Komunikaty

pagina

Rada Miasta Poznania

Pominąłeś menu

menu

Bohater Poznańskiego Czerwca będzie miał swój skwer

Nazwisko Jana Suwarta pojawi się na mapie Poznania.

Skwer Jana Suwarta, fot. Urząd Miasta Poznania - grafika artykułu
Skwer Jana Suwarta, fot. Urząd Miasta Poznania

Radni z Komisji Kultury i Nauki pozytywnie zaopiniowała projekt uchwały w sprawie nadania imienia Jana Suwarta skwerowi położonemu pomiędzy ulicami Grobla, Za Groblą i Ewandelicka. Opinia została podjęta jednogłośnie. Uchwałę w sprawie nazwy skweru musi jeszcze podjąć na sesji Rada Miasta Poznania, ale w tym przypadku wydaje się to formalnością.

Jan Suwart jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci Poznańskiego Czerwca 1956 r. Podczas historycznych wydarzeń przystąpił do robotniczego protestu, uczestniczył m.in. w ostrzeliwaniu budynku Urzędu Bezpieczeństwa. We wrześniu 1956 r. stanął za to przed sądem w głośnym "procesie dziewięciu". Emocjonalne zeznania złożone przez niego na sali rozpraw wywołały poruszenie zebranych i oddźwięk w prasie zagranicznej. Z roli oskarżonego Suwart stał się oskarżycielem systemu stalinowskiego. Proces zakończył się sukcesem obrony, 12 października 1956 r. Jan Suwart został uniewinniony. W późniejszym okresie prowadził działalność publiczną, pomagał opozycji demokratycznej. Doczekał końca ustroju, z którym walczył, zmarł 7 listopada 1989 r. Pochowano go na cmentarzu junikowskim w alei zasłużonych. Został pośmiertnie odznaczony przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, a w szczególności za bohaterski udział w wydarzeniach Poznańskiego Czerwca 1956 r.

Mateusz Malinowski

  • W ostatnim czasie postać Jana Suwarta stała się jednym z bohaterów powieści Piotra Bojarskiego pt. "Juni". Akcja powieści osadzona jest w realiach czerwcowych wydarzeń z 1956 r. Postacie i wydarzenia fikcyjne przeplatają się z historycznymi. Wymyślona postać niemieckiego dziennikarza spotyka na swojej drodze m.in. Jana Suwarta. Poniżej fragment powieści.

"Znowu usłyszał strzały.

Nasłuchując bicia własnego serca, jakby każde z uderzeń miało być ostatnie, zorientował się, że wystrzały nie pochodziły tym razem z broni maszynowej. Padły z zupełnie przeciwnego kierunku, zza jego pleców!

Odruchowo nakrył dłonią głowę, by nie oberwać jakimś odłamkiem. Wokół niego działo się coś dziwnego, niepojętego, wolał jednak nie podnosić głowy i nie sprawdzać, co.

Tuż obok niego przebiegło kilku mężczyzn, naskakując na najbliższy mur. Zaraz potem Carsten Eichwald usłyszał kolejne, pojedyncze strzały i zrozumiał, że niespodziewanie doczekał się odsieczy.

Ktoś szarpnął go za ramię i podniósł, nie bawiąc się w ceregiele. Zobaczył rumianą twarz młodego robotnika. Wyglądał na kierowcę ciężarówki albo operatora dźwigu. Spod płowej grzywy spoglądały na niego oczy trawione powstańczą gorączką. Dwudziestokilkuletni robotnik miał w dłoni karabin i sprawiał wrażenie bojownika w transie. Eichwald widywał takich w kinie, na wojennych kronikach z walk w Warszawie.

- Nazywam się Suwart - oświadczył Eichwaldowi prosto w twarz. - Jan Suwart. Dowożę broń spod więzienia. Pogoniliśmy tych sukinsynów, którzy chcieli cię dorwać! Lepiej się zmywaj, albo przyłącz się do nas. Idziemy raz jeszcze na UB! Trzeba ich w końcu wykurzyć! Raz a dobrze!

Carsten niewiele rozumiał z tej gorączkowej przemowy swojego wybawcy. Zdawał sobie jednak sprawę, że powinien coś powiedzieć. Niezręcznie było mu jednak odpowiedzieć po niemiecku. Wysilił pamięć i nie bez trudu odpowiedział:

- Dziękuję.

Dziwna wymowa i obcy akcent nieznajomego zastanowił Suwarta. Już chciał coś odpowiedzieć, gdy gdzieś z bocznego podwórka wypadł chudy chłopak, krzycząc do robotnika:

- Czołgi! Jadą w stronę Poznańskiej!

- Cholera! Tam stoi nasza warszawa! Jeszcze nam ją zgarną! - wrzasnął do swoich ludzi Suwart, kompletnie zapominając o Eichwaldzie. - Wiara! Lecimy nad Poznańską, ale już!

Tupot nóg w wąskim korytarzu kamienic był ostatnim sygnałem dźwiękowym, który zaświadczał o epizodzie z udziałem zbawców Eichwalda. Niemiec stał oszołomiony, rozglądając się wokół jak pijany. Czuł się jak nowo narodzony.

Jeżycki szczun, który zawiadomił ekę Suwarta, podbiegł do Carstena i potrząsnął jego prawicą.

- Niech pan ucieka! - powiedział z przejęciem. - Od Wiepofamy walą następne czołgi. Podobno jadą w nich Ruskie! Ruskie, słyszysz pan?!"

Do góry