klimacie i przepełniony dramatycznym wokalem - znalazł się na liście Billboardu w kategorii "pięćdziesiąt najgorętszych singli" (Hot Singles Sales).

Kolejna wydana przez zespół płyta - o zdecydowanie za długim i zbyt pretensjonalnym tytule - "Wash the Sins Not Only the Face" - miała brzmieć "bardziej i mocniej". Utrzymana w duchu konceptualnego albumu, na którym każda piosenka odpowiadać miała kolejnemu etapowi podróży - zdobyła serca krytyków. Zgodnie pisali o mocniejszym wyrazie i większej energii.

Twórczość zespołu została doceniona nie tylko przez świat muzyczny. Kilkukrotnie utwory Esben And The Witch ilustrowały popularne seriale, takie jak: "Beavis and Butt-head", "Waterloo Road" i siódmą serię "Skins".

Mariaż brzmienia i sztuk wizualnych odbywa się także podczas koncertów grupy, którym zazwyczaj towarzyszy przemyślana scenografia i dbałość o szczegóły. - Poza zaplanowaniem scenografii, zwracamy uwagę na kolejność piosenek i ich moc oddziaływania na konkretną publiczność; zastanawiamy się, które z utworów możemy poszerzyć o części improwizowane lub dodatkowe sekcje - mówił w wywiadzie dla "The Seventh Hex" Thomas Fisher. Jaką strategię przyjmie zespół na koncert w Poznaniu? Dowiemy się w najbliższą niedzielę.

Aleksandra Skowrońska

  • Koncert Esben And The Witch
  • Scena na Piętrze
  • 24.09, g. 20
  • bilety: 49/54/60 zł
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-09-21 13:37:29 177701 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,110219,177701,show2.jpg
110179 2017-09-20 11:22:18 Od hard rocka przez jazz, od transu do brzmień muzyki metalowej: Tomek "Lipa" Lipnicki swobodnie korzysta z wszystkich tych gatunków. Tym razem z grupą Lipali gra koncerty akustyczne. W Poznaniu zespół wystąpi w niedzielę w klubie Blue Note.

]]>
Tomasz "Lipa" Lipnicki ma długi muzyczny staż. Razem z hard rockowym i metalowym zespołem Illusion gra już od dwudziestu pięciu lat, grupa właśnie obchodzi swój jubileusz. Można by pomyśleć, że taka okazja to wystarczający powód, by w danym roku skupić się na jednym projekcie, lecz Lipnicki to muzyk bardzo aktywny.

Lipali powstało wiele lat po założeniu Illusion. Pierwsza grupa Lipnickiego rozpadła się w 1999 roku, a wtedy muzyk postanowił spróbować solowego grania i w 2000 roku wydał płytę "Li-Pa-Li", nagraną między innymi z Tymonem Tymańskim. Lipnicki wspomina, że był to trudny okres, w którym musiał zaczynać od zera i grać za przysłowiowe piwo dla małej publiczności. W trakcie kariery muzyk występował w różnych miejscach i warunkach. W wywiadzie dla portalu Muzyka.onet.pl, pytany o uczucia towarzyszące mu po zakończonych koncertach, mówił: - Natężenia stanów emocjonalnych są różne. Jeśli koncert się udaje, jest współpraca publiczności z zespołem i wymiana fajnej energii, pierwsze, co czuję, to szczęście. A jak jest gorzej, czuję zmęczenie. Nie ma tu reguł. Czasami dużo lepiej grać dla siedmiu osób niż dla tysiąca czy dziesięciu tysięcy. Ponieważ oni naprawdę chcą. Jeśli są w małej grupie, wiedzą, że są najważniejsi i gramy tylko dla nich.

W 2000 r. Lipali wciąż funkcjonowało jako solowy projekt Lipnickiego. Jednak druga płyta została wydana już jako efekt prac całego zespołu. W 2003 r. ukazał się album "Pi", który razem z Lipnickim nagrali Łukasz Jeleniewski i Adrian Kulik. W siedemnastym roku działalności grupa ma na koncie sześć albumów. Trwająca właśnie trasa koncertów akustycznych nie jest dla Lipali pierwszym doświadczeniem z rodzaju unplugged: w 2011 r. wydali koncertowe "Akustyk Live".

Ostatnia płyta, wydana w 2015 roku "Fasada", jest pierwszym krążkiem zespołu w powiększonym, czteroosobowym składzie. Do grupy dołączył Roman Bereźnicki, który jest drugim wokalistą, gitarzystą i klawiszowcem. Wzbogacił brzmienie Lipali i sprawił, że jest bardziej różnorodne. Podobnie jak Tomek Lipnicki, Bereźnicki działa jednocześnie w kilku zespołach: gra też w LecteR i Departament. Jak pogodzić taką różnorodność? - To  kwestia priorytetów. Przyznaję, że nie byłem jeszcze nigdy w takiej sytuacji, ale jestem pewny, że wszystko da się pogodzić. Wszyscy w zespole wiemy jak się sprawy mają. Wiemy jak działać. Mamy to dobrze  przemyślane i nikogo nie zawiedziemy - mówił Bereźnicki w wywiadzie dla wyspa.fm, pytany o granie w grupie Departament.

Lipnicki jest znany ze swojego zaangażowania w sprawy polityczne: często komentuje bieżące wydarzenia w mediach społecznościowych czy w wywiadach. Choć twierdzi, że czasy utworów Lennona i Springsteena już minęły, w wywiadzie dla haque.pl opowiadał o tym jak stara się przekazać odbiorcom istotne dla siebie treści: - Masz coś do powiedzenia albo nie masz. Często jest tak, że nic nie mówię przez cały koncert. Ale są takie koncerty, kiedy mam coś do powiedzenia. To nigdy nie jest planowane, to się po prostu dzieje, spontanicznie. Jestem człowiekiem bardzo emocjonalnym i w pewnym sensie jest to szczęście w nieszczęściu [...] - przyznal.

Jolanta Kikiewicz

  • Koncert Lipali akustycznie
  • klub Blue Note
  • 24.09., g. 20
  • bilety: 39-54 zł
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-09-20 11:24:22 177631 <![CDATA[fot. Paweł Romanowski/materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,110179,177631,show2.jpg
110181 2017-09-20 11:39:32 Jest jednym z najgłośniejszych nazwisk na polskiej scenie jazowej w ostatnich miesiącach, jego debiutancka płyta "Another Raindrop" zbiera znakomite recenzje. W Blue Note zagra Kuba Więcek.

]]>
Polski jazz, szczególnie chyba ten młody, ma ostatnio dobry czas. Pojawia się wielu interesujących wykonawców, którzy nagrywają udane, czasami nawet bardzo udane płyty. Niewątpliwie jedną z najciekawszych, najbardziej wyrazistych postaci, jakie pojawiły się na improwizowanej scenie w ostatnich latach jest Kuba Więcek. Jego pierwsza płyta nagrana w charakterze lidera to album wielce symboliczny. Nie dość bowiem, że oto młody, dwudziestodwuletni artysta wydaje krążek w legendarnej serii Polish Jazz, to jest to też pierwszy debiut w tejże serii od 28 lat!

Krążki z logo Polish Jazz przez całe dekady oznaczały najwyższą jakość, a dla samych artystów - niewątpliwy prestiż. Teraz, gdy firma Warner sukcesywnie wznawia kolejne dawne albumy z tej serii, jako premiery ukazały się dotąd dwa albumy: klasyka - Zbigniewa Namysłowskiego i właśnie Kuby Więcka. Ogromne to wyróżnienie i wielkie wyzwanie dla młodego saksofonisty. Płyta potwierdza, że sprostał zadaniu.

Inspiracje

Tomasz Pierchała w książeczce dodanej do płyty "Another Raindrop" stwierdza: "to rodzaj muzyki organicznej, pozbawionej reguł, zaskakująco pięknej. Na próżno tu szukać narracji zniewolonej schematem temat-improwizacja-temat". I analizuje tę twórczość kilka linijek niżej: "trochę tu echa spuścizny Steve'a Reicha, trochę sięgania do źródeł jazzu, do tradycji muzyki tanecznej, muzycznych doświadczeń i klasycznego wykształcenia, pamiątek z podróży, a nawet inspiracji muzyką Massive Attack". Nie jedyny to zachwyt. Izraelski gitarzysta Gilad Hekselman dodaje: "Kuba Więcek wyłonił się jakby znikąd, z tłumu tylu innych saksofonistów, wnosząc ze sobą zupełnie nową koncepcję gry na tym instrumencie i wyjątkowe, indywidualne podejście do kompozycji".

Więcek urodził się w październiku 1994 roku w Rybniku. Jest studentem prestiżowego Rhythmic Music Conservatorium w Kopenhadze. Jazzu uczył się także bezpośrednio od takich mistrzów jak Lee Konitz, Steve Lehman czy David Binney. W wieku siedmiu lat rozpoczął naukę w klasie wiolonczeli, którą cztery lata później porzucił dla saksofonu. Przygodę z jazzem rozpoczął w wieku lat siedemnastu. Przyznaje, że inspiracje czerpie z różnych gatunków muzyki, poczynając od klasyki, przez folklor europejski czy jazz, a kończąc na muzyce elektronicznej, alternatywnej czy hip-hopie.

