Biuletyn Miejski

Biuletyn Miejski

Brama niebios

Z CYKLU: Okiem Społecznego Opiekuna Zabytków

Obecne w wielu kulturach i religiach rytuały przejścia pozostawiły swój ślad także w sakralnej architekturze chrześcijaństwa. Widać to również w  zabytkowych kościołach Poznania.

Fot. Adam Suwart
Fot. Adam Suwart

Benevole Lector, poświęć trochę czasu i wybierz się na spacer na poznańską Starówkę, wyzbywając się wszelkich zobowiązań! Gdy znajdziesz się na Starym Rynku, wytyczonym w 1253 r. na planie kwadratu o boku 141 m, zwrócisz uwagę na jego harmonię. Z każdej pierzei wybiegają po trzy ulice, których osie, wraz z dalszymi ulicami prostopadłymi tworzyły niemal szachownicowy układ dawnego miasta w murach.

Miasto świeckie

Lokacyjny Poznań był obrazem supremacji władzy świeckiej nad duchową, czyli kościelną. Do dziś stanowi o tym całe instrumentarium użyte w owym XIII stuleciu i w wiekach późniejszych, szczególnie w epoce renesansu, do ukonstytuowania miasta i jego tożsamości. Najpierw jest to brak świątyni w głównym punkcie miasta, czyli na Starym Rynku. W przeciwieństwie do wielu innych miast powstałych w tamtej epoce, Poznań posiadał rynek zeświecczony. Później - zamiast braku - pojawia się czynnik pozytywny owej świeckości: jest to wzniesienie świątyni dla władz cywilnych, świeckich. Był nią renesansowy Ratusz, zaprojektowany na zlecenie Rady Miasta Poznania przez Jana Baptystę di Quadro, komaska z Lugano. A tuż przy nim, w miejscu hipotetycznego środka geometrycznego miasta lokacyjnego - kolumna Pręgierza - symbol pełni władzy świeckiej i jej wymierzania ("ius gladii" - prawo miecza).

Zwiedzający Poznań, zarówno tubylcy, jak i podróżni, mogliby zapytać: "Dobrze, dobrze, ale co to za centralna pozycja władzy świeckiej, skoro jej monumentalna siedziba, ratusz po renesansowej przebudowie, nie znajduje się w środku, a z boku zabudowy wewnętrznej?" Otóż ratusz poznański jest jednak w środku, a raczej w centralnym punkcie. Nie jest to jednak punkt geometryczny, a punkt uwagi.

Jedną z głównych osi komunikacyjnych dawnego Poznania jest ulica Wielka (dawniej zwana też Szeroką), niegdyś główny trakt wjazdowy do Poznania, ostatnie go wielkiego miasta na kresach zachodnich Rzeczypospolitej. To u wylotu tej ulicy, w północno-wschodnim narożu rynku następuje do dziś niezwykłe spotkanie: zderzenie przybysza z monumentalną architekturą fasady i całej sylwetki ratusza, wraz z jego strzelistą wieżą. Z obrazem tym konfrontowała się większość gości Poznania - od monarchów i biskupów, przez szlachciców, najeźdźców, kupców, kmieci, czy wreszcie luźnych ludzi. Gdyby ratusz zbudowano kilkadziesiąt metrów bliżej geometrycznego środka rynku, paradoksalnie wówczas jego centralna, uderzeniowa pozycja ideowo-topograficzna zostałaby zaprzepaszczona.

Owi przybysze musieli więc spojrzeć na bogato zdobioną fasadę Ratusza (wyzywająco otwierającą się na wschód, w kierunku dominium biskupiego na Ostrowie Tumskim), która oparta jest o bogatą w symbole ornamentykę, nawiązującą do starożytności i sławiącą ideały humanistycznej władzy świeckiej (o tym więcej w innym odcinku cyklu). Gdy zaś petent wkroczył do ratusza, albo jako pojmany na sąd, albo w lepszej sprawie, olśniewała go niezwykła wymowa imponującego sklepienia Wielkiej Sieni. Obecne tam symbole astrologiczne i apoteoza władzy świeckiej byłyby nie do pomyślenia w świątyniach katolickich tamtej epoki. Autorstwo ideowe obu tych "mówiących" dekoracji ratuszowych przypisywane jest Kasprowi Goskiemu, wielokrotnemu burmistrzowi Poznania, znakomitemu lekarzowi i... astrologowi.

Gdy do tej gradacji znaczeń wykutych w kamieniu i topografii miasta dodamy piętrzącą się ponad nim bryłę zamku królewskiego, uświadomimy sobie pełnię władzy świeckiej nad Poznaniem.

Przejście do sfery sacrum

Nic dziwnego, że władza duchowna różnymi środkami starała się podkreślić swoją preponderancję lub aspirację do prymatu w mieście i sprawowane tu rządy dusz. Mając do dyspozycji zaledwie parcelę na uboczu, niemal pod murami miejskimi (pl. Kolegiacki), gdzie pierwotnie wskazano miejsce na, nieistniejący dziś, kościół pierwszej parafii miasta (Pfarre, Pfarrei, Pfarrkirche), przynajmniej wysoką wieżą (90 m) starano się podkreślić swe prawa i dążenia.

