Biuletyn Miejski

Biuletyn Miejski

20 lat rewolucji informatycznej i mentalnej

Miejski Informator Multimedialny obchodzi w tym roku swoje 20 urodziny. Z tej okazji rozmawiamy z Wojciechem Pelcem, kierownikiem Oddziału Serwisów Informacyjnych Urzędu Miasta Poznania, który utworzył MIM dwie dekady temu i kieruje nim do dziś.

Wojciech Pelc, fot. archiwum prywatne
Wojciech Pelc, fot. archiwum prywatne

Strona Miejskiego Informatora Multimedialnego, czyli oficjalna strona Miasta Poznania, została uruchomiona na początku 1998 roku, ale przygotowania rozpoczęły się z pewnością wcześniej.

Oficjalna inauguracja MIM-a miała miejsce 10 lutego 1998 roku, w południe, w Sali Błękitnej Urzędu Miasta, oblężonej przez dziennikarzy. Był też ówczesny prezydent Wojciech Szczęsny Kaczmarek, bardzo zainteresowany uruchomieniem strony internetowej miasta. Tak naprawdę wszystko zaczęło się dwa lata wcześniej, w 1996 roku, od podpisania porozumienia między Poznańskim Centrum Superkomputerowo-Sieciowym a Miastem Poznań, które jako pierwsze w Polsce miało na celu wspólne tworzenie warunków do tworzenia społeczeństwa informacyjnego. PCSS wypracował wtedy koncepcję nowoczesnej platformy informacyjnej wykorzystującej nowe technologie i przyszedł z gotowym projektem. Zadaniem Miasta było wypełnienie przygotowanych narzędzi treścią i zarządzanie kształtem informatora. To miało przyczynić się do lepszej rozpoznawalności i promocji miasta, skoku technologicznego i generalnie utwierdzenia pozycji Poznania jako lidera nowych technologii w Polsce. W Urzędzie osobą odpowiedzialną za promocję był wtedy wiceprezydent Tomasz Kayser, a mnie poproszono, aby zajął się tym projektem, ponieważ wcześniej miałem doświadczenia z pracy w polsko-francuskiej szkole nowych technologii, gdzie zajmowałem się m.in. public relations i zetknąłem się z narzędziami internetowymi. Ta praca na początku wymagała zacięcia redaktorskiego, co mi bardzo odpowiadało. Poprosiłem wiceprezydenta Kaysera i otrzymałem "carte blanche" w zakresie doboru treści merytorycznych i budowy tego informatora. Mogłem kontaktować się z każdą wybrana osobą w Urzędzie Miasta i miejskich jednostkach organizacyjnych. Zaczęliśmy wypełniać przygotowane przez PCSS narzędzia treścią i pracować nad ich propagowaniem w mieście. Trzeba pamiętać, że Internet nie był wtedy jeszcze powszechnie dostępny i miał ograniczoną przepustowość. Stanęło przed nami wyzwanie: jak zapewnić bieżące informacje, przede wszystkim te przydatne w codziennej aktywności ludzi, a także w rozrywce? Tak się szczęśliwie złożyło, że równolegle tworzone było Centrum Informacji Miejskiej przy Wydawnictwie Miejskim. Bardzo szybko dogadaliśmy się z ówczesnym kierownictwem CIM-u. Jego pracownicy, zanim jeszcze wprowadzili się do Arkadii, przyjeżdżali do siedziby PCSS przy ul. Noskowskiego i wypełniali bazy danych, które później służyły obu przedsięwzięciom - i tak jest do dziś. Takie były początki. Pamiętam, że dysponowałem wówczas chyba najmocniejszym komputerem w Urzędzie Miasta i pierwszym skanerem.

Na ile korzystaliście ze wzorców zagranicznych, krajowych, a na ile w projekcie było waszych własnych pomysłów?

