W zbiorach Biblioteki znajdują się miliony książek. Gdzie to wszystko się mieści?
W tej chwili nasze zbiory liczą 5 mln książek. W planach jest przeniesienie części z nich z magazynów znajdujących się poza centrum do budynku, który przy ul. Św. Marcin pozostawili historycy. Takie rozwiązanie znacznie skróci czas oczekiwania na zamówioną książkę, a po wyjątkowo ważny tytuł będzie można nawet pobiec od razu.
Wszyscy wiemy jednak, że Biblioteka to nie tylko książki.
Oczywiście. Podkreślamy naukowość Biblioteki, ale oprócz podstawowej działalności staramy się reagować również na bieżące potrzeby czytelników. To jasne, że bierzemy udział w takich akcjach jak Narodowe Czytanie Lalki, Festiwal Nauki i Sztuki czy Tydzień Bibliotek, ale organizujemy również szereg własnych.
Jakich?
Dzień Batmana, spotkania miłośników gier planszowych albo cokwartalne spotkania Dyskusyjnej Akademii Komiksu. Współpracujemy też z Uniwersytetem Trzeciego Wieku albo robimy wystawy na temat tego, co robią pracownicy uczelni, np. Instytutu Orientalistyki, żeby poznaniacy mogli sobie odpowiedzieć na pytanie "Co oni tam właściwie robią?". Staramy się wychodzić poza utarte ramy.
Nie boi się Pan, że nowe czytelnie wydziałowe, na przykład te powstające na kampusie Morasko, odciągną czytelników od Biblioteki?
Między nami nie ma rywalizacji, jest tylko współpraca. Oczywiście, tamte czytelnie mają coś, czego my nie mamy - nowoczesną architekturę opartą na betonie i szkle, wolny dostęp do półek. To niesamowite, że siedząc w czytelni Wydziału Biologii, mam przed sobą widok na las. Nasz budynek ma za to mnóstwo intrygujących tajemnic i ducha dawnych bibliotek. Weźmy na przykład mój gabinet. Wie pani, co to za mebel tam w rogu?
Wygląda jak szafa grająca albo barek.
Nie zgadła pani. To umywalka, w dodatku ciągle sprawna (drzwiczki niewielkiej komódki uchylają się, odsłaniając kran i muszlę - przyp. red.). Celowo nie wymienialiśmy podłogi na galeryjce w Czytelni Czasopism, żeby nadal skrzypiała pod stopami. Wie pani, kiedy ten dyżurny idzie i ona tak skrzypi... to niepowtarzalny urok.
Jest tego więcej?
Oczywiście. W budynku jest mnóstwo tajemniczych przejść, krętych schodów. Ogromne wrażenie robi nasz magazyn, oddany do użytku jeszcze w 1901 roku. To osiem pięter pełnych książek, po 150 tys. książek na każdej kondygnacji. Stropy są tu bardzo cienkie, bo całe obciążenie opiera się na filarach. Jak na tamte czasy to bardzo nowoczesne rozwiązanie. Organizujemy tu spotkania po zmroku, podczas których dzieci zwiedzają go w blasku świec, oczywiście pod kontrolą dorosłych. Są bardzo podekscytowane. Podobnie jak wtedy, kiedy pokazujemy im maszynę do wypełniania papieru, która pozwala załatać powstałe w nim dziury.
To uroki przeszłości. A jak widzi Pan przyszłość tego miejsca?
Staramy się łączyć nowoczesność z tradycją. Z jednej strony mamy u siebie prawdziwe książkowe perełki, z drugiej - nowoczesne rozwiązania, takie jak usługa "Zapytaj Bibliotekarza". Może pani zadzwonić, napisać maila albo połączyć się na Skypie i od razu otrzymać odpowiedź. Wprawdzie nasi konsultanci nie powiedzą chirurgowi stojącemu nad otwartym pacjentem, jak ma wykonać cięcie, ale na pewno pomogą znaleźć odpowiednią literaturę.
Czyli ciągły rozwój. A wydawałoby się, że bycie bibliotekarzem to taka stateczna praca...
Ależ skąd! U nas pracują zapaleńcy, ludzie pełni pomysłów i miłości do książek. Stare druki, ikonografia, muzykalia, liberatura... Pani wie, co to liberatura? To takie dziwne, nietypowe wydania książek, na przykład książki w butelce, albo o kilometrowej długości. Mamy najnowocześniejsze rozwiązania informatyczne, dostęp do e-zasobów, dziesiątki imprez. A mimo to niektórzy myślą, że to nudna praca. Jak widać, wszystko zależy od człowieka.
rozmawiała Anna Solak
- Dr hab. Artur Jazdon od 1992 roku dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu, wcześniej jej pracownik i wicedyrektor. Wykładowca akademicki i redaktor naczelny rocznika Biblioteka. Autor 5 książek i ponad 100 artykułów z zakresu historii ruchu wydawniczego, drukarstwa i księgarstwa oraz organizacji i zarządzania bibliotekami.