Poznan.pl, oficjalna strona Miasta Poznania

pagina

Wydawnictwo

Pominąłeś menu

menu

Przyjemność, która zatrzymuje

Kto by pomyślał, że wystarczy fortepian, bandoneon i odrobina pozytywki, by szarą i zbyt mroźną styczniową rzeczywistość zastąpił wieczór żywcem wyjęty ze środka lata? Skrzący się od kolorów, otulający nas ciepłem i zachwycający przenoszącymi w czasie melodiami. 

. - grafika artykułu
fot. materiały prasowe

Zamku, drogi Zamku - jak bardzo nam było tego trzeba! W imieniu wszystkich, którzy dali się oczarować przez Claudio Constantiniego i Pawła Paduszyńskiego - dziękuję. A teraz do konkretów i odpowiedzi na pytanie - dlaczego uważam, że wydarzyły się czary, a wskaźniki sentymentalizmu wcale nie zostały przekroczone?

Dla Claudio Constantiniego muzyka jest sposobem porządkowania świata i perspektywą, która nadaje mu znaczenie. Pochodzący z Limy pianista, bandoneonista i kompozytor od lat konsekwentnie buduje własny, rozpoznawalny język dźwiękowy. Zakorzeniony w muzyce klasycznej, otwiera się na improwizację, muzykę latynoamerykańską i wrażliwość wpływającą z brzmień współczesnych. Jak sam podkreśla, to właśnie fortepian i bandoneon są dla niego uosobieniem (udźwiękowieniem?) przestrzeni skupienia, miejscem zatrzymania w pędzącej rzeczywistości i oderwaniem od tego, co uparcie funduje nam nadmiar bodźców. Constantini w sposób bliski magicznemu przenosi tę potrzebę wyciszenia na scenę, zapraszając słuchaczy i słuchaczki do świata opartego na subtelnościach, ogromie czułości i jeszcze większym wachlarzu muzycznych doznań. 

W wykształceniu Constantniego odbija się jego międzynarodowa artystyczna tożsamość. Pierwsze lekcje fortepianu pobierał u swojego ojca, Gerardo Constantniego, by następnie kształcić się w Finlandii, Holandii i Paryżu. Był uczniem, a później asystentem Aquilesa Delle Vigne, spadkobiercy tradycji pianistycznej Claudiego Arrau i György'ego Cziffry. Te klasyczne fundamenty są wyraźnie obecne w jego zwłaszcza fortepianowej grze - podobnie jak Chopin, którego przywołał w jednej z pierwszych zapowiedzi, podkreślając, jak ogromną rolę odgrywa w jego życiu - ale nigdy nie dominują nad potrzebą swobody i poszukiwań.

Ostatnie lata przyniosły kilka ważnych premier płytowych. Minialbum "Elsewhere", nagrany wspólnie z Yehezkelem Razem, oraz wydany w listopadzie "Fragile" ukazują Constantniego w szczególnie refleksyjnej odsłonie. Ten drugi krążek, oparty na autorskich kompozycjach na fortepian i bandoneon jest muzyczną medytacją. To właśnie z tym materiałem artysta wyruszył w trasę "Fragile - Solo Tour 2025", w ramach której mogliśmy się z nim spotkać w sobotni wieczór. 

Constantini rozczula. Kompozycjami, które napisał z myślą o swoich dzieciach - synku Dorianie (jak opowiadał, główna melodia pojawiła mu się w głowie krótko po jego narodzinach) i córce Dianie (tu z kolei kanwę stanowiła melodia, którą kilkulatka wymyśliła w trakcie zabawy; Claudio podchwycił ją i na niej oparł cały utwór). Zmysłowym klimatem, powolnością i uśmiechem, jaki wywołuje.

Constantini budzi podziw, uzupełniając napisane na fortepian kompozycje brzmieniem bandoneonu, na którym grał w tym samym czasie. Lewa ręka na fortepianie, prawa ręka na bandoneonie, a to wszystko z taką... nonszalancją? Lekkością? Gracją? Aż trudno było oderwać od niego nie tylko słuch, ale i wzrok. Podobały mi się również te z utworów, w których lekko spreparowany fortepian został zloopowany, stając się tym samym perkusyjną bazą do melodii i improwizacji - ciężar tej ostatniej przeniesiony został na bandoneon. Widać w tym rozwiązaniu otwartą głowę i chęć zabawy formą, która odpowiednio wyważona, zawsze wpuszcza do kompozycji pewną świeżość. 

Constantini zatrzymuje. Od pierwszych nut "Fragile" daje jasno do zrozumienia, że tu i teraz nie potrzebujemy niczego innego niż uważnej obecności. Niezależnie od tego, czy na scenie działa się muzyka czy słuchaliśmy akurat anegdotycznych opowieści, FOMO nie istniało, a to w dzisiejszych czasach moment, który warto zapamiętać!

Zanim jednak na zamkowej scenie pojawił się Claudio Constantini, po raz pierwszy mogłam usłyszeć (na żywo i nie tylko) Piotra Paduszyńskiego - pianistę, kompozytora i producenta muzycznego młodego pokolenia. Jego twórczość ulokowałabym na stylu neoklasyki, muzyki ilustracyjnej i filmowej; minimum środków, maksimum wyrazu, prostota formy połączona z wyrazistym, nasyconym (ale nie przesyconym) emocjami klimatem. Dla Paduszyńskiego fortepian zdaje się być narzędziem do opowiadania historii, a w utworach, w których decyduje się sięgnąć również po pozytywkę - historie te zamieniają się w opowieści, które mogłyby trwać bez końca. Pod koniec ubiegłego roku artysta zaprezentował swój drugi album zatytułowany "Zorze", w którym najbardziej ujmująca jest czuła autentyczność, połączona z umiejętnym operowaniem nastrojem i subtelną dźwiękową dramaturgią. Choć prawie ominęłabym jego support, cieszę się ogromnie, że miałam okazję go posłuchać - nie tylko stanowił idealną zapowiedź do wszystkiego, co działo się później, ale i sprawił ogrom przyjemności - jednej z tych, które wyrastają z prawdziwego zatrzymania, na które w codziennym biegu zbyt rzadko udaje się znaleźć czas. Z ciekawością będę śledzić jego karierę i trzymam kciuki, by miał szansę w pełni rozwinąć skrzydła! Potrzebujemy takiej wrażliwości, języka i nade wszystko - czułości.

Marta Szostak

  • Claudio Constantini
  • CK Zamek
  • 24.01

Dowiedz się więcej na temat

Do góry