Wyjść z domu

- Co do Poznania zaś, czy może Wielkopolski, bo urodziłem się w Kaliszu, to fascynuje mnie ich poetycka specyfika, czyli język i krajobraz. Ich powściągliwość, schludność i rzeczowość. To nieprawda, że wszystko, co najlepsze, przyszło do polskiej poezji XX wieku z różnorodnych językowo Kresów - mówi Dariusz Sośnicki*, poeta i redaktor, autor książki Po domu.

. - grafika artykułu
Dariusz Sośnicki, "Po domu", fot. materiały prasowe

W najnowszym tomie poetyckim, będącym jednocześnie powrotem do świata literackiego po siedmioletniej ciszy wydawniczej, z różnych stron oświetla Pan przestrzeń domu. Choć to temat obecny również w poetyckiej refleksji poprzednich książek, zdaje się, że w Po domu - co sugeruje już wieloznaczność tytułowej frazy - dom staje się miejscem wymagającym czujnego, być może nawet podejrzliwego, spojrzenia.

Opuszczanie domu to znany motyw w polskiej poezji współczesnej. Tyle że wcześniej chodziło o intelektualną i poetycką przygodę poza znanymi punktami odniesienia, o afirmację twórczej wolności. W przypadku Po domu impuls jest etyczny, a przejście z jednego stanu do drugiego płynne. Nie jestem poetyckim radykałem, nie mogłem ot tak opuścić domu. Bardzo lubię zdanie Flannery O'Connor: "[Artysta] przede wszystkim musi być świadom własnych ograniczeń jako artysty, bo sztuka wznosi się ponad nie jedynie wtedy, kiedy ich nie przekracza". Trochę na tej zasadzie postanowiłem niczego nie przekraczać jednym krokiem i nie przekreślać jednym gestem, ale raczej dokonać systematycznego demontażu swojej poetyckiej siedziby w jej dotychczasowym kształcie.

Kolejne wiersze w książce spiętrzają znaczenia, stając się rozważaniami o domu-wspólnocie, domu-ciele, domu-wierszu, jednak to na ogół konstrukcja niepewna, nietrwała. Co przychodzi w zamian, jeżeli zgodzić się na utratę domu, a przynajmniej chcieć odrzucić usypiające czujność poczucie przytulności, zadomowienia?

Dokładny kształt tego, co przychodzi w zamian, nie może być jeszcze znany, stąd poczucie niepewności. Nie czujemy się w tych wierszach "jak w domu", inaczej być nie mogło. Ceną za komfortowe zamieszkiwanie jest egzystencjalna i etyczna niepowaga, moi główni przeciwnicy w tej książce. Myślę, że na horyzoncie jest odzyskanie poczucia rangi istnienia oraz współistnienia, o to toczy się ta batalia.

Zdaje się, że refleksji o współistnieniu poświęca Pan wiele uwagi. Choć nieczęste są tu bezpośrednie odniesienia do pozaliterackiej rzeczywistości, niektóre tytuły stają się komentarzem do aktualnej sytuacji społeczno-politycznej. W rozmowie z Rafałem Gawinem powiedział Pan, że "dawno w tym kraju nie żyło się tak źle". Towarzyszy Panu poczucie rozczarowania?

Tak, ale nie mam do nikogo pretensji. Miałbym może kilka lat temu, i to by było uczucie bardzo domowe i swojskie. Do głowy by mi wtedy nie przyszło, że mogę mieć z tym niemądrym i niedobrym światem za oknami cokolwiek wspólnego. Tymczasem mam, i to bardzo dużo. Rozczarowanie, o którym pani wspomina, jest w dużej mierze rozczarowaniem samym sobą.

Ironia, ujawniająca się wyraźnie na różnych planach - w zderzeniu biegunowo nacechowanych obrazów czy rejestrów języka - odracza jednak ryzyko postulatywności wierszy, całość traktować można jako wskazanie na konieczność zredefiniowania skostniałych pojęć, przyjrzenia się kondycji wspólnoty czy społecznej hierarchii. Czy to nie nadużycie widzieć w wierszu potencjał zmiany, wymagać od niego wpływu na rzeczywistość?

