- Myśleliśmy, że wieża kolegiaty została rozebrana doszczętnie w XIX wieku - tłumaczy Artur Dębski. - Tymczasem nie dość, że okazała się częściowo zachowana, to jeszcze szacujemy, że do tej pory rozpoznaliśmy zaledwie 2-3% powierzchni kościoła. Nie wiemy dokładnie jaki był duży, ale domyślamy się, że pierwotnie zajmował cały obszar obecnego placu. W okresie średniowiecza prawdopodobnie nie było wyższego obiektu sakralnego na terenie Polski - dodaje.
Inne, unikatowe znaleziska jakie udało się wykopać naukowcom to m.in. złoty medalik, łyżeczka liturgiczna, fragment dzwonu, denar gdański z 1555 roku i ponad 2 tys. innych monet, wśród których znajdują się egzemplarze nienotowane dotąd w numizmatyce. Archeolodzy przebadali dotąd 1,5 ara terenu, rejestrując około 200 zachowanych w całości pochówków znamienitych obywateli (bycie pochowanym w podziemiach świątyni stanowiło zaszczyt dla zmarłego), w tym - co wielokrotnie podawały media - wyjątkowe odkrycie: czaszkę pośmiertnie poddaną trepanacji.
- To bardzo cenne odkrycie, mamy się czym pochwalić. Czaszka pochodzi z przełomu XVI i XVII wieku, kiedy medycyna dopiero raczkowała w Europie - podkreślają badacze.
Do końca lipca zdejmowana będzie kolejna, 60-centymetrowa warstwa ziemi. Archeolodzy liczą na dokładniejsze nakreślenie granic kolegiaty i wydobycie jeszcze większej liczby niewielkich artefaktów.
Dotychczasowy koszt prac wykopaliskowych to 1 mln zł. (as)