Komunikaty

pagina

Rada Miasta Poznania

Pominąłeś menu

menu

Mrówcza praca, by naprawiać miasto

Z Maciejem Wudarskim, zastępcą prezydenta Poznania rozmawia Jakub Głaz

Fot. Urząd Miasta Poznania - grafika artykułu
Fot. Urząd Miasta Poznania

Z opozycyjnej trybuny przesiadł się pan na fotel zastępcy prezydenta odpowiedzialnego za poznańską urbanistykę i komunikację. Uda się panu naprawić to, co krytykowaliście razem z Prawem do Miasta? Więcej jest możliwości czy ograniczeń?

Są sytuacje, kiedy pracuję nad tematami, które nie budzą kontrowersji, jak choćby plan miejscowy dla parku Kasprowicza czy ciekawy plan dla Strzeszyna w rejonie ulic Hezjoda i Koszalińskiej. Spory dysonans czuję za to, gdy ze względów finansowych i formalnych zmuszony jestem kontynuować inwestycje drogowe, których kształt krytykowałem: trasę katowicką czy rozwiązania komunikacyjne dla Zielińca. W ogóle zagadnienia transportowe wymagają gruntownej rewizji. Trudno mi na przykład wyobrazić sobie, byśmy mieli realizować przeskalowaną III ramę komunikacyjną szeroką na 60 metrów. Potrzebne są głębokie analizy i zmiany polityki w tym zakresie. Na razie z konieczności zajmujemy się głównie pracą bieżącą, uruchamiając działania projektowe, które będą widoczne za kilka miesięcy.

Nie będzie więc na przykład zmian personalnych i strukturalnych w Wydziale Urbanistyki i Architektury?

Dziś nie udzielę konkretnej odpowiedzi na to pytanie.

Od dawna zbieram znaczące sygnały od projektantów, że urząd nie traktuje równo wszystkich architektów i inwestorów.

Również słyszę krytyczne głosy. Jest pewien problem z WUiA, ale, powtarzam, za wcześnie jeszcze na mój komentarz w tej sprawie.

Może pan jednak zainicjować zmiany. Od lat środowisko projektantów postuluje utworzenie stanowiska architekta miasta z prawdziwego zdarzenia, który zarządzałby "superwydziałem" sprawującym pieczę nad wszystkimi jednostkami odpowiedzialnymi za przestrzeń miasta.

Nie wiem, czy to możliwe i potrzebne, bo - na przykład - dobrze oceniam współpracę Wydziału Gospodarki Nieruchomościami z Miejską Pracownią Urbanistyczną. To ważne, gdyż w tej chwili za najistotniejsze uważam uchwalenie jak największej liczby miejscowych planów zagospodarowania, co znacznie odciąży w przyszłości WUiA. To zresztą niełatwe zadanie, bo zapisy planów pociągają za sobą nierzadko znaczne koszty dla miasta.

Dla których terenów plany powinny powstać w pierwszej kolejności?

Nie ma szczególnych obszarów, które chciałbym wskazać. Mam jednak z czego wybierać, bo sporo jest wniosków o nowe plany. Bardzo ważny jest plan dla Wolnych Torów oparty na wynikach konkursu, który zostanie rozstrzygnięty w listopadzie. Za chwilę ruszamy też z kolejnymi planami chroniącymi kształt ratajskich osiedli. Myślę, że najbliższy rok to czas na porządkowanie sytuacji planistycznej, którą zastaliśmy. Dotyczy to też obszarów kontrowersyjnych, do których należy Sołacz. Ważąc wszystkie argumenty za i przeciwko zabudowie spornych obszarów, będę tu szedł ku kompromisowi.

Co jeszcze trzeba zmienić w kształtowaniu przestrzeni miasta?

Porządkuje ją najnowsze studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, którego zapisy uważam przeważnie za korzystne. Musimy dążyć do tego, by było maksymalnie respektowane; także w zakresie wydawanych warunków zabudowy.

Gruntownej naprawy wymagają za to miejskie inwestycje. Jakie zmiany planuje pan, by nie powtórzyć fatalnych przypadków Kaponiery, stadionu lub trasy katowickiej? Czy ocaleją Poznańskie Inwestycje Miejskie?