Bezpośredniego wpływu nie możemy wymagać. Ale pośrednio literatura wpływa na rzeczywistość, poezja także. Jej twórcy i uważni czytelnicy rozmawiają przecież z innymi ludźmi, wypowiadają się publicznie, czasem wychowują i edukują młodsze pokolenia. W ten sposób poezja kształtuje wyobraźnię całej wspólnoty.

Po domu to też książka o precyzyjnej strukturze, także na planie poszczególnych wierszy. Jednak kunsztowne koncepty nie zaciemniają, lecz pozwalają na nawarstwianie się treści, tworząc wrażenie palimpsestowego budowania znaczeń - jak choćby w Sekretnym życiu kolorów. Gdy zblednie pierwsze wrażenie wiersza-wyliczanki z kolorami w roli bohaterów, przychodzi świadomość, że to porażający obraz z obozu zagłady. To waga tematu decyduje o nieoczywistej formie?

Tak, w tym przypadku strach przed banałem i kiczem był tak duży, że nie mogłem sobie pozwolić na nic bardziej bezpośredniego. Z drugiej strony nie chciałbym rezygnować z różnych możliwości, jakie daje język poetycki. Umówmy się, czytelników wierszy nie ma i nie będzie wielu, upraszczanie języka w imię "dostępności" poezji to droga donikąd.

Najnowszy tom określa Pan osobistą książką, a choć nie chodzi o doszukiwanie się w wierszach wątków zbieżnych z biografią, w Udźwigu pojawia się fraza: "pracowałem już wtedy w domu, w Poznaniu". Z Poznania Pan wyjechał i do Poznania Pan wrócił, to ważne dla Pana miejsce? I jeszcze: można i warto czuć się tu "u siebie"?

Nie lubię prosto rozumianej autobiograficzności w poezji. I do niczego nie jest mi potrzebna. Poezja jest biografią duchową, to wystarczy. Czasem jakiś epizod z życia może lepiej niż co innego stanowić punkt oparcia wiersza, wtedy się go nie wyrzekam. I tak było w Udźwigu: obie przygody ze słoniami, wrocławska i poznańska, wydarzyły się naprawdę. One są zupełnie różne, a zestawione ze sobą mówią coś istotnego o naszej współczesnej kulturze "humanitaryzmu" i "dobrostanu".

Co do Poznania zaś, czy może Wielkopolski, bo urodziłem się w Kaliszu, to fascynuje mnie ich poetycka specyfika, czyli język i krajobraz. Ich powściągliwość, schludność i rzeczowość. Pod Poznaniem urodziła się Wisława Szymborska, na południowych krańcach regionu żył w młodości Tadeusz Różewicz. To nieprawda, że wszystko, co najlepsze, przyszło do polskiej poezji XX wieku z różnorodnych językowo Kresów.

Dla autora o poważnym dorobku literackim, wielokrotnie nagradzanego, tegoroczne nominacje do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej "Silesius" i Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej stanowią ważne potwierdzenie siły głosu poetyckiego, zadomowienia w świecie literackim?

Może potwierdzenie żywotności wiersza. Ale nie jedyne i nie najważniejsze. Szczerze mówiąc, wolałbym, byśmy zamiast systemu nagród poetyckich mieli mądrą i wydolną krytykę poezji. Jej zanik, pewnie związany z niedoborem pism literackich, musi źle wpłynąć na poziom polskiej sztuki poetyckiej.  

Rozmawiała Urszula Putyńska

*Dariusz Sośnicki - poeta, redaktor i wydawca. Absolwent filozofii na UAM. Autor jedenastu książek poetyckich. W latach 90. redagował pisma "Już Jest Jutro" i "Nowy Nurt". Prowadził dział polskiej prozy w Wydawnictwie W.A.B., był redaktorem naczelnym Wydawnictwa Ossolineum. Laureat m.in. nagrody "Czasu Kultury" i Poznańskiego Przeglądu Nowości Wydawniczych. Pisze o literaturze w "Dwutygodniku" i "Czasie Kultury". Pracuje w wydawnictwie Filtry. Mieszka w Poznaniu.

  • Dariusz Sośnicki, Po domu
  • wyd. Biuro Literackie

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2022

sieci społecznościowe