Komunikaty

pagina

Rada Miasta Poznania

Pominąłeś menu

menu

Aleksander Wojciechowski życie spędza na torach regatowych

Aleksander Wojciechowski - grafika artykułu
Aleksander Wojciechowski

Jest prawdziwą instytucją w polskim wioślarstwie. Najlepszy trener świata według Międzynarodowej Federacji Wioślarskiej (FISA) w 2008 roku.

Pod jego trenerskim okiem polska czwórka podwójna: Adam Korol, Marek Kolbowicz, Michał Jeliński i Konrad Wasielewski, wywalczyła złoty medal igrzysk olimpijskich w Pekinie 2008. Zdobyli również cztery razy mistrzostwo świata (2005 - Gifu w Japonii, 2006 - Eton w Wielkiej Brytanii, 2007 - Monachium w Niemczech i 2009 - Poznań). Wojciechowski, przez całe życie związany z Poznaniem, właśnie w stolicy Wielkopolski rozpoczął przygodę z tą dyscypliną.

Na początku był Tryton

- Jak trafiłem do wioślarstwa? Było w tym sporo przypadku, bo najpierw próbowałem sił w piłce nożnej, potem w szermierce, aż wreszcie trafiłem do poznańskiego Trytona i do wioseł. Uczyłem się w technikum, a mój nauczyciel Zenon Wiatr był zafascynowany wioślarstwem. W Trytonie pływałem w ósemce, a potem w czwórce bez sternika. Rozpocząłem także studia na AWF. Ale zawodnikiem wybitnym nie byłem - wspomina Aleksander Wojciechowski.

Pracował jako trener najmłodszych zawodników w Trytonie, w 1982 r. przeniósł się do AZS AWF Poznań, a pod koniec 1996 r. rozpoczął trenerską pracę w Poznańskim Związku Towarzystw Wioślarskich.

Budowa zespołu

Wojciechowski odmłodził kadrę i zmienił osady. Dwójka Korol i Kolbowicz cały czas startowała w finałach mistrzostw świata, w 1999 r. zdobyła brązowy medal. W igrzyskach w Sydney zajęli piąte miejsce. Czwórka podwójna, z synem trenera w składzie, była ósma.

Po Sydney stworzył nową czwórkę podwójną, która w 2002 r. wywalczyła srebrny medal mistrzostw świata, rok później brązowy. Korol, Kolbowicz, Bronikowski i Kruszkowski uchodzili za kandydatów do medalu olimpijskiego. Niestety było dopiero czwarte miejsce (zabrakło 0,07 sek. do podium) i poczucie klęski. Wojciechowski namówił na dalszą karierę Korola i Kolbowicza, a dołożył im do osady Michała Jelińskiego i Konrada Wasielewskiego. Stworzył tym samym legendarną już dzisiaj, niepokonaną przez pięć sezonów osadę. Trener miał pewne wątpliwości po pierwszym złotym medalu mistrzostw świata w Gifu w Japonii.

- Najtrudniejszy był następny rok, bo powtórzenie sukcesu jest trudniejsze niż osiągnięcie go. Martwiłem się jednak tylko tuż przed mistrzostwami, choć moja czwórka wygrywała wszystko po drodze. W Eton w Wielkiej Brytanii nie dali nikomu szans. Potem kolejno w Monachium, Pekinie, Poznaniu. Skłamałbym, gdybym twierdził, że nie denerwowali się. Trochę przestraszyli się porażki z Włochami przed igrzyskami w Pekinie, później rewelacyjnego czasu Amerykanów, a w 2009 roku czwórki z Chorwacji. Ale to byli profesjonaliści, którzy nie chcieli stracić niczego z nimbu niezwykłości - wspomina Wojciechowski.

Poszukiwania następców

Ale jak to bywa w sporcie, tak jak w życiu codziennym, każda seria ma swój kres. Igrzyska olimpijskie w Londynie okazały się nieudane dla dominatorów (tak ich nazywano na świecie w poprzednich latach). I tak czwórka przestała istnieć, a każdy z zawodników poszedł swoją drogą. Wojciechowski rozpoczął poszukiwania nowych wioślarzy, którzy mogliby pójść w ślady swoich poprzedników. Na razie bez oczekiwanych rezultatów.

