Marcin Kącki: Jak to się dzieje, że w 2008 roku prywatny przedsiębiorca pisze list do "Gazety Wyborczej", że przesiadł się z samochodu na rower i każdemu to poleca, po czym nagle zaczyna angażować się w sprawy społeczne?
Jacek Jaśkowiak: W sprawy publiczne angażowałem się już wcześniej, życie zawodowe i zarabianie pieniędzy nie jest jedyną działalnością, jaką można się zajmować. Już w tamtym czasie jeździłem trochę po świecie obserwując, jak żyje się w innych miejscach. Widziałem jak w wielkich miastach europejskich wielkie galerie handlowe zabijają lokalne biznesy, a ruch samochodowy degeneruje centra miast. Kiedy wreszcie przesiadłem się na rower, cieszyłem się jak małe dziecko, że zamiast stać w korkach zaoszczędzam czas, mijam po drodze uśmiechniętych ludzi, a w dodatku nie muszę już robić dodatkowego treningu kolarskiego. "Wyborcza" prosiła o dzielenie się wrażeniami, no to się podzieliłem.
Ewa Wanat: Fragment o "bystrym finansiście", który "z nieużywanym droczy się sumieniem" w tekście Jacka Kaczmarskiego "Przypowieść na własne czterdzieste czwarte urodziny" nie jest trochę o Panu z tamtych lat?
J.J: W tej piosence występują aż cztery osoby, w tym ja. Cytat z niej zamieściłem nawet na stronie internetowej swojej firmy. Uznałem, że skoro Jacek, który miał niezwykłą umiejętność postrzegania świata tak mnie widział, to nie będę wypierał się tej prawdy. Biznes to gra drapieżników - tak to wygląda i nie ma innej drogi.
E.W: Z drugiej strony jako prezydent prezentuje Pan raczej socjalistyczne poglądy. To która twarz jest prawdziwa?
J.J: Polityka to też twarda gra, o wiele bardziej brutalna niż biznes - tym bardziej, kiedy dochodzą do tego media. Wtedy dopiero robi się jazda bez trzymanki.
M.K: Przejdźmy do rzeczy bardziej bieżących. Niedawno podpisał Pan tzw. "Deklarację wrocławską" - wspólny projekt prezydenta Dutkiewicza i Pana "Miasta dla nietolerancji". Chwilę później odkrywa Pan napis "zdrajca" na murze swojego domu. Co Pan czuł?
J.J: Tego dnia wróciłem do domu późno, około godziny 22. Pewnie mało brakowało, a natknąłbym się na jego autora i pewnie przestałbym być wtedy prezydentem, bo zadziałałyby emocje.
E.W: Miał Pan odwagę zatrudnić w Teatrze polskim Macieja Nowaka. Jednocześnie apelował o godne obchodzenie 1050. rocznicy chrztu Polski i 60. rocznicy Czerwca "56. Cenzura prewencyjna?
J.J: Zależało mi na tym, żeby godnie uczcić obie te rocznice. Nie chcę ograniczać wolności poznańskich teatrów i artystów, ale zdaję sobie jednocześnie sprawę z tego, że osoby starsze - kombatanci, mają często konserwatywne poglądy, a ich naruszenie może urazić ich uczucia. Sztuka zawsze ma na celu pewne prowokowanie, ale czym innym jest sztuka, która wywołuje emocje, a czym innym emocje, które pretendują do miana sztuki. Proszę pamiętać, że już podczas sprawy "Golgoty Picnic" byłem po stronie wystawienia tego spektaklu.
E.W.: W nominowanym do Oscara filmie "Spotlight" o skandalu pedofilskim w Kościele, w napisach końcowych pojawia się plansza z Poznaniem. Zamierza Pan coś z tym zrobić?
J.J: Nie mam zamiaru nic z tym robić, bo nie mam zamiaru wybielać tego co się zdarzyło, a z czym Kościół nie potrafił się dotąd zmierzyć. Sztuka polega na tym, żeby z popełnianych błędów wyciągać naukę. Na tym polega przecież całe piękno filozofii przebaczenia.
M.K: W swojej kampanii wyborczej obiecał Pan 4 tys. mieszkań dla młodych.
J.J: Mam świadomość tego, że model deweloperski należy uzupełnić o system mieszkań komunalnych. Mój zastępca, Arkadiusz Stasica, bardzo mocno nad tym pracuje. Myślimy też o nowym systemie mieszkań dla seniorów, a więc osób częściowo niepełnosprawnych ruchowo.
E.W: Czy program in vitro będzie finansowany przez samorząd, a jeśli tak, to na jakim jest etapie?
J.J: In vitro budzi wielkie emocje w mediach. Osobiście jestem za finansowaniem tego typu zabiegów. Skoro rząd się z tego wycofuje, uważam że ten ciężar powinien przejąć samorząd. Nie chodzi tu tylko o ideologię, bo in vitro jest tylko częścią polityki prorodzinnej. Jako miasto zwiększyliśmy na przykład liczbę miejsc w żłobkach, chcemy też przyciągać młodych do miasta atrakcyjnymi miejscami pracy, czystym powietrzem, miejscami rekreacji, szkołami i przedszkolami. Do sprawy należy podejść całościowo.
M.K: Tak zwany "gniazdowy", który kończył piosenkę na meczu Lecha Poznań słowami obraźliwymi wobec uchodźców otrzymał poręczenie prezesa klubu. Co Pan na to?
J.J: Prezes Lecha doskonale zna moje stanowisko w tej sprawie, wielokrotnie o tym rozmawialiśmy. Nie mam zamiaru każdorazowo się do tego ustosunkowywać. Osobiście wolę pójść do teatru niż słuchać wrzasków na meczu, ale mam świadomość tego, że trzeba zmierzyć się z rasizmem, który wychodzi ze stadionu. (as)
- Debata "Wolne Miasto Poznań"
- 15.02
- Teatr Ósmego Dnia