PROSTO Z EKRANU. Zderzenie z kartonem

Tomasz Konecki (Lejdis, Listy do M.) jako reżyser, Ilona Łepkowska ("królowa polskich seriali") jako scenarzystka. Nikt nie oczekiwał po tym duecie ambitnego kina gatunkowego, a jednak Zołza, która mogła mieć spory potencjał komediowy, rozczarowuje na całej linii.

. - grafika artykułu
fot. materiały dystrybutora

Anna Sobańska (tytułowa zołza), jest popularną producentką i scenarzystką seriali. Razem z mężem (Artur Żmijewski) i dwójką dzieci mieszka w bogatej willi w cichym zakątku Warszawy. Jej dom jest urządzony w designerskim stylu, a ona sama nosi wytworne ubrania, je sushi i torty od najlepszych cukierników, a na wyjście z rodziną do zwyczajnej pizzerii obraża się tak, że wszystkim przechodzi ochota na pizzę. Na co dzień despotyczna i opryskliwa posiadaczka wszelkich branżowych nagród i statuetek, nie szczędzi zgryźliwych uwag współpracownikom, ale też najbliższym. Pewnego dnia nawiedzą ją Bogusia (Anna Dymna) i Kazimierz (Leon Charewicz), bohaterowie uwielbianego przez widzów serialu Idealna rodzina, którego 14. Sezon Anna właśnie realizuje. Od tej pory jej życie nie będzie już tak idealne jak sama chciałaby je przedstawiać.

Nazwisko Tomasza Koneckiego i Ilony Łepkowskiej potencjalnie miało przyciągnąć do kin widzów wiernych polskim produkcjom takim jak Listy do M. czy M jak miłość, jednak Zołza (w domyśle będąca przewrotną ekranizacją biografii Łepkowskiej) nie dorasta do pięt nawet im. Życiowe prawdy wygłaszane w sposób łopatologiczny ustami ekranowych postaci (przy całej mojej sympatii do Anny Dymnej) czy gagi spod szyldu Benny Hilla (Kożuchowska uciekająca ze szpitala w przebraniu staruszki czy upuszczająca w popłochu małe kotki) to dla widza A.D. 2022 pieśń przeszłości - ani grzeje, ani ziębi, a już na pewno nie bawi. Podobnie jak nie bawią jej przerysowane emocjonalnie interakcje z "duchami" czy nękanie pracowników (to zresztą nosi już wręcz znamiona mobbingu, a więc zjawiska godnego najwyższego potępienia, a nie przedstawiania w krzywym zwierciadle ku uciesze widza).

Nawet jeśli wziąć poprawkę na przestarzałe pomysły i kalki fabularne, film wydaje się być przy tym tak niespójny i dosłowny, że trudno było mi dobrnąć do końca seansu. Przykładowo, przyczynę początkowej emocjonalnej oziębłości Anny poznajemy już raczej pod koniec tej historii, ze szkodą dla fabuły. Gdyby postać jej wiecznie krytykującego, wyniosłego ojca, którego destrukcyjne zachowanie Anna powiela w dorosłym życiu, wprowadzić wcześniej, scenarzyści mieliby szansę pogłębić wątek przebaczenia i odmiany głównej bohaterki. Oba zwroty akcji zachodzą bowiem tak nagle i niespodziewanie, że następuje po nich lawinowa (jak gdyby twórcy niecierpliwie zerkali już na zegarek) sekwencja sielankowych scen z udziałem ojca, córki i całej jej rodziny. W prawdziwym życiu mało prawdopodobne pojednanie, skoro wcześniej Anna nie rozmawiała z ojcem aż 10 lat.

To tylko jeden z przykładów prześlizgnięcia się po życiu wewnętrznym kreowanych postaci. Tym samym widz nie jest w stanie nawet wczuć się w ekranową historię, a co dopiero utożsamić z którymkolwiek z bohaterów. Nie bardzo mogę sobie wyobrazić do kogo tak naprawdę film był skierowany. Jeśli twórcy mają na temat poziomu intelektualnego swoich widzów takie zdanie, nic dziwnego że era popularnych jeszcze w latach dwustysięcznych telewizyjnych seriali przeminęła z hukiem gdy tylko Polacy odkryli serwisy streamingowe. Fabuła Zołzy jest do bólu płaska, dialogi sztuczne, a w wykonaniu filmowych "duchów", Bogusi i Kazimierza, wręcz nieznośne (morał na zmianę z banałem), a świat przedstawiony wydaje się być zbudowany z kartonu. I to właśnie zderzenie z nim, podobnie jak w przypadku osławionej Hanki Mostowiak, wywołuje najgorsze z możliwych uczuć u widza - zażenowanie.

Anna Solak

  • Zołza
  • reż. Tomasz Konecki

@ Wydawnictwo Miejskie Posnania 2022

sieci społecznościowe