Wrażenie

"Another Raindrop" to taka płyta, na której od początku, od pierwszych minut, a wręcz od pierwszych dźwięków, słychać, że będą się działy rzeczy niebanalne. Krążek udowadnia niezwykłą muzykalność, zdumiewającą swobodę i artystyczną erudycję Więcka. Artysta nie jest ani nazbyt avant czy free, ani - broń Boże - smooth. Szuka swego miejsca w na pozór wyeksploatowanej, a jak się okazuje wciąż inspirującej do rewelacyjnych rozwiązań formule tria: saksofon - kontrabas - perkusja. Do współpracy muzyków ma świetnych: Michała Barańskiego i Łukasza Żytę (oni też zagrają z młodym liderem podczas poznańskiego koncertu), ale nie ukrywajmy, że główna uwaga skupia się na nim - liderze, kompozytorze niemal całości repertuaru, wiodącym instrumentaliście tego wydawnictwa. Jego czasami niemal riffowe, ekstatyczne frazy na saksofonie kontrowane są wysmakowanymi partiami lirycznymi i nienaganną techniką. Oczywiście, uważnych obserwatorów życia muzycznego może to wszystko mniej dziwić, Więcek bowiem, mimo młodego wieku jest artystą mocno już doświadczonym współpracą z innymi artystami. Tu jednak przemówił po raz pierwszy "we własnym imieniu" - i zrobił znakomite wrażenie.

W towarzystwie

Jako się rzekło wspominana powyżej płyta, którą artysta będzie w sobotę promował w Poznaniu, to jego pierwszy album w charakterze lidera. Kto jednak chciałby posłuchać jak Więcek radzi sobie w innym towarzystwie, znajdzie niejedną możliwość. Wiosną ukazała się płyta "Tempo" będąca pierwszą podpisaną nazwiskiem słynnego perkusisty Krzysztofa Dziedzica jako lidera. Również tu odnajdziemy świetny dowód klasy Więcka i umiejętności odnalezienia się w przestrzeni nieskrepowanej wyobraźni - i to u boku znakomitych partnerów.

Granie Więcka przynoszą także inne, słusznie niezwykle wysoko ocenione, płyty: rewelacyjna "Popular Music" sekstetu Kamila Piotrowicza, jedna z najlepszych jazzowych płyt ubiegłego roku  oraz "1st Level" sekstetu Franciszka Pospieszalskiego - z pewnością jeden z najświetniejszych krążków bieżącego roku. Usłyszymy również jego saksofon na płycie "Event Horizon" Gniewomira Tomczyka, a także na... zapowiadanej na koniec września i bardzo oczekiwanej przez sympatyków nowej płycie, skądinąd raczej rockowego zespołu Variete. W bieżącym miesiącu saksofonista grywa nie tylko ze swym triem. Koncertuje również z Kathrine Windfeld Big Band oraz Melanie Charles International Quintet. Godna podziwu aktywność.

Sobotni koncert jest elementem cyklu Nowi Mistrzowie. Każdorazowo składają się nań: warsztaty dla młodych muzyków od g. 18 (zgłoszenia na adres klub@bluenote.poznan.pl), koncert o g. 20, a po nim wspólne jam session.

Tomasz Janas

  • Kuba Więcek Trio
  • Blue Note
  • koncert: 23.09, g. 20
  • bilety: 35 zł (normalny) , 15 zł (ulgowy)
  • płyta: "Another Raindrop" w serii Polish Jazz (Polskie Nagrania / Warner)
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-09-20 11:41:46 177633 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,110181,177633,show2.jpg
110180 2017-09-20 11:31:35 - Żyjemy w najlepszym ze światów i dlatego właśnie jesteśmy w pełni odpowiedzialni za jego kształt - dowodzi Marcin Napiórkowski w jednym z ostatnich numerów "Tygodnika Powszechnego". Możemy pomagać potrzebującym na tysiące sposobów - mamy pieniądze, wiedzę i możliwości. W sobotę i niedzielę nadarzy się ku temu okazja. W dwóch poznańskich kościołach odbędą się koncerty charytatywne na rzecz Hospicjum Palium.

]]>
Organizatorem wydarzenia Project Jenkins jest Wielkopolska Izba Lekarska, która do współpracy zaprosiła muzyków amatorów i profesjonalistów. Projekt ten zakłada pierwsze w Poznaniu wykonanie Requiem walijskiego muzyka i kompozytora. Karl Jenkins (ur. 1944) to artysta, którego zainteresowania muzyczne są niezwykle zróżnicowane - począwszy od jazzu i rocka po muzykę poważną i new age. Jego Requiem powstało w 2005 roku. W utworze tym kompozytor połączył dwie odległe od siebie kultury, łacińską i azjatycką, poprzez wzajemne przenikanie się w dziele wierszy w formie haiku z tekstami mszalnymi.

Wśród wykonawców utworu usłyszymy dwa poznańskie chóry amatorskie: Chór Kameralny WIL pod dyrekcją Justyny Chełmińskiej oraz Chór Kameralny UP Coro da Camera pod dyrekcją Barbary Dąbrowskiej-Silskiej. Partie instrumentalne wykona zespół Wielkopolskiej Izby Lekarskiej oraz Orkiestra Symfoniczna POSM II stopnia. Zespołom towarzyszyć będą soliści; najmłodszy z nich, Antoni Glaeser (11 lat) w 2013 roku zaczął swoją przygodę z chórem Poznańskie Słowiki. Kilkukrotnie został wyróżniony przez dyrygenta Macieja Wielocha i wybrany do zaśpiewania utworów solowych. Daria Stachowicz (sopran) jest absolwentką Wydziału Wokalnego Akademii Muzycznej we Wrocławiu w klasie śpiewu solowego. W sezonie 2015/16 była artystką Chóru Narodowego Forum Muzyki. Karina Kirchhoff (alt) swoją przygodę ze śpiewem zaczęła w 1985 roku. Związana była z licznymi poznańskimi zespołami, a od 2016 roku zajmuje się wykonawstwem muzyki cerkiewnej w Chórze Kameralnym Melodos Poznań. Nad całością wykonania czuwać będzie dyrygent Daniel Iwanowski.

Aleksandra Bliźniuk

  • Project Jenkins
  • 23.09, g. 19, katedra
  • 24.09, g. 15, Fara Poznańska
  • wstęp wolny
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-09-20 11:33:25 177632 <![CDATA[Dyrygent Daniel Iwanowski (fot. materiały prasowe)]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,110180,177632,show2.jpg
110149 2017-09-19 11:22:06 Od niemal dekady łączą rockową energię, jazz, muzykę ilustracyjną, soul w spójną całość. Jazzpospolita wystąpi w Meskalinie w najbliższy piątek.

]]>
Jazzpospolita to zespół, o którym pisanie sprawia najwięcej zakłopotania - zawsze bowiem odnosi się wrażenie, że tekst nie oddaje w pełni jak wielowątkowa i złożona jest jego twórczość. Muzyczny podbój Chin, stworzenie własnego, unikalnego języka muzycznego, pogodzenie ognia z wodą - rockowej mocy i jazzowej świeżości - o każdym z tych aspektów powstać powinien osobny tekst, w ramach którego eksplorować by można ten niezwykły byt jakim jest warszawski zespół.

Muzyczny tygiel

Nu-jazz, post-rock, funk, drum'n'bass, ambient, muzyka filmowa i główny bohater - jazz. Wszystkie wymienione wyżej gatunki spotykają się w muzyce Jazzpospolitej bez szkody dla żadnego z nich. Udowadnia to już debiutancka płyta zespołu: "Almost Splendid" z 2010. Otwierający ją utwór "Laszlo And Cousins" - delikatny, o nieco mechanicznej strukturze i chłodnym brzmieniu to muzyczna pocztówka z alternatywnego świata - przestrzeni kosmicznej opanowanej przez estetykę lat siedemdziesiątych. Brzmi absurdalnie? Wyobraźnia i niecodzienne, odważne, nawet surrealistyczne połączenia i skojarzenia to jedna z najbardziej charakterystycznych cech zespołu.

Jazzpo, jak określają zespół fani, natrafił w swojej karierze także na odpowiednich ludzi: wystarczy wspomnieć, że nad ostatecznym brzmieniem debiutanckiego krążka czuwał Marcin Cichy z uznanego nu-jazzowego duetu Skalpel. Także dzięki niemu album okazał się jednym z najlepiej przyjętych polskich debiutów ostatnich lat, jego nakład wyczerpał się podczas długiej trasy koncertowej, a wytwórnia musiała dotłoczyć nowe płyty.

Drugi album "Impulse" pokazał inne oblicze Jazzpospolitej, znacznie bardziej rozimprowizowane, niespokojne i psychodeliczne: to muzyka intensywna, pełna wyobraźni i uwolniona od schematów. Jak mówią muzycy, zamysłem podczas tworzenia drugiej płyty było oddanie na niej tego, co dzieje się podczas koncertów. Mimo zmiany estetyki, druga płyta również została bardzo przychylnie oceniona zarówno przez fanów, jak i recenzentów.

Materiał muzyczny zaprezentowany na "Impulse" okazał się na tyle nośny, by stanowić surowiec dla... kolejnej płyty. "RePolished Jazz", czyli kolejna płyta zespołu zawiera między innymi zremiksowane wersje utworów umieszczonych na "Impulse". Remiksy zostały przygotowane przez takich wykonawców jak: Bueno Bros, Jakub "Nox" Ambroziak, Excessive Machine czy Audiomanufacture.

