Niech zabrzmią bandury!

- Jednym z problemów Ukraińców w Poznaniu, zarówno tych mieszkających od dawna, jak i dopiero przybyłych, jest brak stałego miejsca spotkań, czegoś w rodzaju klubu czy świetlicy, gdzie można byłoby dyskutować, wymieniać pomysły, najzwyczajniej porozmawiać, nacieszyć się swoją obecnością - mówi Anna Chraniuk*, propagatorką kultury ukraińskiej, uhonorowaną tytułem Zasłużony dla Miasta Poznania.

. - grafika artykułu
Anna Chraniuk, fot. Grzegorz Dembiński

Niełatwo się z Panią umówić. Wakacje w pełni, a rozmawiać możemy dopiero po godzinie 21.

I tak nie skończyłam jeszcze wszystkich codziennych zajęć. Czeka mnie jeszcze tłumaczenie kolejnych dokumentów sądowych. Jestem tłumaczem przysięgłym języka ukraińskiego i szczególnie w ostatnich miesiącach tempo pracy jeszcze się nasiliło. Ale obiecuję sobie, że jednak niedługo choć trochę odpocznę od tego nawału zajęć...

Życzę tego najserdeczniej! Mówi Pani tak doskonałą polszczyzną, ze znakomitym akcentem, że absolutnie nie można się zorientować, że jest Pani Ukrainką.

W tym akurat nie ma nic dziwnego. Urodziłam się w Warszawie i do siódmego roku życia mówiłam tylko po polsku. A potem chodziłam do polskiej szkoły, miałam polskie koleżanki etc. Ale moi rodzice byli Ukraińcami i to oni, gdy osiągnęłam wiek szkolny, zaczęli mnie uczyć naszego języka, zachęcali do mówienia. Szczególnie zasłużył się w tym ojciec - filolog i dziennikarz. Rozmowy szły nieźle, gorzej było z czytaniem, bo to przecież inny alfabet. Miałam jednak do dyspozycji ciekawe książki, były interesujące opowieści o Ukrainie - takie, które przybliżały mi naszą historię i kulturę, no i w sumie podobało mi się to wszystko. Podobnie traktowane było moje rodzeństwo - siostra i brat.  Moje dzieci też są dwujęzyczne i dopiero teraz wiem, jak uciążliwą drogę musieli pokonać moi rodzice, żeby osiągnąć swój cel. Ja jestem bogatsza o te doświadczenia i korzystałam z nich na co dzień.

Z córką poszło dość łatwo, były natomiast problemy z synem. Nie chciał czytać po ukraińsku. I proszę sobie wyobrazić, że pomógł nam Harry Potter! Ponieważ kolejne tomy ukazywały się najpierw po ukraińsku, więc chcąc jak najszybciej dowiedzieć się o przygodach swojego bohatera, rozpoczynał lekturę ukraińskich tomów. I w ten sposób rozwiązana została trudna sytuacja. Do dziś mamy w domu całego Harry'ego Pottera po polsku i po ukraińsku!

A jak to się stało, że rodzinną Warszawę zamieniła Pani na Poznań?

Szczęśliwe zrządzenie losu! Przygoda, która trwać miała tylko cztery lata, przedłużyła się do 31 lat. Tyle już bowiem mieszkam i pracuję w Poznaniu. Oczywiście przedtem były studia w Kijowie, muzyczne - moją specjalnością jest bandura.

Słynny ukraiński instrument ludowy...

I także dyrygentura chóralna. Spotkałam na swej drodze wspaniałych poznańskich przyjaciół, poczynając od prof. Bogusława Bakuły. Bardzo dobrze przyjęło mnie środowisko uniwersyteckie, zachęcając do pracy na utworzonej w 1991 roku ukrainistyce. Zdałam odpowiednie egzaminy, uzyskałam uprawnienia tłumacza przysięgłego i na całego zaangażowałam się w pracę ze studentami. Z całą pewnością były to nietypowe zajęcia: śpiewaliśmy alfabet, różne piosenki - wiadomo, jaką rolę odgrywa śpiew, w ogóle muzyka w naszej kulturze, i to wszystko bardzo się podobało. W ekspresowym tempie udało się także przygotować ukraińskie jasełka i potem jeszcze wiele innych przedstawień, powstał  chór Maciejek, który przetrwał aż 20 lat...

Bez Pani nie byłoby też w Poznaniu Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego "Polska-Ukraina".

Byłam wśród członków założycieli i mam ogromną satysfakcję, że nasze dziecko - Festiwal Kultury Ukraińska Wiosna tak dobrze się przyjął w Poznaniu, że jest oczekiwany, popularny, ma swoją markę! Już teraz mogę zaprosić na kolejną edycję - jesienną. Pandemia pokrzyżowała nam terminy, ale to przecież nie przeszkadza, że wiosna jest jesienią...