Pod koniec maja 2015 r. w Poznaniu odbyły się mistrzostwa Europy seniorów w wioślarstwie. Czwórka podwójna pod trenerską opieką Wojciechowskiego płynęła w składzie: Wiktor Chabel, Mateusz Biskup, Dariusz Radosz, Mirosław Ziętarski i zajęła czwartą pozycję. Do podium zabrakło niewiele. Na przełomie sierpnia i września podczas mistrzostw świata we francuskim Aiguebelette wspomniana osada wygrała finał B (czyli siódme miejsce w MŚ) i wywalczyła olimpijską kwalifikację do Rio de Janeiro. Czy podopieczni trenera Wojciechowskiego będą w stanie skutecznie powalczyć o czołowe lokaty w Brazylii? Trudno dzisiaj przewidzieć, tym bardziej że szkoleniowiec cały czas poszukuje optymalnego składu czwórki. Poprzedni sezon zdaje się potwierdzać, że blisko wyjazdu do Rio jest czwórka z Poznania i Francji. W styczniu 2016 r. wioślarze trenowali na zgrupowaniu w Livingo we Włoszech. Obok Chabela, Radosza, Biskupa i Ziętarskiego, również Artur Mikołajczewski i Miłosz Jankowski. Zapewne z tej grupy zostaną wybrani najlepsi i to oni spróbują nawiązać do złotego okresu polskiej czwórki podwójnej.

Ale trener ma jeszcze nadzieję na kolejną osadę, która mogłaby wystartować w Rio. To dwójka podwójna mężczyzn. W poprzednim roku aspirowali do niej m.in. Adam Wicenciak i Dawid Grabowski oraz Dominik Czaja i Maciej Zawojski. Na razie jednak ta polska osada nie ma kwalifikacji, o którą będzie mogła jeszcze powalczyć w maju 2016 r. w szwajcarskiej Lucernie. Trudno przewidzieć, czy jej się powiedzie. Na razie wioślarze trenują w portugalskim Lago Azul pod opieką trenerską Roberta Sycza, którego zaprosił do współpracy Aleksander Wojciechowski. Sycz to kolejna gwiazda polskich wioseł: dwukrotny mistrz olimpijski w dwójkach podwójnych wagi lekkiej z Sydney 2000 i Aten 2004 w parze z Tomaszem Kucharskim.

- Jestem przekonany, że zawodnicy przygotowujący się obecnie do sezonu olimpijskiego zrobią wszystko, aby być w optymalnej formie w Rio. Widząc, jak pracowali w ostatnich miesiącach, wierzę, że niczego nie zaniedbamy, wszystko mamy dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Jeśli tylko nie zabraknie zdrowia, wtedy rzeczywiście z optymizmem będzie można myśleć o najważniejszym starcie w 2016 roku. Czy to będzie podium? Dzisiaj jeszcze jest dużo za wcześnie, aby o tym mówić. Na razie solidnie i systematycznie pracujmy, a potem będziemy się martwili o wyniki - podsumowuje trener Wojciechowski, prawdziwa instytucja polskiego wioślarstwa.

Nie zapomina o rodzinie

Aleksander Wojciechowski podkreśla, że jego synowie jako zawodnicy osiągnęli więcej od niego, bo obaj startowali w igrzyskach olimpijskich i mistrzostwach świata. Przyznaje jednak, że nie mają takiego serca do wioślarstwa jak on i żona Halina, mistrzyni kraju w jedynce. Synowie Michał i Adam pracują w swoich wyuczonych zawodach i w nich chcą robić karierę.

- Ja spędzam życie w podróżach, w ośrodkach treningowych i na torach regatowych. I jeszcze trochę pewnie to potrwa - zapowiada legendarny trener, który od 2005 r. mieszka w Skokach. A niedaleko też mieszkają jego synowie ze swoimi rodzinami.

Jacek Pałuba

  • Na zdjęciu: Aleksander Wojciechowski, fot. Wielkopolski Związek Towarzystw Wioślarskich
Do góry