Pocztówka z Chin

W 2015 roku Jazzpospolita wybrała się do Chin w ramach projektu "Jazz po polsku". Tam, razem z zespołem Pink Freud odbyli trasę koncertową zdobywając po raz kolejny serca słuchaczy. Polskie grupy wystąpiły m.in. na festiwalach w Pekinie i Shenzhenie oraz w słynnej kantońskiej operze. Zaopatrzeni w materiał z albumu "Jazzpo!" muzycy Jazzpospolitej zagrali jedenaście koncertów, z których aż pięć zostało zarejestrowanych. Nagrania posłużyły do stworzenia pierwszej w karierze muzyków płyty koncertowej: ekstremalnej, emocjonalnej, totalnej, utrzymanej z dala od europejskiego stonowania i chłodu.

Nagrania z Chin poprzedzały najnowszą płytę zespołu. "Humanizm" wydany w marcu tego roku to album, do którego współtworzenia zespół zaprosił między innymi Paulinę Przybysz i Novikę. Nagranie powstało w niecodziennych okolicznościach: zespół zamieszkał w dworku z XIX wieku i przekształcił go w studio. Materiał nagrany w naturalnym, bliskim przyrody otoczeniu, bez miejskiego hałasu i kontaktu ze światem zewnętrznym, przyniósł najbardziej zrównoważoną i spójną płytę w karierze Jazzpospolitej.

Aleksandra Skowrońska

  • Jazzpospolita
  • Meskalina
  • 22.09, g. 19
  • bilety: 30/35 zł
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-09-19 11:22:06 177539 <![CDATA[fot. Honorata Karapuda/materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,110149,177539,show2.jpg
110148 2017-09-19 10:57:33 Zaczynał jako didżej, by dziś tworzyć muzykę z pogranicza folku i bluesa. Fink pojawi się w Poznaniu już w najbliższy czwartek - podczas koncertu w CK Zamek będzie promował swój najnowszy album "Resugram".

]]>
Współpracował z Amy Winehouse, Johnem Legendem, Banks, Nitin Sawhney czy Bonobo. Fink, czyli Finian Paul Greenall karierę rozpoczynał w kultowej dzisiaj wytwórni Ninja Tunes, gdzie wydał swój debiutancki singiel "Fink Funk". Dziś debiut Finka jest niemal nie do odnalezienia i usłyszenia. To znamienne, bo debiut brytyjskiego muzyka zupełnie różnił się od muzyki, z którą obecnie kojarzony jest Fink. Zaczynał bowiem jako didżej, by dziś zupełnie odejść od muzyki tanecznej i tworzyć folk podszyty bluesem.

W 2007 roku Fink wydał album "Distance and Time and Sort of Revolution" - płytę refleksyjną, balladową, ciepłą, zupełnie nieprzypominającą klimatu londyńskich klubów, w których muzyk spędzał czas do swoich trzydziestych urodzin. - Wtedy powiedziałem sobie "Kończę z tym" [z pracą jako didżej - przyp. red.]. Wymyślenie tego, co będę robił później, zajęło mi sześć lat - wyznał w jednym z wywiadów.

Nowa muzyczna tożsamość, którą Fink ujawnił w albumie "Distance and Time and Sort of Revolution" spodobała się nie tylko słuchaczom. Muzyka zauważyli także organizatorzy koncertu - hołdu dla zespołu R.E.M. - który odbył się w legendarnej sali koncertowej Carnegie Hall w Nowym Jorku.

Kolejnym krokiem w karierze Brytyjczyka było wydanie płyty "Perfect Darkness": dojrzalszej i stworzonej z większą pewnością siebie - w końcu muzyk debiut na scenie folkowo-bluesowej miał już za sobą. Jak sam wspomina, "Perfect Darkness" powstało w momencie rozluźnienia i zabawy podczas trasy koncertowej promującej poprzednią płytę. Jammując po jednym z koncertów zespół złożony jedynie z instrumentalistów zaczął tworzyć "potężne pejzaże dźwiękowe", jak określa je Fink. Z powstałych trzydziestu, wybrano kilka najlepszych i na ich podstawie powstał m.in. utwór, od którego wzięła nazwę cała płyta "Perfect Darkness". Piosenka oparta jest na jednym riffie i pojedynczej linii basu stworzonych podczas sesji.

W Poznaniu Fink pojawi się m.in. z materiałem z najnowszego albumu "Resugram". Piosenki z nowej płyty muzyk zdążył zagrać już m.in. w Studiu im. Agnieszki Osieckiej. Album promowany przez chyba najbardziej bluesowy utwór w karierze Finka singiel "Cracks Appear" to najodważniej brzmiąca płyta w dorobku brytyjskiego muzyka. Mówi to już sam tytuł krążka: "I znów powstanę". Dziesięć piosenek z najnowszego albumu zdają się jedynie udowadniać, że jest w pełni muzycznych sił.

Aleksandra Skowrońska

  • Fink
  • CK Zamek
  • 21.09, g. 18
  • bilety: 79 zł
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-09-19 11:04:05 177534 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,110148,177534,show2.jpg
110046 2017-09-15 09:36:09 W marcu 2017 roku Polskę obiegła dość zaskakująca wiadomość. Po 17 latach ponownie połączą siły autorzy jednej z najlepiej sprzedających się płyt w historii polskiej fonografii. Album, który stał się muzycznym strzałem w dziesiątkę, okazał się także pierwszym krokiem do rozpadu duetu. Jak się okazuje - nie na zawsze. Sentymentalną, bałkańską podróż czas reaktywować.

]]>
Wszystko zaczęło się w 2016 roku, kiedy Kayah zgodziła się gościnnie wystąpić na koncercie Gorana Bregovicia. Jak się okazało, był to dopiero przedsmak tego, co artyści zaplanowali na drugą połowę 2017 roku, czyli trasy koncertowej obejmującej siedem polskich miast. "To właśnie z szacunku dla fanów, dla ważnych chwil w ich życiu powiązanych z naszą wspólną płytą, zdecydowałam się na koncerty z Goranem. Zapalnikiem był nasz wspólny warszawski występ w zeszłym roku. To ogromna frajda poczuć się tak blisko z tyloma ludźmi. Wspaniała energia, wspaniała bałkańska podróż, ale i podróż w czasie dla nas wszystkich. Czeka nas ogromna dawka wzruszeń" - komentuje Kayah dla portalu Muzyka.onet.pl.

Album "Kayah i Bregović" powstał w 1999 roku i szturmem zawładnął serca Polaków. Przepis był mało odkrywczy, jednak to oni wypromowali modę na folk opakowany w pop. Tego sukcesu nie da się już powtórzyć, chociażby powstało nieskończenie wiele piosenek w stylu "Bałkanica" czy "My Słowianie".

Pop, bałkański folk, elementy muzyki góralskiej, cygańskiej, biesiadnej, a nawet kolędy, do tego intrygujący głos Kayah, ciekawe teksty oraz nutka etniczności, którą dodawał całości Bregović, a która w tych czasach mocno kręciła Polaków. Ich album o ponadmilionowym nakładzie zyskał status diamentowej płyty, zdobył m.in. trzy Fryderyki i cztery Superjedynki, a przede wszystkim zaś - uwielbienie wśród osób wielu pokoleń. To ostatnie skłoniło muzyków, by się przypomnieć. By ich muzyka zabrzmiała nie tylko na weselach i w zaciszu sentymentalno-domowym. Energia tej płyty najpiękniej ujawnia się przecież "na żywo".

W ciągu dziewięciu dni artyści dadzą siedem koncertów w największych miastach w Polsce. Podobno, oprócz powrotu do tego, co znane i lubiane, szykują także muzyczne niespodzianki. Byleby nie były zbyt rewolucyjne - chyba wszyscy wolimy zanurzyć się w tym, co było.

Aleksandra Bliźniuk

  • Kayah i Bregović
  • 18.09, g. 20
  • MTP, Hala nr 2
  • bilety: od 149 zł
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-09-15 12:53:35 177216 <![CDATA[Kayah i Bregović, fot. K. Lewandowska]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,110046,177216,show2.jpg
109997 2017-09-14 09:46:05 Z prof. Alicją Kledzik, dyrektor artystyczną MKP Halina Czerny-Stefańska in memoriam, rozmawia Magdalena Mateja. 

]]>
Kto weźmie udział w tegorocznym, IV Międzynarodowym Konkursie Halina Czerny-Stefańska in memoriam?

Konkurs cieszy się niezmiennie dużym zainteresowaniem młodych pianistów z całego świata. Do czwartej edycji zakwalifikowaliśmy 51 osób z 15 państw - od Stanów Zjednoczonych po Koreę Południową. Po raz pierwszy będziemy gościć uczestnika z Cypru. Cieszy nas, że udział zgłosiła spora grupa Polaków - być może ostatni sukces Szymona Nehringa, który wygrał przed trzema laty, spowodował, że zapał młodych pianistów urósł. Wygrana w Poznaniu stała się początkiem jego wielkiej kariery. Pół roku później zdobył pierwszą nagrodę w konkursie Artur Rubinstein in memoriam w Bydgoszczy, następnie był najlepszym Polakiem w konkursie chopinowskim, a w tym roku zwyciężył w konkursie Rubinsteina w Tel Awiwie, wydarzeniu o ogromnej skali trudności i randze. To otwiera mu piękną karierę na całym światowym rynku.

Podobnym pasmem sukcesów może poszczycić się także Denis Zhdanov - zwycięzca drugiego konkursu w 2011 roku.

