Raz ciepło, raz zimno

KontenerART nie zwalnia tempa. Po lipcowych występach takich wykonawców i projektów jak Magda Fidecka, Fish Basket czy Botanica, zapowiada środowy koncertu Julii Rover - skromnej dziewczyny, w której drzemie wyjątkowy potencjał, jaki słychać już w jej pierwszych "retro-piosenkach". Występem na "Kontenerach" z pewnością udowodni, że choć debiutancki album ma dopiero przed sobą, to ma nam do zaproponowania coś więcej niż tylko Karmel, Koszmary i Toniemy.

. - grafika artykułu
Julia Rover, fot. materiały prasowe

Przewrotna dziewczyna z tej Julii - lubi wybiegać w przeszłość. Sięgać po zimną falę, syntezatorowe brzmienia z lat osiemdziesiątych albo pójść jeszcze dalej, swym magicznym wehikułem czasu przenosząc nas do muzyki dziś określanej mianem "retro". Jest w niej romantyzm, choć niebanalny. Nie przypomina w nim Lany Del Rey - ma pazur, swoim głosem potrafi wzruszyć, ale i potrząsnąć, przypominając w tym choćby takie wokalistki jak Ania Leon, Jagoda Kret czy Magda Kluz. Choć tak jak one często uderza w pastelowe tony, to w jej muzyce pojawiają się i elektroniczne, podnoszące nieco temperaturę faktury. Jej utwory ciekawią, a przecież Julia Rover stoi dopiero na początku swojej muzycznej drogi.

Dualistyczny charakter jej dotychczasowej twórczości, tak zauważalny w pierwszych, być może promujących pierwszą płytę singlach Karmel, Koszmary i Toniemy na pewno nie bierze się znikąd. Nie jest tajemnicą, że Julia Kmiecik od dawna kocha nie tylko muzykę, ale również teatr. Spełnia się jako piosenkarka i tekściarka, ale i autorka monodramów i spektakli. Na teatralnych deskach stąpała już w wieku dziesięciu lat, należąc do żarskiego teatru Drewniana Kurtyna, jednocześnie zdobywając też wiele nagród w coraz to ważniejszych konkursach recytatorskich. Z czasem zaczęła sprawdzać się i w tych wokalnych, w międzyczasie sukcesywnie rozwijając się od strony teatralnej, pisząc już całkowicie własne spektakle.

Efektem tego była okazała, imponująca jak na osobę w tak młodym wieku Antygona w Nowym Jorku - jej w pełni autorski monodram, który z sukcesem wykonała na Ogólnopolskim Konkursie Recytatorskim w Słupskim Ośrodku Kultury. Warto dodać, że można ją też usłyszeć na debiutanckim, wydanym przed dwoma laty albumie progresywnego zespołu The Gist, na któym nie tylko zaśpiewała, ale i do którego powstania znacząco się przyczyniła.

Teraz jednak kolej na działalność solową - w nowej odsłonie, jako Julia Rover (od uwielbianego przez nią utworu Rover Led Zeppelin), niczym w swoich monodramach chce teraz wyśpiewać wszystko, co jej w duszy gra. A gra naprawdę pięknie. - Muzykę robię z Bratem Witem, który jest członkiem zespołu Rat Kru. Śmiejemy się, że taki z nas duet: Brat Wit i Julia Rover. Zanim zaczęłam z nim współpracę, wszystkie teksty powstawały pod kołdrą, a ich dzikie muzyczne improwizacje tworzyłam w domowym zaciszu. Spodobały mu się i tak zaczęła się nasza współpraca. Spokojna, bez presji i na chillu - wspomina początki Julia.

Jej mieszanka retro-popu i synthwave jest na tyle intrygująca, że nie sposób nie żałować, że wciąż nie doczekała się pełnoprawnej płyty. Czy setlista koncertu na "Kontenerach" okaże się jej zwiastunem? Miejmy nadzieję!

Sebastian Gabryel

  • Julia Rover
  • 17.08, g. 20.30
  • KontenerART
  • wstęp wolny

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2022

sieci społecznościowe