Morderstwo ks. Masłowskiego styczeń 1933

Łukasz Zwolan

NOWY ROK 1933

Był chłodny grudniowy wieczór, grube płaty śniegu spadały wirującym lotem w dół obijając o spiczaste latarnie wspinające się do nieba. W tym samym kierunku ulatywała dusza ks. Masłowskiego, siłą wyrwana z ciała, z którego sącząca się krew zabarwiła purpurą wszystko wokół.

Ostatni dzień starego roku przynosił nadzieje na ten nadchodzący 1933, który pomimo kryzysu był zapowiedzią lepszych czasów. Wszędzie panował nieustanny pośpiech, ludzie mijając się nie mieli czasu powiedzieć "dzień dobry". Tą atmosferę odczuwał również
35 letni ks. Masłowski. Sam niedawno wrócił z Torunia, gdzie spotkał się z rodziną
aby złożyć noworoczne życzenia- spokoju i wytrwałości w twej posłudze- z pewnością usłyszał w odpowiedzi.

Ks. Prof. Zygmunt Masłowski urodził się 1897 roku w Orchowie pod Mogilnem.
Podczas Pierwszej Wojny Światowej pełnił posługę kapelana Wojsk Polskich, a następnie został prefektem w wolsztyńskim seminarium. W 1932 roku objął stanowisko prefekta
w żeńskim seminarium nauczycielskim im. Słowackiego w Poznaniu. Aktywna działalność nauczycielska ks. Masłowskiego, jego ofiarność w niesieniu pomocy potrzebującym
i biednym, uczyniła go niezwykle znaną postacią na wielkopolskiej ziemi.

TRAGICZNY DZIEŃ

Tragicznego dnia ks. Masłowski szedł ulicą Lubrańskiego nieopodal swojego domu na Ostrowie Tumskim, gdy nagle podeszło do niego dwóch włóczęgów. Jeden z nich zwrócił się z prośbą o jałmużnę, jednak ksiądz niosący mnóstwo pakunków serdecznie przeprosił mówiąc, że nie ma czasu. Z pewnością żal mu się zrobiło dwóch nieszczęśników, bowiem wielu pomagał podczas swej posługi, tym razem jednak myślał o chorym przyjacielu do którego miał się niezwłocznie udać. Zostawiając w domu bagaż ruszył tą samą drogą w kierunku Śródki. Wtedy ponownie podeszło do niego dwóch tych samych włóczęgów, jednak tym razem Ks. Masłowski przeczuwał, że nie mają dobrych intencji i nie chcąc się narażać, próbował szybko minąć mężczyzn. Kiedy przechodził obok willi ks. kanonika Stoure usłyszał za sobą donośne: "stój!". Odwrócił się i zdumiony spostrzegł, że jeden z nich trzyma rewolwer marki Dreyze, którego lufa wycelowana była prosto w niego. W tamtym momencie zaczął się rozgrywać dramat. Ks. Masłowski uległ i podał swój portfel jednemu
z napastników, który po opróżnieniu z całej gotówki oddał go z powrotem. Jednak zauważył, że ksiądz sięga po coś do kieszeni, co go strasznie zaniepokoiło.

Nagle padł strzał, którego huk echem rozszedł się po całym Ostrowie Tumskim. Z drzew poderwały się senne ptaki, powietrze dziwnie zawibrowało, a płynąca nieopodal rzeka niespodziewanie się wzburzyła. Ks. Masłowski osunął się na ziemię odbijając od pobliskiego płotu. Z postrzałowej rany wypływała krew, którą zaczęły wsiąkać płachty śniegu leżące dookoła umierającego duchownego. Wydawało się, że wraz z dźwiękiem katedralnego dzwonu wybijającego godzinę piątą czas nagle się zatrzymał. Obaj napastnicy spoglądali nerwowo to na leżącego księdza, to znowu na siebie, nie wiedząc co powinni zrobić. Po chwili zdali sobie sprawę z tego co zaszło, ciało księdza leżało już nieruchomo,
a napastnicy obawiając się konsekwencji i tego, że za moment może zjawić się policyjny patrol, wybrali drogę ucieczki.

Zaczęli uciekać w kierunku toru kolejowego na ul. Klasztorną, gdzie kupili nowe ubrania, w które natychmiast się przebrali. Następnie po wizycie w łaźni udali się na kolację na Rybakach, po której poszli do kina Słońce na seans "Raj podlotków". Od razu po skończonym filmie skierowali się na dworzec, gdzie spędzili kilka godzin, żeby o 6 pojechać do Lubęcinka, w którym zostali do 2 stycznia.


ŚLEDZTWO

Śledztwem w sprawie zamordowanego ks. Masłowskiego zajmował się podinspektor Graefne, nadkomisarz Pitulej i komisarz Nowakowski. Była to nadzwyczaj energiczna akcja, ponieważ policja nie mając zbyt wielu poszlak obawiała się, że zupełnie straci trop. Również społeczeństwo wywierało na władzach dużą presję, ks. Masłowski był znanym duchownym i szczycił się poważaniem wśród szerokiego grona wiernych, którzy domagali się szybkiego złapania sprawców jego śmierci.