Może nie rozwinął tak imponującej kariery, jaka w tej chwili otwiera się przed Nehringiem, ale niewątpliwie jest to obecnie pianista topowy, grający bardzo wiele koncertów. Zaprosiliśmy go parokrotnie do Poznania - nie tylko otwierał swoim występem trzeci konkurs, ale także poprowadził warsztaty z naszymi pianistami, które spotkały się z bardzo sympatycznym oddźwiękiem wśród studentów.

Również podczas konkursu mają się odbyć lekcje mistrzowskie.

Poprowadzą je jurorzy - Philippe Giusiano i Tim Ovens. Warsztaty odbędą się między drugim etapem a finałem, a przeznaczone są dla tych, którzy nie  przejdą dalej. To w pewnym sensie taka nagroda pocieszenia, ale na pewno bardzo cenna.

W pierwszej edycji konkursu zdobywczyni grand prix otrzymała fortepian. O co zawalczą tegoroczni finaliści?

Poza nagrodami pieniężnymi - całkiem przyzwoitymi jak na polskie warunki - przewidzianych jest 10 koncertów w filharmoniach, m.in. w Kielcach, Olsztynie i Opolu. To są nagrody bardzo ważne dla młodych pianistów, kto wie, czy nie ważniejsze od pieniędzy. Czwarty konkurs jeszcze się nie rozpoczął, a ja już myślę o piątym, który będzie takim małym jubileuszem. Coraz większa ranga wydarzenia powoduje, że wiele topowych firm produkujących fortepiany, jak Yamaha, Bösendorfer, Shigeru Kawai czy wreszcie Fazioli, chce prezentować swoje instrumenty podczas konkursu. Może następnym razem uda nam się znów zaoferować laureatom grand prix w postaci instrumentu.

Kogo usłyszymy na koncercie inauguracyjnym?

Tradycyjnie podczas inauguracji występował zwycięzca poprzedniej edycji konkursu. Niestety zobowiązania koncertowe Szymona Nehringa nie pozwalają mu uczestniczyć w tym wydarzeniu, ale mamy nadzieję, że zagra w Poznaniu w innym terminie. Konkurs postanowiliśmy zainaugurować muzyką kameralną w wykonaniu poznańskiego Saint Martin Trio, złożonego ze studentów naszej uczelni, które wykona dwa piękne tria Rachmaninowa i Brahmsa.

Jakich kompozytorów usłyszymy podczas przesłuchań konkursowych?

Jednym z powodów, dla których konkurs cieszy się takim zainteresowaniem, jest duża dowolność repertuaru, jaki mogą przedstawić kandydaci, która pozwala im pokazać się z najlepszej strony. Poznać pianistę i porównać go z innym można na każdym repertuarze, niech więc grają to, w czym się dobrze czują.

Rozmawiała Magdalena Mateja

Alicja Kledzik pianistka, dyrektor artystyczny MKP Halina Czerny-Stefańska in memoriam, profesor i dziekan Akademii Muzycznej w Poznaniu

  • IV Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny Halina Czerny-Stefańska in memoriam
  • Akademia Muzyczna im. Ignacego Jana Paderewskiego
  • 17-24.09
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-09-14 12:32:19 177145 <![CDATA[fot. archiwum prywatne]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,109997,177145,show2.jpg
110038 2017-09-14 17:33:13 Świat, jak przekonują organizatorzy Poznań Baroque, nie kręci się wokół seksu czy pieniędzy, ale wokół Vivaldiego. I chociaż jest to najprawdopodobniej pobożne życzenie, to jednak miło pomarzyć o sytuacjach niemożliwych do urzeczywistnienia. Najlepiej podczas koncertu.

]]>
Kolejny występ w ramach projektu Poznań Baroque odbędzie się już w niedzielę. W Sali Wielkiej Centrum Kultury Zamek poznamy muzykę Antonio Vivaldiego w dość szerokim kontekście. Zanim usłyszymy muzykę autora Czterech pór roku, zabrzmi to, co skomponowano wcześniej, później i w innym miejscu.

Program koncertu został podzielony na trzy części. W pierwszej usłyszymy muzykę rodaków Vivaldiego, która przybierze formy sonat i kaprysów. Wśród kompozytorów przeważać będą twórcy wczesnobarokowi, m.in. Carlo Farina czy Biagio Marini. W drugiej części przeniesiemy się w rejony naszych zachodnich sąsiadów. Także na osi czasu przesuniemy się dalej. Usłyszymy barok w pełnym rozkwicie w kompozycjach Georga Philippa Telemanna, Johanna Georga Pisendela oraz najbardziej znanego i najważniejszego przedstawiciela epoki - Jana Sebastiana Bacha.

Na końcu: cztery koncerty skrzypcowe Antonio Vivaldiego - La Primavera, L'Estate, L'Autunno, L'Inverno, czyli ukochane przez melomanów z całego świata Cztery pory roku. Wykona je skrzypek nietuzinkowy, którego interpretacje zdobywają uznanie na całym świecie. Shunske Sato pochodzi z Japonii (Tokio), lecz jako dziecko wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Studiował m.in. w nowojorskiej Juilliard School, paryskim Conservatoire National de Région oraz Hochschule für Musik und Theater w Monachium. Specjalizuje się w wykonawstwie muzyki barokowej, ale też klasycznej. Działa jako solista, koncertmistrz, kameralista i pedagog. Shunske Sato w 2011 roku jako pierwszy współczesny wykonawca zagrał II Koncert skrzypcowy Paganiniego na instrumencie z epoki. Bogata dyskografia artysty obejmuje m.in. kompozycje na skrzypce solo Telemanna, Paganiniego oraz Eugène'a Ysaÿe'a.

Podczas wieczoru z Vivaldim zagra także znany poznaniakom zespół barokowy Kore.

Aleksandra Bliźniuk

  • Poznań Baroque "Świat kręci się wokół Vivaldiego"
  • Shunske Sato - skrzypce, lider; zespół barokowy Kore
  • 17.09, g. 18
  • CK Zamek, Sala Wielka
  • Bilety: 20 zł
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-09-14 17:46:22 177202 <![CDATA[fot. materiały organizatora]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,110038,177202,show2.jpg
110007 2017-09-14 11:33:07 Rozmowa z Barbarą Kubiak*, solistką Teatru Wielkiego, która w tym roku obchodzi 30-lecie kariery artystycznej. Podczas koncertu inaugurującego nowy sezon w Operze artystka zaśpiewa fragmenty swoich największych ról.

]]>
30 lat pracy zawodowej - jaki jest przepis na tak udaną karierę artystyczną?

Potrzebna jest bezkompromisowość w wyborze partii wokalnej - trzeba znać swój głos i możliwości. Kiedy zaczynałam karierę w 1987 roku, miałam czas, by dorosnąć do niektórych partii. Wówczas zespół solistów był dość duży. Dyrektor Mieczysław Dondajewski pozwolił mi ćwiczyć i dojrzewać we własnym tempie, chociaż uważam, że i tak dość wcześnie zaczęłam śpiewać duże i trudne partie. Dzisiaj młodym śpiewakom jest dużo trudniej. Rzadko kiedy dostają etaty w teatrach, przez co często za wcześnie podejmują się niektórych partii.

Od czego zaczęła Pani swoją karierę?

Debiutowałam w Teatrze Wielkim w roli Pierwszej Damy w Czarodziejskim Flecie Mozarta. Muzyka tego kompozytora jest lekarstwem i zdrowiem dla głosu. Wbrew pozorom nie była to mała rola, a dodatkowo stanowiła wyzwanie aktorskie.

Nigdy nie zwątpiła Pani, że kariera śpiewaczki operowej jest Pani przeznaczona?

Nigdy. Naprawdę nigdy. Jedyne wątpliwości pojawiły się już dużo później, ale dotyczyły jedynie tego, czy podołam jednej z ról. Chodziło o Normę Belliniego. Mieczysław Nowakowski, ówczesny kierownik muzyczny, uwierzył we mnie i przekonał do tej partii, chociaż była naprawdę wymagająca. Śpiewałam już wówczas duże role, ale nie wymagały takich umiejętności technicznych. To był punkt zwrotny w mojej karierze, bo dzięki temu, że z sukcesem zaśpiewałam w Normie, stałam się odważniejsza. Wykonywałam role, o których wcześniej nawet nie marzyłam.

Jacy artyści inspirowali Panią przez te lata?

Zawsze próbowałam słuchać takich śpiewaczek, których typ głosu był podobny do mojego. Jako rozpoczynająca śpiewaczka miałam to szczęście, że mogłam obserwować i słuchać Krystyny Kujawińskiej, która była wówczas u szczytu swojej kariery. Później objęłam wiele partii po tej artystce. Razem śpiewałyśmy Aidę, Nabucco czy Halkę. Uczyłam się więc od artystów, którzy pracowali ze mną. Dziś młodzi śpiewacy mają prawie nieograniczony dostęp do nagrań, mogą wyjeżdżać za granicę do najlepszych teatrów. To na pewno ułatwia naukę.

Nawiązując do wyjazdów -  z których miejsc ma Pani najpiękniejsze wspomnienia?

Bardzo dobrze wspominam premierę Trubadura Verdiego na dziedzińcu Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie. To był rok 1994 - pierwszy raz brałam udział w takiej superprodukcji. Później wiele takich superprodukcji realizowałam we współpracy z Operą Wrocławską, chociażby wykonanie Aidy w Hali Stulecia (daw. Hala Ludowa - przyp. red.), Nabucco czy Trubadura. Dużo pięknych wspomnień mam także z wyjazdów na Beijing Music Festival w Pekinie oraz Afrodite Opera Festival w Pafos na Cyprze z Operą Narodową. Szczególnie pięknie było na Cyprze. Amfiteatr, dookoła morze, a my śpiewamy Nabucco...

