Prawo wyboru

Norweski film staje się ważnym głosem za prawem kobiet do wyboru. Mało tego, obala jeszcze kilka stereotypów na temat tradycyjnych ról społecznych, jakie były do niedawna od kobiet oczekiwane - o filmie Ninjababy pisze Przemysław Toboła.

. - grafika artykułu
fot. materiały dystrybutora

Kolejne etapy wojny ideologicznej Pro choice vs Pro life właśnie rozgrywają się w różnych miejscach na świecie, vide USA. Norweski film Ninjababy staje się ważnym głosem za prawem kobiet do wyboru. Mało tego, obala jeszcze kilka stereotypów na temat tradycyjnych ról społecznych, jakie były do niedawna od kobiet oczekiwane. Ale co najważniejsze dla widzów, norweska autorka zaprasza do kina na fenomenalną komedię. Nie dziwi więc nagroda dla najlepszego filmu europejskiego roku 2021czy też Kryształowy Niedźwiedź na Berlinale 2021.

Akcja zawiązuje się znajomo. Główna bohaterka, Rakel (Kristine Kujath Thorp), pewnego dnia konstatuje z przerażeniem, że jest w ciąży. Wydaje jej się to niemożliwe, ale paski na teście ciążowym mówią inaczej. 23-letnia Rakel od kilku już miesięcy nie jest w związku z żadnym facetem. Swój czas dzieli na pracę i imprezy, gdzie alkohol i narkotyki są obowiązkowym elementem uciechy. A tu nagle dziecko w drodze, które sama zaczyna nazywać Ninjababy, ze względu na zaskakujący sposób poczęcia i niezwykłą wolę przetrwania płodu karmionego litrami drinków i działek psychodelików. Coś tam powoli kojarzy, jakąś jednorazową przygodę z nieznajomym, trenerem aikido. W żadnym razie nie chce zostać matką, ale badanie USG w klinice położniczej pokazuje 6-miesięczny płód. Na aborcję jest już za późno. Rakel odszukuje partnera sprzed pół roku (Arthur Berning), którego nigdy nie traktowała poważnie, by oznajmić o spodziewanym dziecku i porozmawiać o jego ewentualnej adopcji przez kogokolwiek.

Przemysław Toboła

  • Ninjababy
  • reż. Yngvild Sve Flikke
  • premiera: 19.08

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2022

sieci społecznościowe