Po wstępnych badaniach ciała ks. Masłowskiego w Zakładzie Medycyny Sądowej ustalono, że duchowny zginął od pchnięcia bagnetem, później następnie został postrzelony. Te informacje jednak okazały się nieprawdziwe a strzał przebijający tętnicę szyjną okazał się decydujący i przyniósł natychmiastową śmierć.

W toku śledztwa znalazło się kilku naocznych świadków tragicznego zajścia na Ostrowie Tumskim, dzięki czemu policja mogła stworzyć rysopis bandytów. Pomocne były również informacje o napadzie na Leona Liedkę, którego dwaj mężczyźni okradli z 49 złotych i zegarka w okolicach Poznania. Po przesłuchaniu Liedkiego okazało się, że rysopis morderców księdza Masłowskiego zgadzał się z opisem dwóch mężczyzn z napadu.

Był to 24-letni Bronisław Bednarczyk o pseudonimie "Częstochowa", dobrze znany policji z wielu kradzieży i kilkukrotnych więziennych skazań oraz trzy lata starszy Jan Grelka, którego sąd skazywał aż 13 razy. Jak się później okazało bandyci planowali kolejny napad wymierzony na poznańskiego kupca Kazimierza Przybyłę i właśnie w tym celu 2 stycznia wrócili do Poznania.

UJĘCIE MORDERCÓW

Policja będąc w posiadaniu odpowiednich dowodów przeciwko dwóm podejrzanym oraz informacji o ich powrocie 2 stycznia do Poznania, zorganizowała obławę w okolicy Dworca Głównego. Grelka i Bednarczyk po wyjściu z pociągu od razu zauważyli zwiększoną liczbę patroli oraz agentów i chcąc uniknąć zatrzymania zaczęli uciekać ulicą Marsz. Focha. Strategicznie rozplanowana akcja policji zakładała takie posunięcie podejrzanych i dzięki dodatkowo rozstawionym patrolom zostali zatrzymani na ul. Śniadeckich.

Grelkę i Bednarczyka, przy którym znaleziono nabity rewolwer, którym dokonano mordu na ks. Masłowskim przewieziono do pobliskiego komisariatu na ul. Berwińskiego, skąd więzienną karetką pod silnym konwojem zostali przetransportowani do Komendy Policji przy Placu Wolności.


WSTĘPNE PRZESŁUCHANIE

Przesłuchanie odbyło się przy udziale podprokuratora Sądu Okręgowego Elznerowicza oraz naczelnika Wydziału Śledczego komisarza Nowakowskiego, st. post. Rychlewskiego i st. post. Kapturzana. Ustalono wstępnie, że napad na ks. Masłowskiego
miał charakter rabunkowy i był już wcześniej zaplanowany. Po przesłuchaniu przewieziono podejrzanych do więzienia karno-śledczego przy ul. Młyńskiej, z którego mieli stanąć przed sądem doraźnym.

4 stycznia odbyło się kolejne przesłuchanie Grelki i Bednarczyka tym razem prowadzone przez sędziego Pernaka. Zatrzymani byli świadomi grożącej im kary śmierci, mimo to okazywali duży cynizm, który w przypadku Grelki przybrał skrajną formę, podobno miał powiedzieć: "Co tam, raz tylko się umiera więc co się martwić".

Akt oskarżenia przeciwko mordercom śp. ks. Masłowskiego został wniesiony 10 stycznia, a rozprawa została zaplanowana na sześć dni później. Ze względu na wysoką wagę tragicznego wydarzenia nie tylko akcja policji zyskała status priorytetowy ale również sama rozprawa miała być widowiskowa. Na ten moment było wiadome, że z przedstawieniem zarzutów wystąpi szef Prokuratury Sądu Okręgowego dr Alfred Eimemr z udziałem podprokuratora Elznerowicza, który kierował dochodzeniem.

OSTATNIE POŻEGNANIE KS. MASŁOWSKIEGO

O nabożeństwach pogrzebowych ks. Masłowskiego zaplanowanych na 3 stycznia wiedział każdy poznaniak. Rozpoczęły się mszą celebrowana przez biskupa Dymka o godzinie 10 w kościele Ojców Jezuitów, po której w samo południe rozpoczął się kondukt pogrzebowy. Tłum wiernych za przewodnictwem 120 księży wypełnił Poznańskie ulice od Dominikańskiej przez Stary Rynek, Nową, Plac Wolności, Gwarną, Świętego Marcina, Wjazdową oraz Kaponierę, natomiast trumnę ks. Masłowskiego złożono na cmentarzu parafii św. Marcina, który znajdował się przy ul. Bukowskiej.


ROZPRAWA SĄDOWA

16 stycznia odbyła się rozprawa sądu doraźnego, na którą zgłoszono 14 świadków oskarżenia i dwóch obrony. O godzinie 9 oczom widzów, którzy mogli w niej uczestniczyć za okazaniem biletu, ukazali się oskarżeni Grelka i Bednarczyk. Przed rozpoczęciem rozprawy adwokat Łużyński zgłosił dwóch dodatkowych świadków. Po odczytaniu aktu oskarżenia Grelka został wyprowadzony z sali w celu przesłuchania Bednarczyka bez jego obecności.