A czy któraś z ról odmieniła Panią jako artystkę?

Jedną z takich ról była na pewno Norma. W pewnym momencie zorientowałam się, że jeżeli nie wypełnię tej roli swoimi emocjami, to będę śpiewała o niczym. A emocji w Normie, wbrew pozorom, jest mnóstwo. To rola, która jest wyzwaniem nie tylko dla głosu, ona szarpie nerwy. I drugą taką postacią operową, która mnie emocjonalnie dużo kosztowała, była Madame Butterfly. Historia tej kobiety dotyka naprawdę głęboko, szczególnie gdy samemu jest się matką.

Musi się pani identyfikować z rolą?

Publiczności nie da się oszukać. Ona nigdy nie kupi byle jakich emocji, szczególnie tych całkowicie udawanych. Oczywiście, że trzeba je przefiltrować przez mądrość i wrażliwość muzyczną, ale głos powinien zawsze wyrażać emocje. Śpiewak musi wiedzieć, o czym śpiewa i jakie uczucia powinny mu towarzyszyć w danym momencie.

Czy mimo tylu wielkich ról, ma Pani jeszcze taką, którą chciałaby zaśpiewać?

Ja w swoim dorobku mam najpiękniejsze partie, jakie zostały napisane dla mojego typu głosu. Jeszcze parę lat temu marzyłam o tym, by zaśpiewać główną partię w Turandot Pucciniego. Kiedyś wraz ze wspomnianą Krystyną Kujawińską śpiewałam w tej operze, ale w roli Liu. Jestem jednak zdania, że trzeba zejść ze sceny w pełni chwały, w pełni głosu. Mam tyle pięknych wspomnień, tyle pięknych partii za sobą, że nie muszę już zabiegać o role. Już nie.

Co usłyszymy podczas Pani jubileuszowego koncertu?

Na koncercie usłyszymy utwory, które bardzo lubię śpiewać. Będą więc fragmenty Halki, a także Aidy, m.in. aria Ritorna Vincitor oraz duet z Jerzym Mechlińskim. Następnie wykonam arię z przedstawienia La forza del destino Verdiego, które miało dla mnie bardzo duże znaczenie. Na końcu usłyszymy jedną z moich koronnych ról, czyli Toscę.

O czym Pani teraz marzy?

Nie mam już marzeń związanych z moją karierą artystyczną. Kilka lat temu zaczęłam uczyć w Akademii Muzycznej i daje mi to bardzo dużo satysfakcji. Marzę o tym, aby młodzi adepci, kiedy ukończą studia, mogli śpiewać i spełniali swoje marzenia. Żeby było im choć trochę łatwiej. Bo łatwo w tym zawodzie niestety nie jest.

Rozmawiała Aleksandra Bliźniuk

Barbara Kubiak - od 1987 roku jest na stałe związana z Teatrem Wielkim w Poznaniu. W swoim repertuarze ma najpiękniejsze partie z oper Verdiego (Nabucco, Aida, La forza del destino, Il Trovatore, Don Carlos, Otello, Macbeth, Ernani, Un Ballo In Maschera), Pucciniego (Madame Butterfly, Tosca, La Boheme, Turandot, Suor Angelica), Mozarta (Czarodziejski Flet, Wesele Figara), Belliniego (Norma), Beethovena (Fidelio). Od kilku lat pracuje w poznańskiej Akademii Muzycznej, prowadząc zajęcia w Zakładzie Muzyki Operowej.

  • Koncert inaugurujący sezon 2017/2018
  • Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki
  • 17.09, g. 18
  • bilety 33, 40, 55 i 75 zł
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-09-19 15:17:11 177161 <![CDATA[Barbara Kubiak w "Tosce", fot. archiwum Teatru Wielkiego]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,110007,177161,show2.jpg 177152 <![CDATA[Barbara Kubiak, fot. archiwum Teatru Wielkiego]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,110007,177152,show2.jpg 177162 <![CDATA["Aida", fot. archiwum Teatru Wielkiego]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,110007,177162,show2.jpg 177163 <![CDATA["Halka", fot. archiwum Teatru Wielkiego]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,110007,177163,show2.jpg 177164 <![CDATA["Moc przeznaczenia", fot. archiwum Teatru Wielkiego]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,110007,177164,show2.jpg
109944 2017-09-13 08:46:02 Filharmonia Poznańska sezon artystyczny rozpocznie koncertem dyplomantów Akademii Muzycznej. Usłyszymy najzdolniejszych absolwentów uczelni: instrumentalistów, dyrygentów, a także kompozytora.

]]>
Théo Ranganathan rozpoczął naukę gry na fortepianie w wieku sześciu lat w szkole muzycznej w Tours we Francji. Od tamtej pory zdobywa liczne nagrody i wyróżnienia na prestiżowych konkursach pianistycznych. Zanim przyjechał do Poznania, by pobierać lekcje u prof. Alicji Kledzik, uczył się m.in. u Williama Bensimhona, Alaina Villarda czy Marie-Paule Siruguet. Podczas koncertu wykona II koncert fortepianowy A-dur Ferenca Liszta, dzieło nad wyraz liryczne, o nieszablonowej budowie formalnej.

Drugą instrumentalistką, która wystąpi tego dnia, będzie wiolonczelistka Weronika Strugała z klasy prof. Macieja Mazurka. Artystka naukę gry rozpoczęła w wieku 7 lat. Jest laureatką licznych konkursów wiolonczelowych, zarówno o zasięgu ogólnopolskim, jak i międzynarodowym. Występowała m.in. w Bułgarii, Austrii, Niemczech, Czechach, Słowacji, czy na Tajwanie. Podczas piątkowego koncertu, Strugała wykona bodaj najpiękniejszy koncert, jaki został napisany na wiolonczelę. Koncert wiolonczelowy h-moll Antonína Dvořáka. Utwór ten kompozytor napisał u schyłku życia i stanowi on spojrzenie na cały jego dorobek twórczy. W utworze słyszymy cytaty z oper, pieśni, a także słynnej IX Symfonii. Brahms miał powiedzieć o tym utworze: "Gdybym wiedział, że wiolonczela jest zdolna do takich rzeczy, sam bym napisał ten koncert!".

Piątkowy koncert w całości należeć będzie do studentów i dyplomantów. Utwory zinterpretują nie tylko instrumentaliści z II wydziału, ale także młodzi adepci dyrygentury. Jarosław Szemet z klasy prof. Warcisława Kunca jest osobą wielu talentów. Prócz dyrygentury, udziela się także jako pianista i śpiewak. Swoją pierwszą orkiestrę założył w wieku 13 lat, dziś stoi na czele zespołu Musique Moderne. Drugim dyrygentem tego wieczoru będzie Łukasz Ksobiraj z klasy prof. Jerzego Koska.

Dopełnieniem prezentacji talentów wywodzących się z Akademii Muzycznej będzie utwór Andrzeja Koniecznego, dyplomanta klasy prof. Zbigniewa Kozuba. Usłyszymy jego kompozycję 88aa11 na orkiestrę symfoniczną.

Aleksandra Bliźniuk

  • Koncert dyplomantów Akademii Muzycznej
  • 15.09, g. 19
  • Aula UAM
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-09-13 10:10:53 177029 <![CDATA[Weronika Strugała, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,109944,177029,show2.jpg 177028 <![CDATA[Théo Ranganathan, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,109944,177028,show2.jpg 177030 <![CDATA[Jarosław Szemet, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,109944,177030,show2.jpg 177031 <![CDATA[Łukasz Ksobiraj, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,109944,177031,show2.jpg
109961 2017-09-13 14:30:22 Fani post-rockowego brzmienia mają powody do radości - Poznań odwiedzi wokalistka i skrzypaczka zespołu A Silver Mount Zion. Koncert Jessiki Moss odbędzie się w najbliższą sobotę w Scenie Roboczej. 

]]>
A Silver Mount Zion (znany także jako A Silver Mt. Zion, The Silver Mt. Zion Memorial Orchestra & Tra-La-La Band, The Silver Mt. Zion Memorial Orchestra and Tra-La-La Band with Choir czy Thee Silver Mountain Reveries) to kanadyjski zespół tworzący muzykę z pogranicza free-jazzu, minimalizmu, amerykańskiego folku, z wyraźnymi wpływami punk-rocka i współczesnej muzyki poważnej. Nagromadzenie niemal wykluczających się muzycznych wątków, które słuchacze wciąż odkrywają w twórczości zespołu, sprawia, że brzmienie A Silver Mount Zion opisać można tylko jednym słowem - niemożliwe.

Niemożliwość, w której na co dzień przebywa Jessica Moss, miała znaczący wpływ na jej solową twórczość, w ramach której artystka wydała dwie płyty. Pierwsza, "Under Plastic Island" z 2015 roku, to album zawierający jedynie dwa utwory - oba trwają ponad dwadzieścia minut! Rozciągnięte w czasie, surrealistyczne opowieści odnoszą się bezpośrednio do muzyki etnicznej (wykorzystanie orientalnych skal aż rzuca się... w uszy!), filmowej, noise'u i muzyki ilustracyjnej. Ciepłe smyczki towarzyszą chłodnym, metalicznym brzmieniom - a wszystkie dźwięki są tak różnorodne, że niemożliwym staje się uwierzenie, że pochodzą one z głębi powszechnie znanych instrumentów smyczkowych - ze skrzypcami w roli głównej. Jessica Moss zaczarowuje instrument i słuchaczy. Dlatego właśnie niemal dwudziestoczterominutowy utwór, zatytułowany "Plastic Island", przy każdym włączeniu zdaje się trwać zaledwie kilka chwil, za to spędzonych w odmiennych czasoprzestrzeniach.

