Ręka, noga, mózg na ścianie

Cannibal Corpse to legenda brutal death metalu, która nigdy nie grzeszyła subtelnością, a jednak mimo swojej całkowitej bezkompromisowości jej albumy wciąż sprzedają się jak ciepłe bułeczki. W tym roku Trup Kanibala wchodzi w chrystusowy wiek - dokładnie z taką samą mocą, jak na swoich pierwszych, tak przełomowych dla gatunku płytach. Poznań będzie przystankiem na jego europejskiej trasie koncertowej, promującej ubiegłoroczny, piętnasty już album "Violence Unimagined". Załoga Corpsegrindera z pewnością da nam popalić...

. - grafika artykułu
Cannibal Corpse, fot. materiały prasowe

"Wyciągam mózgi z czaszek / Mój gniew wzrasta wraz z ilością głów, które oszpeciłem / Piłując szyje, jestem pochłonięty w fantazji". "Zanurzę się w gotującym się mięsie / Ten kocioł wkrótce odbierze mi życie...". "Rzeźnik zaciągnął mnie do kąta / Przywiązał ręce do baru / Nogi przymocował do stołu / Zakapturzony człowiek obnaża ostrze". To tylko przykładowe tłumaczenia wersów z mocniejszych tekstowo utworów Cannibal Corpse (Hacksaw Decapitation, Submerged In Boiling Flesh i Intestinal Crank), choć tak naprawdę zacytować można byłoby dowolny. Nie jest tajemnicą, że to właśnie oni - trzęsący scenami na całym świecie już od ponad trzydziestu lat - są prawdziwymi mistrzami metalowej makabry, a na koncertach obietnicą metalowej jatki na najwyższym poziomie.

Cannibal Corpse od początku wzbudzał mnóstwo kontrowersji. W 1988 roku ekipa George'a "Corpsegrindera" Fishera z nowojorskiego Buffalo wydała pierwsze demo, dzięki któremu chwilę później podpisała kontrakt z Metal Blade Records, mającą już wtedy na koncie płyty takich ikon jak Slayer, Celtic Frost czy Sodom. Latem 1990 roku na półkach sklepów muzycznych pojawił się debiutancki album grupy pt. Eaten Back To Life, który zachwycił miłośników ekstremalnego metalu, ale i rozsierdził wiele, często wysoko postawionych osób. Popularne w tamtych czasach chrześcijańskie komisje ds. etyki marzyły, by Cannibal Corpse spłonął na inkwizycyjnym stosie, ale ich starania były daremne, bo kariera metalowców rozkręcała się niemal z tygodnia na tydzień.

Faktem jest, że Cannibal Corpse zawsze przesuwał granice artystycznej ekstremy. Zarówno, jeśli  chodzi o muzykę - surową i jazgotliwą, nawet jak na ówczesne standardy w death metalu - ale też z uwagi na growlowane na jej tle historyjki, pełne wyszukanych tortur i seksualnych perwersji, które w połączeniu z obowiązkowo makabrycznymi okładkami albumów, dawały iście zabójczy efekt. W rezultacie o zespole, najbardziej znanym z płyt Tomb Of The Mutilated (1992), Bloodthirst (1999) i Kill (2006), sporo mówiło się nie tylko w metalowych kręgach. Część amerykańskiego społeczeństwa była jego muzyką szczerze przerażona, choć Corpsegrinder wielokrotnie podkreślał, że dobrze byłoby podchodzić do niej z humorem i większym dystansem, którego przykładem był występ grupy u boku Jima Carreya w filmie Ace Ventura: Psi detektyw (1994).

W ubiegłym roku dość głośnio było o wynikach najnowszych badań zespołu prof. Billa Thompsona z Uniwersytetu Australijskiego w Sydney, który - pożytkując się również muzyką Cannibal Corpse - dowiódł, że death metal wcale nie zachęca do przemocy, a wręcz poprawia nastrój. W tym kontekście fakt, że ostatnia płyta grupy, czyli Violence Unimagined (2021) cieszy się takim wzięciem, że aż wylądowała w pierwszej dziesiątce kultowej listy Billboard Top Album Sales Chart, dając zespołowi najlepszy wynik sprzedażowy w całej jego historii, jest wręcz czymś pokrzepiającym. No, to co - do zobaczenia w B17?

Sebastian Gabryel

  • Cannibal Corpse
  • 16.08, g. 19
  • B17
  • bilety: 120 zł

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2022

sieci społecznościowe