Nie wiadomo czy w Bednarczyku obudziło się sumienie, czy zwykły strach przed szubienicą, ale jego przyznawaniu się do popełnienia morderstwa towarzyszył dziwny obłęd. Przed wszystkimi zebranymi jak i samym Bogiem wyznał żal za to co zrobił, tłumacząc się silnym wpływem Grelki na jego czyny. Jednak nikt z zebranych na sali nie chciał uwierzyć w jego tłumaczenia.

Następnego dnia salę sądową wypełniły tłumy, rozpoczęło się od przemówienia podprokuratora Elznerowicza, który słynął z pięknej sztuki retorycznej. Tak było i tym razem, w swoim przemówieniu poruszył wiele ważnych i ponadczasowych kwestii o duszy ludzkiej, sumieniu i zezwierzęceniu społeczeństwa, które wkrada się w postaci wyjątkowych osobowości budząc strach o własne życie, przed każdym spotkanym przechodniem.

Następnie przemówił obrońca Grelki, który linie obrony budował na miłosierdziu chrystusowym, tłumacząc że zachowanie jego klienta wynikało z negatywnych wpływów społeczeństwa, niewesołej sytuacji rodzinnej i finansowej. Jednak zebrani mowę obrońcy przyjęli lekkim śmiechem.

Prezes sądu Kornicki przedstawiając wynik rozprawy ogłosił skazanie Bednarczyka i Grelkę na karę śmierci przez powieszenie, nie znalazł bowiem żadnych okoliczności łagodzących, które mogłyby przyczynić się do wydania wyroku dożywotniego więzienia.

Skazani korzystając z możliwości uzyskania prawa łaski, zwrócili się do przewodniczącego trybunału z prośbą o rozmowę z Prezydentem Rzeczpospolitej. Kontakt z Warszawą nastąpił o godzinie 14.35 w obecności prezesa Kornickiego oraz prokuratora Eimemra, jednak na odpowiedź skazani musieli czekać do godziny 20. Następnie Grelka i Bednarczyk zostali przewiezieni do więzienia karno-śledczego przy ul. Młyńskiej i osadzeni
w oddzielnych celach.

Po pewnym czasie w celi Bednarczyka zjawił się ojciec Teodor Zgromek, o którego przybycie poprosił więzień. Podczas spotkania okazał skruchę i pojednał się z Bogiem, w przeciwieństwie do drugiego skazańca, który księdza odmówił i w ogóle przestał się do kogokolwiek odzywać, nadal nie przyznając się do winy.

O godzinie 20.10 nadeszła telegraficzna odpowiedź Prezydenta, który odmówił udzielenia łaski i nakazał wykonania wyroku. W międzyczasie Grelkę odwiedziły dwie dwudziestoletnie siostry, których obecność nie zrobiła na nim żadnego wrażenia. Kiedy dowiedziały się o tym, że skazany brat nie chce widzieć księdza zaczęły go do tej wizyty namawiać - ten jednak stwierdził, że w Boga nie wierzy.


OSTATNIA NOC STRACEŃCÓW

To była trudna noc, wilgoć ze ścian oblepiała skazańców, którzy kulili
się z przeszywającego zimna. Bednarczyk nie mógł zmrużyć oka, przez dręczące sumienie, którego nie ukoiło nawet pojednanie z Bogiem, bo wiedział, że to jego ostatnia noc. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że tuż za grubą, betonową ścianą jego towarzysz zbrodni spokojnie śpi.

O godzinie 3.41 do Warszawy przybył kat Braun. Z powodu pospiesznego wyjazdu do Sosnowca, gdzie miał wykonać następny wyrok, egzekucja została przełożona z godziny 6 o 15 minut wcześniej. Niedługo przed ustaloną godziną wykonania wyroku do celi Grelki wszedł policjant i poinformował go o odrzuceniu przez Prezydenta prośby udzielenia prawa łaski. Nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia, spuścił wzrok informując, że przyjął wiadomość i oczekuje na egzekucję. Choć Bednarczyk miał cichą nadzieję na ułaskawienie, decyzja Prezydenta była taka sama, od tej pory obaj skazani nie mogli już w żaden sposób uniknąć kary.

Na przygotowanej wcześniej szubienicy, wśród ciekawskich spojrzeń gapiów Bronisław Bednarczyk został stracony o godzinie 5.48. Całej procedurze przysłuchiwał się zza więziennych murów Grelka, który zawisł o 6.13.

Wśród budzącego się dnia zgasły dwa życia, za zbrodnię, której wielkopolska ziemia nie zapomni jeszcze przez wiele lat. A kiedy w powietrzu rozchodziły się drgania naprężonego sznura, zabrzmiały ostatnie słowa Bednarczyka spisane na pudełku po ciastkach, które dostał na ostatnie życzenie. Był to list do jego obrońcy, w którym dziękuje za troskę w ostatnich chwilach życia.

(Na podstawie informacji z "Dziennika Poznańskiego")

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, żeby czytać dalej