Podróże pomiędzy kontynentami, epokami i estetykami, które artystka odbywa regularnie i z uporem, procentują najwyraźniej na ostatnim albumie. "Pools of Light" (w tłumaczeniu - "baseny światła") to płyta, której zawartość odzwierciedla nadany jej tytuł. Tak jak niemożliwe jest zebranie światła w zbiorniku, tak energia, doświadczenia i emocje, które zawarte są w tej muzyce, nie są możliwe to ubrania w słowa czy dźwięki. A jednak, serie utworów pt. "Entire Populations" i "Glaciers" zdają się udowadniać coś zupełnie przeciwnego.

Jessica Moss na przestrzeni lat pracy w zespole i podczas kariery solowej rozwinęła swój wyjątkowy styl, w ramach którego łączy muzykę tradycyjną, współczesną i eksperymenty dźwiękowe poszerzające spektrum brzmienia skrzypiec. A jej występy na żywo są silnie zakorzenione w sztukach performatywnych i soundarcie.

Aleksandra Skowrońska

  • Koncert Jessiki Moss
  • Scena Robocza
  • 16.09, g. 20
  • bilety: 30 zł
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-09-13 15:00:16 177077 <![CDATA[fot. materiały organizatora]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,109961,177077,show2.jpg
109868 2017-09-11 16:14:31 Co się stanie, gdy skojarzymy haitańskie brzmienia, dziewczynę z Brooklynu i trzech polsko-amerykańskich muzyków, których wspólnym mianownikiem jest jazz? Odpowiedzią na to pytanie jest formacja Melanie Charles International Quartet.

]]>
Wokalistką zespołu jest Melanie JB Charles. Dziewczyna z Brooklynu, którą Kreyolicious.com nazwało "muzyczną ośmiornicą". Artystka ukończyła słynną LaGuardia High School of the Performing Arts w klasie fletu i nową Szkołę Jazzową i Współczesnej Muzyki z dyplomem wokalnego performance jazzu, ale jej przygoda z muzyką zaczęła się o wiele wcześniej. - Dorastałam w rodzinie, dla której bardzo ważna była muzyka. Mama opowiadała mi, że jeszcze przed tym, jak zaczęłam mówić, nuciłam sobie pod nosem takie dziecięce "la la la". Pierwszy solowy występ miałam w wieku siedmiu lat w lokalnym kościele - mówiła w wywiadzie dla portalu Kreyolicious.com. Artystka nie ogranicza się do jednego przewodniego gatunku. Z różnych stylów, takich jak jazz, R&B, hip hop czy soul, tworzy muzyczną mozaikę, poprzez którą wyraża swoje uczucia.

W czwartek w Blue Note będzie jej towarzyszyć polski pianista jazzowy Janusz Skowron, współpracujący m.in. z Zbigniewem Lewandowskim, Ewą Bem, Grażyną Łobaszewską, Deanem Brownem czy Billem Evansem. Na scenie zobaczymy też Dishana Harpera, amerykańskiego kontrabasistę młodego pokolenia, od 2013 roku grającego w African American Philharmonic Orchestra, oraz perkusistę Mirosława Sitkowskiego, uczestnika najważniejszych jazzowych festiwali (w Umbrii, w Finlandii czy w Umea).

Klasycy jazzu twierdzą, że sukces tego gatunku tkwi w autentyczności jego przekazu, a artyści powinni sięgać w głąb własnego doświadczenia, by przerobić je na dźwięki i słowa. Melanie Charles za matrycę własnej twórczości obrała sobie swoje haitańskie korzenie. To właśnie ta tradycja stanie się częścią występu muzyków z Melanie Charles International Quartet. Oprócz tego kwartet zinterpretuje klasyki światowego jazzu i soulu.

Marta Maciejewska

  • Melanie Charles International Quartet (USA/PL)
  • Blue Note
  • 14.09, g. 20
  • bilety 50 zł
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-09-11 16:20:40 176961 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,109868,176961,show2.jpg
109835 2017-09-10 08:45:26 Na Islandii trwa hip hopowy boom. Wyspiarska scena ma już swoje gwiazdy, a jedną z nich jest duet Úlfur Úlfur. Poznańska publiczność miała okazję pokochać ich na tegorocznym Spring Breaku, a teraz zespół wraca na trzy koncerty do Polski. W Poznaniu zagrają w środę w Projekcie LAB.

]]>
Ich nazwa, tłumaczona na język polski, oznacza "Wilk Wilk". Duet tworzą Helgi Saemundur Gudmundsson i Arnar Freyr Frostason. Choć w Polsce dopiero poznajemy bliżej ich muzykę, to raperzy są już doświadczonymi twórcami. Początkowo grali w zespole rockowym, a hip hop był dla nich jedynie dodatkowym projektem. Pod szyldem Úlfur Úlfur grają od 2010 roku.

Słowa to pasażerowie

Islandzka muzyka ma w Polsce szeroką rzeszę fanów. Kojarzy się z nastrojowymi, smutnymi bądź uroczymi kompozycjami, a teksty śpiewane po islandzku stwarzają nastrojową aurę. Jednak hip hop z Islandii może być wyzwaniem dla słuchacza. Większość zagranicznych odbiorców nie jest w stanie zrozumieć islandzkich tekstów - jednak to nie zraża Úlfur Úlfur przed graniem poza Islandią. Sami zresztą słuchają hip hopu z różnych części świata. "Raperzy przekonują słuchaczy pewnością siebie. Słucham dużo rapu z Japonii, ze wschodniej Europy i też nie rozumiem słów. Rozumiem jednak melodię, muzykę, formę. Słowa są tylko pasażerem, są na drugim miejscu. Wielu fanów z zagranicy prosiło nas, żebyśmy zrobili napisy po angielsku do naszych utworów i rzeczywiście zrobiłem takie do »Barn«. To zadziałało i chyba będziemy to kontynuować, bo wiele osób chce zrozumieć, co mamy do przekazania" - mówili w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".

Partyjka z modelką

"Barn" pokazuje, że Úlfur Úlfur zdobyli serca słuchaczy tym, co jest jedną z najważniejszych cech hip hopu: autentycznością. Nie próbują dostosować się do zagranicznych rynków muzycznych, rapują o tym, co ich porusza. W "Barn" nie uciekają od wątku równościowego, a w teledysku do utworu w bibliotece grają w szachy z ubraną w dres dziewczyną. Tę dziewczynę gra modelka Monika "JAC" Jagaciak, która miała akurat sesję zdjęciową na Islandii. Jest fanką Úlfur Úlfur, więc postanowiła spytać duet, czy zgodziliby się na jej występ w teledysku. Muzycy zareagowali entuzjastycznie. "Nie mogliśmy odmówić! W hip hopie kobiety są traktowane przedmiotowo. Mają ładnie wyglądać, być seksowne i nic więcej. Nigdy nie traktowaliśmy tak kobiet, dlatego nie wiedzieliśmy, jak ma wyglądać nasz klip z Moniką. Reżyser zaproponował, żebyśmy grali w szachy, bo nie ma w tym nic seksownego. Tak w ciągu dwóch dni powstał klip, w którym gramy partyjkę z modelką ubraną w dres" - mówili we wspomnianym wywiadzie dla "GW".

Zagraniczne koncerty są nie tylko szansą dla odbiorców, żeby poznali skandynawskich raperów. Także sam duet ceni sobie możliwość zwiedzania nowych miejsc i występowania przed większą publicznością. Choć występowali między innymi jako gwiazda w "Voice of Iceland", a na Islandii grają w różnych miejscach praktycznie co weekend, mała populacja wyspy sprawia, że pięćset osób to już dla nich koncertowy tłum. Dlatego występy na showcase'ach takich jak Spring Break, czy Tallin Music Week, są szansą na pozyskanie nowych fanów: a odbiór muzyki Úlfur Úlfur na obydwu wydarzeniach był entuzjastyczny.

Na środowym występie w Projekcie LAB poznańska publiczność może na własne uszy sprawdzić, czy islandzkie wilki wciąż przekonują pewnością siebie.

Jolanta Kikiewicz

  • koncert Úlfur Úlfur
  • 13.09, g. 20
  • Projekt LAB, ul. Grochowe Łąki 5
  • bilety: 39 zł
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-09-10 08:45:26 176847 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,109835,176847,show2.jpg
109721 2017-09-06 08:59:01 Zagrają na swoim boisku i przed swoją publicznością - poznaniacy z Part of the Kitchen i NaliaH wystąpią w sobotę w CK Zamek.

]]>
Kuchnia jest sercem każdego domu. To w niej pijemy kawę, podglądając przechodniów zza firanki, w niej smarujemy dżemem zarumienione tosty, w niej siedzimy na parapecie i dyskutujemy z przyjaciółmi. Taka atmosfera sprzyja najwyraźniej snuciu artystycznych projektów, bo właśnie przy kuchennym stole powstał zespół Part of the Kitchen. - Jesteśmy zespołem, który połączyła miłość do jedzenia, bycia razem i muzyki. Nasza twórczość rozpoczęła się w kuchni, w starej kamienicy na trzecim piętrze, gdzieś między kredensem, a regałem z piklami. Tematyka utworów jest bardzo prosta i uniwersalna - dotyczy bycia z drugim człowiekiem. W kawałki z kuchni wpisany jest przekaz o sprawach, relacjach i emocjach, o które czasem rozbija się każdy nas - o powstaniu zespołu i przesłaniu swojej muzyki mówią jego członkowie.

