Sprzątanie brzegów Warty kosztuje i będzie kosztować. Zwiększyliśmy częstotliwość i zakres. Kosze i kontenery są. Jeszcze dołożymy. Nie ma już jednak żadnego usprawiedliwienia, że nie ma gdzie wyrzucić butelek, nie wspomnę o ich biciu o ziemię czy wrzucaniu do wody. Leniom i śmieciarzom mówimy stop. Jeżeli nadal kultura osobista będzie przegrywać, a budżet miasta będą pochłaniać kolejne dziesiątki tysięcy złotych na sprzątanie "po zabawie" niektórych, to radni w imię odpowiedzialności za finanse publiczne będą musieli w pewnym momencie zastanowić się nad swoją wcześniejszą decyzją.
Póki co sytuacja się poprawiła, ale jak mówię... niemałym kosztem finansowym. Chciałbym by nad rzekę dalej przychodziło tyle osób, bo widok ludzi nad Wartą cieszy i jest tego... warty. Ale są pewne granice wszystkiego, jeżeli praca służb porządkowych będzie pracą syzyfa. Nie czarujmy się - także policja ani SM nie będą 24 h na dobę pilnować co każda z tysiąca osób robi z puszką po piwie. Byłoby to też marnotrawstwo sił i środków. Oczywiście będą ten rejon obejmować swoją służbą, bardziej niż kiedyś.
Nadal jestem jednak optymistą. Przybędą wkrótce plaże nad Wartą, stateczki, pomosty i inne atrakcje wodne, o czym pisałem dwa dni temu. Tam też będą przewidziane działania porządkowe. Chciałbym byśmy się z tego cieszyli a nie ciągle mówili o śmieciach. Ale to zależy też od samych mieszkańców i naszych gości. Doceniam wszystkie społeczne inicjatywy sprzątania Warty oraz edukacji. To nasi partnerzy. To oni także uczciwie zwracają uwagę, że jeszcze 3-4 tygodnie temu można było mówić o braku koszy, ale nie teraz. Teraz brakuje tylko części kultury.