W ostatniej dekadzie XX wieku tworzyły doskonały duet w polskich kajakach. Regularnie startowały w najważniejszych imprezach międzynarodowych, z których przywoziły medale.
Obie pochodzą z Nowego Dworu Mazowieckiego. Tam rozpoczęły swoją przygodę z kajakarstwem, a potem obie przeniosły się do Poznania, gdzie w znakomitym stylu kontynuowały sportową karierę w KS Posnania.
Jako pierwsza piękne sukcesy zaczęła odnosić nieco starsza Izabela Dylewska. Trafiła do klubu Świt Nowy Dwór Mazowiecki w 1980 r. jako dwunastolatka i bardzo szybko pokazała silny charakter.
- Po pewnym czasie, kiedy trenowałam ze swoimi rówieśniczkami, okazało się, że dla mnie takie treningi to zdecydowanie za mało. Chciałam jeszcze więcej pracy i więcej zadań treningowych. Sama zgłosiłam się do trenera koordynatora klubowego Olgierda Światowiaka i wymogłam na nim, aby pracował ze mną indywidualnie. Chciałam szybko wygrywać i stawiałam sobie coraz wyższe cele sportowe - wspomina Izabela Dylewska.
W następnych latach Dylewska regularnie zdobywała medale w kraju i podczas imprez międzynarodowych. Szybko stało się jasne, że rośnie wielki talent polskiego kajakarstwa. W 1987 r. wywalczyła pierwszy medal (srebrny) w mistrzostwach świata seniorów w Duisburgu na dystansie 500 m. W tym samym roku zdobyła jeszcze złoto Uniwersjady w jedynce na tym samym dystansie oraz brązowy medal w kajakowej czwórce też na 500 m. Z wielkimi nadziejami jechała na igrzyska olimpijskie do Seulu w 1988 r. Dwudziestolatka spełniła swoje oczekiwania i stanęła na trzecim stopniu podium, co było sporą niespodzianką.
- Kiedy ta młoda dziewczyna wywalczyła olimpijski medal w Seulu, powiedziałem do swojego partnera w dwójce Marka Dopierały, że byłby duży wstyd, gdyby tylko ona przywiozła do Polski medal dla polskich kajaków - mówił Marek Łbik, dwukrotny medalista olimpijski z Seulu w kanadyjkowych dwójkach. - Rzeczywiście razem z Markiem zdobyliśmy jeszcze na tych igrzyskach dwa krążki, srebrny oraz brązowy, i wstydu nie było. Ale Iza mi wtedy zaimponowała, co zresztą powtórzyła cztery lata później w Barcelonie
- Po zdobyciu przez Izę brązowego medalu w Seulu, zaraz po wyścigu ukryłem się za trybunami i nie wstydzę się tego powiedzieć, że łzy stanęły mi w oczach ze wzruszenia. To był wspaniały sukces, na który ona ciężko zapracowała - powiedział po latach trener Olgierd Światowiak.
Kiedy Dylewska zdobywała medal w Seulu, jej śladem podążała w Nowym Dworze Mazowieckim Elżbieta Urbańczyk, także trenowana przez Olgierda Światowiaka. Też była w Seulu jako nastolatka i w czwórce na 500 m zajęła ósmą lokatę.
- W Świcie wszystkie dziewczyny starały się naśladować Izę, która od dłuższego czasu pokazywała drogę, jak dojść do wysokiego poziomu sportowego. A w 1990 r., kiedy w Nowym Dworze nie było już dobrej atmosfery i finansów dla kajakarstwa, obie z Izą trafiłyśmy do Poznania... i zostałyśmy do dzisiaj - wspomina Elżbieta Urbańczyk.
Do Posnanii zawodniczki trafiły wspólnie z trenerem Światowiakiem i przez następną dekadę zdominowały żeńskie kajakarstwo. Podczas igrzysk olimpijskich w Barcelonie (1992) Izabela Dylewska powtórzyła sukces i ponownie wywalczyła brąz w jedynkach na 500 metrów. Wspólnie z Elżbietą Urbańczyk wystartowały także w dwójkach na tym samym dystansie i zajęły szóstą pozycję.
