"Język w kryzysie" - debata o polszczyźnie

Już po raz piąty z okazji Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego w Poznaniu odbyła się debata poświęcona kondycji współczesnej polszczyzny, zorganizowana przez Miasto oraz Radę Języka Polskiego przy Prezydium PAN. Tematem tegrocznego spotkania był "Język w kryzysie".

Kadr z debaty, po prawej stronie Jacek Jaśkowiak, po lewej tytuł debaty - grafika artykułu
Tematem tegorocznej debaty był "Język w kryzysie"

Debatę otworzyło przemówienie Jacka Jaśkowiaka, prezydenta Poznania:

Język to coś tak samo ważnego jak powietrze - potrzebujemy go, by żyć. Czasami po prostu JEST - przezroczysty, niewymagający uwagi, dyskretny i posłuszny. - By go wyeksponować, móc zobaczyć i podziwiać, potrzeba wówczas wybitnego mówcy, pisarza, a najlepiej poety.

Jednak często, coraz częściej, język - jak smog - truje, a nawet uśmierca. Gęsty od zanieczyszczeń, przesycony pogardą dla prawdy, której wyrażaniu powinien służyć, oderwany od realiów, napędzany resentymentem, złością czy agresją, dezorientuje nas i pozbawia chęci do angażowania się w budowanie jakiejkolwiek wspólnoty.

Bywa wręcz śmiercionośny. Kiedy zginął mój przyjaciel, prezydent Gdańska, myślałem o tych wszystkich nienawistnych słowach, które zainspirowały zbrodniarza. W trakcie prezydenckiej kampanii wyborczej wiele razy nachodziła mnie myśl, że  - zamiast opisywać świat i argumentować na rzecz takiego czy innego poglądu - mamy do czynienia ze wszechobecnym krzykiem, zaklinaniem rzeczywistości, całkowicie bezkarnym szerzeniem uproszczeń, kłamstw i oczywistych niedorzeczności. W rezultacie język publiczny staje się nieobliczalny, a zamiast budować porozumienie wzmaga prymitywne podziały i brutalnie dewastuje racjonalne podstawy życia społecznego. Aż w końcu język zaczyna przypominać "to dzikie mięso, które rośnie w ranie ust". Tak o nim pisał Ryszard Krynicki, poeta przez długie lata związany z Poznaniem, w latach siedemdziesiątych. Wersy te nabierają dzisiaj zatrważającej aktualności.

Język dobrej zmiany, by nawiązać do tytułu książki współautorstwa - obecnego tutaj - pana Michała Rusinka, najpierw był językiem fałszywych obietnic, by szybko stać się narzędziem i przestrzenią chaosu, w którym sens i bezsens, dobro i zło, dobre i złe intencje tracą wszelką rozpoznawalność. W rezultacie wielu z nas towarzyszy poczucie, iż żyjemy "nie czując pod stopami ziemi", dławiąc się słowami jak ciężkim powietrzem.

Kiedy więc jesienią ubiegłego roku na placach i ulicach rozległo się gniewne "w...", odniosłem wrażenie, że to nie tylko kobiety bronią się przed bezlitosnym prawem, ale broni się również język. Wulgarną ekspresję zrozumieć można jako rozpaczliwe wotum nieufności wobec kompletnie zużytych języków publicznych, z których pomocą nie da się już niczego wynegocjować, jako nieomal jedyne słowa o wyraźnym znaczeniu, niezrakowaciałe pod wpływem władzy, propagandy, mediów.

Pytania o kondycję języka są pytaniami o kondycję społeczną. Język w kryzysie, któremu postanowili się Państwo przyjrzeć tym razem, to temat nie tylko dla specjalistów, lecz problem nas wszystkich. Bo bez dobrego języka, jak bez dobrego powietrza, nie da się dobrze żyć.

sieci społecznościowe