Komunikaty

pagina

Smart City

Pominąłeś menu

menu

Miejsca pamięci o bohaterach 1956 roku na Jeżycach

W niedzielę, 21 czerwca, pod tablicami Romka Strzałkowskiego, Petera Mansfelda oraz pod tablicą na budynku szpitala im. F. Raszei uczczono 70. rocznicę wydarzeń z Czerwca 1956 r. W imieniu wszystkich mieszkańców Poznania kwiaty złożyli Grzegorz Ganowicz - przewodniczący rady miasta oraz  Stanisław Tamm - sekretarz miasta. 

Uroczystości przed szpitalem im. F. Raszei - grafika artykułu
Za sprawą Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu, przed budynkiem szpitala im. F. Raszei stanął czołg - symbol grozy i przytłaczającej siły

Oprawa uroczystości posiadała wymowny akcent. Za sprawą Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu, przed budynkiem szpitala stanął czołg - symbol grozy i przytłaczającej siły. Prezentował on niezwykłą historię zapisaną we wspomnieniach młodego dowódcy czołgu, którego wysłano w pięćdziesiątym szóstym, by pacyfikował Poznań - Władysława Dębskiego. Krytyczne kilkanaście czerwcowych godzin zmieniło bieg jego życia. Można się było  zapoznać się z tą historią, wyeksponowaną przed pojazdem.

Szpital miejski imienia Franciszka Raszei zajmuje ważne miejsce w historii Poznańskiego Czerwca. 70 lat temu jego personel z doktorem Józefem Granatowiczem na czele - nie zwracając uwagi na niebezpieczeństwo - ratował życie czerwcowych powstańców. Przed szpitalem, obok pamiątkowej tablicy posadzono w tym roku, z okazji rocznicy Czerwca "56 trzy graby. 

- Spotykamy się dziś w miejscu szczególnym. W miejscu naznaczonym dramatem Poznańskiego Czerwca 1956 roku, ale również niezwykłym heroizmem tych, którzy w tamtych czarnych dniach potrafili kierować się najwyższą wartością - człowieczeństwem. Siedemdziesiąt lat temu trafiali tutaj pierwsi ranni uczestnicy robotniczego zrywu. Po krwawych wydarzeniach przy ulicy Kochanowskiego, to właśnie personel Szpitala Raszei niósł nadzieję rannym Poznaniankom i Poznaniakom. Lekarze, pielęgniarki i sanitariusze ratowali ludzkie życie bez kalkulacji i bez strachu, stając się cichymi bohaterami tamtych dni - mówił przewodniczący Rady Miasta Poznania. - Przywołujemy dzisiaj postać dyrektora szpitala, doktora Józefa Granatowicza - człowieka prawego i wiernego wartościom patriotycznym, który wykazał się olbrzymią odwagą i odpowiedzialnością. Dopilnował, aby pomoc medyczną otrzymał każdy potrzebujący. Pamiętamy także o pielęgniarkach i całym personelu medycznym - o osobach takich jak pani Aleksandra Banasiak, które w chwilach największej próby nie sprzeniewierzyły się swojemu powołaniu. To najwspanialszy dowód na etos pracowników Szpitala Raszei, którzy potwierdzili swoją postawą, że niesienie ratunku stoi daleko ponad polityką. To właśnie w tych murach historia Czerwca '56 zyskuje swój najgłębszy, ludzki wymiar. Nie jest wyłącznie opowieścią o buncie i jego brutalnym stłumieniu. To przede wszystkim świadectwo o ludziach, którzy w samym środku chaosu nie zdradzili własnego sumienia. O ludziach, którzy w godzinie próby nie pytali, po której stronie barykady stoi cierpiący człowiek, ale jak go ocalić. Był to wielki dramat naszego miasta, ale też wielki egzamin z człowieczeństwa. I zdali go celująco ci, którzy w bieli fartuchów, w pośpiechu korytarzy i w napięciu sal operacyjnych pozostali wierni zasadzie, że ludzkie życie nie ma stron konfliktu. Poznań o tej lekcji i o swoich bohaterach nigdy nie zapomni.

Głos zabrała również młodzież z Zespołu Szkół Handlowych im. Bohaterów Poznańskiego Czerwca "56. Zaprezentowali program wokalno-liryczny. 

Uczestnicy spotkania przeszli pod tablicę upamiętniającą Romka Strzałkowskiego - 13-latka, który zginął w Powstaniu Poznańskiego Czerwca 1956, by następnie stać się symbolem poznańskiego buntu przeciw komunistycznym władzom. 

- Są miejsca, w których historia przemawia szczególnie mocno. Miejsca przypominające nie tylko o wielkich wydarzeniach, ale przede wszystkim o ludziach, których losy na zawsze wpisały się w pamięć miasta i narodu. Dziś spotykamy się w takim miejscu, by oddać hołd Romkowi Strzałkowskiemu - najmłodszej ofierze Poznańskiego Czerwca 1956 roku. Chłopcu, którego życie zostało tragicznie przerwane i którego imię stało się jednym z symboli tamtego zrywu - wskazywał Stanisław Tamm pod tablicą przy ul. Romka Strzałkowskiego. - Mija 70 lat od wydarzeń, które odmieniły dzieje Poznania i Polski. Siedemdziesiąt lat od dnia, w którym Romek stał się częścią historii. Historii odwagi, sprzeciwu wobec niesprawiedliwości i pragnienia wolności. 

Wiązanki ułożono także pod tablicą Petera Mansfelda, 18-latka, który został skazany na śmierć po Powstaniu Węgierskim. W październiku 1956 r. w Budapeszcie manifestanci wyszli na ulicę, aby wyrazić poparcie dla dokonujących się wtedy w Polsce przemian politycznych i sprzeciwić się radzieckiej dominacji. Węgierska rewolta została krwawo stłumiona przez wojska sowieckie.

- Przed chwilą oddaliśmy hołd Romkowi Strzałkowskiemu - najmłodszej ofierze Poznańskiego Czerwca. Teraz stajemy przy tablicy upamiętniającej Petera Mansfelda - młodego Węgra, którego los stał się jednym z symboli walki o wolność XX wieku. Są bowiem wydarzenia i daty, które na zawsze splotły losy narodów. Dla Polaków i Węgrów takim czasem był rok 1956 - rok niezłomności, sprzeciwu wobec zniewolenia oraz nadziei na sprawiedliwość. To właśnie wtedy mieszkańcy Poznania i Budapesztu upomnieli się o godność, prawdę oraz prawo do decydowania o własnym losie - zaznaczył sekretarz Poznania. 

Kilka słów pod tablicą Petera Mansfelda powiedział również Witold Abramowicz, Konsul Honorowy Republiki Węgier w Poznaniu. 

Kulminacja obchodów Poznańskiego Czerwca '56 odbędzie się w sobotę, 28 czerwca. Szczegółowe informacje dostępne są na stronie poznan.pl

Dowiedz się więcej na temat

Do góry