Nauczycielu, nęka Cię stres? Odetchnij głęboko....

Innowacyjne metody redukcji stresu- pod takim hasłem odbyły się wczoraj bezpłatne warsztaty dla nauczycieli i dyrektorów naszych szkół. Macie Państwo na co dzień do czynienia z trudnymi sytuacjami- mówił Krzysztof Wadelski, terapeuta z firmy UwolnijCiało. Nagłe zwroty akcji podczas lekcji czy na przerwach, ciężkie rozmowy z dyrektorem lub rodzicem powodują szybki wzrost adrenaliny i wszystko się w nas gotuje. Jak pomóc sobie i nie dać się emocjom zapędzić w kozi róg? To zabrzmi banalnie, ale podstawą jest właściwy oddech.

Relaksacja
Relaksacja

Praktycznym ćwiczeniom relaksacji chętnie poddało się kilkudziesięciu nauczycieli i dyrektorów.Wprawdzie ostatni raz podniosłam głos podczas zajęć teatralnych- uśmiecha się Hanna Konieczna, dyrektor MDK w Poznaniu-  bo tego wymagała moja rola, ale rzeczywiście moja praca jest silnie stresogenna. Nie przestrzegam zasad dobrego zadbania o siebie w sensie właściwych posiłków czy stałych pór odpoczynku, kłopoty kumuluję w głowie i choć jestem tak zwany "niespotykanie spokojny człowiek", to z przyjemnością posłucham i potrenuję nowe sposoby autorelaksacji. Przyda mi się to na pewno.

Co mnie stresuje? Bezsilność- mówi Krystyna Wieniawa- Chmielewska, dyrektor Gimnazjum nr 6. Obecnie szczególnie wdrażana reforma oświaty wywołuje we mnie takie właśnie emocje. Odpowiedzialność, jaką czuję za kadrę, która budowałam przez 16 ostatnich lat powoduje, że jestem w ciągłym stresie. Spróbuję się dziś wyciszyć i zabiorę kilka pomysłów do domu.

Ja stresuję się, gdy widzę, że ktoś popełnia błąd, a nie chce się do tego przyznać- tłumaczył Marek Greffling, dyrektor VIII LO. Tak się dzieje na radach pedagogicznych czy na spotkaniach z rodzicami. Staram się nie unosić, ale przyznam, że sporo mnie to kosztuje. Dlatego chętnie posłucham, co powinienem robić, gdy złość czy nerwy biorą górę nad spokojem i opanowaniem.

Przedłużony stres może nawet zabić- tłumaczył Krzysztof Wadelski. Nie jesteśmy przygotowani na przebywanie w ciągłym obciążeniu naszych nerwów. Rwa kulszowa, bóle lędźwiowe- to także następstwa długotrwałego stresu. Dlatego proponujemy i polecamy stosowanie w takich momentach technik uważności, wizualizacji, a przede wszystkim ten niedoceniany tak bardzo świadomy oddech. Uspokójmy się, odpuśćmy, a dopiero potem- działajmy.

A jak działajmy, to z głową- sugerował na kolejnych warsztatach, poświęconych autoprezentacji i komunikacji międzyludzkiej dr Dariusz Tarczyński, psycholog. Dobra prezencja to podstawa naszego sukcesu. Już nasza postawa, wizerunek, to, jak chodzimy, jak wyglądamy ma wielkie znaczenie dla osób, z którymi się kontaktujemy. A więc- ramiona w dół, biodra- luźniutko, uśmiech na twarzy- i do przodu.

Zdaniem Dariusza Tarczyńskiego nasze kompleksy są źródłem naszej siły. Bo jak mam coś do poprawienia, to wiem, w jakim kierunku powinnam się rozwijać. Jak jestem z siebie w pełni zadowolona, jest mi dobrze i wygodnie- stoję w miejscu. A sukces? Sukces to cel, przepracowany z marzeń. Jeśli jest konkretnym mierzalny, mam szansę go osiągnąć. Jeśli marzę o czymś, co nie wiadomo, czym jest- na przykład do szczęściu, to będę się błąkać w zaklętym kole. A jeśli powiem sobie- chcę być sprawnym i skutecznym dyrektorem szkoły- to pracując w tym kierunku mam szansę na sukces.

W szkoleniu uczestniczył także Robert Janowski. Gdy jesteśmy zakochani, to nie pytamy o to, jaka to melodia.- tłumaczył. Wiemy, co mówić, jak mówić, jak się zachowywać. Nie proponuję przenoszenie takiej komunikacji na każdą sferę naszego życia, ale wzięcie do siebie kilku zasad na pewno się przyda. A więc- uważnie słuchamy drugiego człowieka. Patrzymy mu w oczy, gdy z nim rozmawiamy. Nie  gestykulujemy agresywnie, nie wytykamy palcem, nie szturchamy łokciem. Szukamy jego mocnych stron, nigdy- słabości.

Każda komunikacja międzyludzka ma charakter transakcji i można ją porównać do podrywu- przekonywał dr Tarczyński. Czy to chodzi o "sprzedaż" siebie, jako fachowca czy o dobre zarządzanie zespołem.  Ale trzeba pamiętać, ze w pracy z ludźmi, jak w każdym podrywie- gdy dochodzi już do finalizacji sprzedaży, to żeby dobrze działo się dalej, facet musi pamiętać o tak zwanej "opiece posprzedażowej" na kobietą. A nie- mylić ją z serwisem maszyny. Tak samo jest w każdym innym obszarze naszych kontaktów z ludźmi. I tyle.