W kraju nie było zbyt wielu wzorców. Zaufaliśmy naszym partnerom z PCSS, którzy tworzyli najsilniejsze centrum superkomputerowe w Polsce, jeździli po całym świcie obserwując najnowsze trendy w rozwoju Internetu. Jednocześnie zasięgaliśmy porad Biura Promocji Miasta. Oczywiście bardzo istotna była funkcja informacyjna, która jest wpisana w nazwę MIM-a. W tamtym czasie nie było stron internetowych miejskich jednostek organizacyjnych, czy instytucji kultury. Od samego początku zależało nam na tym, aby zbudować taki komplet narzędzi, żeby udostępnić tym podmiotom gotowe "formatki" do wypełniania treścią bez konieczności posiadania skomplikowanej wiedzy informatycznej. Wszystko po to, aby mogli dzielić się swoimi informacjami i wzbogacać zasoby MIM-a. W ten sposób siecią informacyjną staraliśmy się objąć całe miasto, co nam się w dużej mierze udało.

Jakie trudności trzeba było przezwyciężyć w tym początkowym etapie?

Przede wszystkim musieliśmy zbudować dobre kanały komunikacyjne i zapewnić kontakt z dostawcami treści. Pod koniec lat 90. XX wieku przygotowywanie materiałów informacyjnych w wersji cyfrowej było dopiero w powijakach. Trzeba było ludzi przyzwyczaić, że treści należy dostarczać nie w postaci wydruku tylko plików elektronicznych. Mieliśmy wtedy dużo do przepisywania. Ogromny problem był z pozyskiwaniem grafiki w formie cyfrowej, a skanery też nie były powszechne.

20 lat to pokolenie, a jeśli chodzi o Internet to nawet kilka pokoleń. Jakie najważniejsze etapy można wskazać w rozwoju MIM-a?

Pierwszy to oczywiście samo uruchomienie platformy. Drugi etap to wprowadzenie w portalu na masową skalę formularzy do wprowadzania treści w bazach danych. Trzecim etapem było rozpowszechnienie się Internetu szerokopasmowego. Od samego początku staraliśmy się tak przygotować strony, aby szybko się ładowały, bo użytkownicy mieli wtedy słabe łącza internetowe. Kiedy pojawił się Internet szerokopasmowy bardzo poszerzyły się dla nas możliwości budowania stron, zarządzania nimi. Kolejnym etapem było pojawienie się serwisów społecznościowych, które radykalnie zmieniły Internet. Obecnie MIM, czyli strona www miasta jest jednym z wielu sposobów konsumowania treści cyfrowych w Internecie i - być może - nie najważniejszym. To jak zmienił się Internet, jego dostępność i odbiór widać po statystykach, które zawsze bardzo uważnie śledziliśmy. W początkowych latach funkcjonowania MIM-a aktywność na naszej stronie zaczynała wzrastać mniej więcej od godziny 8 rano, szczyt występował od godziny 12 do 15, potem ta krzywa spadała i praktycznie wygasała około godziny 23. To oznaczało, że ludzie odwiedzali portal w pracy, bo tam mieli najlepszy dostęp do Internetu. Dzisiaj ten wykres jest zupełnie inny - spłaszczony w górnej części, z lekkim obniżeniem na godziny nocne. Oczywiście to nie oznacza, że w nocy nie ma ruchu na naszych stronach. Masowy dostęp do Internetu postawił przed nami kolejne zadanie: takie dopasowanie stron, aby można je było wyświetlać w wersji mobilnej. Doszliśmy do etapu, w którym konsumpcja treści cyfrowych odbywa się w większości na urządzeniach mobilnych. Teraz to one wymuszają na serwisach, aby się do nich dopasowywały. To jest kolejna rewolucja, bo zakłada inną percepcję treści, obrazu, połączeń między modułami informacyjnymi.

Do tej i innych rewolucji internetowych MIM umiejętnie się dostosował, o czym świadczą też nagrody jakie otrzymaliście na przestrzeni tych 20 lat.