Gdy w XVII i XVIII wieku jezuici wystawili dla siebie nową świątynię (od XIX wieku, po kasacie zakonu, pełniącą rolę fary), dokonali szeregu działań symbolicznych, podważających ową świecką integralność miasta. Można w ten sposób potraktować przykładowo rozbicie struktury murów miejskich w związku z koniecznością budowy prezbiterium w ramach nowej, monumentalnej barokowej świątyni.

Inny zabieg poznasz, Drogi Czytelniku, gdy ze Starego Rynku skręcisz w podrzędną niegdyś ulicę Świętosławską. Od czasów jezuickiej inwestycji perspektywę ulicy zamyka imponująca fasada barokowej bazyliki. Zbliżając się do niej, z kolejnymi krokami dostrzegasz symbolikę nawarstwionych elementów dekoracji. Dziś skupimy się na jednym zasadniczym elemencie, którym jest brama - miejsce przejścia ze strefy "profanum" (miasta) do sfery "sacrum" (kościoła i Kościoła). Owa "porta coeli" czyli "brama nieba" ma specjalne znaczenie.

Misterium grozy

Portal fary zaprojektował ok. 1750 r. jeden z architektów świątyni, Franciszek Koźmiński. Te późnobarokową konstrukcję spaja harmonijna arkada. W niej pomieszczono prostokątne wejście i półkoliście ujęte okno nadświetla. Boki arkady ukształtowane są przez piękną sekwencję, na którą składają się kolumny i ukośne pilastry kompozytowe. Nakrywa je mocno łamane, spiętrzone belkowanie. W zwieńczeniu portalu widzimy ogromny kartusz z łacińską inskrypcją: "Domus Domini, Porta Coeli" ("Dom Boży, Brama Niebios"). To memento, werbalizacja funkcji portalu, konstytuuje cały sens świątyni. Jest wręcz przeciwstawieniem się owemu porządkowi świeckiemu, który mimo odrodzeniowych usiłowań samouświęcenia, nadal pozostał w tutejszym mniemaniu w sferze "profanum".

"Jakąż grozą przejmuje to miejsce. Nic innego to, tylko dom Boga i brama nieba!" (1 Moj, 28,17). Mamy tu więc do czynienia z pełnym grozy ("misterum tremendum") rytuałem przejścia, który jednak staje się też przeżyciem numinotycznym - zniewalającym fascynującym, wyrażającym determinizm jedynej bramy (topos Chrystusa jako bramy dla owiec), która prowadzi do zbawienia.

Wkraczając w tym miejscu w mury świątyni, człowiek zmierza też do innego świata. Musi nawet dostąpić akwatycznego rytuału obmycia przy kropielnicy. Od wieków w tym miejscu przejścia (nie tylko w kościołach katolickich) ustawiano strażników - symbolizowały ich posągi lwów, sfinksów, łuczników, bóstw itd. W poznańskiej farze rolę tę zdaje się pełnić umieszczony w głębokiej niszy balkonowej nad portalem posąg świętego założyciela Ignacego Loyoli, unoszonego przez orła i jednocześnie tryumfalnie depczącego węża. Tak wywyższony św. Ignacy staje się tu, wprawdzie nadal ułomny m, ale jednak imago samego Chrystusa, który pierwej - w architekturze gotyku często tryumfował ponad portalem jako Pantokrator.

Ku zbawieniu

Brama lub portal to miejsce puste, miejsce przejścia. Po jej przekroczeniu nic nie będzie już takie samo. Sam kształt wejścia - na ogół prostokątny jest podniesioną do pionu transfiguracją kształtu świątyni, która z kolei jest w swym rzucie obrazem ciała Ukrzyżowanego ("Ja jestem drzwiami; jeśli kto przeze mnie wejdzie, będzie zbawiony", J 10, 7-9). Wkraczając poprzez bramę do świątyni dajemy sobie szansę eschatologiczną na stanie się częścią tego ciała. W starym rytualne konsekracji kościoła biskup namaszczał węgary bramne krzyżmem, wzywając błogosławieństwa i uświęcenia tego "wejścia zbawienia i pokoju".

Barokowy portal poznańskiej kolegiackiej bazyliki farnej wyraża całą doniosła symbolikę przejścia, jednak - w przeciwieństwie do świątyń gotyckich - w formie uproszczonej, mimo przysłowiowego bogactwa baroku. Jest tak po pierwsze w związku z faktem, że świątynia nie jest orientowana, brama przestaje więc pełnić funkcję "bramy przesileń", czyli symbolicznej komunikacji "słonecznej" - "ex oriente lux". Nie ma tu też gotyckich rozet, czy wyobrażeń zodiakalnych, rozpiętych pomiędzy węgarami bramy. Mimo to musimy sobie uświadomić, że pod kunsztowną "politurą" tej architektury, kryje się nie mniej wyrafinowana wewnętrzna, ezoteryczna treść mistyczna. I to tylko w zaledwie jednym, choć zasadniczym elemencie funkcjonalno-dekoracyjnym fary, jakim jest jej wejście.

Adam Suwart

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2019

Zobacz także: