Ile tak naprawdę wiemy o Poznańskim Czerwcu 1956?
- Mimo kilkudziesięcioletnich zaniedbań spowodowanych polityką władz PRL, które skutecznie blokowały, bądź ograniczały badania nad Czerwcem, spory historiograficzny postęp dokonany w ciągu ostatnich 25 lat pozwala na udzielenie w miarę wyczerpujących odpowiedzi na większość pytań związanych z przebiegiem "czarnego czwartku". Nie zmienna to faktu, że historycy jeszcze przez lata kruszyć będą kopie w związku z kontrowersyjnymi i ze względu na źródłowe braki często niemożliwymi do ostatecznej wersyfikacji kwestiami związanymi choćby z rzekomym udziałem sowieckich wojsk w pacyfikacji miasta czy też domniemanymi egzekucjami dokonywanymi na żołnierzach odmawiających wykonywania rozkazów w trakcie tłumienia poznańskiego buntu. Dlatego też w moich badaniach położyłem nacisk na przedstawienie źródeł, istoty oraz dynamiki konfliktu, jaki toczył się w PRL na tle oceny, interpretacji, kształtowania pamięci, wreszcie upamiętnienia Czerwca.
Udało ci się odkryć nieznane fakty, które zmieniają obraz tamtych dni?
Punktem wyjścia do moich badań była chęć zmierzenia się z obowiązującą dotąd w przekazie naukowym oraz publicystycznym, choć nigdy nie przeprowadzoną tezą, iż "żałobna kurtyna milczenia", o zaciągnięcie której apelował Władysław Gomułka, była na tyle szczelną, że poznaniacy zdecydowali się ją zerwać dopiero na fali solidarnościowego "karnawału". Tymczasem okazało się, iż wielokrotnie podejmowano próby jej uchylenia, o czym świadczą m.in. opisane przez mnie oddolne robotnicze inicjatywy zmierzające do zorganizowaniu w Poznaniu niezależnych obchodów pierwszej i drugiej rocznicy Czerwca. Inne nieznane dotąd szerzej wątki, które udało mi się odtworzyć dotyczyły m.in. okoliczności zwolnienia Stanisława Matyi z HCP w marcu 1958 r., "badań socjologicznych" uprawianych w latach 60. przez SB, których mimowolnymi uczestnikami była kilkusetosobowa grupa poznaniaków aresztowana dekadę wstecz za Czerwiec, czy też kontrowersji towarzyszących budowie pomnika Poznańskiego Czerwca na pl. Mickiewicza.
Podczas obchodów 50 rocznicy w 2006 r. o Poznańskim Czerwcu było naprawdę głośno, ale przy innych okazjach media ogólnopolskie jedynie rutynowo odnotowują ten fakt jak kartkę z kalendarza. Czy poznaniacy przegrali walkę o pamięć?
- W tym twierdzeniu jest z pewnością ziarno prawdy, co paradoksalnie świadczyć może o tryumfie polityki historycznej władz komunistycznych. Wbrew popularnym ujęciom dziejów PRL, których rytm wyznaczają kolejne antysystemowe zrywy, Czerwiec jest jednocześnie ujmowany w kategoriach wydarzenia jednostkowego, historycznie izolowanego, pozbawionego dalszego ciągu i rzeczywistych, a nie tylko symbolicznych konsekwencji wykraczających poza horyzont roku 1956. Uderza to w zestawieniu choćby z kolejnymi przełomami lat 1968 i 1970, mającymi swe dalekosiężne skutki, zapoczątkowującymi procesy, z których wyrasta nasza współczesność. Wyjątkowe obchody z 2006 r. jedynie potwierdzają tę regułę, jeśli zatem sami nie będziemy podejmować szeroko zakrojonych działań nie tylko zresztą na rzecz Czerwca, ale i pozostałych chwalebnych wydarzeń i postaci z dziejów miasta oraz regionu, to jest tylko nikła szansa, że uczyni to za nas to ktoś z zewnątrz.
Rozmawiał Mateusz Malinowski
- Piotr Grzelczak na co dzień pracuje w Wydawnictwie Miejskim Posnania, publikuje m.in. w miesięczniku "IKS" artykuły poświęcone historii Poznania w XX w.