Poznan.pl, oficjalna strona Miasta Poznania

pagina

Wydawnictwo

Pominąłeś menu

menu

Tajemnica pewnego grabarza

- Wybrałem kiedyś zawodową ścieżkę techniczną, choć jeszcze na studiach nie do końca byłem przekonany, czy to dobry wybór. A potem były śmichy-chichy z potencjalnego epitafium: "Mógł dostać Nobla, ale mu się nie chciało" - mówi Rafał Brączkowski, zwycięzca II edycji konkursu literackiego Wydawnictwa Miejskiego Posnania na opowiadanie kryminalne dziejące się w Poznaniu - "Kryminał do Poznania. To takie porządne miasto".

. - grafika artykułu
Rafał Brączkowski, fot. Grzegorz Dembiński

Czy zwycięskie opowiadanie "Słodko-gorzka grabarza opowieść o Ludziach", opublikowane w wydanej właśnie antologii pokonkursowej "Kryminał do Poznania. To takie porządne miasto" - jest Pańskim absolutnym debiutem literackim, czy może były kiedyś inne próby twórczości?

Można śmiało uznać to za debiut. Co prawda jako kilku-kilkunastoletni dzieciak pojawiłem się z krótkim tekstem w przeznaczonej dla czytelników rubryce "Świata Młodych", ale debiut literacki to raczej nie był. Wiersze miłosne i egzystencjalne czy teksty do muzyki rockowej grupy Szok, które popełniłem jako nastolatek, też gdzieś zaginęły... Później były chęci, ale jakoś się nie złożyło.

Areną fabuły Pańskiego opowiadania jest cmentarz, a nie jest to jedyne "grobowe" opowiadanie w antologii. Co fascynującego i inspirującego kryje się w tego rodzaju miejscu?

W kontekście kryminału cmentarz wydaje się miejscem oczywistym... Ale w moim przypadku nie chodziło o demoniczność, tajemniczość czy niesamowitość. Prawdziwymi miejscami wydarzeń są tutaj: Wielkopolska, Poznań, Górczyn, Łazarz. Cmentarz postrzegam bardziej jako nośnik albo zwornik historii miasta i ludzi w nim mieszkających. Stare płyty nagrobne wydają się prawdziwsze od książek i znacznie rzadziej są "pisane od nowa". Niestety wiele z tych kamiennych kronik w Poznaniu przepadło. Nie ma już kirkutu i dwóch cmentarzy parafialnych na obecnych terenach targowych (w tym Cmentarza parafialnego św. Marcina, na którym spoczywało wielu wybitnych Wielkopolan i gdzie znajdowała się też kwatera greckokatolicka). O dawnym ewangelickim cmentarzu na Górczynie wspominam w opowiadaniu. "Resztki" tych zabytków można odnaleźć w lapidariach, na innych cmentarzach i w miejscach zgoła nieoczekiwanych.

Proszę powiedzieć, o czym jest Pańskie opowiadanie, ale tak, by za dużo nie zdradzić.

O ludziach i wydarzeniach z ostatniego ponad wieku, pokazanych w być może nieoczywistym kontekście. Zachęcam do próby oddzielenia faktów, których sporo się tu znalazło, od fikcji. Mam też nadzieję, że nawiązania do arcydzieł literatury i filmu nie są zbyt nachalne i zostaną docenione. Cieszę się również z tego, że udało mi się wpleść w opowiadanie parę prawdziwych perełek z historii miasta i dzielnicy.

W notce biograficznej podkreśla Pan swoje górczyńskie korzenie. Skąd sentyment do tej dzielnicy Poznania?

Przez pierwszy rok mojego życia mieszkaliśmy na Łazarzu, przy samym rynku. Potem rodzice przeprowadzili się na pogranicze Łazarza i Górczyna. Wczesne dzieciństwo spędziłem w większości u dziadków w Budowkach i na ich działce przy ulicy Ściegiennego, naprzeciw cmentarza. Zresztą pojawiający się w opowiadaniu Wojciech Szymański to mój pradziadek, Stachu Wichłacz i jego żona Józia - moi dziadkowie, a ich córki - nieżyjąca już niestety moja mama i ukochana ciocia Krysia. Dla równowagi w historię rodziny narratora wplotłem fragmenty życia moich drugich dziadków i ich przodków. Choć od prawie 30 lat mieszkam z dala od tych miejsc, nadal czuję się ich częścią.

Pisanie to dla Pana pasja, hobby, odskocznia od codzienności?

Chyba najlepszym określeniem będzie: niespełnione dotąd marzenie. A może raczej: zaniechane powołanie. Wybrałem kiedyś zawodową ścieżkę techniczną, choć jeszcze na studiach nie do końca byłem przekonany, czy to dobry wybór. A potem były śmichy-chichy z potencjalnego epitafium: "Mógł dostać Nobla, ale mu się nie chciało" (tak, tak - te słowa padły naprawdę podczas jakiegoś przegadanego wieczoru nad Bałtykiem) i w końcu szpital zakaźny podczas pandemii, gdzie powoli, powracając do zdrowia, robiłem listę rzeczy, z którymi o mało co, a bym nie zdążył. Wysyłając opowiadanie na konkurs, traktowałem to raczej jako spełnienie marzenia z tej listy, nie liczyłem na sukces. Udało się chyba z przytupem.

Czy sukces literacki zachęci Pana do kolejnych projektów - opowiadań, a może powieści?

Mam w głowie co najmniej dwa pomysły na coś większego. I nadzieję, że kiedyś to przeniosę na papier. Właśnie jeden z tych pomysłów skłonił mnie do udziału w konkursie, choć finalnie uznałem, że nijak nie da się tego wpasować w kryminał i... może to lepiej, bo w ten sposób pojawił się grabarz z jego opowieścią. Ogranicza mnie czas i jednak nadal lenistwo. Ale może zgłoszę się kiedyś na kolejną odsłonę konkursu na powieść fantastyczną (realizowany przez Wydawnictwo Miejskie Posnania konkurs "Poznań fantastyczny" - przyp. red.), oczywiście z pełnym dystansem i świadomością, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Hmmm. Ale ten Nobel...

Rozmawiał Mateusz Malinowski

W antologii "Kryminał do Poznania. To takie porządne miasto" ukazały się opowiadania nagrodzone i wyróżnione w konkursie (pod tym samym tytułem) organizowanym przez Wydawnictwo Miejskie Posnania:

  • "Słodko-gorzka grabarza opowieść o Ludziach", Rafał Brączkowski
  • "Sprawy pozagrobowe", Magdalena Siwek
  • "Obracam w palcach złoty pieniądz", Barbara Sarbian
  • "Fart", Joanna Furdal
  • "Na Jeżycach bez zmian", Anna Kapczyńska
  • "Płaszczyzna Abraxasa", Łukasz Konwerski
  • "Jak Jadwiga Ratajczak, strażniczka krypty, rozwiązała zagadkę morderstwa", Marta Moeglich
  • "Kawa po bawarsku", Radosław Nawrot
  • "W proszek się obrócisz", Adam Nowaczewski
  • "Rudolf Zabójcza Pięść", Paweł Wichowski

© Wydawnictwo Miejskie Posnania 2025

Dowiedz się więcej na temat

Do góry