FESTIWAL NAJMŁODSZYCH. Być albo nie być... słoniem?

Znam ludzi (i to wcale nie są najmłodsi), którzy boją się albo nie lubią małych i żółciutkich kurczaków, psów (to akurat nie dziwi) czy pająków (ta grupa jest zdecydowanie największa). Na liście są jeszcze myszy, węże, żaby... O słoniach jednak nigdy nie słyszałam. Tym bardziej, jeśli są różowe! Bohaterem spektaklu Riverso jest filozoficznie nastrojony słonik Pomelo, dobrze znany dzieciom z serii książek Ramony Bădescu i Benjamina Chauda.

. - grafika artykułu
"Riverso", fot. materiały prasowe

Do polskich domów i dziecięcych biblioteczek Pomelo trafił dokładnie dziesięć lat temu. Serię książek o różowym słoniu ogrodowym rozpoczęła opowieść Pomelo ma się dobrze pod swoim dmuchawcem. Kolejno nakładem poznańskiego Wydawnictwa Zakamarki w tłumaczeniu Katarzyny Skalskiej ukazały się jeszcze m.in. Pomelo rośnie, Pomelo i wielka przygoda, Pomelo wyrusza za mur ogrodu czy Pomelo i kształty. To właśnie on - ze swoimi refleksjami, często nawet wydawałoby się zbyt skomplikowanymi przemyśleniami - bo mierzył się np. z pytaniem czy być albo nie być... słoniem?, zainspirował Alicję Morawską-Rubczak, reżyserkę dobrze znaną miłośnikom spektakli dla najnajów.

Riverso charakteryzuje to, co serię książek francuskiego duetu, m.in. urywkowość narracji oraz kameralna przestrzeń, którą łatwo oswoić i uporządkować. Pomelo jednak wcale nie jest chorobliwie bojaźliwy (każdy czasem przecież się boi), wychodzi spod swojego ogrodowego dmuchawca i wyrusza w nieznane. Przełamuje swoje granice, bo jest ciekawy świata! Towarzyszymy mu przez niecałą godzinę. Nie poznajemy jednak dokładnie tras jego przechadzek, tylko słuchamy rozważań... np. o "kukulistej okrągłości przemijającego czasu" albo "nagryzionej krągłości księżyca". To prawdziwy różowy filozof! Oczywiście półroczny widz nie nadąża za tym wszystkim (oby dorośli nie mieli z tym problemu), ale pozostaje jeszcze forma! Tak samo ważna podczas lektury, jak i w spektaklu. Treść z formą dialogują ze sobą szeptem albo pląsają w rytm szczerej oraz intymnej muzyki norweskiej kompozytorki i wokalistki Mari Kvien Brunvoll.

Twórcy spektaklu Teatru Narodowego w Bergen i Open Window Theatre pozostawiają widzom mnóstwo swobody. Tradycyjnie (jak ja to lubię!) - w strefie bosych stóp (a raczej stópek), porozkładane były poduchy. Po lewej stronie stał niewielki biały taboret, który, jak się okazało, miał do zaoferowania dużo więcej niż tylko tradycyjnie przypisaną mu możliwość siedzenia. Zasadniczą cześć scenografii umieszczono w górnej części sceny: delikatnie kołysał się biały serwis z porcelany, na którym można było grać jak na cymbałach, oraz dmuchawce i kwiaty wykonane z parasoli. Wszystko sprawiało wrażenie niezwykle lekkich elementów, jak ze snów. Z resztą sam Pamelo nie wiedział czy śni...

Alicja Morawska-Rubczak zaprosiła najmłodszych widzów na spektakl pełen metafor, do zmysłowego doświadczania świata. Myślę, że nie jeden maluch po powrocie do domu spróbuje polizać cytrynę, co powaliło nawet słonia, albo przypomni sobie gęsią skórkę, jaka pewnie niejednemu maluszkowi wyszła na skórze, po tym jak aktorka musnęła go kostką lodu (te ukryte były w konewce, z której spadł deszcz).

W obecnej chwili Riverso ma też drugie dno - myślę o dzieciach (i ich opiekunach), którzy zmuszeni byli opuścić Ukrainę i znaleźli schronienie w Polsce. Bo książki o Pomelo to pokłosie emigracji autorki z Rumunii do Francji. Bădescu wielokrotnie opowiadała w wywiadach, że mając dziesięć lat musiała w pewnym sensie na nowo się odnaleźć - nauczyć nowego języka, ale też poznać nowy dla niej świat.

Monika Nawrocka-Leśnik

  • Festiwal Najmłodszych: Riverso Teatru Narodowego w Bergen i Open Window Theatre
  • reż. Alicja Morawska-Rubczak
  • Teatr Animacji
  • 2.07

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2022

sieci społecznościowe