FESTIWAL NAJMŁODSZYCH. Spektakl kieszonkowy

W czasach, kiedy wciąż trwają poszukiwania narzędzi opisu tanecznych zjawisk, transgraniczna Compagnie de danse Julia Dondzilo, proponuje odnaleźć wspólny język dla tańca... i grafiki. Do eksperymentu zaprasza widzów od 1 roku do 4 lat.

. - grafika artykułu
"GraFeet", fot. Michał Heller

Wiem, że zabrzmiało to bardzo poważnie. Ale tak właśnie najnajową publiczność potraktował polsko-francuski zespół twórców. Poważna w tym spektaklu-eksperymencie jest też muzyka: Johanna Sebastiana Bacha (tego Pana przedstawiać nie trzeba) oraz Nicholasa Hoopera (dla niewtajemniczonych albo dociekliwych - to brytyjski kompozytor muzyki filmowej, który m.in. dwukrotnie otrzymał telewizyjną nagrodę BAFTA i nominowany był do nagrody Saturn 2007 za najlepszą muzykę do ekranizacji Harry'ego Pottera i Zakonu Feniksa) w interpretacji Valentiny Kadhom. Krótko mówiąc - był to wzór muzycznej doskonałości.

Wirtuozów na scenie było jednak więcej: to też Julia Dondzilo (tancerka, choreografka oraz badaczka tańca, która swoją karierę rozpoczęła w Białymstoku, a obecnie działa twórczo w Polsce i Francji), oraz Thomas Comby (autor scenografii/rysunków do spektaklu Grafeet). Co wynikło z ich współpracy? Opisanie tego "zjawiska" wydaje się (dla mnie wciąż niestety) karkołomnym zajęciem. Bo trudno dotrzymać kroku "nowej sztuce", którą - według niepraktykującej mnie - charakteryzuje przede wszystkim dowolność i możliwość pokazania uczuć, bez sztywnych ram ruchowych. Ale jak pisać o tańcu nie tańcząc? Twórcy (choć z pewnością nie taki był ich zamiar) nieco mi to ułatwili, zapraszając na koniec spektaklu do wspólnej zabawy, podczas której namalowaliśmy (i wytańczyliśmy) całym ciałem, m.in. kreski, mniejsze i większe koła, trójkąty, słońce, krzyżyki... a nawet koparkę!

Nie ukrywam, że było to trudne (choć może bardziej krępujące, bo byliśmy w teatrze, a nie na sali gimnastycznej), ale też fascynujące! Cudownie było patrzeć jak zastygają w bezruchu zbudowane z dzieci i opiekunów figury. Cudownie było stworzyć kolektywnie wielkie serce! Te swoiste kalambury (bo Francuz zgadywał, co pokazujemy, a potem kreślił obrazy białym flamastrem na czarnej podłodze), w które chyba nawet chętniej włączyli się dorośli, zakończyły teatralny eksperyment.

Wcześniej natomiast byliśmy świadkami m.in. współdziałania tancerki z siłą grawitacji, widzowie dmuchali, a ona balansowała ciałem, za wszelką cenę chcąc uchronić się przed upadkiem. Żywioł ten oczywiście miał też wpływ na to, co się wydarzyło w przestrzeni graficznej/plastycznej spektaklu, którą "artysta" - z pomocą widzów, tworzył do ostatniej minuty eksperymentu. Nie wiedział, jaki scenariusz piszą dla niego widzowie. Czy tak wyobrażał sobie własne dzieło? Czy na taki efekt liczyli odbiorcy? Czy się zrozumieliśmy? Czy taniec i grafika mówiły tym samym językiem?

Makieta przypominała powiększony obraz pod mikroskopem: pałeczki, laseczki, krętki i ziarniaki albo jak kto woli coś na kształt mapy geodezyjnej. Pewnie - ilu widzów, tyle pomysłów, ale od czego jest wyobraźnia! Improwizacja ma tę zaletę, że jest aktem niepowtarzalnym, więc drugie takie dzieło już nie powstanie. Mam nadzieję jednak, że zaistnieją inne, w kolejnym krajach, które finalnie stworzą wystawę. To będzie wyzwanie, ale sprawę ułatwi na pewno to, że Graffet to spektakl kieszonkowy. Bo do rozpoczęcia tego eksperymentu wystarczy tylko (albo aż) flamaster... no i oczywiście gotowa do działania publiczność!

Monika Nawrocka-Leśnik

  • Festiwal Najmłodszych: Grafeet Compagnie de danse Julia Dondzilo
  • reż. Małgorzata Dębska
  • Teatr Animacji
  • 3.07

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2022

sieci społecznościowe