Są wśród nich nagrody za wygląd strony internetowej, sposób prezentacji treści. Bardzo cenimy sobie też nagrody za oferowane usługi, ułatwianie życia za pomocą technologii informatycznych. To tak zwana "Złota @", czyli najważniejsza polska nagroda internetowa jeśli chodzi o samorząd. W ubiegłym roku otrzymaliśmy "samorządową perłę Internetu" od "Gazety Prawnej". Cieszymy się z tego, ale nie pracujemy dla nagród, lecz dla satysfakcji, że serwis jest wykorzystywany i potrzebny. Mimo powszechnie dostępnych informacji z gigantycznej ilości źródeł, utrzymujemy się na poziomie zdecydowanie przekraczającym 300 tysięcy unikatowych użytkowników miesięcznie. Świadczymy dostęp do informacji i usług. Jesteśmy po to, aby życie mieszkańców Poznania stało się prostsze. Proponujemy skróconą drogę do informacji. Dawniej, aby do niej dotrzeć trzeba było poświęcić mnóstwo czasu.

Kiedyś trzeba było iść do Urzędu, teraz wiele spraw można załatwić nie wychodząc z domu.

Wdrażaliśmy rekrutację elektroniczną do szkół, zakładanie firmy przez Internet, stworzyliśmy wyszukiwarkę cmentarną jako pierwsi w kraju. To wymagało gigantycznej pracy w uporządkowaniu baz danych. Obecnie skupiliśmy się na możliwie jak najszerszym dostępie do merytorycznych zasobów miasta. Tu już większa rola należy do Biuletynu Informacji Publicznej, który też tworzyliśmy.

Internet zmienia się nieustannie. Jak wyzwania obecnie stoją przed MIM-em?

Mniej tworzenia nowych serwisów i stron, raczej nacisk na dbałość o jakość informacji referencyjnych, na które można się powoływać. Zależy nam na utrzymaniu wysokiej wiarygodności jako źródła informacji. Musimy też skupić się nie na tym jak daną informację i usługę pokazać za pomocą strony www, tylko jak przekazywać dane, aby były dostępne przez wszelkie możliwe kanały informacyjne w Internecie. Chcemy też dać odbiorcom możliwość takiego wybierania sobie treści i zasobów, żeby mogli oni samodzielnie wykorzystać je do tworzenia wartości dodanej, na przykład własnych usług, stron, ofert. Od ośmiu lat robimy coś, co nazywa się udostępnianiem otwartych danych. Wyprowadzamy do przestrzeni informacyjnej uporządkowane dane w taki sposób, aby każdy mógł z nich korzystać w sposób jaki mu odpowiada. Stajemy się dostawcą treści i wstępnych rozwiązań technologicznych do dalszego wykorzystania. Samych treści gwałtownie przyrasta, więc raczej będziemy koncentrować się na ich porządkowaniu, zapewnianiu jakości i łatwym udostępnianiu, niż na tym, aby tworzyć kolejne byty informacyjne. Już dawno przestaliśmy być stroną internetową, a stajemy się bardziej hubem informacyjno-usługowym otwartym na interakcje z innymi systemami.

Pozostaje życzyć następnych tak rozwojowych 20 lat. Ciekawe jak wtedy będzie wyglądać MIM.

Tego nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Natomiast przez minione 20 lat miałem przyjemność i zaszczyt współpracować z fenomenalnymi ludźmi - moimi najbliższymi współpracownikami, stałymi partnerami - na przykład ekipą z Wydawnictwa Miejskiego Posnania oraz setkami osób, które dane było mi spotkać, nie wspominając już o współtwórcach tego systemu, czyli przyjaciołach z PCSS. Mam świadomość uczestnictwa w rewolucji nie tylko informatycznej, ale też mentalnej, która dzieje się na naszych oczach. Dla mnie jest to bardziej przygoda niż praca.

Rozmawiał Mateusz Malinowski