Problemem były tu przede wszystkim specyfikacje projektowe i same projekty. Trudno dziś powiedzieć, czy ktoś nie umiał, czy też nie chciał dobrze ich przygotować. W tej chwili ratujemy, co się da. Dotyczy to na przykład zmian w koncepcji przebudowy ul. Dąbrowskiego. Jest tu sporo konfliktów przestrzennych i komunikacyjnych, których na tym etapie nie da się już w pełni rozstrzygnąć. W inny sposób, od razu z udziałem mieszkańców, zaczynamy za to prace nad projektem przebudowy Wierzbięcic i ul. 28 Czerwca. Nowa jakość pojawi się także podczas budowy tramwaju na Naramowice. A istnienie PIM ma głęboki sens, pod warunkiem że będą wreszcie dobrze zarządzane.

Czy na miejskie inwestycje będą ogłaszane wreszcie konkursy architektoniczne? Niska jakość Term Maltańskich lub stadionu pokazuje, że to raczej konieczność.

Tego jeszcze nie wiem. Tym bardziej że nie szykują się spektakularne budowy. Choć mówi się sporo o nowej hali widowiskowej, to nie ma na nią pieniędzy.

A da się poprawić błędne rozwiązania na Kaponierze?

Możliwe są pewne zmiany, ale tylko w zakresie układu komunikacyjnego. Intensywne prace prowadzi w tym zakresie m.in. oficer rowerowy Wojciech Makowski.

Pracuje już 7 miesięcy. Kiedy zobaczymy pierwsze efekty jego działań?

Niebawem. Wkrótce powstaną np. pasy rowerowe na ul. Pułaskiego. Jest kilkanaście innych projektów drogowych, w których bierze udział. Jest to choćby zmiana koncepcji dla skrzyżowania przy inwestycji w dawnej zajezdni przy Gajowej. Udało się tam naprawić sytuację, choć inwestor miał już pozwolenie na budowę i mógł zignorować to, czego chcą nowe władze.

Wcześniejsze rozwiązania powstały pod dyktando Zarządu Dróg Miejskich, który de facto projektował najważniejsze fragmenty miasta zamiast władz i urbanistów. Ogon kręcił psem.

To już się zmienia. Dobrze oceniam pracę dyrektorów, efekty widać wyraźnie po działaniach wicedyrektora Tadeusza Nawalańca, który w szybkim tempie przygotowuje zmiany korzystne dla przyszłej odnowy centrum. Mam sygnały, że dobrze jest oceniana współpraca ZDM z radami osiedli. Razem z ZDM testujemy rezygnację z sygnalizacji świetlnej w kilku miejscach śródmieścia.

Wolno i po kawałku. Dlaczego tak ostrożnie? Szumnie zapowiadane przejście dla pieszych na nowy dworzec też powstaje tylko w połowie.

Chcemy najpierw poznać opinię mieszkańców na ten temat, nawet jeśli mamy pewność, że są to rozwiązania słuszne. Co do zebry przy PKP: nie w połowie, a dwóch trzecich. Najważniejsze było udostępnienie wygodnej drogi na dworzec. W przyszłości można przedłużyć przejście na drugą stronę jezdni, o ile nie będzie to zbyt drogie ze względów technicznych.

U nas trwa mozolna naprawa błędów popełnionych, gdy inne polskie miasta rozwijały się racjonalniej. Któremu z nich zazdrości pan rozwiązań architektonicznych i urbanistycznych?

Nie chcę takich porównań, każde miasto jest inne. Bardziej interesuje mnie mrówcza praca, by naprawiać Poznań i to, co zostało popsute, także w zakresie mentalności, która nie każe już poznaniakom dbać o porządek jak dawniej. A urbanistyka i architektura zależą też od pieniędzy. Gdy Poznań będzie atrakcyjny, to i u nas pojawią się zamożni inwestorzy.

Co może ich przyciągnąć?

Przede wszystkim Wolne Tory, gdy ustalimy, co i jak tam budować. To w tym obszarze widzę przyszłość nowoczesnego Poznania. Ten teren to zresztą nie tylko miejsce na nową dzielnicę, ale szansa na lepsze złączenie centrum z zaniedbanym dziś Łazarzem. Mam nadzieję, że tego tematu nie zmarnujemy.

  • Maciej Wudarski: rocznik 1964, poznaniak z Jeżyc, absolwent Politechniki Poznańskiej (Wydział Maszyn Roboczych i Pojazdów). Od 2011 r. wiceprzewodniczący Rady Osiedla Krzyżowniki-Smochowice, współzałożyciel stowarzyszenia Prawo do Miasta. Od grudnia 2014 r. zastępca Prezydenta Poznania.
  • Rozmowa ukazała się we wrześniowym numerze miesięcznika IKS w ramach autorskiego cyklu Jakuba Głaza "Władcy przestrzeni".
Do góry