Może to i lepiej, bo zaraz na początku października powitamy również nowy rok akademicki. Program festiwalu jest bogaty i różnorodny. Jak liczne jest Stowarzyszenie przygotowujące ten projekt?

Można powiedzieć, że jest to organizacja kadrowa. Nieliczna, ale bardzo zdyscyplinowana i kreatywna: każda osoba ma określone zadanie i odpowiada za jego realizację. Ja np. jestem odpowiedzialna za muzykę klasyczną i ludową, inni za młodzieżową, wystawy, teatr, promocję etc. Ukraińska Wiosna ma teraz swego rodzaju konkurencję w postaci kreatywnych artystek z Ukrainy. Bardzo śmiało wchodzą w przestrzeń Poznania ze swoimi pomysłami, co jest zauważalne w mieście. Można posłuchać koncertów w wykonaniu profesjonalnych artystów i organizowanych ad hoc zespołów amatorskich (na przykład chór działający od kwietnia występował w ramach festiwalu Malta). My, jako Ukraińska Wiosna, staramy się pomóc naszym gościom, wspólnie uczciliśmy rocznicę Poznańskiego Czerwca. Jednym z problemów Ukraińców w Poznaniu, zarówno tych mieszkających od dawna, jak i dopiero przybyłych, jest brak stałego miejsca spotkań, czegoś w rodzaju klubu czy świetlicy, gdzie można byłoby dyskutować, wymieniać pomysły, najzwyczajniej porozmawiać, nacieszyć się swoją obecnością, co w sytuacji wielkiego stresu, który przeżywamy, niepokoju o los Ukrainy, naszych bliskich jest bardzo ważne...

Marzy mi się coś podobnego, jak w Warszawie, Gdańsku czy Wrocławiu. W tych miastach oczywiście inaczej układały się warunki, mieszka tam wielu Ukraińców-obywateli Polski, członków powstałego po 1956 roku Związku Ukraińców w Polsce, ale obecna sytuacja wymusza niejako nowe rozwiązania. Jestem dobrej myśli, bo mamy przecież tutaj od dawna wypróbowanych przyjaciół.

W Poznaniu w ogóle sporo się dzieje. Niektóre inicjatywy mają już pewną tradycję - bardzo podoba mi się np. Zamkowy Klub Książki Ukraińskiej, który działa od 2019 roku.

Prowadzi go mój dawny student dr Ryszard Kupidura.

Ukazały się poznańskie legendy w języku ukraińskim. W niektórych szkołach - np. na Ratajach, gdzie uczą się ukraińskie dzieci, przygotowuje się dla nich atrakcje, m.in. konkursy kulinarne.

To wszystko bardzo cieszy i mam nadzieję, że przybędzie jeszcze różnych pomysłów. Ja w tej chwili przygotowuję wielki koncert bandurzystów, który zaplanowany jest na koniec sierpnia w Szczecinie. Rozesłałam wici - internetowe oczywiście - na całą Polskę i czekam na odzew. Mam nadzieję, że uda mi się zgromadzić wielu artystów i głośno zabrzmią bandury i najpopularniejsze, nasze najbardziej ukochane pieśni.

Nie ma więc Pani chwili wytchnienia. To zresztą nie tylko kwestia czasu, ale i sporego psychicznego obciążenia

Oczywiście. Bo nie tylko przecież zajmuję się sprawami kultury. Przez wiele lat razem z poznaniakami uczestniczyłam w protestach przeciw rosyjskiej polityce i okrutna wojna nadal spędza mi sen z powiek. Muszę podkreślić, że gdyby nie oparcie w rodzinie, to nie dałabym rady... Na szczęście od samego początku działam razem z mężem Igorem, Ukraińcem ze Lwowa. Wspólnie budowaliśmy w Poznaniu obraz Ukrainy, która kocha wolność, ma bogatą kulturę i która potrafi walczyć o swoje wartości.

Rozmawiała Grażyna Wrońska

*Anna Chraniuk - warszawianka z urodzenia, Ukrainka z pochodzenia; związana z Poznaniem od 1991 roku; z wykształcenia muzyk - specjalizacja bandura i dyrygentura chóralna. Emerytowana wykładowczyni języka ukraińskiego na UAM. Autorka wielu publikacji i tłumaczeń. Działaczka społeczna na rzecz kultury i oświaty ukraińskiej w Polsce. Od 2014 roku prowadzi w Poznaniu akcję "Dzieci z Ukrainy". W tym roku uhonorowana tytułem Zasłużony dla Miasta Poznania.

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2022

sieci społecznościowe