Na swoim koncie mają wydaną w tym roku EP'kę "Below the line". Album gatunkowo rozpościera się między muzyką alternatywną a indie popem. Na płycie znalazły się utwory angielsko- oraz polskojęzyczne, a wśród nich takie piosenki jak "Nieudani", "Cukier puder", "What for".

Razem z Part of the Kitchen na zamkowej scenie pojawi się NaliaH. Ten projekt ma charakter nieco mniej domatorski. Natalia Hoffmann, twórczyni tekstów i muzyki, wyruszyła w długą wędrówkę po Europie, za towarzyszkę mając swoją gitarę. Do Polski powróciła z głową pełną myśli i inspiracji. - Powiadają, że z każdej podróży zabieramy ze sobą do domu cząstkę każdego miejsca, cząstkę poznanych na naszej drodze ludzi. Tak było również w tym przypadku i podróż wróciła z Natalią do domu; wróciła w formie piosenek - deklaruje zespół na facebookowym koncie.

Skład powstałej w lutym tego roku grupy to: Natalia Hoffmann, perkusista Hubert Torzewski, gitarzyści Bartosz Mielcarek i Maciej Nawrocki, basista Jędrzej Kaniewski, puzonista Jan Stachowiak oraz klawiszowiec Paweł Tomczyk. Swój debiutancki album zatytułowany "Long way out" stworzyli w soulowo-alternatywno-rockowo-reggae-bluesowym duchu.

Obie grupy zagrają w Zamku w ramach wrześniowej odsłony projektu "Gramy u siebie".

Marta Maciejewska

  • Part of the Kitchen, NaliaH
  • CK Zamek
  • 8.09, g. 19
  • bilety: 15 zł (dostępne w CIM-ie)
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-09-06 09:01:21 176618 <![CDATA[NaliaH, fot. Creative Hands / mat. CK Zamek]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,109721,176618,show2.jpg 176612 <![CDATA[Part of the Kitchen, fot. materiały CK Zamek]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,109721,176612,show2.jpg
109672 2017-09-05 12:03:24 Swoją oryginalną muzykę prezentują wspólnie już od kilku lat, podbijając serca publiczności zarówno w klubach muzycznych, jak i w salach koncertowych. Tym razem wystąpią w amfiteatrze nad Cybiną. W sobotę w ramach Europejskich Dni Dziedzictwa w Poznaniu zagrają Vołosi.

]]>
Na oficjalnej stronie zespołu znajduje się lista rozgłośni, w których emitowano ich koncerty (w tym BBC), a także bogata lista miejsc, w których grali. Niewątpliwie jest to miara sukcesu twórców, jednak zdaje się, że wartość ich muzyki wynika z czegoś innego. Twórczość kwintetu plasuje się na pograniczu różnych gatunków muzycznych. Krzysztof i Stanisław Lasoniowie to klasycznie wykształceni muzycy, którzy ukończyli Akademię Muzyczną w Katowicach, a pierwszy z nich jest tam adiunktem. Konfrontują zdobytą wiedzę i wykształcenie klasyczne z innym rodzajem tradycji muzycznej, czyli muzyką ludową. Pozostali członkowie zespołu - Jan Kaczmarzyk, Zbigniew Michałek i Robert Waszut - początkowo grali (wspólnie ze Zbigniewem Wałachem) w góralskiej kapeli o nazwie Wałasi. To oni wprowadzają do obecnego brzmienia zespołu akcenty folklorystycznej i ludowej muzyki Beskidu Śląskiego, z którego pochodzą. Nie stronią także od bogatego katalogu góralskiej muzyki, która powstawała w innych rejonach Polski. Zespół sięga też do tradycji muzyki cygańskiej, żydowskiej i bałkańskiej. Ale, jak stwierdził Krzysztof Lasoń w rozmowie z portalem Eastbook, źródła ich inspiracji mieszczą się o wiele dalej. "Nie można jednak powiedzieć, że nasz zespół czerpie inspiracje tylko z ludowej muzyki i gramy jedynie etno. Dużą część naszych pomysłów bierzemy z muzyki klasycznej, rocka albo po prostu z wydarzeń w życiu. Ludowa muzyka to ważny element naszej twórczości, ale nie jedyny" - mówił.

Wszystkie te inspiracje są dla muzyków kwintetu jedynie punktem wyjścia, wspólną bazą zbudowaną na doświadczeniu wniesionym przez każdego z nich. Ta grupa nie potrzebuje liderów. "Każdy pełni swoją funkcję, każdy instrument dodaje coś od siebie do ogólnego muzycznego obrazu. Ktoś pobudza, ktoś uspokaja. Jeżeli jednak już mam mówić o jakimś liderze, to głównym naszym przywódcą pozostaje interakcja, czyli wspólne rozumienie siebie nawzajem i wspólne dopełnianie. Gra nam się razem super i żadnych konfliktów - póki co - między nami nie było i nie ma. To nas pozytywnie nakręca" - przekonywał Lasoń we wspomnianym wywiadzie.

Poznali się w 2004 roku. Krzysztof Lasoń poszukiwał prawdziwej kapeli góralskiej na swoje wesele. Trafił na zespół Wałasi. Znajomość przerodziła się w przyjaźń. Przez ten czas grali jako Wałosi i Lasoniowie, Wołosi i Lasoniowie, a teraz jako Vołosi. Ich sobotni koncert w Poznaniu uświetni uroczyste otwarcie Europejskich Dni Dziedzictwa.

Jolanta Kikiewicz

  • koncert grupy Vołosi w ramach Europejskich Dni Dziedzictwa 2017
  • 9.09, g. 19
  • amfiteatr nad Cybiną, Brama Poznania
  • wstęp wolny
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-09-05 12:29:52 176549 <![CDATA[Vołosi, fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,109672,176549,show2.jpg
109432 2017-08-30 09:54:03 W połowie lat 90. był jedną z najbardziej ożywczych i obiecujących propozycji na jazzowej scenie. Dziś zespół Urbanator, prowadzony przez Michała Urbaniaka, powraca. 10 września zagra w poznańskiej Auli UAM. 

]]>
"Jazz się skończył. Niech żyje jazz!" - takim przewrotnym hasłem kwitował w 1994 roku miesięcznik "Jazz Forum" długą rozmowę z Michałem Urbaniakiem. Dotyczyła ona powstałego wówczas albumu Urbanator i identycznie nazwanej grupy. Pierwszego albumu, bo okazało się potem, że dalszych części miało być kilka - zresztą właśnie czekamy na ukazanie się nowej płyty pod tym szyldem.

Urbaniak twierdził wówczas, że hip-hop jest kolejnym stadium rozwoju jazzu, a w jego ówczesnej twórczości pojawiały się też elementy soulu, r&b i elektroniki. Fenomen Urbanatora współtworzył przede wszystkim słynny perkusista Lenny White. W nagraniu pierwszego albumu polskiego lidera wsparło też gościnnie szerokie grono muzyków, wśród których byli m.in. legendarni Herbie Hancock, Kenny Garrett, Marcus Miller, Michael Brecker i jego brat Randy, a także raperzy Solid i Muckhead. Szczęście mieli wielkopolscy sympatycy Urbaniaka, bo w 1996 roku, kiedy ukazał się Urbanator II, gościliśmy międzynarodową ekipę pod przywództwem polskiego skrzypka podczas festiwalu Poznań Jazz Fair.

We wspomnianym wywiadzie dla "Jazz Forum" sprzed 23 lat Urbaniak mówił: "Kiedy podpisywałem kontrakt na Urbanatora, mieliśmy umowę - i jest to na piśmie - że wszyscy zgadzają się i akceptują fakt, że żadna stacja radiowa nas nie będzie grała. Dlatego, że nie ma takiego formatu". Trochę w tym może kokieterii, zespół jednak rzeczywiście łamał przyzwyczajenia słuchaczy. Ale zdobył też wielkie uznanie.

Michał Urbaniak to klasyk polskiego jazzu, artysta, którego nazwisko znane jest również na międzynarodowych scenach. Przez wiele lat mieszkając w Stanach Zjednoczonych, współpracował twórczo z wybitnymi artystami, takimi jak - poza wspomnianymi wcześniej - Quincy Jones czy Elvin Jones. Symbolicznym wydarzeniem był dla Urbaniaka udział w nagraniu słynnego albumu Tutu samego Milesa Davisa. Debiutował jeszcze jako uczeń liceum, grając dixieland. Szybko stał się symbolem nowoczesnego jazzu, a jego Constellation był jedną z ważniejszych polskich grup lat 70. Podjął wówczas wielkie ryzyko, emigrując do USA - i odniósł sukces. W Poznaniu ostatnio słyszeliśmy go w lutym ubiegłego roku, gdy zagrał wspólnie z zespołem SBB.

Kilkukoncertowa trasa artysty po Polsce zbiega się z zaplanowanym na jesień wydaniem czwartej płyty opatrzonej hasłem Urbanator. Pierwszym zapowiadającym go utworem był opublikowany w sierpniu singlowy Love Don't Grow On Trees, w którym zaśpiewał Marek Pędziwiatr z EABS. W składzie Urbanatora, który zapowiedziano na jesienne koncerty, odnajdziemy paru bardzo ciekawych artystów. Poza grającym na skrzypcach i saksofonie liderem w grupie mają wystąpić: Michael Patches Stewart - trąbka, Femi Temowo - gitara, Marek Pędziwiatr - instrumenty klawiszowe, śpiew, Otto Williams - bas, Troy Miller - perkusja oraz Andy Ninvalle - rap.