- Dwa medale olimpijskie, jakie zdobyłam, traktuję do dzisiaj w kategorii cudu - twierdzi Dylewska, która przez wszystkie lata treningów słynęła z żelaznego zdrowia, wielkiej ambicji i niesamowitego zaangażowania w systematyczną pracę. Jak widać, przyniosło to wspaniałe rezultaty.
Dylewska i Urbańczyk w latach 90. regularnie zdobywały laury dla swojego klubu Posnania oraz medale dla Polski. W 1995 r. w Duisburgu na mistrzostwach świata było srebro w kajakowych dwójkach na 500 m. W trzecim starcie olimpijskim w Atlancie (1996) miały nadzieję na wspólny krążek, ale niestety nie udało się, bo zajęły siódmą lokatę na swoim koronnym dystansie. Podczas mistrzostw Europy w Płowdiw (1997) wywalczyły wspólnie dwa złote medale w dwójkach na 200 i 1000 m. W tym samym roku w mistrzostwach świata w Dartmouth wywalczyły srebro na 200 m i brąz na 1000 m. Po tej ostatniej imprezie Izabela Dylewska postanowiła zakończyć czynne uprawianie sportu. Elżbieta Urbańczyk z kolei pojechała jeszcze na czwarte igrzyska olimpijskie do Sydney (2000), gdzie w kajakowych jedynkach na 500 m zajęła piąte miejsce. Do swojego bogatego dorobku dołożyła jeszcze kolejne medale mistrzostw świata i Europy. Po 2002 r. zakończyła sportową karierę.
Warto jeszcze dodać, że obie kajakarki, obok sukcesów międzynarodowych, wywalczyły razem prawie sto złotych medali w mistrzostwach Polski. Dylewska ma w swoim dorobku 36 krążków z najcenniejszego kruszcu, a Urbańczyk - 44 złote medale mistrzostw kraju. Trudno nawet policzyć wszystkie medale, jakie zdobyły obie kajakarki podczas swojej sportowej kariery.
Bardzo szybko po zakończeniu uprawiania sportu obie panie rzuciły się w wir już zupełnie innej pracy. Izabela Dylewska została radną sejmiku Województwa Wielkopolskiego (kadencja 2002-2006), a Elżbieta Urbańczyk radną Miasta Poznania (także kadencja 2002-2006). Znając sport od przysłowiowej podszewki, swoim autorytetem i zaangażowaniem skutecznie działały na rzecz nie tylko sportu zawodowego, ale przede wszystkim sportu dzieci i młodzieży.
W 1997 r. obie panie wygrały plebiscyt na najlepszego sportowca Wielkopolski, organizowany przez Express Poznański. Wielokrotnie znajdowały także uznanie w oczach polskich kibiców, głosujących w prestiżowym plebiscycie Przeglądu Sportowego.
Dzisiaj Izabela Dylewska nadal związana jest z kajakarstwem. Organizuje turystyczne spływy kajakowe, ale też trenuje najmłodszych adeptów tej dyscypliny, regularnie uczestniczy w różnych akcjach promujących kajakarstwo. O kajakarstwie nie zapomniała również Elżbieta Urbańczyk-Baumann (mąż Paweł też czynnie uprawiał tę dyscyplinę).
- Z Izą znamy się tyle lat, że trudno to już nawet policzyć. Jesteśmy w stałym kontakcie, przyjaźnimy się i często uczestniczymy w różnych akcjach promujących naszą dyscyplinę - mówi Elżbieta Urbańczyk-Baumann.
- Po tylu latach uprawiania kajakarstwa mogę powiedzieć, że go właściwie jeszcze nie znam do końca. Podczas wielu kajakowych wędrówek jego uczestnicy starsi i młodsi uzmysławiają mi, że jeszcze muszę się sporo uczyć - podkreśla Izabela Dylewska.
Jacek Pałuba