Dwa tornistry, a w nich: 100 złotych polskich, drewniana kamera z półmetrowym miechem, pudło ciężkich jak nieszczęście klisz, słoik powideł, kilka kiszonych ogórków i... mapa wyrwana z ojcowskiego atlasu. Z tak zestawionym ekwipunkiem 24-letni Tadeusz Perkitny wraz z przyjacielem Leonem Mroczkiewiczem wyruszył we wrześniu 1926 roku na kilkuletnią wyprawę dookoła świata.
Zanim jednak wrodzona ciekawość pchnęła Tadeusza Perkitnego w ramiona "awanturniczej", jak sam ją niekiedy nazywał, przygody, przyszło mu przeżyć szczęśliwą młodość w ukochanym Poznaniu, gdzie przyszedł na świat w maju 1902 roku. Tutaj poznał przyszłego towarzysza podróży Leona Mroczkiewicza, tutaj też odebrał solidną edukację, która nie skończyła się bynajmniej na obowiązkowych zajęciach lekcyjnych, ale począwszy od 1913 roku, obejmowała również konspiracyjną działalność samokształceniową w Towarzystwie Tomasza Zana. Patriotyzm zaledwie 16-letniego Tadeusza w bardzo jednoznaczny sposób dał zresztą o sobie znać w grudniu 1918, gdy jako ochotnik wziął udział w powstaniu wielkopolskim. W wolnym Poznaniu wstąpił w mury młodego Uniwersytetu, by kontynuując rodzinne tradycje, odbyć studia z zakresu leśnictwa uwieńczone dyplomem w lipcu 1926 r. Zaledwie dwa miesiące później młody i doskonale zapowiadający się inżynier wbrew woli mocno zaniepokojonych rodziców wyruszył w świat.
Imponująca podróż miała swój początek w Szwecji i w swym pierwszym etapie wiodła przez Norwegię, Francję, Senegal oraz Amerykę Południową, finansowana zaś była niejako z dnia na dzień. Dwójka zuchwałych poznaniaków fundusze na dalszą wędrówkę zdobywała, imając się po drodze wszelkich możliwych prac. W samej tylko Europie byli kolejno: drwalami, robotnikami w fabryce terpentyny, ogrodnikami, pucybutami, a nawet... niańkami. W Nowym Świecie z kolei naprawiali tory kolejowe w górach Serra Do Mar, gdzie korzystając z zabranego z kraju sprzętu fotograficznego, otworzyli szalenie wśród miejscowej ludności popularne "studio fotograficzne", pracowali w argentyńskiej fazendzie, wreszcie na dziewiczych terenach u podnóża Andów brali udział w wytyczaniu nowej trasy kolejowej. Pożegnawszy Amerykę Południową, ruszyli w kierunku Sajgonu (via Los Angeles, Honolulu, Jokohama), który udało im się osiągnąć w grudniu 1929 roku. W Indochinach, wykorzystując swoje mierniczo-geodezyjne doświadczenie wyniesione z Argentyny, przez ponad pół roku dokonywali pomiarów w środku wietnamskiej dżungli, dzięki czemu mogli sfinansować ostatni odcinek swojej eskapady - wiodący do Europy, m.in. przez Afrykę Centralną i Maroko. Gdy w lutym 1930 roku Perkitny i Mroczkowski wrócili ostatecznie do Poznania, witało ich niemal całe miasto, które na bieżąco śledziło ich przygody dzięki korespondencjom publikowanym na łamach Kuriera Poznańskiego. Dodajmy, że owa niesamowita podróż stała się znakomitym wstępem do błyskotliwych naukowych karier, które obaj przyjaciele zwieńczyli tytułami profesorskimi. Tadeusz Perkitny zmarł 7 sierpnia 1986 roku, spoczywa na cmentarzu przy ul. Lutyckiej.
Piotr Grzelczak