Sprawa konfliktu w Ogrodzie Zoologicznym, zarówno starym, jak i nowym wyszła na jaw przy okazji uśmiercenia kilkudziesięciu żółwi wodnych w ostatnim czasie. Zdaniem dyrektora Aleksandra Niwelińskiego odbyło się to zgodnie z prawem i ze sztuką medyczną, o czym poinformował radnych na jednej z poprzednich komisji. Pracownicy ogrodu podważają tą opinię. Swoje zarzuty nie tylko w tej sprawie przedstawili radnym z Komisji Gospodarki Komunalnej i Polityki Mieszkaniowej na jej posiedzeniu 28 sierpnia.
Obecni na posiedzeniu pracownicy oraz byli pracownicy zoo zarzucali obecnemu kierownictwu dzielenie i manipulowanie członkami załogi, rozbijanie i utrudnianie funkcjonowania związków zawodowych i faworyzowanie jednego z nich. Zarzucano także zatrudnianie na stanowiskach kierowniczych osób niekompetentnych. Większość zarzutu dotyczyły jednak standardów opieki nad zwierzętami, a zwłaszcza braku prawidłowej opieki weterynaryjnej dla podopiecznych ogrodu. Co skutkowało m.in. eutanazją żółwi wodnych czy nieprawidłową pielęgnacją kucy, o których to przypadkach głośno było w mediach. Zdaniem pracowników radykalnie obniżono też środki na zakup paszy, przez co zwierzęta chodzą głodne, w efekcie tej sytuacji zdechło kilka mundżaków, które z braku żywności zjadły szkodliwe rośliny przy ich wybiegu. Oprócz tego zdaniem radnych miało dochodzić do odstrzeliwania dziko żyjących na terenie zoo kotów, a w czasie ostatniej nawałnicy z wybiegu uciekł jeden z niedźwiedzi.
W rezultacie burzliwej dyskusji radni zaapelowali o natychmiastową reakcję ze strony Urzędu Miasta. Zastępca prezydenta Arkadiusz Stasica, któremu ogród podlega, zobowiązał się do wyjaśnienia zarzucanych kwestii. Spotka się w tej sprawie z dyrektorem Aleksandrem Niwelińskim.
(jg)