Plan wydatków miasta na przyszły rok jest już znany, teraz przedstawiono go Radzie Miasta. Według projektu jeśli uda się zrealizować jego zamierzenia to w przyszłym roku miasto chce wydać 3 mld 425 mln zł, zaś do miejskiej kasy ma wpłynąć 3 mld 248 mln zł. To oznacza, że deficyt wyniesie 177 mln zł, ale łącznie miasto planuje w pożyczyć więcej, bo 473 mln zł, zaś na spłatę dotychczasowego zadłużenia miasta pójdzie kwota 296 mln zł. Miasto pożycza więcej niż tylko na sam deficyt, bo tego wymaga realizacja inwestycji, które są rozłożone w czasie dłuższym niż przewiduje jeden budżet.
Wydatki bieżące miasta, czyli te wszystkie środki, które potrzebne są na codziennie funkcjonowanie miasta (m.in. pensje, opłaty za energię, płacenie za usługi) mają wynieść w przyszłym roku 2 mld 843 mln zł. Natomiast wydatki majątkowe, a więc to wszystko co miasto inwestuje (budowa dróg, nowych szkół, duże remonty) mają wynieść 582 mln zł.
- W wydatkach łącznie bieżących i inwestycyjnych największe środki pójdą na oświatę, na które zaplanowano kwotę 1 mld 11 mln zł, to pierwszy raz w historii kiedy przekroczyliśmy tę kwotę - mówiła Barbara Sajnaj, miejska skarbnik, która prezentowała radnym projekt budżetu. Z tej kwoty na oświatę na inwestycje w szkoły i przedszkola ma iść 64 mln zł. Na transport będzie natomiast łącznie 648 mln zł, z czego na inwestycje w obszarze dróg i transportu przewidziano 211 mln zł. To dwa obszary, gdzie inwestycji będzie najwięcej. Duże kwoty są również zarezerwowane na politykę społeczną, bo aż 558 mln zł. Ten obszar wrósł głównie dzięki środkom na wypłaty świadczeń z programu Rodzina 500+.
Skąd miasto będzie miało pieniądze? Największe wpływy w ramach dochodów bieżących, jak co roku będą z podatków PIT i CIT. Z tych dwóch źródeł ma być 1 mld 81 mln zł. Z podatków i opłat lokalnych będzie 631 mln zł, subwencje z budżetu państwa to 602 mln zł oraz dotacje celowe z budżetu państwa to 422 mln zł. Bardzo mało w przyszłym roku będzie środków unijnych, bo zaledwie 2 mln zł. Pozostałe źródła dochodów mają dać miastu 364 mln zł. Miasto planuje też pozyskać dochody ze swojego majątku w wysokości 146 mln zł m.in. poprzez sprzedaż nieruchomości.
Co radni sądzą na temat budżetu na przyszły rok? W wystąpieniach swoje stanowiska zaprezentowali przedstawiciele poszczególnych klubów w Radzie Miasta. Radny Marek Sternalski wystąpił w imieniu radnych Platformy Obywatelskiej. -Myślę, że rolą radnych jest wylanie kubła zimnej wody na tych co nie do końca swoje zadania wypełnili realizując projekt budżetu. To musi być budżet realny do wykonania. Wszyscy już wiedzą, że Poznań to miasto otwarte i tolerancyjne. Teraz chcemy aby Poznań był znany z dobrze realizowanych inwestycji i wykorzystywania funduszy unijnych. Patrzę a w budżecie nie ma wielu rzeczy o których rozmawiamy: basenu na os. Zwycięstwa, programu in-vitro czy rowerowego, dlaczego? O tym będziemy rozmawiać, ale taki kubeł zimnej wody na początek jest potrzebny - powiedział Marek Sternalski.
Radny Tomasz Kayser w imieniu klub radnych PRO uważa natomiast, że wskaźniki gospodarcze przyjęte przy planowaniu przyszłorocznego budżetu są zbyt optymistyczne. - W konsekwencji prognozy dochodów są też zawyżone. Całość wydatków wydaje się kompilacjom różnych podejść do miasta, a nie jednej całościowej wizji, nie jest to więc budżet autorski - mówił radny. W imieniu klubu PiS głos zabrał radny Mateusz Rozmiarek. - W listopadzie 2014 roku Prezydent Miasta Poznania znalazł się w nietypowej sytuacji, gdyż w zasadniczej większości wszedł w budżet skonstruowany przez swojego poprzednika. Przyjęliśmy to do wiadomości, mając nadzieję, że wyciągnie z tego budżetu lekcje, podobnie myśleliśmy w 2015 roku. Czekaliśmy cierpliwie przez dwa lata, jednakże tym razem nie przyjmujemy nowego projektu budżetu do wiadomości, ponieważ Pan Prezydent nie odrabia żadnych lekcji. Inwestycje w mieście leżą, te same kolejne zadania - w związku z niewykonaniem -przepisywane są z budżetu do budżetu i tak w kółko - mówił radny.
W imieniu klubu Zjednoczonej Lewicy wystąpił radny Antoni Szczuciński, który zwrócił uwagę na niepokojące tendencje. - Wydatki na inwestycje 10 lat temu w Poznaniu wynosiły 36% całego budżetu, a teraz 17% co pokazuję siłę środków unijnych. W Poznaniu mamy też poważny problem z liczbą mieszkańców, bo w Krakowie w ciągu 10 lat przybyło mieszkańców, we Wrocławiu jest tyle samo, a mamy 25 tys. mniej - to wszystko ma wpływ na sytuację budżetową, którą musimy uwzględniać - mówił Antonii Szczuciński, który dodatkowo zaapelował o podwyżki dla pracowników kultury.
Jan Gładysiak/ biuletyn.poznan.pl