Komunikaty

pagina

Smart City

Pominąłeś menu

menu

Popowy kalejdoskop w środku miasta

Po debiucie BitterSweet Festivalu, który w zeszłym roku przyciągnął niemal 70 tys. osób, druga edycja wraca do Parku Cytadela z programem godnym dużej europejskiej imprezy muzycznej. Trzy sierpniowe dni i noce, cztery sceny, ponad 40 artystów i line-up rozpięty między wielkimi popowymi mitologiami, klubowym pulsem, gitarową lekkością i młodą sceną, która za chwilę może wejść do szerszego obiegu. BitterSweet to festiwal o międzynarodowej skali, wpisany w sam środek Poznania.

Plenerowa scena pod błękitnym niebem. - grafika artykułu
BitterSweet Festival, fot. Daria Klimczuk

W roli headlinerów wystąpią Gorillaz, Robbie Williams i Twenty One Pilots. Za tymi trzema nazwami kryją się: animowane uniwersum mieszające hip-hop, dub, rock i elektronikę w wielokolorową miksturę, brytyjska legenda stadionowej rozrywki z dziesiątkami hitów na koncie oraz duet, który swoim alt-popem, rapem, elektroniką i rockową energią przekonał do sobie ogromną rzeszę oddanych fanów. Obok nich pojawią się Lorde, Tom Odell, Charlotte Cardin, Chet Faker, Parcels, Becky Hill, Paul Kalkbrenner, Faithless, Major Lazer i wielu innych. BitterSweet 2026 to żywy kalejdoskop współczesnego popu, prowadzący od nostalgii MTV po streamingową teraźniejszość, od R&B do polskiego rapu i od stadionowych, chóralnie śpiewanych refrenów do dźwięków dochodzących z najmniejszych klubowych sal, showcaseowych festiwalików i nocnych parkietów.

- Główne sceny zarezerwowane są dla gwiazd światowego formatu, jest różnorodnie i myślę, że wśród tych największych nazwisk każdy znajdzie coś dla siebie. Drugą, równie ważną częścią BitterSweet Festivalu jest pokazywanie muzyki, która jest warta poznania. Stawiamy na zagraniczne zespoły, które do Polski niekiedy przyjeżdżają pierwszy raz, ale w kościach czujemy, że na pewno tu wrócą - mówi Szymon Liedtke, rzecznik prasowy BitterSweet z Good Taste Production, organizatora imprezy.

W tym roku festiwal rozpocznie się mocnym akcentem, prezentując dwa zupełnie odmienne modele popowej wyobraźni. W końcu Gorillaz i Lorde, każde w innym momencie XXI wieku, przestawiali zwrotnice mainstreamu. Ci pierwsi od początku byli projektem nie tylko do słuchania, ale też do bacznego oglądania i rozszyfrowywania. Damon Albarn i Jamie Hewlett stworzyli formę, w której alternatywny rock, hip-hop, dub, elektronika, animacja, sztuka wizualna i popowy instynkt mogą działać jak jeden organizm, urzekający świat od pierwszego wejrzenia.

Jak pokazały niemal trzy dekady ich działalności, to projekt ciągłego ruchu: kreskówkowy zespół z czasów telewizji muzycznej, a jednocześnie globalna orkiestra pełna gości, tworząca wielojęzyczną opowieść o świecie połączonym przez beat, bas i obraz. - Obecność Gorillaz pokazuje, jakie mamy ambicje i że jesteśmy w stanie je zrealizować. Chcemy, żeby Poznań i BitterSweet Festival na stałe wpisały się w europejską mapę festiwalową i żeby gwiazdy tego formatu regularnie odwiedzały nasze miasto. Myślę, że przyjęcie przez nich zaproszenia pokazuje, jak dużym sukcesem okazała się pierwsza edycja - dodaje rzecznik festiwalu.

Zupełnie innym napięciem działa nowozelandzka piosenkarka Lorde. Kiedy wydawała debiutancką płytę "Pure Heroine" (2013), jej minimalizm i nastoletnia pewność tonu zabrzmiały jak reakcja na przeładowany mainstream początku poprzedniej dekady. Najlepiej pokazywał to przebojowy utwór "Royals" - gest odmowy wobec błyszczącej scenografii muzyki rozrywkowej. Później Lorde przechodziła przez kolejne etapy: emocjonalne spięcia "Melodramy" (2017), słoneczne oddechy "Solar Power" (2021) i bardziej cielesny, surowy etap "Virgin" (2025). W zestawieniu z Gorillaz daje to fascynujący kontrast: pop jako animowane uniwersum pełne masek i gatunkowych przeskoków oraz pop jako prywatny dziennik, w którym bardzo łatwo odnaleźć cząstkę samego siebie.

Pierwszy dzień festiwalu ma też kilka innych wyraźnych odcieni. Charlotte Cardin wniesie elegancki, soulowo-popowy chłód i dramaturgię piosenki prowadzonej pewnym głosem, Jessie J zaprezentuje popowe R&B i soulową sprawność, Charlie Jeer jazz-house'ową lekkość połączy z klubową melodyką, a Becky Hill zaprosi nas do house'owego i dance-popowego szaleństwa. Na drugim biegunie pojawią się Paul Kalkbrenner i rozpychający się łokciami w klubowym obiegu MEUTE, razem zapisujący elektroniczną stronę tegorocznego BitterSweet Festivalu. Największą niespodzianką tego wieczoru może być jednak Sophia Stel - kanadyjska wokalistka nie wszystkim jeszcze znana, u której indie-rockowa szczerość i bezpośredniość mieszają się z pokoleniowym przekazem i internetową naturalnością.

Drugi dzień imprezy niewątpliwie należeć będzie do Twenty One Pilots - zwariowanego, a jednocześnie emocjonalnego tandemu Tylera Josepha i Josha Duna, którzy przez ostatnią dekadę stworzyli jedną z najbardziej angażujących mitologii w całym współczesnym alt-popie. To historia śledzona przez tysiące fanów na całym świecie z intensywnością właściwą serialom, grom czy komiksom. Nie da się ukryć, że ta dwójka ma własny język - nawet na rynku, na którym pozornie wszystko już się wydarzyło. W ich muzyce rap, elektronika, rock i pop-punk spotykają się gdzieś pomiędzy stadionowym rozmachem a introwertyczną kruchością odnajdowaną chociażby w najbardziej rozpoznawalnych utworach "Pilotów", takich jak "Stressed Out", "Ride" czy "Heavydirtysoul".

Jednak piątkowy program festiwalu to również spora dawka indie rocka i britpopu, którego mistrzem jest uwielbiany w Polsce Tom Odell. Jego czarujący głos i fortepian zjednują mu publiczność i zachęcają do chóralnego śpiewania o małych, prywatnych dramatach, jakie zdarzają się w życiu każdego z nas. Tego samego wieczoru Rita Ora przypomni mainstream lat 10., w wersji najbardziej radiowej, tanecznej i przebojowej, Alok zapewni nocne uderzenie elektroniki, Ashnikko wniesie przegiętą, groteskową i kolorowo-agresywną estetykę internetowego popu, a Chet Faker, wzorem Odella, domknie całość niskim głosem, pulsem i atmosferą nocnego zawieszenia. Pomiędzy nimi wszystkimi warto będzie też sprawdzić, jak na żywo radzą sobie Leisure i Parcels - pełni gitarowo-funkowego luzu, idealnego na letni festiwal plenerowy, a także polski reprezentant czarnych brzmień, Mrozu, który przypomni, że pop bywa najciekawszy, kiedy opiera się na mocnych fundamentach soulu, bluesa i najlepszych tradycjach dobrze pomyślanej piosenki.

Ostatni dzień tegorocznego BitterSweeta ma headlinera, którego część publiczności będzie chciała zobaczyć choćby z czystej ciekawości. I nie ma się co dziwić, mając na uwadze, że Robbie Williams to postać już znacznie większa od własnego repertuaru i prawdziwa sceniczna osobowość - błyskotliwa, autoironiczna, bezczelna, sentymentalna, a momentami rozbrajająco czuła. Od początków z boysbandem Take That po solowe lata 90. i 2000., od superprzeboju "Angels" po równie hitowe "Rock DJ", od stadionowej brawury po ballady śpiewane przez kilka pokoleń naraz - dziś 52-letni Robbie doskonale pasuje do formatu BitterSweet. - On ma w sobie wszystko, co reprezentuje nasz festiwal. Odrobinę scenicznego szaleństwa i taneczność - chcemy, żeby towarzyszyła ona wszystkim festiwalowiczom. Do tego jego muzyka to czysty strzał nostalgii - zwraca uwagę Szymon Liedtke. Co ważne, Robbie Williams nie wystąpi wyłącznie po to, by przypomnieć nam ten czy inny refren - na niedawno wydanym albumie "Britpop" (2026) udowodnił, że wciąż wie, iż jego największą bronią jest kontrolowany balans między popowym ego a czystą autoironią.

Oczywiście sobotni wieczór ma więcej niż jedną odsłonę. Zwariowana ekipa Major Lazer, z Diplo w roli kapitana, zapowiada taneczną falę pod Cytadelą, którą będą napędzać melodie "Lean On", "pAPi" i "Light It Up". Mocnym punktem sobotniego programu może być również koncert Ciary, której popowe R&B zza wielkiej wody jeszcze jakiś czas temu wyznaczało choreograficzne mody, o czym łatwo sobie przypomnieć, oglądając klipy do takich piosenek jak "1, 2 Step" czy "Like a Boy". Nie zabraknie też brytyjskich pionierów z Faithless - choć już bez charyzmatycznego, klubowego mędrca Maxi Jazza, zmarłego w 2022 roku - którzy z pewnością wzniecą płomień klubowej historii: muzykę, która elektronikę, spoken word i transowy puls złączyła w jeden organizm.

Do tego kalejdoskopu rozmaitości swoją indie-rockową komunikatywność dołożą Giant Rooks, z kolei Morad zabierze nas w surowy klimat hiszpańskiego podwórka, na którym tętni rap. Skoro już o hip-hopie mowa, nie sposób pominąć występu polskich raperów. Oki to jeden z najmocniejszych głosów polskiego rapu ostatnich lat, a mocy doda mu jeszcze Sobel, który zagra dla publiczności wychowanej na streamingowych odsłuchach i prywatnych playlistach, oraz Fukaj, który uderzy w melancholijny, trapowo-popowy rejestr najmłodszego mainstreamu.

Jednym z najciekawszych zjawisk, o jakich można powiedzieć w kontekście nadchodzącego BitterSweet Festivalu 2026, jest fakt, że wszystkie wielkie nazwiska nie przykrywają Next Stage - miejsca dla tych, którzy choć zdobyli już uznanie na rodzimych rynkach, dopiero zaznaczają swoją obecność na scenach międzynarodowych. W tym zestawie szczególnie interesujący jest Bricknasty - irlandzki projekt wyrastający z rapu, soulu, jazzu, psychodelii i garażowej energii lat 90.; EBBB - brytyjski zespół zbudowany z kontrastów wokalnych harmonii, ambientowych napięć i industrialnych beatów, grający w stylu "kiedy Brian Wilson spotyka Death Grips"; a także MPH - odwołujący się do klimatu UK garage i drum'n'bassu.

Na dokładkę dostaniemy jeszcze Borderline - nowozelandzką indie-popową energię paczki przyjaciół, set producenta ukrywającego się pod pseudonimem Myd - wyjątkowe francuskie poczucie humoru zestawione z syntezatorowym obłędem, holenderskiego rockowego breakbeatowca ZEP-a, a także Maxa Baby - postmodernistycznego multiinstrumentalistę, który nigdy nie lubił prostych etykiet, beatowy duet Anglików z In Parallel oraz Sophię Stel - nową kanadyjską księżniczkę nostalgicznego indie rocka. Polskim rodzynkiem na Next Stage jest maks.tachasiuk, laureat nagrody poznańskiego Next Fest Music Showcase & Conference 2026, a także jeden z twórców, przy których słowo "minimalizm" lepiej rozumieć jako kondensację, a nie brak pomysłu.

Duże znaczenie ma społeczno-kulturalna część festiwalu. Największe festiwale coraz częściej konkurują ze sobą nie tylko line-upem, lecz także opowieścią o wartościach, bezpieczeństwie, emocjach i sposobach bycia razem. Tak jest również w przypadku BitterSweet. - Jednym z punktów, który chcemy, by mocno wybrzmiał, jest BitterSweet Talks - format, który łączy muzykę z rozmową i zaangażowaniem społecznym. Stworzyliśmy przestrzeń, w której uczestnicy festiwalu mogą brać udział w autentycznej dyskusji o zdrowiu psychicznym i wspólnocie. Bez moralizowania, za to z empatią i uważnością - podkreśla Szymon Liedtke.

Rzecznik festiwalu przyznaje, że Good Taste Productions, jako organizator festiwalu, czuje autentyczną dumę z tego, że dziś mogą zapraszać największe światowe gwiazdy do miasta, w którym żyjemy i pracujemy na co dzień. - Nie wyobrażamy sobie innej lokalizacji niż Poznań i chcemy zadbać o to, żeby Poznaniacy byli dumni z tego, że ich miasto ma taką imprezę u siebie - mówi Liedtke. W sierpniu na Cytadeli spotkają się zarówno ci, którzy chcą wrócić do swoich piosenek, jak i ci, którzy przyjdą znaleźć następne. Jeżeli ten plan zagra, Poznań dostanie coś znacznie więcej niż tylko duży festiwal.

Sebastian Gabryel

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2026

Powiązane wydarzenia

Baner promujący wydarzenie. Nazwa wydarzenia i data.
Baner promujący wydarzenie. Nazwa wydarzenia i data.
Poznań

Dowiedz się więcej na temat

Do góry