Tomasz Janas

  • Urbanator
  • 10.09, g. 20
  • Aula UAM
  • bilety: 150-210 zł  
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-08-31 09:39:00 175999 <![CDATA[Michał Urbaniak, fot. T. Nowak]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,109432,175999,show2.jpg
109437 2017-08-30 11:05:59 Fisz i Emade wystąpią na finał tegorocznego poznańskiego "święta pyry", które odbędzie się w najbliższą sobotę. 

]]>
Czy mogło się nie udać z takim nazwiskiem? Fisz i Emade, czyli Bartosz i Piotr Waglewscy to synowie Wojciecha Waglewskiego - założyciela i frontmana grupy VooVoo. Wychowujący się w domu przepełnionym muzyką bracia odebrali gruntowną muzyczną i artystyczną edukację. Początkowo zafascynowani i kojarzeni głównie z hip-hopem, dziś grają także brudną, garażową, gitarową muzykę.

Muzyczne ścieżki braci co rusz przecinały się, by w końcu spleść się pod wspólną nazwą Tworzywo Sztuczne. Pod tym szyldem Waglewscy wraz z innymi muzykami (między innymi gitarzystą Michałem Sobolewskim, producentem i DJ-em Epromem oraz raperem Pablo Hudinim) tworzyli szeroko pojętą muzykę hip-hopową. Hip-hop był jedynie ramą, a nie ograniczeniem - w twórczości zespołu usłyszeć można także wpływy takich gatunków jak jazz, downtempo i funk. Założone w 2002 roku Tworzywo Sztuczne działa do dziś. Ostatnią z pięciu płyt grupy jest album "Drony" z 2016 roku. Promujący go singiel "Telefon" to utrzymana w tanecznym duchu smutna refleksja dotycząca współczesności i substytutów prawdziwych relacji międzyludzkich. "Chciałbym być twoim telefonem, bez którego nie możesz wyjść" - wyznaje Fisz w piosence.

Tworzywo Sztuczne nie jest jedyną wspólną muzyczną inicjatywą braci. Należy do nich także jeden z najświeższych swojego czasu projektów - czyli zespół Kim Nowak. Oparty na sprawdzonym składzie - braciach Waglewskich i Michale Sobolewskim - zespół wydał w 2009 roku debiutancką płytę "Kim Nowak", odnosząc się do osoby amerykańskiej aktorki Kim Novak. "Pistolet", "Szczur", "King Kong", które znalazły się na płycie, to utwory niepowtarzalne - wehikuły czasu, które przenoszą słuchacza do początków muzyki blues-rockowej w jej najbrudniejszym, najsurowszym i najszczerszym wydaniu. Kolejny, wydany w 2012 roku album "Wilk" to płyta spokojniejsza, by nie rzec zachowawcza. Uwagę słuchaczy zwraca jednak - całkiem słusznie - muzyczna kolaboracja Kim Nowak z Izabelą Skrybant-Dziewiątkowską, znaną szerszej z zespołu Tercet Egzotyczny. "Prosto w ogień" w ich wspólnym wykonaniu to połączenie surowego, blues-rockowego brzmienia z big-beatową, nieco przykurzoną już dziś energią. 

Waglewscy realizują się także w solowych projektach. Emade działający także pod pseudonimem DJ M.A.D. ma na koncie współpracę między innymi z Marią Peszek czy raperem O.S.T.R., z którym nagrał płytę "Projekt Ostry Emade". Fisz, który zadebiutował solowo w 2000 roku albumem "Polepione dźwięki" a rok później wydał płytę "Na wylot", stał się klasykiem tzw. "poetyckiego hip-hopu". Teksty jego utworów często przepełnione surrealistycznymi, nieco groteskowymi wyobrażeniami dotyczącymi trudności w utrzymaniu relacji (szczególnie miłosnych) dziś jednak zostają coraz częściej zastąpione gorzkim komentarzem społecznym, utrzymanym raczej w formie pytań i wątpliwości niż surowej oceny. Sam muzyk zauważa w jednym z wywiadów: "W tym świecie nie ma żadnych odcieni szarości, tylko zerojedynkowy podział na czarne i białe. Dlatego to ciężkie czasy dla ludzi środka, którzy mają wątpliwości i zadają pytania".

Aleksandra Skowrońska

  • Pyrlandia Aquanet Festival
  • park Jana Pawła II na Łęgach Dębińskich
  • 2.09, od g. 15.50 (koncert Fisza i Emade - g. 20)
  • wstęp wolny
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-08-30 11:07:47 176018 <![CDATA[fot. materiały prasowe]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,109437,176018,show2.jpg
109406 2017-08-29 09:43:54 Ewą Matwiejczyk-Zimmer, pomysłodawczynią i organizatorką festiwalu The September Concert, rozmawia Grażyna Wrońska. 

]]>
Nie spodziewałam się, że tak młoda i delikatna osoba stoi za organizacją takiego ambitnego i różnorodnego festiwalu, jakim jest The September Concert.

Dziękuję bardzo, ale kiedy inaugurowaliśmy festiwal w 2011 roku, byłam jeszcze młodsza... To już siódma edycja! Ale nie działam w pojedynkę - organizatorem jest Fundacja LuxSfera, skupiająca poznańskich animatorów kultury.

The September Concert narodził się w Nowym Jorku.

Piętnaście lat temu, w rok po strasznym zamachu terrorystycznym, i miał upamiętniać jego ofiary. Odwoływał się do uniwersalnych wartości: pokoju, poszanowania dla innych, przyjaźni i miłości do sztuki. Ma ona wychodzić w przestrzeń miejską - na ulice, do parków, galerii handlowych, księgarń, kościołów, kawiarni. Słowem wszędzie tam, gdzie spotykają się ludzie. Bardzo szybko ta idea ogarnęła prawie cały świat.

A dzięki Pani zaistniała w Poznaniu.

Dowiedziałam się o niej, będąc na stażu w Rzymie, w jednym z tamtejszych towarzystw muzycznych, i pomyślałam, że warto przenieść ją do nas. Nie brakuje przecież w Poznaniu artystów, którzy bezinteresownie chcą dzielić się swoją sztuką.

Tak od razu rzuciła się Pani na głęboką wodę?

Przede wszystkim liczyłam na przyjaciół i nie zawiodłam się. Ale miałam też praktyczne przygotowanie. Kiedy uczyłam się w szkole muzycznej przy Solnej, mój ojciec, Andrzej Zimmer, żeby zorganizować mojej klasie bezpłatną wycieczkę, wymyślił Sierakowską Wiosnę Klasyków. Koncertowaliśmy więc w Zamku Opalińskich, a za to miejscowe firmy fundowały nam pobyt w Bucharzewie koło Sierakowa. Jak skończyłam liceum, tato wycofał się z tej inicjatywy, ale ja od 2010 roku kontynuuję ją z moim bratem Adamem. Program poszerzyliśmy m.in. o warsztaty dla dzieci, ja gram na fortepianie.

To nie dziwi, jest Pani przecież absolwentką Akademii Muzycznej.

Ale na naszym festiwalu nie odważyłabym się wystąpić.

Myślę, że znacznie większej odwagi wymaga jego organizacja.

Chyba tak, ale mam wspaniałe koleżanki, jeszcze ze szkoły muzycznej, na które zawsze mogę liczyć: Elżbietę Spychałę, Karolinę Kosidło, Reginę Borkowską-Kędzierską. Ostatnio dołączył do nas jeszcze Aleksander Wieczorek.

Nazwisko Elżbiety Spychały widnieje w programie festiwalu, podobnie jak Matwiejczyk.

Mój mąż, Dominik Matwiejczyk, jest reżyserem filmowym i też dokłada swą cegiełkę do tego przedsięwzięcia. Artyści będą się spotykać z publicznością w bardzo wielu miejscach - w pięknych salach - m.in. Sali Białej Urzędu Miasta, w pałacu Działyńskich, w kościołach, kinach, klubach, bibliotekach, także w Wielkopolskim Centrum Onkologii. Wszędzie wstęp jest wolny, artyści nie pobierają żadnego wynagrodzenia, organizatorzy również, bezpłatnie są też udostępniane miejsca planowanych wydarzeń z różnych dziedzin sztuki. Muszę jeszcze koniecznie dodać, że w organizacji pomagają nam także uczniowie Poznańskiej Szkoły Chóralnej im. Kurczewskiego, gdzie uczę od kilku lat. Dobrze to rokuje naszej inicjatywie. I myślę sobie po cichutku, że może moja mała córeczka, taka energiczna i już teraz ciekawa świata, też kiedyś dołączy do grona wolontariuszy.

Rozmawiała Grażyna Wrońska  

Ewa Matwiejczyk-Zimmer pomysłodawczyni The September Concert, absolwentka Akademii Muzycznej w Poznaniu, animatorka kultury, nauczyciel i wychowawca

  • The September Concert
  • 2-26.09 
]]>
pl
Wydawnictwo Miejskie Posnania - kultura.poznan.pl 2017-08-29 09:53:39 175940 <![CDATA[Ewa Matwiejczyk-Zimmer, fot. archiwum prywatne]]> http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/pictures/picture,pic1,1200,109406,175940,show2.jpg